Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arian. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2019

Od Ariana

Arian obudził się z samego rana, gdy pierwsze promienie słońca przedostały się do jego pokoju przez niezasłonięte okno, oślepiając go po pysku. Zakrył oczy łapą, usilnie próbując uniknąć spotkania z dniem i próbował wejść pod niedźwiedzie skóry będące jego leżem. Niestety niewiele to pomogło. Przeturlał więc się na posadzkę, z której dopiero się podniósł. Zaczął przeciągać się od łap, a skończył na skrzydłach, którymi prawie strącił kryształową wazę, zdobiącą pomieszczenie. Spanikowany podbiegł ku niej, by przytrzymać ją łapami. Już raz jego matka straciła jedną taką, kiedy ten niefortunnie poślizgnął się, wpadając do niej. Otworzył drzwi na balkon i wyszedł na niego, by zaczerpnąć świeże powietrze. Pełną piersią wdychał zapach porannego śniegu. Wrócił do domu, tak bardzo mu go brakowało.
Nie tracąc więcej czasu wyszedł na korytarz, gdzie minęła go służba niosąca obrusy. Doskonale wiedział, że zmierzali do sali balowej. Sprzątali ją od dawna, dbając o każdy szczegół. Zapewne nawet każdy osobny kryształem na ogromnym żyrandolu w owej sali został wyczyszczony. kręcąc tylko głową ruszył w kierunku schodów prowadzących do poziomu piwnicy. Zamek był ogromny, choć i tak mniejszy niż basior go zapamiętał. Był zaledwie dwuletnim osobnikiem, który ledwo zdał Próbę Śniegu kiedy ostatni raz się tędy przechadzał - był następcą tronu. 
Wszedł do kuchni, w której kucharze od dawna już pracowali. Wszystkie dania były uprzednio przygotowane, aby ci wiedzieli co mają zrobić dzisiaj. Minął go szereg kelnerów, który właśnie wyszedł z pomieszczenia. Skrzydlaty wilk podszedł do jednej z tac i szybko zwinął z niej pieczoną przepiórkę, zanim ktoś zdążył to zauważyć. Pochłonął ją nadzwyczajnie szybko, jakby głodował przez ostatnie dni. Oblizał pysk po smacznym posiłku, nie mogąc doczekać się wieczornej uczty i ruszył na spacer. 
Jego sprężyste, lecz jakże eleganckie kroki zaprowadziły go do zimowego ogrodu. Podszedł do krzewu, specjalnie wyhodowanego dla władców jakieś sto lat temu. Jego kwiaty były zrobione z białych kryształów i potrafiły przyciągnąć uwagę niejednego. Powąchał je, chcąc poczuć ich zapach. Nie wiedział jednak czy one go nie mają, czy to po prostu wina tego jak prawie stracił węch podczas ataku niedźwiedzia na Wschodnich Dolinach. Westchnął jakby ze zmęczenia i ruszył w stronę labiryntu. Oczywiście mógł dotrzeć do jego centrum lecąc, ale jaka to byłaby wtedy zabawa? Mijał lodowe ściany, w jedną nawet uderzając bo nie była błękitna, a przeźroczysta.  Zaśmiał się wtedy sam z siebie i ze swojej niezdarności. Po tym jak prawie się tam zgubił dotarł do kryształowej fontanny, poprzedni władcy mieli jakiegoś bzika na ich punkcie. Ale cóż się dziwić skoro źródło mocy - a przynajmniej tak o nim się mówi - Królestwa znajduje się pod ścisłą ochroną, a jest nim czerwony kryształ z oryginalnej korony. Arian przysiadł na moment, spoglądając w niebo. Zaczął na nowo analizować swoje życie i to, co tu robi. I kto by pomyślał, że to ten sam wilk, który potrafi śmiać się co drugie słowo? Oprócz radosnych pieśni, picia nektaru i dobrej zabawy basior lubił od czasu do czasu przysiąść gdzieś i przemyśleć kilka spraw w ciszy. Szczególnie gdy trapią go problemy. 
- Dawno się nie widzieliśmy - usłyszał za sobą melodyjny głos. Nie musiał się odwracać, wiedział kto do niego przemawia.
- Życie zaczęło biec tak szybko, że gdybym nie miał go więcej, nawet nie zauważyłbym kiedy zacząłbym się starzeć - parsknął cichym śmiechem, powracając do swojego codziennego stanu. 
- Królestwo wciąż mnie zadziwia - powiedziała Arvena, przysiadając z prawej strony. 
- Podeszłaś tutaj tak cicho, że nawet cię nie usłyszałem - spojrzał na nią, wpatrując się w jej oczy. Tęsknił za jej złotymi tęczówkami odkąd przeszła przemianę. Pamięta do teraz jak nie potrafił wydusić z siebie ani słowa, gdy ujrzał ją na nowo. Pamięta też jak wadera bała się, by ten ją ujrzał. Na samo wspomnienie zaśmiał się pod nosem.
- Byłam szpiegiem, zapomniałeś? - uniosła jedną brew, wypinając pierś delikatnie do przodu, pokazując tym swoją pewność.
- Jak mógłbym kiedykolwiek o tym zapomnieć? Akurat pamięć mam dobrą! 
- Gotowy na bal? - zmieniła temat - Wszyscy o nim mówią. 
- Czyżbyś się stresowała? - spytał. W tym momencie przypomniało mu się jak sam prawie nie zemdlał z nerwów przed przyjazdem Notherada. Wówczas wiedział o nim jedynie tyle, że gdyby go trafił, zabiły go jednym ruchem głowy.
- Nie. Jedynie rozpiera mnie ciekawość. Nigdy nie brałam udziału w takim czymś.
- U nas takie uroczystości to normalność, nie ma czym się martwić. - mówił, gdy ta skupiała uwagę na jego pysku - Czy coś się stało?
- Nic, tylko to pasmo sierści strasznie ci odstaje - uśmiechnęła się. - Chyba mogę coś na to poradzić - pokiwał głową i dał jej działać. Wadera chwyciła niesforne kosmyki i zaplotła z nich warkocz po prawej stronie jego głowy, wychodzący tuż zza ucha. 
- Dziękuję - powiedział rozradowany. To jak przyjemnie rozmawiało mu się z waderą nie ułatwiało mu rozmyślań. Ciągle gdzieś z tyłu głowy miał wspomnienie nocy u Damiena, gdzie się z nią pokłócił. Teraz te same problemy siedziały mu w głowie. Musiał o kimś zapomnieć, tylko o kim? Arian chciał jedynie czuć czyjeś ciepło, a to ciepło dawał mu James. - Powinniśmy się zbierać. Zamarzniesz jak będziesz tyle siedzieć tyłkiem na śniegu - rzucił skrzydlaty, szybko się podnosząc. Jego towarzyszka uczyniła to samo i razem wyszli z zawiłego labiryntu. Tym razem było łatwiej, po prostu podążali za śladami odciśniętymi w śniegu. Gdy znów znaleźli się w ogrodach Arian przytruchtał do krzewu, zrywając z niego jeden z kryształowych kwiatów. Podszedł do Arveny i prosząc, aby ta się nie ruszała, włożył jej go w sierść, po czym wymienili się ciepłymi uśmiechami. 
Basior spędził z przyjaciółką jeszcze dwie godziny, później porwany został przez Lien, która nie miała dość jej starszego brata. Uciął również krótką pogawędkę ze swoją matką, po czym oczekiwał na nadejście wieczoru.
~*~
Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy Arian obserwował gości przybywających na zabawę. Niektórzy z nich mieli nawet założone wszelkie kreacje! Cóż, każdy lubi się jakoś prezentować. Dla basiora ten bal powinien być ważny, w końcu jest Wyrocznią. Gdyby nie to... nikt nie traktowałby go z szacunkiem po tym jak zrzekł się tronu. Wyrocznia wyrocznią, ale dzisiejsza noc posłuży Arianowi za odpoczęcie od obowiązków, które ma obecnie na głowie.
Skrzydlaty wilk obserwował zebranych, stojąc pośród nich, wraz ze swymi przyjaciółmi, którzy przybyli do Królestwa na jego wezwanie. Szeptał coś do nich podczas przemówienia swojej siostry, której nie miał sił dzisiaj słuchać. Kilkoro gości uciszyło ich. W końcu jednak u szczytu sufitu zaczął padać śnieg, a orkiestra zaczęła grać. Arian szukał wzrokiem Lysandra, który nie stał przy ich grupce. Mignął im przedtem przed oczyma, ale teraz nie było po nim śladu. Ale cóż się dziwić, skoro zebrało się tu tylu mieszkańców.
James przyniósł każdemu z basiorów po kieliszku nektaru, podczas gdy Hercules raczył się posiłkiem rozstawionym na stole. Rozmowy trwały w najlepsze, zaczęli rozprawiać nad ich obecną i niezbyt stabilną sytuacją. Arian nie ufał aktualnemu królowi, Zerdini byli i będą dla niego najgorszym złem. Już miał dać towarzyszom wywód na temat historii Królestwa, w której ci nigdy nie odgrywali dobrej roli, dlaczego więc tym razem miałoby być inaczej? Wtedy ujrzał waderę stojącą naprzeciwko sali. Arvena miała nadal we włosach wczesany kryształowy kwiat. Skrzydlaty basior starał się odciągnąć swoje myśli od niej, ale wciąż w głowie błyskały mu wspomnienia.
- Może tak zaprosisz ją do tańca - szepnął w jego kierunku rudy basior. Ariana zdziwiło to zachowanie. Nigdy nie pomyślałby, że James powie coś takiego. Samemu wpadło mu to do głowy, ale nie chciał opuszczać przyjaciół. Teraz jednak mógł sobie na to pozwolić bez konsekwencji. Przeciął więc salę, zgrabnie omijając pary.
- Czy to byłoby nieodpowiednie gdybym poprosił cię teraz do tańca? - uniósł zgrabnie jedną z brwi.
- Nie, nie sądzę - uśmiechnęła się w jego kierunku. Przysiągłby, że jej oczy zalśniły w tym momencie, a może to było odbicie jego oczu?
- Więc zapraszam - we dwoje dołączyli do tańczących wilków, podążając w rytm muzyki.
- Nie sądziłam, że wyciągniesz mnie na parkiet - szepnęła mu do ucha, gdy znalazł się odpowiednio blisko.
- A ja nie sądziłem, że się zgodzisz. Oboje się dzisiaj zaskoczyliśmy. Miło mi się tutaj z tobą tańczy.
- I vice versa Arian - zaśmiała się, poważniejąc na chwilę. - Właściwie to chciałabym z tobą o czymś porozmawiać.
- Mów śmiało - zanim jednak wadera zdążyła otworzyć usta nastąpiła zmiana partnerów. Arian nie spuszczał wzroku z wadery, wyczekując. Gdy miał szansę, natychmiast do niej powrócił - A więc o czym my to?
- Nic takiego - speszyła się - Dobrze tańczysz, to ci chciałam powiedzieć - strateg w pierwszej chwili nie kupił tego wytłumaczenia, ale w końcu odpuścił sobie. Nie mógł przecież wiedzieć, co wadera ma w głowie.
Mieli dla siebie jeszcze krótką chwilę. Później jakiś inny basior porwał Venę do tańca. Arian poczuł wewnątrz ukucie zazdrości, jednak postanowił ponownie nie odbijać partnerki, zbyt często już łapał się na tym, że o niej myśli. Wrócił więc do jego kompanów zasiadających przy stole z alkoholem.
~*~
Pech, a może los chciał, że Arian zaczął pić. I nie poprzestał na paru pintach mocnego trunku. Zabawa toczyła się dla niego w najlepsze. Zapomniał nawet o tym, że ktoś odbił mu partnerkę podczas tańca. Później kilka innych panien prosiło go na parkiet, jednak ten każdej po kolei odmówił. Wystarczył mu ten jeden taniec, choć niezwykle krótki. 
- On chyba powinien iść spać - prychnął Herc, spoglądając na Ariana, któremu oczy zaczynają się zamykać.
- Zaprowadzę go do jego pokoju zanim nam tutaj padnie - zgłosił się James. 
- Na pewno nie trzeba ci pomóc?
- Przecież dam radę - rudzielec uśmiechnął się pewnie. Orkiestra zaczynała kolejny utwór, a on wyprowadził białego wilka z sali. Podążali wgłąb zamku. Największym problemem były dla nich schody na kolejne piętra, gdzie znajduje się sypialnia Ariana. Oboje wypili, ale to skrzydlaty omal nie zasnął na stopniach. James zresztą nie miał nawet takiego humoru na picie. Wielu to robiło, jego przyjaciele, obce wilki, ale on myślami był gdzieś indziej. Analizował to co zauważył dzisiejszego wieczora. 
W końcu rzucił przyjaciela na niedźwiedzie skóry, z których bielą tamten prawie się zlał. Odwrócił się, by wyjść, wtedy jednak zatrzymał go Arian.
- Zostań. Zimno mi. 
- Przecież ty nie odczuwasz zimna - prychnął rudzielec.
- Z zewnątrz, ale wewnątrz już tak. Chcę żeby było mi ciepło, a ty potrafisz to zrobić.
James westchnął głęboko kładąc się obok wilka. Ten zbliżył się do niego. James za coś takiego kiedyś dałby się pokroić. Ciągle marzył o tym jak on i Arian w końcu są razem, wiedział, że między nimi była głęboka więź, wiedział, że basiorowi nie przeszkadza, że jest tej samej płci, ale to co zauważył kilka tygodni temu, to co ujrzał dzisiejszej nocy. Nawet jeśli sam skrzydlaty tego nie wiedział James czuł co się święci. Arian po prostu później to zrozumie. Jest zagubiony i obłąkańczo szuka ciepła, ale to nie James mu je da, a Lancaster zdawał sobie z tego sprawę. Ciepło, które czuł jego przyjaciel biło od jego mocy, bo choćby chciał, jednostronna miłość nie wywoła prawdziwego ciepła. A Arian w końcu go nie kochał.
James wyczekał do rana, po czym wymknął się z leża, by wyjść z pokoju. Przed drzwiami spotkał Arvenę. Wadera najprawdopodobniej szukała swego towarzysza tułaczki, a Hercules ją nakierował. Owszem, niedaleko jest również jej pokój, ale ona wyglądała jakby ewidentnie chciała zapukać do tego.
- Arvena... - powiedział lekko zszokowany James. - Arian śpi... 
- Nie szkodzi - odparła speszona, odwracając wzrok. - Właściwie to śpieszę się do siebie - powiedziała, odwracając się. Rzuciła coś na pożegnanie i zniknęła na korytarzu. To samo uczynił James. Rozeszło się każde w swoją stronę.


Słowa: 1838

sobota, 4 maja 2019

Od Ariana CD. Arveny

Jestem zmęczony całą tą sytuacją. Najchętniej położyłbym się spać, gdyby nie otaczające mnie uczucie niepokoju. Skierowałem się do saloniku, w którym przyjmowaliśmy gości, spodziewałem się, że właśnie tam moja matka ugości Arvenę. Miałem również nadzieję, że nie zabłądzę po drodze. Czułem niesamowitą ulgę, że mogłem tu być… ponownie w domu, choć zapomniałem już gdzie są jakie pomieszczenia. Martwiąca jest dla mnie jednak wizja rozmowy z ojcem. Wiem, że muszę z nim pomówić o tym co się działo. No i Vena… Jej też jestem winny wyjaśnienia. 
Kiedy otworzyłem drzwi do salonu w środku spotkałem wszystkich moich przyjaciół i Elrisę. Matka stała z boku, odkładając kieliszek na jedną z półek. James i Lysander się przepychali, a Hercules stał niewzruszony, jak to z nim bywało bez mocniejszego trunku. 
- Lysander mam nadzieję, że zachowujesz choć odrobinę godności – powiedziałem w kierunku basiora.
- Przyjacielu, ja zawsze kroczę dostojnie i z godnością – odparł, odchodząc od Jamesa.
- Tak, tylko czasami zbliżasz się do osób, do których nie powinieneś – rzuciłem srogo w jego stronę, jednak starałem się zrobić to tak cicho, aby reszta nie usłyszała. Resztę zdania skierowałem do Veny – Mam nadzieję, że się nie naprzykrzali.
- Spokojnie, byli mili – uśmiechnęła się.
- Chcieliśmy poznać twoją towarzyszkę osobiście. W sali tronowej była napięta atmosfera – powiedział James. Do saloniku wpadła jak wichura moja młodsza siostra, Lien. Wszyscy zapomnieliśmy nagle o czym rozmawialiśmy.
- Obiecaliście mi pomoc w wybraniu potraw – jej ton był tak głośny, że prawie pomyślałem, że krzyczy.
- Ależ doskonale o tym wiemy – Lancelot szarmancko uśmiechnął się do bezowej wadery, a ja posłałem mu ostrzegawcze spojrzenie.
- Braciszku, z wami omówię następną kolację. Będziemy mogli wtedy poplotkować – rzuciła i zaczęła ciągnąć za sobą trzech basiorów.
- Lien to wulkan energii – uśmiechnąłem się.
- Zupełnie jak ty. Wciąż tęsknię za moją pamiątkową wazą z Krain Dugaru – westchnęła melancholijnie matka.
- Co się z nią stało? - spytała przyjaciółka na co wyraźnie się speszyłem.
- Kiedy był mały, biegając po zamku jakimś cudem na nią wpadł i zaklinował sobie w niej głowę. Długo zastanawialiśmy się co zrobić z tym faktem. Polaliśmy go nawet oliwą. Koniec końców musieliśmy ją rozbić. Kiedy wyjął z niej głowę wyglądał jak wystraszony kurczak – na tę odpowiedź Arvena prychnęła śmiechem. - A co do dzieciństwa. Arian, pamiętasz Aste?
- Aste? Oczywiście, że pamiętam! Co z nią? - zapytałem prędko.
- Sądzę, że sam możesz z nią porozmawiać. Jest na południowym placu.
- Koniecznie muszą ją spotkać! Tylko… jak mogę się tam dostać?
Mama pokiwała głową, śmiejąc się pod nosem. Zaprowadziła mnie i Venę na balkon widokowy. Na dolnym placu zauważyłem srebrną waderę. Wypiękniała z wiekiem.
- To zajmie chwilę! Porozmawiam z nią i możemy iść do sali obiadowej! - zleciałem do starej przyjaciółki. - Aste?
Wadera odwróciła się, a na jej pysku malowało się ogromne zdziwienie.
- Arian! - przytuliła mnie. - Po tobie spodziewałabym się, że przewrócisz mnie do śniegu – zaśmiała się – Gdzie ty się podziewałeś!
- Chciałem, ale postanowiłem zrobić dobre wrażenie. Bywało się tu i ówdzie.
- Powoli myślałam, że coś cię tam zeżarło. Jak nie ja jedna zapewne – uśmiech miała tak samo ciepły jak pamiętam sprzed pięciu laty.
Gawędziłem z Aste w najlepsze, kiedy do jej łap przywarł śniady szczeniak.
- To twój? - spytałem, patrząc na malca.
- Och, nie. Ten tutaj to mój podopieczny, jestem nauczycielką.
- Zawsze miałaś do tego smykałkę – zaśmiałem się z własnej głupoty.
- Tak się składa, że będę miała chwilę przerwy w zawodzie. Sama jestem w ciąży.
- Wow, gratulacje! Nawet nie zauważyłem – spojrzałem na nią, uchylając głowę na lewo i prawo.
- Jeszcze nie będzie widać – zaśmiała się. - Ale nie mogę się już doczekać aż te szkraby będą biegać po śniegu.
- To na pewno. Ale.. jak?
- Chyba wiesz jak robi się szczenięta – znów parsknęła śmiechem.
- Miałem raczej na myśli z kim jesteś – zarumieniłem się.
- Relin z dziennej straży. Z Rodu Nortun – powiedziała spokojnie.
- Arian! Musimy już iść – usłyszałem głos mojej matki.
- Chyba cię wzywają.
- Tak. Ale spotkajmy się jeszcze kiedyś, musisz mi opowiedzieć co się u ciebie działo!
- Jasne, zrozumiałam. Do kiedyś! - rzuciła, a ja wróciłem do wader na balkonie.

<Arvena?>

Słowa: 689

sobota, 27 kwietnia 2019

Od Ariana

Im dłużej podróżowaliśmy po bezkresnej północy, tym masywniejsze opady śniegu uderzały w nasze ciała. Rzuciłem okiem na towarzyszącą mi waderę, odzianą w ciepły strój z grubej, niedźwiedziej skóry. Podążamy lodowym szlakiem tak długo, że z pewnością chłód zaczął jej już doskwierać. Dobrze, że pamięć mam jeszcze dobrą. Nasza wyprawa skończyłaby się tragicznie, gdybym choć na moment zboczył z drogi. Nie byłem tu od tylu lat, a krajobraz znacząco się zmienił. Mimo to czuję, że to ten sam dom, który opuściłem. Nie mogę się doczekać aż zobaczę zamek. Ale... Co powiem rodzinie? Jak śmiem wracać do nich po tym jak odrzuciłem rolę króla i wystawiłem Północ na brak Wyroczni. 
Z zamyślenia wyrwało mnie dziwne przeczucie. Zatrzymałem się, a Vena stanęła obok mnie. Spod kaptura wystawał jej tylko mały kawałek pyska w masce, która miała ją chronić przed odmrożeniami.
- Ktoś nas obserwuje - powiedziałem. Intuicja mnie nie myliła, bowiem chwilę później ujrzałem błękitne ślepia. Zaraz potem obok nich pojawiły się również złote oczy. Białe wilki idealnie wtapiały się w otoczenie zasłane zaspami. To z pewnością strażnicy. 
- Kim jesteście? - usłyszałem głos. Już chciałem śmiało się uśmiechnąć, jednak postanowiłem zachować powagę.
- Imię me Arian Andor Veliciusz z łona Silvarii, dziecię Eleonory, jestem pierworodnym Andora Astora Veliciusza oraz Wielką Wyrocznią Królestwa Północy.
Przez moment zastanawiała mnie reakcja, jaką mogła mieć Arvena, słysząc to, co mówię. Opowiadając niegdyś legendę o Silvarii nie wspomniałem o mojej roli wyroczni czy pochodzeniu. Cóż... wytłumaczę jej moją przeszłość gdy tylko zyskamy chwilę. Tym razem bez ukrywania takich faktów.

~*~

Rozglądałem się po ścianach, na których wisiały stare obrazy. Wewnątrz zamku wszystko było zrobione z lodu, jednak temperatura wewnątrz była przyjemna. Vena mogła w końcu zdjąć kaptur i maskę. Jej oczy wędrowały ku wszelakim zdobieniom ścian. Gdy nas wywołano i weszliśmy do ogromnej sali na jej pysku ujrzałem miłe zaskoczenie. Z pewnością podobały jej się witraże i rzeźby w sali tronowej.
- Nigdy nie spodziewałam się, że ujrzę cię z powrotem - ciepły głos rozniósł się po pomieszczeniu. Poczułem szybsze bicie serca. Z tronu, po schodach zeszła w moim kierunku wadera.
- Witaj Nairo. Ja też nie sądziłem, że wrócę - rzuciłem pośpiesznie. Zauważyłem, że moja towarzyszka pokłoniła się. Ja nie zamierzałem. Jest moją królową, owszem, ale przede wszystkim... - Siostro, miło mi cię znów widzieć - objąłem ją na powitanie. 
- Twoi znajomi powiadomili mnie, że się zjawisz. Oczekiwaliśmy cię.
- Czyżby już dotarli?
- Hercules z ojca Herona i matki Misturcji, James z Rodu Lancasterów i Lysander de Luynes. Tak są tutaj. I oni również nie wiedzą dlaczego ich wezwałeś w te... jak to nazwali zmarzliny. A ty z kim przybyłeś? - spojrzała na moją przyjaciółkę.
- Jestem Arvena - odparła.
- Miło mi cię poznać.
- Gdzie on jest? - usłyszałem huk ogromnych drzwi i zimny, niski głos.
- Tutaj... ojcze. - odwróciłem się w stronę wilka, kroczącego dumnie w moim kierunku.
- Próbowaliśmy go trochę spowolnić... - zaczął Lysander.
- ...ale to były król - dokończył rudy basior.
- Po tylu latach wracasz tu jak gdyby nigdy nic? Nie masz już za grosz godności? - zacisnąłem zęby, aby przypadkiem mu nie odszczekać.
- Arian, wyjaśnij mi, czego potrzebujesz - moja siostra jak zwykle zachowywała się jak anioł. Byłem jej za to wdzięczny. Naira od zawsze jest dumną waderą, zadbaną i pięknie się prezentującą. Królowa z prawdziwego zdarzenia.
- Jeśli jeszcze ojciec pamięta, kiedy stałem się dorosły moc wyroczni spłynęła na mnie.
- A potem opuściłeś Królestwo Północy - rzucił. Nasze stosunki nie są zbyt... przyjacielskie.
- Ale wróciłem! Mam do tego powody.
- Jakież to? - spytała Naira.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć usłyszałem ciepły głos. To Elrisa.
- Wróciłeś do domu! - powitała mnie najmocniejszym uściskiem jaki był możliwy.
- Tak, mamo, wróciłem - patrząc przej jej ramię, ujrzałem niska, złocistą waderę - Czyżby Lien? - matka kiwnęła głową. - Nieźle wyrosłaś - zwróciłem się do najmłodszej siostry. Po kim ona jest tak uroczo niska?
- No popatrz, ja prawie cię nie pamiętam - prychnęła, żeby zaraz potem się uśmiechnąć. Zbliżyła się do mnie, żeby dokładnie mi się przyjrzeć. Chwyciła nawet za skrzydła - Tato są większe od twoich - roześmiała się radośnie. Widziałem, że rozpiera ją energia.
- Widzę, że zebranie trwa w pełni - gdy wilk wypowiadający te słowa do nas dołączył poczułem nagły ból głowy. Zlustrowałem go wzrokiem, kładąc po sobie uszy
- Co tu robi Zerdin? - warknąłem.
- Opanuj się Arian - Naira natychmiastowo mnie zganiła - zwracasz się do Króla.
- Słucham?! Nie ma mnie kilka lat, a wy już oszaleliście, żeby pozwolić takiej bestii stać u twojego boku?! O Bogowie! Przecież to oznacza, że wy jesteście razem! - nie dowierzałem w to, czego się dowiedziałem. Czarny basior stanął obok mej siostry.
- Kraina ta zmieniła się od czasu twojego odejścia - powiedział Andor.
- Nairo, musimy poważnie porozmawiać, chcę dokończyć po co tu przyszedłem - powiedziałem do niej, zasłaniając plugawego wilka ze wschodu skrzydłem. - Na osobności.
- Niech ci będzie - westchnęła. - Przejdźmy się po zamku.
- Jesteś pewna, że chcesz z nim zostać sama? - odezwała się ta czarna wywłoka. - Wydaje się być szaleńcem.
- Tergis, nie zapominasz się przypadkiem? - wtrąciła Lien. Była bardzo pewna siebie. To dobra cecha.
- Idę z nim. Veno, miło było mi cię poznać. Z pewnością jeszcze dane nam będzie porozmawiać.
- Mi ciebie również.
- James, wyjaśnię wam wszystko później - zwróciłem się do przyjaciół. - Mamo, Lien, porozmawiamy później, proszę, zajmijcie się moją przyjaciółką.
- Może liczyć na rozgrzewający eliksir i naszą gościnę - uśmiechnęła się karmelowa wilczyca.
Razem z Nairą wyszliśmy z sali tronowej, przemierzając korytarze.
- Więc co cię tu sprowadza, bracie?
- Najpierw wolałbym się dowiedzieć co ci strzeliło do łba, żeby wiązać się z Zerdinem - mruknąłem.
- Musisz przestać być taki uprzedzony.
- Wszyscy Zerdini są tacy sami, ich natury nie zmienisz.
- Zawarliśmy sojusz ze Wschodem. Ponadto kocham Tergisa.
- Szkoda, że Zerdini nie znają takiego uczucia.
- Arian. Rok temu urodziłam córkę.
- Czekaj... masz na myśli? Naprawdę? Jestem wujkiem! Ale... on jest ojcem mojej siostrzenicy...
- Musisz zaakceptować nową rzeczywistość. Zerdini i Sivarius żyją w zgodzie, razem. Tutaj w Królestwie, rozumiesz? Pokój, nic nam nie grozi. Pamiętam jak jeszcze byliśmy szczeniakami. Biegałeś po tych korytarzach, ślizgałeś się, tłukąc cenne rzeczy. A ja zawsze siedziałam w bibliotece, ucząc się. Myślałam, że zostanę uczoną, zawsze zazdrościłam ci twojego przeznaczenia.
- Nie ma tu czego zazdrościć, uwierz mi.
- A co się okazało? Zostałam Królową. I do tego tą, która zawiązała sojusz ze Wschodem. To coś cudownego!
- Najwyraźniej nie, skoro głos wyroczni do mnie przemówił.
- On... naprawdę? - mocno się zdziwiła.
- Tak mi się wydaje. Nękają mnie koszmary dotyczące Północy. Udałem się nawet do szamana, tam usłyszałem przerażającą wiązankę. Przeczucie mówi mi, że coś zagraża Królestwu.
- Co to może być? - spoważniała.
- Tego jeszcze nie wiem.
- Czyli klątwa to prawda... Bez Wyroczni Królestwo popadnie w ruinę.
- Przybyłem rozwiązać ten problem. Możecie mnie potrzebować. Daj mi szansę dowiedzieć się co się dzieje.
- Czyli po to ściągnąłeś tu swoich ludzi. Jak długo planujesz tu zostać? Znowu odejdziesz jak przed laty?
- Zostanę ile będzie potrzebne. A kiedy tylko znów postawiłem łapę na śniegu wiedziałem, że jestem w domu. Kocham Królestwo całym sercem.
- W takim razie każę przygotować dla was pokoje. Tamta trójka jest tutaj od tygodnia. Ty i Vena musicie odpocząć. Bądźcie na wieczerzy o zmroku. Do tematu Zerdinów nie wrócimy. I nie zabij się z Tergisem ani ojcem.
Patrzyłem jak odchodzi. Dlaczego tak dziwnie się teraz czuję? Jestem na moment w domu. No właśnie... na moment.


<Vena?>

Słowa: 1162

środa, 24 kwietnia 2019

Arian

Orphen-Sirius
Nawet podczas największej śnieżycy ten kto wierzy, da radę dotrzeć do domu.


Imię: Arian
Ród: Z Rodu Veliciuszy 
Wiek: 7 zim 6 miesięcy
Płeć: Basior♂
Rasa: Sivarius
po matce Malisabis i ojcu Sivarius
Stan: I Przywódca Frakcji
Stanowisko: Strateg
Charakter: Charyzma i powab unoszą się obok tego basiora. Stara się być opanowany i miły, co nie zawsze mu wychodzi. Gdzieś w środku Ariana siedzi arogancki wilk, który uważa się za lepszego od innych. Pragnienie pięcia się na szczyt i wysokie ambicje gdzieś w nim drzemią, zawzięcie dąży do wyznaczonych sobie celów. Można powiedzieć, że to odpowiedzialna osoba. Zawsze gdy zajdzie taka potrzeba, opanuje swoje emocje i zrobi co do niego należy. Można powierzyć mu swoje sekrety czy poprosić o pomoc. Kto wie, może z chęcią jej udzieli? Jest rozsądny, ale często zdarza mu się marzyć o niebieskich migdałach. Ma w sobie więcej „dziecięcych” cech. Mógłby zostać nazwany błaznem, zawsze będzie szukał sposobu, by pocieszyć drugą istotę. Urodził się optymistą i mimo kilku większych potknięć, pozostał nim. Największe szczęście sprawiają mu uśmiechy innych (szczególnie, jeśli to jego sprawka). Jest pełen energii, dynamiczny, ruchliwy, posiada multum pomysłów, i bije od niego ten specyficzny żar. Potrafi na głowie mieć sto spraw jednocześnie. Mogłoby się wydawać, że działa bardziej spontanicznie niż analitycznie, lecz to tylko pozory. Jest wygadany, zna pełno historii, które z ogromną przyjemnością opowiada. Jedne bardziej prawdziwe, drugie mniej. Interesuje się życiem innych i wszędzie go pełno. Mogę was zapewnić, że nigdy nie spotkaliście wilka równie ciekawskiego co on i zadającego tak wiele pytań. Jeśli sytuacja nie jest poważna jego cierpliwość często kończy się po kilku sekundach. Nie może usiedzieć w miejscu, musi się ciągle ruszać. Nie ulega wpływom. Groźbami nie zmusi się go do działania, trzeba zachęcić. Lubi zdobywać poklask otoczenia, jednocześnie próbując przyjąć zasługi ze skromnością. Uwielbia otaczać się innymi, lecz prawdziwych przyjaciół, którym potrafiłby powiedzieć co naprawdę skrywa jego umysł posiada niewielu. Miłość i nienawiść długo się w nim rodzą, ale zawsze pozostają trwałe. Jest zazdrośnikiem, choć stara się to maskować. Nie lęka się przeszkód i trudów życiowych. Czasem jest pełen niepokoju, mogącego zepsuć jego najpiękniejsze osiągnięcia. Odpowiada na wszelkie ataki w sposób, który może zbić z tropu. Mocno zaznacza swoją obecność. Jest bardzo zaradny życiowo, elokwentny i sympatyczny. Można powiedzieć, że jest to prawdziwa dusza towarzystwa. Lecz nawet ten optymista lubi od czasu do czasu usiąść gdzieś w samotności i odpocząć. Mogłoby się wydawać, że tak głośny wilk nigdy nie będzie w stanie się uspokoić, a tu proszę, on kocha ciszę. Tylko kilka przebłysków w jego osobowości wskazuje, że potrafi być odpowiednim wsparciem do spraw trudnych. Żaden opis jednak nie odda jego poważnej strony tak jak sytuacje z życia wzięte. Może warto zatem poznać go bliżej, by dowiedzieć się czy ten błazen może być również opanowanym i rozsądnym basiorem, godnym pozycji Przywódcy Frakcji?
Wygląd: Smukłe ciało i długie łapy sprawiają, że wygląda na wilka, który za moment popisze się swoją elokwencją. Jest wilkiem wysokim, o śnieżnobiałej sierści z elementami koloru nocnego nieba. Wydawać by się mogło, że to szczupły basior o lichej sile, jednak nic bardziej mylnego. Potrafi wykorzystać swoje atuty. Nie odstaje od reszty jeśli chodzi o siłę fizyczną. Zawsze był raczej „szczwanym” typem, który do pokonania przeciwnika nie potrzebuje mięśni. Na tle innych mogłyby go wyróżniać skrzydła rozpiętości trzech metrów czy dwa ogony. W jego różnobarwnych tęczówkach można się zakochać. Jedna z nich jest koloru złota, druga zaś błękitnego nieba. Można by rzec, że jego spojrzenie uspokaja jak nic innego. Zgrabny pysk ma w sobie coś z arystokracji, tak samo jak chód i delikatne akcenty w jego ruchach.
Żywioł: Wiatr, Śnieg
Moce:
- Arian jest odporny na zimno. Nie ma tak mroźnej temperatury, która potrafiłaby go zatrzymać.
- Basior potrafi zmieniać kierunek i siłę wiatru, w tym tworzyć małe tornada (wraz z jego umiejętnościami rosną i one) bądź otoczyć przeciwnika ścianą wiatru, która ograniczy jego ruchy, pozostawiając jedynie wyjście górą. Przy pomocy wiatru jest w stanie sprowadzić chmury deszczowe, zakryć niebo obłokami czy też je z nich oczyścić.
- Może panować nad opadami śniegu, co jest dla niego wręcz naturalną sprawą. Wokół niego można wyczuć zimno, którym czasami ‘emanuje’. 
- Arian odkrył zdolność rozmawiania z ptakami, gryzoniami i gadami.
Rodzina: 
Ojciec – Andor Veliciusz
Matka – Elrisa z Rodu Everun
Młodsza siostra bliźniaczka – Naira
Młodsza siostra - Lien
Siostrzenica - Nerys
Partner: W jego głowie pojawiały się ciche marzenia o znalezieniu kogoś kto zrozumie go jak nikt inny.
Potomstwo: Brak
Miejsce Zamieszkania: Dystrykt I, w pobliżu Jeziora Eleonory.
Patron: Silvaria
Umiejętności:

Intelekt: 20 | Siła: 8 | Zwinność: 13 | Szybkość: 27 | Latanie: 20 | Pływanie: 3 | Magia: 2 | Wzrok: 3 | Węch: 1 | Słuch: 4 |

Historia: Urodził się w rodzinie o wysokim statusie społecznym. W swoim miocie miał jeszcze siostrę. Był pierworodnym więc postanowiono, że to on przejmie dziedzictwo swej rodziny, w końcu to na niego spada Dar Wyroczni. Od dziecka był szkolony na przyszłego zarządcę ziem, który miał rządzić sprawiedliwie. Jednak na kilka dni przed oficjalnym ogłoszeniem go następcą korony postanowił opuścić rodzimą krainę nigdy nie podając bliskim powodu swej podróży. Zastąpić go miała Naira. Jego ostatnimi wspomnieniami klanu jest kłótnia z ojcem, płacz matki, siostry Lieny oraz spuszczona łeb Nairy. Nigdy nie poczuł się gorzej jak w tamtej chwili, gdy wiedział, że ich wszystkich zawiódł. 
Po trzech latach podróży i poznawania świata obudził się na ziemi pewnej watahy i tak oto poznał tamtejsze wilki. W swych wędrówkach znalazł kilku przyjaciół, lecz w watasze, w której osiadł spotkał pewną waderę - Arvenę. Arian żartuje z tego, że przyczepiła się ona do niego, lecz tak naprawdę cieszy się, że może znać kogoś takiego. To ona towarzyszyła mu w podróży na sawannę, do znajomego mu szamana, gdy Ariana męczyły koszmarne zwidy. U niego, podczas rytuału dowiedział się, że do Królestwa Północy nadciąga coś złego. Pamięta on to tak: 
"Ciemność otaczała mnie z każdej strony. Było tu chorobliwie zimno, niczym na Północy. Czyli tak wygląda moment przejścia w istotę astralną lub mówiąc prościej – śmierć? Super. 
Nagle coś błysnęło przed moim wzrokiem. Usłyszałem delikatne dzwoneczki. Pozbierałem się, biegnąc za światłem. Niech to coś do cholery poczeka! Im bardziej zbliżałem się do poświaty, tym wyraźniejszy przybierała kształt. To wilk, biały, do tego ma skrzydła. 
- Zaczekaj mówię! - próbuję przyśpieszyć, ale zdaję sobie sprawę, że kroczę po kolana w wodzie.
Tymczasem postać gna po suchym lądzie. Blask płomieni oświetla ją, a z tyłu widzę jej cień. Jednak czarna zjawa zaczyna poruszać się o własnych siłach. Teraz wygląda jakby ścigał białego wilka.
- Uważaj! - krzyczę, jednak to nic nie daje. Cień skacze na poświatę, owijając na niej swe macki. Zabija skrzydlatego. Widzę ich jakby przez padający śnieg, a chwilę później zaczynam tonąć. Im bardziej próbuję wypłynąć, tym bliżej dna jestem. Znów nie mogę oddychać. Tysiące głosów krzyczy coś w mojej głowie, ale jeden słyszę nad wyraz dobrze. Szept.

Śmierć kroczy za każdym.
Nawet ty jej nie pokonasz.
Umarł Król, niech żyje Król!"

Wilk od razu powiązał to ze swoim losem Wyroczni, który ostrzega przed złem. Zmartwiony tym Arian postanowił podróżować na północ, a jego przyjaciółka mu towarzyszyła. Tak basior wrócił do Królestwa Północy, nie wiedząc jeszcze co jest zagrożeniem.
Inne:
- Dotąd nie wyjawił dlaczego zrezygnował z bycia królem.
- Pod sierścią na karku posiada tatuaż. Ma on na celu przypieczętować więź Ariana z Tamtym Światem i jego imię. Pomógł mu w tym szaman z sawanny. Przeprowadził rytuał i tak oto Arian dowiedział się jakie jest jego duchowe imię, a mianowicie Ananta Barpha, co oznacza Wieczny Lód.
- Jego ulubionymi kwiatami są słoneczniki.
- Walczył kiedyś z niedźwiedziem. Pech chciał, że oberwał w nos (szczęście, że nie w głowę). Wtedy jego węch bardzo osłabł i nie jest w stanie wyczuć dobrej większości zapachów.
- Jest wilkiem religijnym, szanującym Bogów, tradycje i zwyczaje.
- Podróżując po świecie spotkał się z wieloma kulturami.
- Podczas zwiedzania świata, wymyślił sobie przyjaciela imieniem Scott.
- Za młodu pobierał nauki kapłaństwa, aby móc w pełni zrozumieć rolę wyroczni.
- Nienawidzi, gdy jego sierść zbrudzona jest krwią, dlatego też nie przepada za polowaniami.
- Znajomi ze Wschodnich Dolin nazywają go Przybłędą Świata.
- Czuje ogromny respekt przed Saltus Mortem. Praktykują oni zwyczaj boskiego chrztu <choć jest to nazwa nad wyraz przerośnięta>  i jako jedyni robią to w dzisiejszych czasach, reszta od tego odeszła, bądź wyparła to innymi nakrapianiami czy chrztami. Arian wraz z Nairą zostali ochrzczeni na znak wieloletniego pokoju pomiędzy Królestwem, a Plemieniem Emerald Eye. Jego drugim ojcem został Yalehar.





Autor: I_am_Zero
Layout by Netka Sidereum Graphics