Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 kwietnia 2023

Od Sakiego - "Pierwsza przygoda życia"

Nie jestem adoratorem przygód, to raczej dość oczywiste. Wolę ciepłotę swojej własnej norki i nie wyściubiam nosa dalej niż linia drzew lasu, w którym mieszkam. Przez całe swoje dotychczasowe życie byłem przekonany, że to mi właśnie wystarczyło, że wcale nie potrzebuję więcej, bo przecież im mniej się ma tym więcej radości się przeżywa. No jak się okazuje, tak niekoniecznie. W pewnym momencie zaczyna się wilk nudzić, życie staje się zbyt monotonne i przewidywalne. Owszem, jest dobrze, ale w sercu po prostu czujesz, że najwyższa pora na zmiany. I to takie większe zmiany, nie samo poprzestawianie mebli lub pójście na spacer w innym kierunku niż zawsze. To mnie właśnie męczy, chcę coś zmienić, tylko przez długi czas nie miałem pojęcia, co to dokładnie ma być. Dzisiaj wiem. Zrobię coś, czego nie zrobiłem nigdy w życiu i nigdy nie chciałem zrobić - poszukam przygody dalej niż w lesie. Gdzieś pójdę, coś zobaczę, może z kimś powalczę, choć jako kaleka to nie mam zbyt dużych szans. Może spotkam nawet jakąś ładną waderę, którą przyprowadzę do siebie, albo zbudujemy dom od nowa. Nie wiem, wszystko się okażę, jak w końcu ruszę tą swoją przykurczoną rudą pupę i wyjdę z domu.

Najpierw się oczywiście przygotować. Każdy poszukiwacz przygód powinien być odpowiednio przygotowany, kiedy wyrusza w świat. Podstawą jest jedzenie, czyli w moim przypadku suche mięso, które sam ususzyłem. Gdzieś nazywa się to "jerky", ale nie jestem jeszcze światowy, więc nie wiem, gdzie, o ile faktycznie gdzieś się tak mówi. Potem nóż, sztylet, czy inne małe ostrze, zarówno do obrony, jak i zbierania surowców. Wiem, co czemu służy, więc można powiedzieć, że zagadki na poszukiwacza przygód mam. Tylko wybrać się muszę. Przydatna będzie też peleryna, która osłoni mnie przed warunkami pogodowymi wszelkiego rodzaju. Nie ufam swojemu własnego futru, więc nigdzie się bez niej nie ruszę. Przeglądając swoją hacjendę w poszukiwaniu czegoś jeszcze, co warto by było wziąć, zauważam kompas. Nie pamiętam, skąd wziął się w moim posiadaniu, ale fajnie, że tak się stało, bo z kompasem podróże zawsze są łatwiejsze. Jeszcze nie umiem się nim za dobrze posługiwać poza tym, że wiem, że strzałka musi wskazywać północ, ale wszystkiego nauczę się z czasem. Wieszam sobie kompas na szyi, tu będzie najłatwiej dostępny. Sztylet ląduje w tradycyjnym miejscu, przypięty na łapie, by szybko go wyjąć w razie potrzeby. Pelerynę od razu nakładam na grzbiet, a mięso wkładam do torby, którą przekładam przez plecy. O dziwo przy odpowiedniej manipulacji ciałem i wykorzystania środowiska wcale nie potrzebujesz telekinezy, by sobie poradzić w życiu, choć nie powiem, czasem by się przydała. Mógłbym wyciągać patyki ze śniegu bez szarpania się z nimi. Ech.

Robię szybką obczajkę, jak wygląda świat na zewnątrz. Słońce co prawda wisi wysoko na niebie, wskazując piękne południe, ale chyba wolę ruszyć z samego rana, jeszcze o brzasku. Żeby mnie nie kusiło wrócić. Teraz tylko będę się czuł, jakbym wychodził na spacer, a nie na przygodę, a to nie jest dobre uczucie. Nie dla kogoś, kto planuje nie wrócić do swojego domu przez co najmniej tydzień. Na razie daję sobie tydzień, choćbym miał się zmuszać, a potem zobaczę, jak mi się podobało. Może skończę jako pełnowymiarowy poszukiwacz przygód i spędzę resztę życia w drodze, a do domu będę przychodził, by spędzić parę dni z żoną i dziećmi, których jeszcze nie mam. Jeszcze. Na razie odpuszczam sobie myślenie o przyszłości i szykuję swoją obecną norkę na opuszczenie. Trzeba tu posprzątać ten ostatni raz, w razie gdyby ktoś inny chciał się tu umościć na czas mojej nieobecności. Albo gdybym miał umrzeć i miałoby to trafić w cudze łapy. Nie umiem się ani uśmiechnąć, ani zapłakać, sprzątając. Na dobrą sprawę nie czuję nic. Albo czuję za dużo, żeby to zarejestrować. W każdym razie spać kładę się wycieńczony i zasypiam od razu, cicho mając nadzieję, że jutro w ogóle nie nadejdzie.

<CDN>
Słowa:629

piątek, 31 marca 2023

Od Sakiego - "Życie krętymi ścieżkami wodzi"

Życie krętymi ścieżkami wodzi
Jakby nie chciało nas, byśmy doszli do końca
Jakby chciało nas wpuścić w maliny
I nigdy nie wypuścić

Tak stoję teraz ja
Saki Dalais
Na rozstaju dróg, gdzie jedna idzie dalej
A druga prowadzi do malin

Wiem, że chciałbym zostać
Tu jest mój dom, przyjaciele, moje maliny
Ale czego nauczę się w świecie
Gdzie wszystko wiem?

Może nie jestem gotów
Postawić ten pierwszy krok
Prosto lub w stronę owoców

Może nie jestem gotów
Zadecydować
Czy wolę odejść
Czy może zostać

Jeśli odejdę, to daleko
I nigdy nie wrócę
Nie zobaczę więcej tych śnieżnych zasp
Tego białego lasu
Który był dla mnie całym życiem

Tęsknić oczywiście będę, bo jakby tu
Nie tęsknić?
Za domem, za życiem, które się kochało?
Za przyjaciółmi, których się poznało?
Choćbym miał świat wielki zobaczyć
Najpiękniejsze cuda spotkać
Serce nie zapomni, nawet gdyby chciało

Ja, Saki Dalais, syn Amerna Dalais
Co poświęcił całego siebie, by mnie wychować
Złamię serce i odejdę
Nie. Nie mogę.

To nie ten dzień i nie ta droga
Nie ta pora, nie te gwiazdy
Może jeszcze się coś zmieni
I będę świadkiem, by to zobaczyć

Żegnaj, ścieżko w nieznane
Witajcie z powrotem, zmrożone maliny
Jeszcze nigdzie się nie wybieram
Nie ma tak łatwo!

Pewnie będę ledwo koniec z końcem wiązał
I co z tego?
Jest coś ekscytującego w niepewności jutra

W obawie, czy na jutro starczy
Czy się nora nie zawali
Czy mnie nikt zaraz nie zje
Dreszcz emocji! Co się zdarzy?

Na podróży to bym wiedział
Będę iść, o tej zacznę polować
A tutaj może ktoś wpadnie na herbatę
Albo znowu to ja wpadnę, tylko że do zaspy

Nie obchodzą mnie podróże
I cudy tego świata
Niech mnie pocałują w... nos
Ja się jeszcze nie wybieram
Niech mnie wołają, ile chcą, ile mogą
Ja jeszcze kija włóczykija nie przyodziewam

Słowa: 301 = 20 KŁ

czwartek, 23 lutego 2023

Od Sakiego, CD. Lys i Tin

Saki przeszukiwał środek wydrążonego drzewa, pochłonięty do reszty, kiedy przypomniały mu się jego nowe koleżanki. Był u nich na herbacie, po tym jak spotkali się w chyba najbardziej niezręczny możliwy sposób i ostatecznie nawet jakoś się polubili. Znaczy się on je polubił, nie wiedział, czy odwzajemniały jego uczucia, w każdym razie jak się wszyscy rozluźnili to całkiem przyjemnie się rozmawiało. Czasem myślał, że chętnie by do nich wpadł po raz drugi, ale zanim zdążył wrócić do siebie to o tym zapominał. Kiedyś w końcu to zrobi, któregoś razu na pewno nie zapomni.
Rozmyślając o ponownym spotkaniu z Lys i Tin, Saki nawet nie zauważył, kiedy wsunął się za głęboko, żeby samodzielnie wyjść. I zajęło mu to zbyt dużo minut. Ostatecznie skończyło się tym, że Folix utknął pyskiem w dół w wydrążonym drzewie, bez możliwości wyślizgnięcia się na zewnątrz. Pięknie. Po prostu wspaniale.
Szlag by to.
Basior zaczął się kręcić w bezsensownej nadziei, że jego zbliżone do lisiego ciało pozwoli mu się wywinąć i wydostać pyskiem do przodu, choć były to starania bez możliwości zadziałania. Było za wąsko, a wiercąc się wpadał tylko głębiej, ale na nic lepszego nie wpadł. Nie chciał utknąć. Chciał żyć. Błagał w duchu jakiekolwiek siły wyższe, modlił się do Kateris, nawet jeśli w bogów tak silnie wcale nie wierzył. Wiadomo, jak trwoga to do boga, a teraz w sercu owa trwoga utkwiła niezwykle głęboko. Przerażony Saki nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić.
Coś odezwało się z tyłu. Ktoś z kimś rozmawiał, choć ze skrzypienia śniegu zasłyszanego pomiędzy słowami można wywnioskować tylko dwie pary łap. Saki zastygł w bezruchu, uważnie nasłuchując. W końcu do jego spanikowanego umysłu dotarło, czyi głos słyszy. Choć nie był w dobrej pozycji i z pewnością będą się z niego śmiać, basior był gotów znieść całe to zażenowanie, jeśli przynajmniej przeżyje. A poza tym chciał się z nimi spotkać od dłuższego czasu, więc tylko dobrego w całym tym złu.
– Lys! Tin! Pomocy! – zawołał rozpaczliwie Folix. Walić godność, w przypadku tej znajomości już jej nie miał. – Błagam, pomocy!
 
<Lys i Tin?> 
Słowa: 335 = 22 KŁ

czwartek, 12 stycznia 2023

Od Sakiego

Historie zdarzają się różne. Niektóre są niezwykle długie, napisane starannie z ogromną dbałością o najmniejsze szczegóły. Inne są dosyć krótkie, szybkie, idealne na jeden wieczór i nie trzeba martwić się o żadne zwroty akcji. Zdarzają się jednak takie osobistości, które swojej historii nie mają. Są jak drobinki kurzu niesione przez wiatr, zupełnie niezauważalni, a gdy się gdzieś umoszczą, są usuwani, bo psują widoki. Niejeden z pewnością zbywał się na trzeci plan, by potem zniknąć na długi okres (o ile nie na zawsze) w mgiełce zapomnienia. Niektórzy nawet na tyle nie mogli liczyć, bo nigdy nie pojawili się choćby na drugim planie. Części to przeszkadzało, innym z kolei wcale.

Do tych "innych" zaliczał się pewien Folix z niezdiagnozowanym ADHD, który na chwilę obecną, zupełnie napuszony za sprawą zimowego futra, przedzierał się przez świeżo usypane zaspy w zimowym, wiecznie białym Królestwie. Jako że należał do tych małych zwierząt (gdyż pomimo bycia wilkiem, geny Folixa strasznie go zmniejszyły), miał niemałe problemy z poruszaniem się w świeżym śniegu. Może gdyby nie niósł na plecach zdobyczy, nie zapadał by się tak głęboko, jednak przetrwanie czasami wymaga poświęceń. Zdobyczą nie było mięso, które szybko by zamarzło w tych nieprzyjaznych temperaturach, a gałęzie służące do rozpalenia ognia. Obecnie Folix niósł je do swojego schronienia, radząc sobie tylko jako tako i zastanawiając się, w jaki sposób rozpali to ognisko, skoro nie posiada telepatii. Być może w innym, alternatywnym świecie nie przeszkadzało by, że ma łapy i narrator pozwoliłby mu użyć zwykłego krzesiwa. Tu nie było takiej możliwości, więc musiał poradzić sobie w inny sposób. Należało być kreatywnym.

Miał już w domu jedno krzesiwo, bardzo duże, dość drogie, mimo że było używane. Lisowilk miał mniej więcej w planach, jak zamierza go użyć, ale nie miał pojęcia, czy mu to wyjdzie. Jeżeli nie, spróbuje z zapałkami, na nie też ma jakiś plan, choć będzie groził poparzeniami.

Czy ten Folix miał własną historię? Owszem, miał przeszłość, choć do szczególnie interesujących ona nie należała. Ale w historii innych, ani tym bardziej świata, nie brał za szczególnie udziału. Nie zostawiał za sobą żadnych śladów, może poza tymi w śniegu, które za chwilę zostaną ponownie zasypane. Zupełnie bezwartościowy kmiot, którego jedyną cenną rzeczą były narządy i sztylet u boku. Taki sobie byt do istnienia, nie do życia.

A może i żył, tylko co za różnica, jeżeli nikt tego życia nie zauważał. Mógłby zginąć, zabić się i nikt nie zwróciłby uwagi. I tak jest zupełnie sam na tym jakże białym świecie, którego ledwo widział dalej niż poza lasem, w którym mieszkał. Szczęście w nieszczęściu, w tym lesie miał wszystko, czego potrzebował. A może właśnie to było tym wielkim nieszczęściem. Folix nie czuł potrzeby opuszczenia rodzinnych stron i zostawienia po sobie śladu.

Większość czasu nie robiło to różnicy. Nie przeszkadzało mu bycie nikim. Ale ostatnio miewał wrażenie, że walczy o przetrwanie po nic. Nie ma dla kogo walczyć, nie ma żadnego celu, całe jego istnienie opiera się o taką samą rutynę. Nawet nie robi nic twórczego, bo absolutnie nie czuje do tego weny. Jeżeli nic nie wnosi do świata, to po co ma marnować jego zasoby? Być może powinien się zastanowić nad przyszłymi planami.

<Koniec>

Słowa: 518 = 31 KŁ

niedziela, 23 października 2022

Od Sakiego, CD Lys i Tin

 Propozycja spłoszyła Sakiego jeszcze bardziej niż sama obecność wadery... Wader? To naprawdę było konfundujące, ten jej, ich sposób mowy. I przedstawiła się jako dwie osoby, co już w ogóle było straszne. Jakby miała w głowie nie po kolei. Nie, Folix nie chciał spędzać czasu z tym dziwnym stworzeniem, nie uśmiechało mu się to, nie czuł się wystarczająco pewnie w jego towarzystwie. Nie, żeby czuł się pewnie przy kimkolwiek. Jakby to jeszcze był wilczo wyglądający wilk, ale tak nie było. A może po prostu zmyślał i szukał wymówek, żeby nie znaleźć sobie znajomego. To nie był zdrowy nawyk, więc trzeba było się go pozbyć. Chyba pójdzie na tą herbatkę.

– Nie miałem w planach się dzisiaj nigdzie wybierać, ale... Zgoda. O ile to nie jest jakoś szczególnie daleko, mam krótkie nóżki. – Jakby na dowód, wyjął przednią łapę ze śniegu i dla pozoru ją strzepał. Oby nie wyglądało to dziwnie z punktu widzenia wadery.

– Super! W takim razie zapraszamy do siebie. Chodź za nami.

Wilczyca zawróciła i zaczęła prowadzić. Jej nieco łatwiej było poruszać się przez zaspy, ale Saki za to już po kilku krokach ponownie wkopał się w górkę śniegu. Tym razem nie tak mocno, ale jakoś nie chciał się z niej wydostać. Mentalnie poddał się z tą zabawą.

– Oj, co się stało? – Lys i Tin pojawiły się nagle obok niego, jakby wyrosły spod ziemi. – Pomóc ci się wydostać?

– Nie, nie. Ja sobie tu chwilę... Poleżę w sumie. Albo zrobię norkę na noc. Co złego robi spanie w śniegu, co nie?

Basior zaczął wkopywać się głębiej w zamarzniętą zaspę, aż w końcu cały do niej wlazł. Odwrócił się w stronę nowej znajomej, głupkowato się uśmiechając jak szczeniak, który właśnie pochwalił się kolegą nową umiejętnością, a jednocześnie dobrze wiedział, że ta umiejętność jest praktycznie bezużyteczna. W tym momencie zaspa się załamała, zakopując rudzielca pod śniegiem, spod którego wystawały tylko wielkie uszy i smukły pyszczek. Rogata wadera się zaśmiała.

– Ha ha! Niezły jesteś. No chodź, teraz to już na pewno wymarzłeś.

Poszły dalej, podczas gdy Saki odkopywał się z lodowego grobu. Nie było mu zimno, jego futro idealnie osłaniało przed śniegiem i mrozem, ale nie chciał sprawiać nowej koleżance zawodu. Dlatego - uważając na kolejne zaspy - poskakał za nią jak młoda sarenka. Może będzie to ciekawe doświadczenie.

<Lys i Tin?>
Słowa: 372 = 22 KŁ

czwartek, 29 września 2022

Od Sakiego - "Światła obłędu"

Spoglądając na swoje odbicie wiedział już, że to nie tak powinien wyglądać. Oczy paliły mu się od szaleństwa, patrzyły z nienawiścią i żądzą mordu. Szarość przyciemniała, stając się niebezpieczna i dzika. Obnażone zęby groziły, że zaraz rozszarpią gardło każdemu, kto ośmieli się stanąć na drodze oszalałego wilka. Po brodzie ściekała krew ostatniej ofiary tej morderczej broni, już ciemna i gęsta niczym melasa. Rude futro na twarzy umorusane było ciemnymi plamami tej samej substancji, niby dawczyni życia, ale tak bardzo kojarzącej się ze śmiercią. Nie. Nie tak powinien wyglądać. Ale lustro nie kłamało, tylko uświadamiało. Jesteś mordercą. Jesteś szaleńcem. Wstydź się siebie, wariacie.
Saki otworzył oczy, przez chwilę zastanawiając się, na co patrzy. Szczerze mówiąc, zgłupiał po obudzeniu się wśród białych zasp, kiedy jeszcze przed chwilą był w ciemnym pomieszczeniu z lustrem przed nosem, na które zmuszony był patrzeć. I ten nieprzyjemny widok, który wcale nie był Sakim. A może i był. Tylko to był jakiś inny Saki, bardzo niebezpieczny i bardzo nieprzyjemny w obejściu.
Śnieg prószył delikatnie z nieba, pokrywając to, co uwolniło się od białej przykrywy, puszystą warstwą. Tyczyło się to także Sakiego, który obudził się otulony kocykiem z zamarzniętego deszczu. Nic dziwnego, że zrobiło mu się tak ciepło. Rudy wilczek podniósł się na nogi, strzepując z futra puch. Nagły dreszcz przebiegł po plecach podobny do stada nerwowych myszek. Wraz z nim uciekło poczucie komfortu i nagle basior poczuł, że wcale nie jest w miejscu, w którym był, kiedy zasnął. Przecież wszystko wyglądało tak samo, drzewa, wnęka między korzeniami, w której ułożył się rudzielec. A jednak było obce i wilk czuł się paskudnie nieswojo. Z podkulonym ogonem oraz uszami przyciśniętymi do szyi czmychnął w stronę bardziej znajomych terenów… o ile takie obecnie istniały.
Z jakiegoś powodu miał wrażenie, że nie należy do swojego ciała. Nawet ono było obce, nieprzyjemne w noszeniu. Swędziało nie tam, gdzie powinno, łapy poruszały się po innej linii. Uszy obracały się nie tak, jak zawsze. Również i futro zawijało się w inny sposób. Tak źle chodziło się tym ciałem. Ale póki co, Saki nie mógł go wymienić.

<CDN>
Słowa: 342 = 22 KŁ

środa, 10 sierpnia 2022

Od Sakiego - "Samotne spotkanie"

Mróz a nie drzewa otaczają lisa

Wróć, nie lisa, a wilka
Jakiś tutejszy ptak sobie śpiewa
Wróć, nie śpiewa a pika

Pik pik!, nawołuje, samotny wśród drzew
On chyba nie ma przyjaciół
Troszeczkę tylko jedynie brakuje
By sobie łapkę naciął

Lecz wilczek (nie lisek!) równie samotny
Śpiewa mu swą serenadę
Ik ik!, nawołuje głośno i wyraźnie
Chcąc zacząć prywatną naradę

Więc i ptak zlatuje, zaciekawiony
Świecąc barwnymi piórkami
Jest zielony z większością purpurowego
Oraz z czarnymi kropkami

Taki dziwny, taki piękny, wręcz zaciekawiony
Patrzy wilczkowi w oczy
Jego niebieski wzrok sam ostrzega
Że życie kołem się toczy

Ty umrzesz, ja umrę, nikt nie zatęskni
Nie myśl, że kogoś obchodzisz
Ale i ja siedzę całkiem sam w tej puszczy
Niech samotność parami chodzi

Ty i ja, ja i ty
Samotne dwa odmieńce
Może i myślisz, że jesteś specjalny
Lecz spójrz na swoje ręce

To łapy, tak bezużyteczne
Nie mają choćby piórek
Nie polatasz, nic nie chwycisz
Co z ciebie za odludek

Zamilcz, warknął lisowilk,
Nie twoja, a moja sprawa
Niech cię własne piórka obchodzą
A jak nie to czeka wyprawa!

Obraził się ptak, obraził się wilk
Obrazili się we dwoje
Ale uparcie siedzieli obok siebie
Nie chcieli odejść oboje

Nie jesteś ptakiem, przyznaj się
Powiedział wilk ponuro
Tylko udajesz, żeby się schować
Przed śmiercią szaroburą

To prawda, przyznaję, powiedział ptaszyna
Odwracając się dziobem do wilka
Z ptakami mam związane tylko wygląd i moce
A tak to poczekaj chwilka

Zamyślił się ptak, urosły mu piórka
Ze skrzydeł zrobiły się nogi
Za chwilę nie ptak, a wilk w miejscu stał
A Saki już nie czuł podłogi

Czym jesteś?, wyszeptał, spłoszony po swojemu
Patrząc w niebieskie oczęta
Nastiso, miło mi nową twarz poznawać
I lecę, bo droga kręta

Widzisz, migruję, przyjacielu drogi
Jak większość mojej rodziny
Lecz oby przyszło nam się jeszcze spotkać
Bo lubię te twoje miny

Zaśmiała się, zmieniła w ptaka
Barwnymi piórkami szeleszcząc
Pik!, zawołała, w górę wyskoczyła
Te dziwy się w głowie nie mieszczą

Cóż do za magia, rzecz niesłychana
Saki od razu zatęsknił
Do zobaczenia, droga przyjaciółko
Niech samotność ci życia nie mętli

<Koniec>
Słowa:  344 = 22 KŁ

 

poniedziałek, 18 lipca 2022

Od Sakiego, CD. Lys i Tin

 Zakopany w śniegu Saki miał problemy z dosłyszeniem, co mówiła do niego osoba, która jeszcze przed chwilą go goniła. To chyba była wadera, a może nawet dwie i prawdopodobnie nie miała żadnych zamiarów zmusić go do roboty. Ale co ona tam powiedziała? Chyba zapytała o jego ogon. Ach ta nieszczęsna, ruda kita. Próbował uspokoić swoje poziomy adrenaliny i przemyśleć to, co powiedziała mu obca. Jeszcze raz. Coś tam o jego ogonie. Czy zamiata nim kurze. A potem chyba się cofnęła w wypowiedzi i przeprosiła za gonienie go, co - oczywiście - powinna zrobić na początku. Tak, tak chyba brzmiała jej wypowiedź. Na opady śniegowe, dlaczego w ogóle cokolwiek od niego chciała? Na pewno nie jest jedynym wilkiem z taką kitą! A może i jest. Nie znał za dużo osób z okolicy.


Nawet nie próbował odezwać się przez zaspę, w którą przypadkiem wpadł. Najpierw musiał wykaraskać się ze swojego dołka i stanąć pyskiem w pysk z tajemniczą istotą, która miała jakiś problem do jego ogona. Tylko że wykopywanie się ze śniegu nie było najprostszym z zajęć i zajęło mu to trochę czasu. Wiercił się, okręcał, używając wszystkich czterech łap, żeby się wypchnąć, podczas gdy śnieg zasypywał mu oczy i odcinał dostęp świeżego powietrza.

Wreszcie rudy basior wydostał się z lodowego więzienia i mógł spojrzeć na osobę, która tak go wystraszyła. Tak. Wadera. Miała brązową sierść z przypalonym spodem oraz duże, kręcone rogi. W sumie nie przypominała tak bardzo wilka, ale niech tam, Saki miał to samo i potem był atakowany przez innych, bo myśleli, że jest lisem. Teraz jeszcze raz. Jakie było pytanie?

– Tak, tak, luz, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Ty, wy – przypomniał mu się dziwnie ułożony czasownik. Dziwnie, bo widział tylko jedną waderę. – Przynajmniej nie gryziesz... cie. I nie, nie zamiatam kurzu ogonem. – Psiknął od wody wdzierającej się do nosa. – Potem strasznie trudno go doczyścić. A wierz mi, próbowałem. Wierzcie.

Zaczął się oporządzać, usilnie ignorując stojącej obok wadery. Nie dlatego, że chciał być niemiły, ale po prostu się jej bał, jak z resztą większości wilków i w sumie stworzeń w okolicy. Jeżeli będzie chciała od niego coś więcej, spróbuje jej pomóc, jeżeli nie, to sobie spokojnie spędzi resztę dnia na szwędaniu się po lesie i poszukiwaniu swojej nory, którą zdążył zgubić. Chociaż zaciekawiła go jeszcze jedna rzecz.

– A tak w sumie to skąd pomysł, że ścieram kurz ogonem? – zapytał, podnosząc wzrok na waderę, ale starając się nie podnosić głowy za wysoko. Nie chciał sobie przypominać, jak bardzo jest mały.

<Lys i Tin?>
 
Słowa: 409 = 25 KŁ

środa, 18 maja 2022

Od Sakiego

Ilekroć pytano Sakiego, czym zajmuje się w życiu, jego odpowiedź brzmiała bardzo różnie. Czasem zgadzała się z jego oficjalnym stanowiskiem, czasem zupełnie mu przeczyła, a na końcu nie było już wiadomo, czy on w ogóle zajmuje się czymś konkretnym. Może on sam nie wiedział.

Prawda wyglądała tak, że wszystkie odpowiedzi były prawidłowe, ale tylko przez krótki okres czasu. Basior co chwila zmieniał zainteresowania, często przez to też nie kończył poprzednich projektów. Obiecywał sobie wrócić do nich po jednym dniu odpoczynku, ale jak dotąd ani razu się to w pełni nie udało. Najkrótsza przerwa trwała dwa tygodnie, potem jednak projekt nie był już tak interesujący i Saki, choćby chciał, nie był w stanie go dokończyć.

Na obecną chwilę basior próbował zbudować szałas, w którym wędziłby mięso na sprzedaż. Próbował, bo jego uwagę odwrócił ciekawie wykrzywiony patyk, którym fajnie się kręciło po śniegu. I szu, i szu, i szu, i patyk robił wesołe kółka dookoła własnej osi. I wrrr! I patyk się zatrzymał. Saki wreszcie przypomniał sobie, co powinien robić. Spojrzał na kupę gałęzi, która w niedalekiej przyszłości miała stać się szałasem do wędzenia mięsa. Przynajmniej taki był plan. Wilk westchnął głęboko.

– Tak w sumie to mi się nie chce – stwierdził na głos, bawiąc się swoim patykiem w łapach. – Jutro skończę.

Oczywiście nie było szans, żeby to skończył, ale zawsze warto sobie wmawiać. Może któregoś dnia stanie się cud. Może kiedyś.

Rudy podniósł się z miejsca i zaczął iść do przodu. Przód był jedynym sensownym kierunkiem gdy nie ma miejsca, do którego chce się dotrzeć. Saki nie przepadał za spędzaniem czasu w swojej zimnej, zasypanej śniegiem chacie, mimo że uważał ją za dom. Więcej go tam nie było niż był, nawet na noc rzadko wracał. Sypiał gdziekolwiek, najczęściej wśród korzeni drzew, przykryty warstewką lodu, jeżeli ktoś coś od niego chciał to musiał szukać go w promieniu kilku kilometrów od niby-jego chatki albo ewentualnie musiał go szukać wszędzie w lesie.

Chodzenie do przodu zaprowadziło go jak zawsze w sumie nigdzie. Dla niego nie istniały żadne szczególne miejsca w lesie Ayre poza Chatą oraz Granicą, od których większość czasu trzymał się z daleka. Nie przepadał za wychodzeniem ze swojego małego, uroczego światka, w którym może i momentami było niebezpiecznie, ale za to był to dom i jedyne, co Saki całe życie znał. Może niektórych dziwi, dlaczego jeden las w jednym dystrykcie jest wystarczający dla łażącego wszędzie basiora, ale gdy jest się takim małym jak ten oto rudzielec, wszystko jest od razu większe, nawet to zbiorowisko drzew. Po co w takim razie iść dalej, co nie? Tam są problemy, kłopoty... Wilki. Towarzystwo. Nowości i wszystko, co obce. Można wyjść parę metrów za las, ale na pewno nie opuścić go na jakąś wycieczkę. Tu jest wszystko, czego Saki potrzebował.

Takie przyzwyczajenie do wszystkiego takiego samego oduczyło Sakiego oczekiwania na niespodziewane. Obce kroki na śniegu spłoszyły Foxila do poziomu, że zaczął uciekać. Znowu do przodu, znowu bez celu, ale tym razem w biegu i w strachu. Basior spłoszył się jak zestresowana sarenka i nawet sadził takie same susy przez śnieg, który był dla niego w niektórych miejscach za wysoki. Ktokolwiek był ten co posadził wtedy kroki w śniegu, wilk nie chciał się z nim spotkać, bo jeszcze będzie musiał wykonać jakiś obowiązek związany z jego papierowym stanowiskiem. O wiele lepiej było siedzieć sobie samemu bez zobowiązujących zadań. Takie trochę lenistwo, ale kto może winić odizolowanego od świata wilka, który nigdy nie był przyzwyczajony do normalnej pracy? Całe życie pracował tylko dla siebie i od siebie, niby próbował coś zarobić, ale nie było mu to do szczęścia potrzebne. Papa, problemy! On się zmywa.

Niestety kroki doganiały go dużo szybciej niżeli by tego pragnął, czemu nie ma się jak dziwić, jeśli to co go goniło było od niego znacznie większe. Od niego wszystko było znacznie większe. Nienawidził tego, ale co mógł zrobić, jeżeli natura tak bardzo poskąpiła mu wzrostu. Chciał się szykować na rychłą śmierć, gdy cokolwiek, co go goniło, zatrzymało się niedaleko za nim i odezwało się.

– Jesteś wilkiem! Nie zorientowałyśmy się.

Saki przystanął w miejscu tak jak hopnął, nieszczęśliwie trafiając w zaspę usypaną podczas jednego z silnych wiatrów. Nic nowego, umiał już z takich tarapatów wyskakiwać. Tylko teraz się szczerze mówiąc trochę bał, bo nie za bardzo miał pojęcie, z kim ma do czynienia. Co tu zrobić, co tu zrobić... Pozostać w śniegu? W sumie było całkiem przytulnie. Póki co się nie ruszał i pozornie nie zwracał uwagi na waderę, która stała tuż za nim i zapewne oglądała długą, rudą kitę wystającą spod śniegu.

<Lys i Tin?>
Słowa: 748= 43 KŁ

Saki

 https://cdn.discordapp.com/attachments/888713892132454420/976528020288471040/0.png

" Moje szczęście nie jest twoim interesem. Ono należy do mnie."

Imię: Saki
Ród: Dalais
Wiek: 6 lat
Płeć: Basior♂
Rasa: Folix
Stanowisko: Oddany
Upomnienia: 0
Charakter: Saki to zakręcona osóbka, której wszędzie pełno i jednocześnie jest nigdzie. Nie jest fanem towarzystwa, raczej trzyma się na uboczu, ale też nie ma problemu z dogadywaniem się z innymi. Można stwierdzić, że jest paradoksem - samotnikiem o towarzyskim usposobieniu. Nie można liczyć na jego pomocność, nie cechuje się nią, ale za to lojalność niesamowita. Nigdy nie wygada cudzego sekretu (wcale nie dlatego, że zapomni komukolwiek powiedzieć, nawet jakby chciał). Niby pracowity, ale ze względu na szybkie wypalanie zainteresowań rzadko kiedy jego pracowitość przynosi efekty. Ma też ciekawą tendencję do "pożyczania bez pytania" przypadkiem cudzych rzeczy i nieczęsto te rzeczy zwraca. Czy mu szkoda? Bynajmniej! Przynajmniej ma więcej szpargałów do udekorowania swojego domostwa, których nigdy nie będzie używał, ale które zostawi, bo może kiedyś się przyda. Po co komu miejsce na kanapie, jak można na niej posadzić stos mysich czaszek, prawda? Ten zapominalski basior nie tylko ma problemy z niekontrolowanym pożyczaniem, ale także z koncentracją, która zdarza się mu uciekać z głowy nawet w momentach wymagających niesamowitego skupienia. Świadom swoich problematycznych cech stara się przyjaźnie do wszystkiego podchodzić, by łatwiej znaleźć wymówkę, dlaczego nie może czegoś zrobić.
Wygląd: Niestety, o wiele łatwiej Sakiego usłyszeć niż zobaczyć, gdyż natura nie obdarzyła tego Foxila nawet średnim wzrostem. Jest miniaturką wilka, często mylony z lisem ze względu na swoją rasę i niezwykle lisi wygląd. Nietrudno się dziwić, jest całkowicie rudy z sierścią przypominającą ogień. Na nogach widoczne są ciemne skarpetki czerwonej barwy (na szczęście nie czarne, więc ma jeszcze możliwość się wymigać od bycia lisem). Tego samego koloru są uszy, a także powieki, aż do brwi. Z kolei spód pyska, środek uszu oraz końcówka ogona są jasne, ale nie białe. Zapewne futro zabrało całe kolory przy tworzeniu, bo oczy Sakiego są z kolei całkowicie szare. Na prawej przedniej nodze basior ma przywiązany pochwę na miecz z mieczem wsadzonym do środka. Raczej jest to tylko dodatek, ale niektórzy bez ucha stwierdzą, że nie warto tego sprawdzać...
Żywioł: Iluzja
Moce:
» Może stworzyć iluzję kalejdoskopu, dzięki czemu skutecznie dezorientuje drugą osobę. Działa to tylko na dystans do 10 metrów.
Rodzina: Jego rodzina nie ma za bardzo znaczenia w jego historii, może poza ojcem, który nazywał się Amern Dalais.
Druga połówka:  Samotnik z pokruszonym sercem.
Potomstwo: Nie dotyczy
Miejsce zamieszkania: Dystrykt II, dokładniej las Ayre. Ma specyficzną chatkę, niby jest to nora, ale jedna ze ścian jest z drewna i ziemi. Od środka przypomina chatkę leśną.
Patron:  -
Umiejętności: Ma bardzo dobrą intuicję, ponadto dobrze idzie mu odczytywanie czyichś intencji, nastroju czy nawet myśli. Jest również dość zwinny.

Intelekt: 10 | Siła: 5 | Zwinność: 18 | Szybkość: 15 | Latanie: 0 | Pływanie: 2 | Magia: 10 | Wzrok: 10 | Węch: 15 | Słuch: 15 |

Historia: Ciężko opisać historię tego rudego szaraka w taki sposób, by pozostała jakkolwiek ciekawa, ale może idzie coś wykaraskać z jego księgi życia. Urodził się w małej wilczej chatce w Dystrykcie II w rodzinie, która choć bogata nie była, podobno miała szlachetne korzenie - nie, żeby Saki wierzył w te opowieści, znając z pamiętników prawdziwy życiorys rodziny Dalais. Tam dorastał w kochanej rodzinie, bez żadnych niespodziewanych śmierci, poza tym, że jego mama nie mieszkała z nim i z jego ojcem Amernem, a wyprowadziła się z siostrą Sakiego w bezpieczne miejsce. Dla Foxila wydawało się to całkowicie normalne, więc nie robił nigdy z tego afery. Kochał swoje proste życie w terenie, w chatce, gdzie śnieg zawsze sypał się przez jedną konkretną dziurę w dachu, pod którą nic nie było ustawione. Tak sobie dorastał pod okiem Amernema, wychodząc na wilki całkiem nieźle. Mieszkanie w samotnej chatce nauczyło go samotnictwa, bycie jednym z zaledwie dwóch mieszkańców ukształtowało w nim samowystarczalność.
Inne:
» Lubi zakopać się w śniegu i spać pod gołym niebem, zamiast wracać do domu 5 metrów od niego.
» Można go czasami znaleźć przyklejonego do sopla. Nie pytajcie.
Autor: ryuukiitami68@gmail.com || Ryuukitsune#2349
 
 
Layout by Netka Sidereum Graphics