niedziela, 30 kwietnia 2023
Od Sakiego - "Pierwsza przygoda życia"
piątek, 31 marca 2023
Od Sakiego - "Życie krętymi ścieżkami wodzi"
czwartek, 23 lutego 2023
Od Sakiego, CD. Lys i Tin
Rozmyślając o ponownym spotkaniu z Lys i Tin, Saki nawet nie zauważył, kiedy wsunął się za głęboko, żeby samodzielnie wyjść. I zajęło mu to zbyt dużo minut. Ostatecznie skończyło się tym, że Folix utknął pyskiem w dół w wydrążonym drzewie, bez możliwości wyślizgnięcia się na zewnątrz. Pięknie. Po prostu wspaniale.
Szlag by to.
Basior zaczął się kręcić w bezsensownej nadziei, że jego zbliżone do lisiego ciało pozwoli mu się wywinąć i wydostać pyskiem do przodu, choć były to starania bez możliwości zadziałania. Było za wąsko, a wiercąc się wpadał tylko głębiej, ale na nic lepszego nie wpadł. Nie chciał utknąć. Chciał żyć. Błagał w duchu jakiekolwiek siły wyższe, modlił się do Kateris, nawet jeśli w bogów tak silnie wcale nie wierzył. Wiadomo, jak trwoga to do boga, a teraz w sercu owa trwoga utkwiła niezwykle głęboko. Przerażony Saki nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić.
Coś odezwało się z tyłu. Ktoś z kimś rozmawiał, choć ze skrzypienia śniegu zasłyszanego pomiędzy słowami można wywnioskować tylko dwie pary łap. Saki zastygł w bezruchu, uważnie nasłuchując. W końcu do jego spanikowanego umysłu dotarło, czyi głos słyszy. Choć nie był w dobrej pozycji i z pewnością będą się z niego śmiać, basior był gotów znieść całe to zażenowanie, jeśli przynajmniej przeżyje. A poza tym chciał się z nimi spotkać od dłuższego czasu, więc tylko dobrego w całym tym złu.
– Lys! Tin! Pomocy! – zawołał rozpaczliwie Folix. Walić godność, w przypadku tej znajomości już jej nie miał. – Błagam, pomocy!
czwartek, 12 stycznia 2023
Od Sakiego
Historie zdarzają się różne. Niektóre są niezwykle długie, napisane starannie z ogromną dbałością o najmniejsze szczegóły. Inne są dosyć krótkie, szybkie, idealne na jeden wieczór i nie trzeba martwić się o żadne zwroty akcji. Zdarzają się jednak takie osobistości, które swojej historii nie mają. Są jak drobinki kurzu niesione przez wiatr, zupełnie niezauważalni, a gdy się gdzieś umoszczą, są usuwani, bo psują widoki. Niejeden z pewnością zbywał się na trzeci plan, by potem zniknąć na długi okres (o ile nie na zawsze) w mgiełce zapomnienia. Niektórzy nawet na tyle nie mogli liczyć, bo nigdy nie pojawili się choćby na drugim planie. Części to przeszkadzało, innym z kolei wcale.
Do tych "innych" zaliczał się pewien Folix z niezdiagnozowanym ADHD, który na chwilę obecną, zupełnie napuszony za sprawą zimowego futra, przedzierał się przez świeżo usypane zaspy w zimowym, wiecznie białym Królestwie. Jako że należał do tych małych zwierząt (gdyż pomimo bycia wilkiem, geny Folixa strasznie go zmniejszyły), miał niemałe problemy z poruszaniem się w świeżym śniegu. Może gdyby nie niósł na plecach zdobyczy, nie zapadał by się tak głęboko, jednak przetrwanie czasami wymaga poświęceń. Zdobyczą nie było mięso, które szybko by zamarzło w tych nieprzyjaznych temperaturach, a gałęzie służące do rozpalenia ognia. Obecnie Folix niósł je do swojego schronienia, radząc sobie tylko jako tako i zastanawiając się, w jaki sposób rozpali to ognisko, skoro nie posiada telepatii. Być może w innym, alternatywnym świecie nie przeszkadzało by, że ma łapy i narrator pozwoliłby mu użyć zwykłego krzesiwa. Tu nie było takiej możliwości, więc musiał poradzić sobie w inny sposób. Należało być kreatywnym.
Miał już w domu jedno krzesiwo, bardzo duże, dość drogie, mimo że było używane. Lisowilk miał mniej więcej w planach, jak zamierza go użyć, ale nie miał pojęcia, czy mu to wyjdzie. Jeżeli nie, spróbuje z zapałkami, na nie też ma jakiś plan, choć będzie groził poparzeniami.
Czy ten Folix miał własną historię? Owszem, miał przeszłość, choć do szczególnie interesujących ona nie należała. Ale w historii innych, ani tym bardziej świata, nie brał za szczególnie udziału. Nie zostawiał za sobą żadnych śladów, może poza tymi w śniegu, które za chwilę zostaną ponownie zasypane. Zupełnie bezwartościowy kmiot, którego jedyną cenną rzeczą były narządy i sztylet u boku. Taki sobie byt do istnienia, nie do życia.
A może i żył, tylko co za różnica, jeżeli nikt tego życia nie zauważał. Mógłby zginąć, zabić się i nikt nie zwróciłby uwagi. I tak jest zupełnie sam na tym jakże białym świecie, którego ledwo widział dalej niż poza lasem, w którym mieszkał. Szczęście w nieszczęściu, w tym lesie miał wszystko, czego potrzebował. A może właśnie to było tym wielkim nieszczęściem. Folix nie czuł potrzeby opuszczenia rodzinnych stron i zostawienia po sobie śladu.
Większość czasu nie robiło to różnicy. Nie przeszkadzało mu bycie nikim. Ale ostatnio miewał wrażenie, że walczy o przetrwanie po nic. Nie ma dla kogo walczyć, nie ma żadnego celu, całe jego istnienie opiera się o taką samą rutynę. Nawet nie robi nic twórczego, bo absolutnie nie czuje do tego weny. Jeżeli nic nie wnosi do świata, to po co ma marnować jego zasoby? Być może powinien się zastanowić nad przyszłymi planami.
<Koniec>
Słowa: 518 = 31 KŁ
niedziela, 23 października 2022
Od Sakiego, CD Lys i Tin
czwartek, 29 września 2022
Od Sakiego - "Światła obłędu"
środa, 10 sierpnia 2022
Od Sakiego - "Samotne spotkanie"
Mróz a nie drzewa otaczają lisa
poniedziałek, 18 lipca 2022
Od Sakiego, CD. Lys i Tin
Zakopany w śniegu Saki miał problemy z dosłyszeniem, co mówiła do niego osoba, która jeszcze przed chwilą go goniła. To chyba była wadera, a może nawet dwie i prawdopodobnie nie miała żadnych zamiarów zmusić go do roboty. Ale co ona tam powiedziała? Chyba zapytała o jego ogon. Ach ta nieszczęsna, ruda kita. Próbował uspokoić swoje poziomy adrenaliny i przemyśleć to, co powiedziała mu obca. Jeszcze raz. Coś tam o jego ogonie. Czy zamiata nim kurze. A potem chyba się cofnęła w wypowiedzi i przeprosiła za gonienie go, co - oczywiście - powinna zrobić na początku. Tak, tak chyba brzmiała jej wypowiedź. Na opady śniegowe, dlaczego w ogóle cokolwiek od niego chciała? Na pewno nie jest jedynym wilkiem z taką kitą! A może i jest. Nie znał za dużo osób z okolicy.
Nawet nie próbował odezwać się przez zaspę, w którą przypadkiem wpadł. Najpierw musiał wykaraskać się ze swojego dołka i stanąć pyskiem w pysk z tajemniczą istotą, która miała jakiś problem do jego ogona. Tylko że wykopywanie się ze śniegu nie było najprostszym z zajęć i zajęło mu to trochę czasu. Wiercił się, okręcał, używając wszystkich czterech łap, żeby się wypchnąć, podczas gdy śnieg zasypywał mu oczy i odcinał dostęp świeżego powietrza.
Wreszcie rudy basior wydostał się z lodowego więzienia i mógł spojrzeć na osobę, która tak go wystraszyła. Tak. Wadera. Miała brązową sierść z przypalonym spodem oraz duże, kręcone rogi. W sumie nie przypominała tak bardzo wilka, ale niech tam, Saki miał to samo i potem był atakowany przez innych, bo myśleli, że jest lisem. Teraz jeszcze raz. Jakie było pytanie?
– Tak, tak, luz, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Ty, wy – przypomniał mu się dziwnie ułożony czasownik. Dziwnie, bo widział tylko jedną waderę. – Przynajmniej nie gryziesz... cie. I nie, nie zamiatam kurzu ogonem. – Psiknął od wody wdzierającej się do nosa. – Potem strasznie trudno go doczyścić. A wierz mi, próbowałem. Wierzcie.
Zaczął się oporządzać, usilnie ignorując stojącej obok wadery. Nie dlatego, że chciał być niemiły, ale po prostu się jej bał, jak z resztą większości wilków i w sumie stworzeń w okolicy. Jeżeli będzie chciała od niego coś więcej, spróbuje jej pomóc, jeżeli nie, to sobie spokojnie spędzi resztę dnia na szwędaniu się po lesie i poszukiwaniu swojej nory, którą zdążył zgubić. Chociaż zaciekawiła go jeszcze jedna rzecz.
– A tak w sumie to skąd pomysł, że ścieram kurz ogonem? – zapytał, podnosząc wzrok na waderę, ale starając się nie podnosić głowy za wysoko. Nie chciał sobie przypominać, jak bardzo jest mały.
środa, 18 maja 2022
Od Sakiego
Saki
