Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Askalio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Askalio. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

W skupieniu słuchałem co próbuje mi powiedzieć wadera. Czekałem aż dokończy zdanie, obawiając się co nadejdzie na jego końcu. Czarne ptaszysko, które przesłoniło mi niebo tamtej nocy miało rację. Smoliste skrzydła nigdy nie zwiastują nic dobrego. 
Poczułem jak cały zaczynam trząść się w gniewie, kiedy usłyszałem, co prawie stało się Nevt.
- Że co chciał? - wycedziłem przez zęby, wściekły, targały mną emocje. Nawet pogoda szalała na zewnątrz. Słyszałem jak porywisty wiatr targa biednymi drzewami jakby chciał wyrwać je z korzeniami, albo przynajmniej ściągnąć z nich wszystkie liście. Czyżby i ziemia zaczęła się trząść, a może mi się to jedynie wydawało? - Jak śmiał?! - nerwowo obróciłem się, biegając wzorkiem po ciemnym pomieszczeniu, w zdenerwowaniu potrącając kamyk leżący u mych łap. Pnącze, które wciąż wszędzie się wiło owinęło się wokół niego, krusząc go. Natychmiast podszedłem do ukochanej, zamykając ją w szczelnym uścisku. Jej głowa znalazła się na moim barku. Kto w tym momencie drżał. Ja, czy ona? A może tkwiliśmy nieruchomo jak słońce, a to świat ruszał się wokół nas? Ileż to myśli biegało mi teraz w głowie, ileż było nieujarzmionych, przerażonych i uciekających niczym spłoszone dzikie konie. Przed oczyma pojawiały się straszliwe obrazy, jakbym to zaraz miał stracić swą życiową miłość. - Na wszystkich Bogów, Nevt – szepnąłem ociężale, jakby na słowach mych ciążył jakiś czar. - Gdyby tylko coś ci się stało. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył, najdroższa.
Może nie powinienem był tak szybko wtedy odchodzić? Tak tego zostawiać? Mogłem się przecież spodziewać, że jej ociec będzie w domu.
- Już go nie ma – odparła, lecz w jej głosie nie usłyszałem ja żadnej barwy. Jakby na dźwięk jej pustego tonu miało zaraz zapaść się niebo. Och skarbie.
- Jakoś sobie poradzimy, będzie dobrze. Nie pozwolę, abyś musiała więcej o tym myśleć – chwyciłem ją za podbródek, każąc sobie spojrzeć w oczy. W jej źrenicach ujrzałem nutę niepewności, lecz wadera pokiwała mi głową w akcie zaufania.

<Nevt? Tak jak pisałem z tym moim problemem>

Słowa: 316

środa, 15 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Łapy aż mnie mrowiły z ekscytacji. Spacer do domu wydał mi się niczym łaska zesłana prosto z nieba, choć wierzący aż tak wielce nie byłem. Ateistą też nie, raczej klasyfikowałem się gdzieś pomiędzy. Gdybym był książką w bibliotece miejsca pod tym względem dla mnie by nie było. Raczej znalazłbym się w jakiejś sekcji ogrodniczej. Umarza mi to na duchu, gdy planuję wydać tomiki poezji. 
- Deski teatru powitają wysłannika inspiracji, błogosławionego przez Mokashi! -powiedziałem wskakując na skałę i przybierając na niej dumną pozę. Skoro zyskałem wilczycę mego życia po sławę mogę też sięgać, przeciwności losu mi nie straszne gdy ma luba przy mnie będzie. Wrona, które zerwała się z drzewa przykuła mój rozanielony wzrok, a jedna z łap poślizgnęła się. Wylądowałem na plecach, widząc jedynie nocne niebo, kilka drobnych koron drzew i gwiazdy. Jedynie trzepot skrzydeł mówił mi jeszcze o obecności ptaszyska. Uśmiechnąłem się do krajobrazu, podnosząc się z zimnego śniegu. Czarnoskrzydłe stworzenia nigdy nie zwiastują nic nowego. Napisałbym o nich kojący wiersz, gdyby to nie równało się pogwałceniu wszelkich praw poezji!
Ptak ten jednak przypomniał mi jedną z moich dziecinnych wypraw do lasu. Siedziałem wtedy w zagłębieniu, otoczony przez krzaki, czułem się jak w fortecy, liście były nawet nade mną. Wertowałem już kolejną stronę książki, dając się wciągnąć lekturze. Wtedy na jej szczucie wylądowała sikorka, nucąca swoją słodką pieśń. 
To miłe wspomnienie. Ale przypomniało mi, że gdy w pełni powiększę norę (a jeszcze jednak trochę mi brakuje, żeby móc się w niej swobodnie przechadzać) będę musiał czymś ją umocnić. Od ziemi zimno bardzo ciągnie. Oczywiste, że nie zapalę ognia. Nawet nie z powodu ognia, a dymu. Choć gdyby nie ten problematyczny żar mógłbym podgrzać w nim kamienie, które dałyby jakieś ciepło, chociaż minimalne. No i będę musiał zapolować na zwierzęta. Dobrym pomysłem będzie sprzedać potem ich mięso. W końcu ile saren mi potrzeba? Chcę tylko skóry, choć nie powiem, najbardziej przydałaby mi się taka z jaka, ale ani mnie teraz na taką nie stać, ani nie dam rady polować na takie zwierzę. 
Rozmyślając nad renowacją mojego nowego mieszkanka nawet nie zauważyłem kiedy zdarzyłem dotrzeć nad Ulove. Nie było tu nawet chwili, kiedy wiałby wiatr. Jakie to cudowne uczucie, kocham tu wracać.
Zaniepokoiła mnie sylwetka wilka leżącego na ziemi. Nie tracąc chwili podbiegłem do leżącej osoby. Przesiąkło mnie przerażenie z chwilą gdy zrozumiałem, że to Nevt. Błysnął mi tragiczny dzień, gdy widziałem w takiej pozycji leżącą moją rodzinę. Padłem przy niej, chwytając ukochaną za głowę, delikatnie pocierając po jej mokrych policzkach. Przenikając do jej głowy udało mi się zdobyć kilka informacji. Nie żyła, a zasnęła. Dzięki Bogom. 
Nie mogłem tak zostawić wilczycy. Zarzuciłem ją sobie na plecy, starając się nie zrobić jej krzywdy. Powolnym krokiem zbliżyłem się do mojej nory. Ostrożnie, kawałek po kawałku udało mi się ułożyć waderę w środku. Wyglądała jakby uleciało z niej życie. 
- Nevt, Najdroższa – trąciłem jej pysk nosem – Co ci się stało?
Nie wiedziałem co robić w tej sytuacji, to co było w stanie mnie uspokoić to fakt, że dowiedziałem się, że to jedynie sen. Ułożyłem się wokół narzeczonej, chcąc w jakiś sposób ją ogrzać. Nie myśląc za wiele pozwoliłem pnączom wyrosnąć z podziemi, otaczając nas w szczelnej kuli. Mogliśmy mieć dostęp do tlenu, ale zimno do nas nie. 
- Martwię się – rzuciłem, liżąc ją po policzku. Nie zmrużę oka, to pewne. Muszę się dowiedzieć co się stało.

<Nevt?>

Słowa: 554

niedziela, 12 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

- Spokojnie, ze ślubem możemy poczekać – zaśmiałem się, spowijając wzrokiem śnieżne pola, tworzące się na dachach domów w granicy mojego wzroku. - Nie chciałbym cię wystraszyć
- No prawie powiedziałam nie ze strachu – obrzuciła mnie uśmiechem, drocząc się ze mną.
- Czyli mówisz, że nie aż tak za szybko? - skierowałem na nią mój wzrok.
- Cóż, zaskoczyłeś mnie w tym momencie. Było szybko, ale może to i dobrze.
- Wiesz, biorę pod uwagę, że raczej Oziris i Eziris to my nie jesteśmy żeby tak szybko wiedzieć co się dzieje w naszych powikłanych żywotach przeplatanych pasmami szczęścia i rozpaczy. Ale chyba po prostu chciałem, żebyś to nosiła, a ja mógłbym dumnie mówić, że to właśnie z tobą się spotykam – uciekłem wzrokiem, speszony wyznaniem.
- Głuptasie – pokiwała głową i zmusiła mnie bym spojrzał na jej oblicze. - Jesteś uroczy.
Po tej rozmowie już wróciliśmy do sali balowej. Nie wyróżniając się z tłumu wkroczyliśmy do innych tańczących par. Uważnie pilnowałem godziny, żeby odprowadzić waderę do domu o w miarę przyzwoitej godzinie. Nie chcę żeby rano była padnięta. Pewnie próbowałaby zerwać się o świcie jeśli mięśnie byłyby jej choć na moment posłuszne po dzisiejszych tańcach. Taki bal był dobrym oderwaniem od rzeczywistości. Można było na moment skupić się na czymś innym niż szara, a może raczej biała rzeczywistość. No, a szczególnie jeśli chodziło o naszą dwójkę. Naprawdę byłem zestresowany tym co uprzednio zrobiłem.
~*~
Gdy znaleźliśmy się pod drzwiami Nevt stanęła u progu.
- Chciałabym cię zaprosić do środka, szkoda, że pora taka późna.
- Wolałbym nie spotkać twojego ojca, który wróci. Poznanie narzeczonego córki nie powinno odbywać się o takich godzinach – zaśmiałem się tak głośno, że gdyby nie śnieg po uliczkach rozniosłoby się echo mojego głosu. - No przynajmniej ja na jego miejscu nie chciałbym w ten sposób poznać zięcia.
- Ask… - westchnęła.
- No co? Liczy się pierwsze wrażenie My Lady. Niepokalany los zrzuciłby mi na głowę niebo gdyby mógł, wolę nie podjudzać pecha mego. Choć może patrząc na okoliczności… raczej więcej przy sobie trzymam szczęścia, aniżeliby trosk. Poza tym wiesz jak wygląda sprawa z twoim ojcem – położyłem łapę na jej poliku – Mam nadzieję, że wszystko się niebawem rozwiążę.
- Ja również. To był cudowny bal, dziękuję za wieczór Askalio.
- Przyjemność leży po mojej stronie – posłałem jej ciepły uśmiech. Zbliżyłem się, składając na jej ustach pocałunek – Dobranoc – szepnąłem.
- Dobranoc – odpowiedziała. Zacząłem iść w swoją stronę, obracając się jeszcze na moment by zobaczyć, że wadera za mną wygląda. Niesamowite ciepło rozgrzewało moje serce. Wadera którą pokochałem. Ma luba, ma inspiracja, miłość jaką kochać może się tylko księżyc z gwiazdami. Ktoś tak cudowny jak ona powiedział mi tak. Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim gdy już zostałem sam. Skakać z radości, paść na ziemię i dziękować Bogom, którzy łask swych mi udzielili? Cóż począć? Nevt, jakże ja cię kocham.

<Nevt? XD>

Słowa: 470

sobota, 11 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Przechadzka uliczkami była naprawdę przyjemna jednak nie to krążyło mi po głowie. Ciekawi mnie ilu powie jeszcze, że to za szybko. Ale przecież znamy się z Nevt naprawdę długo, przynajmniej w moim przekonaniu. Poza tym my nie będziemy żyć sześćdziesiąt lat! Te kilka miesięcy naprawdę pomogło mi pozbierać się po utracie bliskich. Na przypomnienie tego do głowy napływają mi nieprzyjemne wspomnienia i ogień, który trawi las, zaczyna też zjadać moje ciało. Najważniejsze to dobrze udawać, jak wtedy kiedy Nevt piekła zająca na ogniu, a ja powiedziałem, że mogła nie gasić ogniska. Oczywiście kiedyś będę musiał jej powiedzieć o moim lęku, ale nie teraz, chcę żeby łaskawie na mnie patrzyła, a nie ze współczuciem. A już zwłaszcza w tak piękny wieczór jak dzisiaj. 
W końcu dotarliśmy do zamku. Piękno tego miejsca było przygniatające, tak wiele rzeczy, z których można by czerpać inspirację. Od razu się rozpromieniłem. W sumie im dłużej przebywałem z Nevt tym mniej nieśmiały przy niej się stawałem. Na początku byłem znacznie bardziej speszony. 
Zajęliśmy miejsca, by wysłuchać  przemówienia królowej. Nigdy wcześniej nie udało w sumie mi się jej spotkać. Zwróciłem uwagę na jej nieskazitelnie białą sierść. Jej brat. Którego już akurat poznałem miał ca ciele pewne czarne odznaczenia. Trochę czytałem o rasach i pamiętam, że ma to swoje podłoże.
- Askalio – wadera szturchnęła mnie, wyrywając mą osobę ze stanu zadumania.  - Spójrz w górę – i tak oto oboje skierowaliśmy wzrok ku sufitowi, gdzie spadały drobne kryształy.
- Cud natury śniegiem zwany, błogosławi wszystkie stany. - uśmiechnąłem się do niej.
- Nawet nie wiesz jak to pasuje. Historia Silvarii, wyzwolenie i pomoc. Wszyscy w zamku – zaśmiała się. Uwielbiałem patrzeć na jej uśmiech. Przy tej waderze życie wydawało mi się o wiele ważniejsze niż mogłem przypuszczać.
- Lepiej już tyle nie pleć – przechyliłem głowę, słysząc muzykę – Teraz pora na taniec, a nie na pogaduszki!
- Nie wiem czy jestem tego pewna – prychnęła śmiechem.
- Ale ja jestem My Lady. - szturchnąłem ją nosem, wyciągając ją na parkiet. Tutaj mogłem się choć na moment odstresować. Przyszłość tak bardzo mnie martwiła. Znaczy czym mam się martwić. Przecież jestem pewny tego co się wyprawia, długo nad tym myślałem. Długo znam sytuację, sytuacja długo zna mnie. O losie co żeś mi zgotował!
Po dobrej godzinie spędzonej na parkiecie przyczepiliśmy się do stoliku z napojami. Wadera chwyciła kieliszek z winem, ja natomiast z mlekiem. Wiem, że na odwagę pije się mocniejsze trunki, ale jeszcze bym przesadził. Nie za często piję alkohol, nawet jeśli to zwykłe wino.
- Naprawdę mleko? - posłała mi szeroki uśmiech. 
- Białe jak śnieg, pasuje do klimatu – odpowiedziałem tym samy gestem, poważniejąc w drugiej chwili – Wiesz, że to wino najczęściej bywa zatrute? Dlatego rodzina królewska nigdy nic nie je i nie pije na ucztach.
- Przestań sobie taż żartować, nie jest zatrute! - pokręciła niedowierzająco głową.
- Może faktycznie delikatnie wyolbrzymiam, ale to z głowami państwa było prawdą.
- Tak? - uniosła zaciekawiona brew.
- Wiem, że większość czasu czytujesz książki o magii, rozumiem ja twe zafascynowanie tematem tym niezwykłym i niedostępnym nawet dla najbardziej niestrudzonych. Lecz ja mniej czytuję takie księgi. Wolę tomiki poezji czy pergaminy opowiadające o zwyczajach i tym co się działo w królestwie. Historia jest chyba mym konikiem. No i pewnego razu jam natrafił, na książkę starą na dobre kilka pokoleń wstecz. Opowiadała o tym, że władcy i jego rodzinie za wszelką cenę na wystawnych przyjęciach gdzie zapraszani są goście nie można spożywać posiłków, ani pić napojów. Wyjątkiem jest tort weselny, gdy królowa bądź król biorą ślub.
- Muszą umierać z głodu – Nevt szukała wzrokiem naszej władczyni, która w tym czasie siedziała, spoglądając na wszystkich.
No i tak mijał wieczór. Trochę tańczyliśmy, coraz lepiej się bawiąc, trochę piliśmy, później poszliśmy nawet coś zjeść. Minęła już spora część wieczora. Zbliżała się właściwie północ.
- Duszno tu, przewietrzysz się ze mną? - spytałem się mej towarzyszki, kierując się na balkon. Ta bez wahania za mną podążyła.
- Tutejsze noce są przepiękne. - spojrzała na rozgwieżdżone niebo. Równie piękne co tamtej nocy gdy… gdy Nevt mnie pocałowała. O Bogowie stresuję się tym, sam z siebie bym się zaśmiał. - Spadająca gwiazda! - rzuciła rozradowana. Uniosłem swój wzrok. Rzuciła mi się na szyję – pomyśl życzenie!
- Już pomyślałem… - powiedziałem nad wyraz spokojnie, patrząc na to jaka walka toczyła się w mojej głowie i sercu mym.
- Mam nadzieję, że się spełni – przymknęła oczy, śmiejąc się. Za jej radość mógłbym zabić. Może nie jestem wojownikiem, ale do walki bym stanął
- Ja też – szepnąłem. - Ale to już ty musisz zadecydować czy się spełni.
- Ja?
- Tak, dokładnie ty, najdroższa. Gdy patrzę na ciebie przypominam sobie gdy pierwszy raz ujrzałem twoje oblicze. Skupiona, wiecznie zabiegana, ale coś sprawiło, że pragnąłem poznać cię bliżej. I poznać zdołałem. A to co stało się pod niebem, to niebo rozgwieżdżone przypomina mi o twoim pięknie, które każdego dnia jest inne. Chyba nie zdołam wypowiedzieć więcej słów w tym momencie – zaśmiałem się cicho. - Nie będzie to niestety występ jakim cię obdarowałem gdy powiedziałem ci jaką miłością do ciebie pałam – spojrzałem jej głęboko w oczy – I żeby nie było. Nienawidzę cię za to, że założyłaś dzisiaj tę bransoletkę. Jest piękna, ale ja chciałem podarować ci jedną ode mnie. Huh. Może więc – wyciągnąłem łapę, na której zaczął pojawiać się naszyjnik stworzony z wiecznych roślin. Kwiat, który był w jego centrum miał okazywać uczucia Nevt, kiedy ta będzie go nosić, jeśli będzie nosić – Więc. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i przyjmiesz ten piękny naszyjnik, który twej urodzie równać się nie może, aby został z tobą już po kres życia i odpowiesz czy chcesz bym i ja został przy tobie już do końca moich dni?

<Nevt?>

Słowa: 937

piątek, 10 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

W powietrzu unosił się przyjemny zapach pieczonego mięsa. Przestałem na moment kopać, dając tym samym odpocząć obolałym łapom. Czułem jak ziemia weszła mi między palce i pod pazury, a śnieg przykleił mi się do łap. Wyłoniłem się z nory, a Nevt obrzuciła mnie współczującym uśmiechem. Przypominała mi w tej chwili matkę, która patrzy jak jej szczenię robi coś głupiego. Cóż jej się dziwić? Cała ma sierść z popieli i bieli w brunatny grunt się obróciła.
- Posiłek gotowy – prychnęła jeszcze raz śmiechem, kiwając niedowierzająco głową.
- Nie śmiej się ze mnie – fuknąłem – Ja tylko staram się mieć przytulny domek… I w miarę duży, żeby się pomieścić.
- Dlaczego jesteś taki zdenerwowany?
- Ja wcale nie… - odwróciłem wzrok.
- Masz aż tyle rzeczy? - podeszła i spróbowała zajrzeć do środka jednak zagrodziłem jej drogę.
- Jeszcze nie teraz, zobaczysz jak będzie skończone. A co do moich przedmiotów… Książek nie mogę trzymać pod ziemia, przynajmniej na razie, ale kto wie, miejsce się przyda – przerzuciłem wzrok na opieczonego zająca i ugaszone ognisko – Mogłaś zostawić ogień, przydałby się. Kiedy w ogóle go oskórowałaś?
- Byłeś tak wciągnięty w poszerzanie tej nory, że nawet nie zauważyłeś. Niedźwiedź mógłby cię podejść od tyłu, a ty nic! - wzrokiem zaprosiła mnie do jedzenia.
- Pół na pół? - uniosłem jedną brew.
- Potrzebujesz sił, możesz zjeść spokojnie całego.
- Ma pani, przecież doskonale zdaję sobie sprawę, z tego, że trawi cię głód. Nie ma że nie jesz. - spojrzałem na nią najbardziej srogim wzrokiem na jaki mnie było stać. Byłem uparty, ale niezbyt groźny.
- Trzy czwarte dla ciebie? - po raz enty zaczęła się targować, westchnąłem tylko.
W końcu doszliśmy do porozumienia. Wadera zjadła półtora czwartych. Chociaż tyle, choć i tak wolałbym, żeby zjadła całą połowę. 
Do wieczora siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy. W końcu też musiałem wygonić Nevt do siebie, choć nie za bardzo tego chciałem. Musiałem jednak popracować nad norą, którą zamienię w podziemną grotę. A ona? Pewnie już i tak wyliczała ile ma zaległości w bibliotece. Poza tym za parę dni bal. Powinniśmy się przygotować. Szykuje się przecież taki cudowny wieczór! To znaczy mam nadzieję…
Uzgodniliśmy jeszcze, że przyjdę po nią o zmierzchu. Nie mogłem się doczekać! Dni więc zapełniłem pracą nad moim domem. Miło będzie mieć coś na własność, a nie kisić się w tym centrum. Nie żebym go nie lubił! Uwielbiam je. Ale poezja i sława, a przytulna nora, w której mogę się zaszyć z bliskimi to dwie różne rzeczy. A mi się takowa prostota podoba.
~*~
Byłem cały spięty. Na Bogów, czy cały dzisiejszy wieczór będę się tak zachowywał? Błagam nie! Dreptałem w miejscu z podenerwowania, trzymając w pysku czerwony kwiat, który miałem dać waderze. Stwierdziłem, że zdecydowanie będzie pasował do znaków na jej sierści. No i jeszcze jej ojciec! Będzie w domu? A jak będzie co o mnie pomyśli? Caishe….

<Nevt?>


Słowa: 471

środa, 8 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Zwróciłem się do tulącej mnie wadery. Nie wiem co to był za przypływ odwagi, który napłynął mi do serca.
- Tak mój poeto? - usłyszałem jej melodyjny głos. Speszyłem się, gryząc się w język i w duszy karcąc za myśli błądzące po mojej głowie. W ostatecznej wersji mojego zapytania zmieniłem to o czym chciałem pomówić, rzucając jej w międzyczasie uśmiech.
- Do moich uszu doszła niebywała wiadomość i zacząłem rozmyślać nad rozwiązaniem problemu, który się pojawił.
- Problemu? - spytała, jakby lekko zmartwiona.
- Och, nie martw się. Popadam jedynie w zadumanie. Cóż mam poradzić na brak partnera u mego boku podczas... zimowego balu? - powiedziałem z nutą niepewności w mym głosie.
- Czy to propozycja żebyśmy poszli razem na ten bal? - spojrzała na mnie, mrugając po stokroć za szybko, gdyż jej rzęsy wydawały się dla mnie wtedy dłuższe. Zauważyłem, że często tak robi, gdy coś ją zainteresuje.
- No cóż.. tak? - poczułem jak robi mi się ciepło, więc szybko odwróciłem głowę, modląc się w duszy do Bogów o miłosierdzie, by ma pani nie ujrzała na twarzy mej tych okropnych wypieków, jakże niemęskich.
- Ależ z przyjemnością z tobą pójdę! - odparła wręcz od razu – Całkowicie zapomniałam, że ten bal się zbliża!
- Może za dużo czasu spędzasz w bibliotece? - zaśmiałem się przez moment.
- Przestań~ - przewróciła oczami.
- Tak wiem. Musisz być najlepsza, żeby zostać wielkim magiem.
- Dokładnie!
- Tak więc mamy jeszcze czas przed balem, ale wiedz, iż przybędę po ciebie, dobrze?
- Wiesz, szczenięta nie są takie złe – rzuciłem na zmianę tematu, spoglądając znów na bawiące się młode. - W sumie są urocze. Poszukam w tej okolicy czegoś do zamieszkania.
- Pomóc ci? - spytała z typowym dla niej entuzjazmem.
- Przecież już mi pomagasz – zaśmiałem się. - Jeśli chcesz, możesz wrócić do biblioteki.
- Dzisiaj się obejdzie!
- Cóż za zmiana, choć pewnie cię korci… Jeśli chcesz, możesz upolować jakiegoś zająca czy łasicę. Ja w międzyczasie czegoś poszuka,
Kiwnęła głową i rozdzieliliśmy się. Następne parę kwadransów spędziłem prawie całkiem sam. Przez moment rozmawiałem z maluchami, które zadały mi kilka pytań, a potem wróciłem do poszukiwań. Znalazłem pod jednym z drzew starą, opuszczoną, lisią norę. Nie wcisnę tam mej zadniej części, ale jeśli odpowiednio ją powiększę… W środku mogę zrobić nawet całkiem spoo miejsca! Będę mógł nawet stać! Potrzeba tylko trochę wytrwałości i pracy. Może to nawet trochę przyozdobię?

<Nevt?>

Słowa: 397

niedziela, 5 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Wadera wtuliła się we mnie, owijając mnie ogonem. Oddychała coraz spokojniej i ciszej. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że zasnęła. Jeszcze przez moment wpatrywałem się w gwiazdy. Nocne niebo było dzisiaj piękniejsze niż zwykle. Ale to chyba było spowodowane tym, że w końcu miałem przy sobie waderę, do której uczucia starałem się tak długo ukrywać. W głowie bębniło mi na raz tysiące myśli. Gdy Nevt przez sen ścisnęła mnie mocniej, uśmiechnąłem się pod nosem. Przypominałem sobie jak ukradkiem patrzyłem na nią, gdy ćwiczyła zaklęcia, albo gdy delektowałem się każdą chwilą, którą mogliśmy spędzić razem. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. 
Po tym jak zdobyłem zaufanie tutejszych wilków mogłem zostać bibliotekarzem w Wielkiej Bibliotece. Zacząłem swój pierwszy dzień pracy. Dostałem za zadanie odłożenie książek na ich miejsca. Poznawałem wtedy bibliotekę. Podczas pracy coś mignęło mi przed oczami. Biała smuga przeszła tuż obok mnie. Z początku mnie to nie zainteresowało, zająłem się swoimi własnymi sprawami. Miałem w końcu zlecone zadanie, a ja lubię kończyć to, co zaczynam. 
Wraz z wózkiem wyładowanym książkami koniec końców dotarłem do miejsca, gdzie rozstawione były stoły i poduszki, na których można swobodnie i wygodnie usiąść. Dokładnie, to była czytelnia. Nie siedziało tam zbyt wiele wilków. Kiedy pchałem to ustrojstwo na kółkach, przechodziłem obok pewnej wadery. Z jej stolika właśnie spadła książka. Podniosłem ją, odkładając ją na stos, który obok siebie miała ta duszyczka. 
- Wiesz, że książki należy traktować z należytym im szacunkiem? - spytałem, posyłając jej przyjacielski uśmiech - Gniewne strony nie pozwolą na zdobycie wiedzy.
- Och, tak, przepraszam - rzuciła w moim kierunku, podnosząc wzrok znad książki. Wtedy też zobaczyłem jej oczy. Złote, rządne wiedzy i poznawania świata. - Nie spotkałam cię tu wcześniej, jesteś nowy?
- Jak widać. Często tu przebywasz, skoro poznajesz, że jestem nietutejszy? - zaśmiała się. - Jestem Askalio.
- Nevt.
To była nasza pierwsza rozmowa.
Z upływem tygodni bliżej ją poznałem. A im dłużej się znaliśmy, ja chciałem być bliżej niej. To było coś w rodzaju spowolnionego temat, gdy mogłem z piętra patrzeć na to, jak wertuje kolejną książkę. Sam też jej jakieś przynosiłem. Stworzyliśmy team przyniosę-ci-książkę-a-ty-czytaj. Oczywiście mówię żartobliwie. Hah, później zorientowałem się, że się w niej zadurzyłem i starałem się to ukryć za wszelką cenę.
~*~
Obudziło mnie smyranie po nosie. Gdy otworzyłem zaspane ślepia ujrzałem Nevt, której uszy smyrały mnie po pysku
- Jak się spało? - spytałem, wciąż lekko zaspany. Czułem, że wszystkie mięśnie mam sztywne od nocowania na śniegu.
- Nigdy lepiej nie spałam. - powiedziała. - Jakie plany na dzisiaj?
- Najdroższa, nadmienię jedynie, że nadal nie mam gdzie mieszkać - zaśmiałem się pod nosem.

<Nevt?>

Słowa: 418

piątek, 3 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Nagle wszystkie moje myśli poszły w zapomnienie. Uczucie błogości zalało moje ciało, aby zaraz potem przeobrazić się w wielki żar, niczym zionięcie samego smoka. Gdybym właśnie nie leżał chyba zapadłby się pode mną grunt, łapy miałbym jak z waty. Raczyłem się pocałunkiem, którym obdarowała mnie wadera najdłużej jak się dało. Gdybym mógł zatrzymałbym tę chwilę w czasie. Niestety nic w moim życiu nigdy nie trwało wiecznie. Wilczyca oderwała swój pyszczek od mojego, a wraz z końcem pocałunku zniknęło całe przyjazne mi ciepło. To był ogień, którego się nie bałem. 
Gdy odsunęła swoją głowę zamurowało mnie. Widziałem malującą się w jej oczach niepewność, może i zażenowanie. Hah, ja lepszy nie byłem, liczyłem, że w tym słabym świetle nie ujrzy rumieńców, które przybyły na moje poliki. Bogowie miejsce mnie w opiece, gdyby ktoś teraz zasypał mi łeb śniegiem, ten od razu by się rozpuścił.
- Nevt... - zacząłem niepewny. Wadera wstała i cofnęła się o krok. 
- Przepraszam... Chyba nie powinnam - błądziła wzrokiem, starając się nie patrzeć na mnie. Zebrałem się w sobie i również się podniosłem. Łapy drżały, kiedy chciałem wykonać krok.
- Za takie rzeczy się nie przeprasza - zacząłem powoli, przełykając ciężko ślinę. Myśli gubiły się w mojej głowie, zahaczały jedna o drugą. Przecież tak długo starałem się ukryć, że zauroczyłem się waderą. Próbowałem o niej nie śnić, nie pisać, nie wyobrażać sobie, wiem przecież jak to się u mnie zawsze kończy. Gdybym był w stanie choćby drgnąć zapewne kręciłbym się w kółko, zdenerwowany.
- Ale nie powinnam - odwróciła głowę, bałem się, że zaraz odejdzie, a po dzisiejszej nocy już nigdy się do mnie odezwie. Co jeśli nasza przyjaźń wygaśnie? Przecież nie mogę na coś takiego pozwolić.
- Nevt, spójrz na mnie. - wilczyca choć z niechęcią, zrobiła to, o co prosiłem. - I lepiej już nie odwracaj oczu. Te piękne szklane kule pełne magii nie powinny się chować po kątach - uśmiechnąłem się nieśmiało. - Tej nocy niebo zadrży na wieść, którą ujrzeć zdoła. Zupełnie jak ja, w chwili pocałunku, pocałunku jaki raczyłaś na mych ustach złożyć. Światła zaiskrzone migają, lecz to nie gwiazd poświata, a oczu twych łuna. Zasłuchany w głos niewiasty, wpatrzony w oblicze stoję i nie drgnę. Takiej nocy żem jeszcze nie przeżył, nie poczuł, usłuchał. Ogniem zapulsowały wszystkie żyły, twoje usta pragnienie ugasiły. Cisza kołysze strudzone serce, szepcząc do ucha melodyję wiatru. Pełen mocy jestem w tej niemocy, gdy rozum z sercem walczy o przetrwanie. Na mych barkach siedzi ciężar, co woła do zrywu, do zwiania. Lecz ucieczka daremna, nie podołam. Stawić czoła muszę spragnionym wezwaniom. Krzyczą w mej głowie tylko jedno imię. Imię wadery, której mieć nie winnem. Na próżno moje błagania, gdy ona stoi przede mną. Zdezorientowana, dzieląca uczucie strachu. A wszystko to skrapiane łzami kryształowymi, które będąc oko ranią. Lecz cóż to za rana gdy z miłości? Rzec żadna! - czułem jak mój głos zaczynał drżeć, wszystko wirowało mi przed oczami.  - Żadna gdy jesteś obok ma luba, gdyż właśnie tu chciałbym cię mieć, gdzie serce połowy swej szuka.

<Eee... Nevt?>

Słowa: 485

Od Askalio CD. Nevt

- Cóż by rzec, lepsze to aniżeli pozostanie w tym miejscu.
- Niedźwiedź aż tak cię przestraszył? - zaśmiała się. 
- Nie, po prostu chcę przeczytać w życiu jeszcze kilka książek - odparłem dumnie, wypinając pierś, co wywołało u mojej towarzyszki kolejną salwę śmiechu. Wadera schyliła się, przybierając pozę szczeniaka, proponującego zabawę i zaczęła udawać, że ryczy. - No a teraz jeszcze się ze mnie naśmiewasz! Nieładnie! - wykonałem dokładnie ten sam ruch co wadera. Jak komicznie wygląda moja tylna część ciała kiedy nią tak kręcę? Skoczyłem w kierunku Nevt, a ta cofnęła się szybko, żeby rzucić się na mnie i próbować mnie powalić, ja już jednak znałem tę sztuczkę. Oderwałem się od podłoża, rzucając się w jedną z śnieżnych zasp. Okazała się jednak o wiele za głęboka, bo gdy spojrzałem do góry, miałem nad sobą jeszcze jakieś dziesięć centymetrów śniegu.
- Czy tutaj czasami nie miało być ziemi?! - krzyknąłem, a wadera podeszła i patrzyła na mnie z góry. Widziałem jak na jej pysku malują się różne emocje. Chyba nie wiedziała czy mi pomóc, czy upaść na plecy i zacząć się śmiać bez opamiętania. - No doprawdy komiczne, ale pragnę zaznaczyć przez jaką niewiastę me biedne ciało znalazło się w dole. A za chwilę będzie to też dół egzystencjalny! 
- No już, powoli. Zaraz ci pomogę.
- A może ja po prostu tu zostanę? Wykopię sobie norę. Będzie piękna niczym śnieg, lśniący krystalicznie na powitanie porannego słońca.
- Przyniosę ci tylko jakieś skóry, żebyś nie marzł.
- Od czasu do czasu podrzucisz mi tez jakiegoś królika czy ryby.
- Dobry pomysł. To do następnego!
Nastała chwila ciszy kiedy Nevt zniknęła mi z pola widzenia.
- I jak ci idzie? - wychyliła się po kilki chwilach.
- Ledwo ruszam łapami - mruknąłem pod nosem.
Wadera pomogła mi z wydostaniem się z zaspy. Nie było łatwo, jak się spodziewałem, ale przynajmniej nam się udało. Po tym wilczyca skomentowała moje ślamazarstwo i bycie ciamajdą. 
Nie przedłużając już więcej, ruszyliśmy we wcześniej obranym kierunku. Nie śpieszyliśmy się tak jak poprzednio, więc do Ulove trafiliśmy kiedy słońce chyliło się ku zachodowi.
- To mój ulubiony moment w ciągu dnia - powiedziałem, siadając na zimnym podłożu. Mogłem stąd idealnie zobaczyć świerki i góry w tle.
- Zachód słońca?
- Dokładnie. Chwila gdy ostatnie, długie promienie słońca muskają horyzont przypominają jakby owe źródło życia na pożegnanie całowało otaczający nas krajobraz. Czy ty również widzisz w tym rozejście się kochanków? - westchnąłem cicho, zamyślając się - I nie mów mi, że to było piękne, bo tym razem nie układałem żadnego wiersza - zaśmiałem się.
- I tak nigdy wcześniej nie porównywałam tego do pocałunku.
- A widzisz? Co powiesz na to żebyśmy zostali tutaj i zobaczyli gwiazdy? Wydaje mi się, że to najlepsze miejsce, aby je podglądać.
- Cóż, patrząc na to, że do biblioteki już nie zdążę... Okey. Ale wisisz mi te kilka godzin, które mogłabym spędzić na czytaniu - szturchnęła mnie.
- Wiesz, że masz jeszcze wiele czasu na naukę? Nie musisz być najmłodszym Wielkim Magiem w historii! Jesteś młoda, możesz zrobić wiele innych rzeczy.
- Jak na przykład? - spojrzałem na nią, myśląc nad odpowiedzią.
- To przyjdzie z czasem, ale jeśli za bardzo skupisz się na nauce pewnego poranka obudzisz się ze świadomością, że zapomniałaś czegoś zrobić. Kiedy osiągniesz już wszystko co chciałaś przypomnisz sobie, że może powinnaś była zrobić coś jeszcze.
- To było głębokie... I depresyjne.
- Przepraszam. Ale to takie rady od starego kolegi, który też dużo siedzi w bibliotece. 
~*~
Rozmowa przyjemnie się toczyła. Postanowiłem położyć się na plecy, żeby móc w pełni radować się widokiem. Nevt położyła się obok mnie. Gdyby nie śnieg, noc wytoczyłaby dziś swe największe demony, aby ogarnąć wszystko mrokiem.
- Powinienem uczyć się astronomii - powiedziałem znienacka. Wyraźnie zainteresowało to waderę. - Spójrz tylko na to co dzieje się nad naszymi głowami. 
Bóg opuścił dziś niebiosa
By nagi tańczyć wśród nas
Obnażając się i grzesząc
Nasze umysły cnót pełne
Widokiem tych gwiazd
Nie byłem do końca dumny z tego małego wiersza, ale naszła mnie ochota, żeby coś takiego powiedzieć. Spojrzałem na Nevt i nawet nie zauważyłem kiedy się tak zagapiłem. W jej oczach mieniło się w tej chwili tysiące gwiazd.

<Nevt?>

Słowa: 656

środa, 1 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

- Tego się nie robi. To się czuje - spojrzałem na nią. - W każdym sercu drzemie coś innego. Od ciebie bije magia, a ode mnie? Poezja. Ważne jest żeby odnaleźć to coś w życiu.
- Racja - skupiła wzrok na pejzażu malującym się przed nami.
- No i spokojnie. Jak już będę sławny postaram się wpadać. To znaczy będę zajęty występami i rozmową z fanami, ale zawsze znajdę dla ciebie czas - roześmiałem się, a ta znowu mnie szturchnęła. - Przypomniało mi się coś. Skoro to już oficjalne, że nie jestem bibliotekarzem i przenoszę się do Dystryktu I to będę musiał znaleźć sobie jakieś miłe miejsce do pobytu.
- Ach, wciąż nie potrafię się przyzwyczaić, że nie będziesz tam pracował.
- Ale będę przychodził co jakiś czas. Pewnie będziesz tak zaczytana, że nawet nie zauważysz - zaśmiałem się.
- Wcale nie - zaśmiała się. - Czyli twoje plany zostania znanym stają się coraz bardziej realne. 
- Na początek znajdę miejsce do spania, potem napiszę wiersze, później spróbuję je przedstawić ludziom. A z wydaniem tomiku to jeszcze hoho! Może tego dożyję. Choć większość autorów znana jest dopiero po śmierci... - zamyśliłem się. - Stanę kiedyś przed nimi i rzeknę do tłumu: Biedne syny ziemi pokalanej, dziś mej bajki początek rozbrzmiewa, Siądźcie więc i posłuchajcie, jak wybawienie mknie w wasze serca! 
- To może ci pomogę z tym nowym miejscem?
- Byłbym rad! - uśmiechnąłem się szeroko.
- A nie będzie ci brakować życia w centrum? - zaczepiła na mnie wzrok.
- To nie wiesz, że artyści im bliżej natury, tym więcej tworzą? - rzuciłem.
Z waderą zawsze przyjemnie mi się rozmawiało. Po posiłku i podziwianiu krajobrazu wstaliśmy z białego puchu. Postanowiłem ruszyć przed siebie. Do zachodu słońca była jeszcze dłuższa chwila, więc o czas nie musieliśmy się martwić na obecną chwilę. W pierwszej chwili śnieżne pustkowia, na które wyszliśmy wydawały mi się wszędzie wyglądać tak samo. Tęskniłem za polami i roślinami, ale nie korciło mnie, by gdziekolwiek się stąd ruszać.
- Odkąd tu jestem dziwi mnie jedna rzecz.
- Jaka? - spojrzała na mnie ciekawskim wzrokiem.
- No bo wiesz. Wokoło tylko perlista toń śniegu - kiwnęła głową, dając znak, że słucha - To gdzie jest żółty śnieg?
- Askalio! - ryknęła na mnie. Przez moment nawet się zaśmiała.
- No co? To bardzo poważne pytanie. Weź się nie śmiej! Prychasz jak rozradowany koń!
- Wcale nie! Ale przez ciebie nie mogę przestać o tym myśleć. Przecież.. Bogowie naprawdę nigdzie nie ma tego śniegu.
- Nie wiesz czasami od innych magów czy magicznie nie znika?
- Zapytam - zaśmiała się i szturchnęła mnie. Ja w tym czasie zacząłem oglądać lodowy łuk, przy którym się znaleźliśmy.

<Nevt? To ja proponuję tu chwilę zostać, a następnie pozwiedzać resztę terenów, bo Ask będzie niezdecydowany>

Słowa: 408

Od Askalio CD. Nevt

- Czasem należy zamknąć książkę, by otworzyć nowy rozdział. - powiedziałem, zerkając na nią.
- Liczyłam na to, że tym razem nie odpowiesz wierszem - zaśmiała się nerwowo.
- Ależ spokojnie, to jeszcze wierszem być nie było - posłałem jej delikatny uśmiech. - Pomyśl o swojej relacji z ojcem jak o książce. Możesz ją czytać i mówić o tym, co w niej jest. Przekartkujesz ją tysiące razy. I za każdym razem będzie to sama opowieść. A nowy rozdział to nowe możliwości, rozwój! Poznanie świata i siebie. A kto sam siebie nie odkryje, pudła tajemnic świata nigdy nie zdoła otworzyć.
- Czyli powinnam spróbować..?
- Twój los wyłącznie od ciebie zależeć będzie, czy zamkniesz księgę, czy po raz kolejny zaczniesz ją czytać. - zatrzymałem się na moment. - Powinnaś pozwolić zadecydować magii, w którą tak wierzysz - przyłożyłem łapę do jej piersi, wskazując na jej serce. - Jestem pewien, że wyjdzie ci to na dobre, a umysł nie będzie zmącony wieczystym zatrapianiem się. No i... jeśli będziesz potrzebowała wsparcia możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję - szepnęła w moją stronę, a w jej oczach mogłem zobaczyć ogniki radości jakby błysk ulgi. Podeszła do mnie, zamykając mnie w ciasnym uścisku, trwającym parę chwil. Poczułem w środku przyjemne ciepło.
- A podobno to mnie nazywać raczą przylepą - zaśmiałem się donośnie. 
- Przestań - szturchnęła mnie w ramię i wróciła do marszu. Zastanawiało mnie kiedy i czy powie ojcu o tym co czuje. Uwięziona dusza, za kratami śpiewająca nigdy nie dorówna przecież słowikowi na wolności. Dorównałem do niej i razem szliśmy przez zaspy, aby po dłuższym dostępie czasu dotrzeć w końcu na tereny Dystryktu I. Właściwie to jeszcze tutaj nie byłem.
- Znasz drogę? - spytałem wadery.
- Stąd już właściwie widzimy jezioro - odparła. Spojrzeliśmy w tym samym kierunku. 
- Wiesz... Wiatr gna przed siebie bez oporu. Może czas wziąć z niego przykład?
- Masz coś na myśli? - spytała, unosząc brew.
- Cóż, ubolewałbym niesłychanie gdybym musiał na ciebie czekać przy jeziorze - rzuciłem. To był znak. Zaczęliśmy ścigać się w kierunku tafli wody. Powiedziałbym, że z waderą szliśmy łeb w łeb, jakby siła tajemnicza nas pchała. W swawoli zauważyłem jak na pysku Nevt gra uśmiech. Próbowała mnie wyprzedzić. To był moment, w którym musiałem zadecydować. Przyśpieszyć na końcu i wygrać czy dać jej to poczucie zwycięstwa. Przyśpieszyłem, zmuszając ją do tego samego, czułem jak śnieg ugniata nam się pod łapami. Gdy byliśmy już na finiszu delikatnie zwolniłem, pozwalając jej wygrać.
- Widzisz? Mnie nie pokonasz - odrzekła dumnie, gdy podszedłem do niej łapiąc oddech.
- Pff, pani szybkości się znalazła - prychnąłem, śmiejąc się. Szturchnąłem ją, przez co, zamoczyła łapy w wodzie.
- No wiesz ty co! - roześmiała się i zaczęliśmy się przepychać. 
Wyglądało to jak szczeniacka zabawa. Przewróciłem i przygwoździłem ją do ziemi, a ta mnie obróciła. Rozradowany wykorzystałem ogon, łaskocząc ją po brzuchu.
- No wiesz ty co! - powiedziała, odskakując ode mnie.
- Nie, nie wiem - wyszczerzyłem się w jej stronę. - Może złowimy te ryby?
- Dobry pomysł. Rozpalisz ognisko? - zapytała, podchodząc do tafli.
- Wiesz, nie wiem czy to dobry pomysł - odpowiedziałem szybko. Nevt nie wiedziała o moim strachu przed ogniem, który starałem się przed wszystkimi ukryć. - Wolałbym surowe - szybko się zaśmiałem.

<Nevt?>

Słowa: 498

niedziela, 28 kwietnia 2019

Od Askalio

Obudziłem się, wysuwając łeb spośród sterty ksiąg. Zasnąłem kiedy je przeglądałem. Ziewnąłem i zamknąłem tę, która służyła mi za poduszkę. Posprzątałem stolik, odkładając książki na ich miejsca. Pokręciłem się jeszcze po Wielkiej Bibliotece, rozmawiając z bibliotekarzami. Wczorajszego dnia był mój ostatni dzień pracy w tym miejscu. Dowiedziałem się, że Dystrykt I w końcu zyska innego przywódcę, a niżeli samą królową. To będzie dla mnie dobry moment, aby zacząć wszystko od nowa. No i właśnie o tym plotkowałem z innymi bibliotekarzami. Jeden z nich pogardził moim marzeniem zostania poetą i powiedział, że moje miejsce jest w bibliotece.  Był dość stary i rzekłbym, że spróchniały. Tacy przyzwyczajeni są do jednolitego trybu życia. A ja? Ja pragnąłbym bywać to w kolejnych miejscach! Z wiatrem wejść w ugodę, aby me wiersze szeptał innym do uszu, melodyjnie, jak śpiewają najlepsze artystki. Jakież to piękne widzenia w mej głowie się pojawiają, gdy się rozmarzę. A wszystko to jedynie po to, by przypomnieć mi, że są nierealne w tym momencie. 
- Czyli już dzisiaj oficjalnie z nami nie pracujesz. - westchnął jeden z mych przyjaciół. Nie sądziłem, że my bibliotekarze tak się polubimy. - Ale pamiętaj, że możesz zaglądać tu kiedy tylko zechcesz! Będziemy traktować cię ulgowo – szturchnął mnie w bok. Racja, do tej biblioteki raczej nie wchodzą przeciętne wilki. Nie żeby nie mogły! Po prostu jest ona za wielka żeby samemu dać w niej radę.
- Z pewnością skorzystam – rzuciłem. Zobaczyłem jak do pomieszczenia weszła dobrze znana mi wadera. - Tymczasem, wybacz mi, ale muszę odstąpić od ciebie.
Nie tracąc więcej czasu przystanąłem do wilczycy.
- Nevt, pojawiasz się później niż zwykle. Czyżby to jakaś przeszkoda cię powstrzymała? - zagaiłem rozmowę.
- Skąd wiesz, że nie siedzę tu od dawna, a jedynie wyszłam na moment?
- Tak się składa, że spędziłem tu całą noc – zaśmiałem się cicho, aby nie zwrócić na siebie gromnego spojrzenia byłych współpracowników. - Zasnąłem co prawda nad jedną z ksiąg, ale za to jaki miałem sen!
- Będziesz musiał mi go koniecznie opowiedzieć.
- Może od razu? - rzuciłem zachęcająco. Nevt jest młoda, a większość czasu spędza w bibliotece, a nawet jeśli bywa poza nią to zawsze z książką u piersi.
- Jestem zajęta. Zostało mi kilka rzeczy do zrobienia i trochę stron do przejrzenia.
- Ależ w pełni to rozumiem. Ten, który by pragnął, lecz bez działania, nie zdoła pokonać łańcuchów i demonów łaknących jego ciała.
- Jak zawsze natchniony – prychnęła, a stary bibliotekarz nas uciszył.
- Oczywiście. Wiesz, działanie jest ważne, lecz nie wolno zaczynać dnia bez śniadania.
- Jadłam… - rzuciła, ale w tym momencie zaburczało jej w brzuchu – To znaczy wczoraj..
- Może jakaś ryba? - uniosłem brew – Nie przyjmuję odmowy. Zdrowie najważniejsze.


<Nevt?>

Słowa: 445

środa, 24 kwietnia 2019

Askalio

Alaiaroax
Bo miłość nie zna pór dnia, a nadzieja nie ma końca, a wiara nie zna granic, tylko wiedza i niewiedza skrępowane są czasem i granicami.

Imię: Askalio
Ród: Z Ojca Erakana i Matki Piwonii
Wiek: 5 lat 6 miesięcy
Płeć: Basior♂
Rasa: Malisabis
po matce Malisabis i ojcu Rasmith
Stan: Mieszkańcy
Stanowisko: Poeta
Charakter: Askalio to niesamowicie przyjazny wilk, nie zraża się do innych, nawet jeśli ci okrutnie go potraktują przy pierwszym spotkaniu. Zawsze chce być miły i opanowany. Okazywanie uczuć uważa za coś pięknego, a nie słabość. Stara się pomagać innym na ile tylko może. Po godzinach mógłby dorabiać jako psycholog. Jest doskonałym słuchaczem i choć nie zawsze potrafi, lubi doradzać innym. Kiedy ma jakiś problem stara się mu zaradzić, swoimi złymi humorkami nie dręczy pozostałych. Ukazuje się od tej radosnej strony. Stara się być szczery, lecz dopuszcza drobne kłamstwa, kiedy nie chce się urazić przyjaciół, a nikomu to nie zaszkodzi. A jeśli o przyjaźnie chodzi... uwielbia je zawierać. Co prawda najbliższych jego sercu wilków bywa stosunkowo niewiele, ale twierdzi, że woli mieć z innymi pokojowe stosunki. Urodził się optymistą, czasami przez to podejście inni nazywają go głupim. Jest pełen energii i bije od niego ten specyficzny żar. Uwielbia tworzyć i śpiewać. Natchnienie znajdzie we wszystkim co go otacza. Często więc wyraża swoje zdanie poprzez poezję. Jeśli tylko znajdzie taką osobę z chęcią będzie pisał dla niej romantyczne wiersze. Choć jest to dla niego trudne. Gdy tylko ktoś mu się podoba staje się nieśmiały, peszy się na samą myśl, że mógłby wyjawić konkretnej osobie miłość. Dlatego stara się nie pokazywać obiektowi westchnień, że zależy mu na czymś więcej niż na przyjaźni.
Uważa, że trzeba walczyć o marzenia. Jest cierpliwy, momentami nawet za bardzo. Zna swoje wady i zalety. Jest odważny, ale nie za nadto porywczy. Gdyby mógł walczyć czymś innym niż piórem z pewnością stanąłby do walki, to wielki patriota.
Wygląd: Jest jednym z tych niepozornych wilków. Nie jest muskularny ani wysoki. Wszystko jest w nim w zasadzie przeciętne, za takiego się też uważa. Jego sierść jest biała, z elementami popieli i czerni. Z tłumu wyróżnia go blizna na lewym oku, którego białko jest zakrwawione i delikatnie szarawe od czasu, gdy został w nie zraniony. Natomiast sam kolor źrenic jest czerwony. Jego sierść po tym jak została spalona odrosła bardziej szorstka. Jest delikatnie falowana i "dzika" jak to określa jej posiadacz, właściwie ułożona w typowy nieład. Askalio narzeka na to, że nigdy nie może jej okiełznać.
Żywioł: Umysł, Rośliny
Moce:
- rozmowa ze zwierzętami,
- potrafi panować nad roślinami. W tym może tworzyć np kwiaty czy drzewa (należy dać mu jednak chwilę),
- może zmieniać czyjeś wspomnienia, ale wyczerpuje to jego energię. Delikatnie opada z sił przy zmianie wspomnień za zgodą ich właściciela; bardzo opada z sił bez zgody właściciela,
- może przenieść się do czyjegoś snu i dzięki temu zrozumieć problem siedzący mu w umyśle. Ponadto jest w stanie wpłynąć na cudze sny,
- nie wie czy może to nazwać mocą, ale posiada niewiarygodną pamięć fotograficzną. Dosłownie - zobaczy coś i zapamięta. Jest w stanie powiedzieć ci na jakiej stronie, której księgi znajduje się zdanie, o które go zapytasz (pod warunkiem oczywiście, że czytał tę książkę). Dzięki temu łatwiej idzie mu nauka. 
Rodzina:
Ojciec – Erakan †
Matka – Piwonia †
Rodzeństwo - Ramir †, Eryna †, Denog †, Mirel †
Partner: Posiada duszę romantyka, lecz nie ma na tyle odwagi, by się odezwać
Potomstwo: Brak
Miejsce Zamieszkania: Dystrykt I, Ulove.
Patron: Mokashi
Umiejętności:

Intelekt: 21 | Siła: 10 | Zwinność: 15 | Szybkość: 15 | Latanie: 0 | Pływanie: 5 | Magia: 15 | Wzrok: 2 | Węch: 5 | Słuch: 13 |

Historia: Askalio urodził się jako najmłodszy z miotu. Miał dużą rodzinę, matka wraz z ojcem zajmowali się nim oraz jego trzema braćmi i siostrą, wkładając w to całe serce. Dorastał w małej watasze, w której mógł spokojnie się kształcić i rozwijać. Gdy jego ojciec wyruszał na targ młody Askalio upraszał go o kupno kolejnej książki, czytanie stało się jego hobby. Zapuszczał się do lasu, znajdując miejsce dla siebie i wertując kolejne dzieło literackie. Miał 4 lata, kiedy ojciec poprosił go, aby tym razem to on wyruszył na jarmark. Zbliżała się jesień, więc z Piwonią potrzebowali leków, gdyby ktoś zachorował. Sam Erakan musiał tego dnia wstawić się u alfy. Askalio odłożył więc swoją pracę na bok i wyruszył. Na targowisku zakupił leki – i jakżeby inaczej – książkę, Historię Pięciu Kręgów. Wszystkie rzeczy spakował do torby przewieszonej przez ramię i wyruszył w drogę powrotną. Następnego ranka zbliżał się z powrotem do swojej watahy. Zobaczył jednak coś niepokojącego – czarny dym. Ruszył pędem, przestraszony co się dzieje. Martwił się o swoją rodzinę. Im bliżej był, tym więcej widział. Płomienie trawiły wszystko na swojej drodze. Słyszał lament i krzyk. Omijając największy żar szybko trafił do groty swojej rodziny. Gdy jednak wszedł do środka zrozumiał, że coś było nie tak. Leżeli na ziemi, zakrwawieni i… martwi. Ktoś właśnie rzucił ciało jego matki o ścianę. Askalio ujrzał rosłego, brązowego basiora. To nie był pożar. Ktoś napadł jego watahę! Obcy rzucił się na niego, Askalio nie mógł odskoczyć. Syknął z bólem gdy napastnik zaharatał mu lewe oko. Zanim otrzymał kolejny cios nasłał na przeciwnika koszmary. To dało mu chwilę na wymknięcie się. Nie tracił czasu, pognał w stronę płonącego lasu. Teraz musiał ratować przede wszystkim swoje życie, na tym terenie nie mógł już nic więcej zrobić. Czuł jak płomienie przypalają jego futro, a torba wciąż zawieszona na ramieniu obija się o jego bok. Kilka razy uderzył o drzewa, nic nie widział na lewe oko.
Uciekał najdalej jak się dało. Wiedział, że nie może wrócić, do tej pory nie dowiedział się kto napadł na watahę, w której żył. Kilka tygodni po feralnym dniu trafił do Królestwa. Przez pierwsze dni przebywał w Dystrykcie III, by następnie resztę roku spędzić w Centrum jako jeden z głównych bibliotekarzy. W tym czasie jego rany się zagoiły, a sierść odrosła. Do tej pory nie odzyskał dobrego wzroku w lewym oku.
Gdy usłyszał o tym, że zmienia się władza nad Dystryktem I postanowił, że to tam się osiedli na dłużej, a Wielką Bibliotekę będzie odwiedzał co jakiś czas.
Inne: 
- Pragnie znaleźć bratnią duszę, w głębi jego duszy siedzi jednak paniczny strach, że znowu mógłby stracić bliską osobę.
- Od czasu napaści na  jego watahę panicznie boi się ognia.
- Jednym z jego hobby jest czytanie.
- Nadal ma ze sobą Historię Pięciu Kręgów, jest nią zafascynowany.
- Ledwo widzi na lewe oko, dzięki temu trochę lepiej słyszy. Jak to mówią "tracisz jedno, dostajesz drugie".
- Pragnie zostać znanym poetą.
- W jego zainteresowaniach znajduje się nie tylko poezja, ale i pisarstwo, malunek, muzyka czy taniec.
- Podczas pracy w Wielkiej Bibliotece poznał pewną waderę, z którą często dyskutował na temat tamtejszych ksiąg. Cieszył się, że mógł pomóc Nevt w przeszukiwaniu księgozbiorów.
Autor: Kontakt przez czat: Poet
Layout by Netka Sidereum Graphics