Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarin. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2020

sobota, 11 kwietnia 2020

Od Sarin CD. Valeriana


- Tak właściwie to jak chcesz, żebym ich nastraszył? – usłyszałam w odpowiedzi pytający ton basiora. Moim spostrzeżeniom nie umknął również fakt, że dotychczas idący potulnie za mną samiec teraz znajdował się na równi ze mną. W dalszym ciągu zachowywał jednak bezpieczną odległość, co przyjęłam z ulgą.
- Cóż… widzisz, kwestia tych przemiłych osobników jest dość skomplikowana – odparłam. – Teoretycznie rzecz biorąc, wiszę im pieniądze. I to dość sporo. W praktyce nie mam zamiaru ich oddawać.
Wypowiadając te słowa, czułam, jak wzrok basiora dosłownie wżera się w tył mojej głowy. Jego kroki stopniowo zwalniały, aby ostatecznie zupełnie stanąć.
- Nie mama zamiaru pomagać ci w terroryzowaniu lisów. Potrzebuje informacji, ale nie cudzym kosztem – prychnął z niezadowoleniem samiec, rzucając mi wyzywające spojrzenie. – Mam zamiar złapać lisich złodziei, ale nie przy pomocy wilczego złodzieja.
- To nie wygląda aż tak źle, jak brzmi w teorii. Chodź, wytłumaczę ci w drodze. Nie mam zamiaru robić postoju po środku niczego – powiedziałam, po czym ruszyłam dalej przed siebie. Gdy usłyszałam ciężkie kroki basiora wlokące się za mną, kontynuowałam. – Widzisz, często grywam z nimi w karty. Głównie dlatego, że żaden szanujący się wilk nie podejmie się wyzwania karcianego od kogoś, kto wygląda na lisa. Nawet, jeśli w rzeczywistości nim nie jest. Tym dwóm natomiast gatunek przeciwnika zwyczajnie zwisa – tłumaczyłam. Gdy wijąca się przed nami ścieżka powoli zaczęła przyjmować znajomy kształt, zwolniłam, żeby zdążyć odpowiedzieć basiorowi całość zanim dojdziemy do celu. – Ogólnie rzecz biorąc, kantują jak cholera. Ja naturalnie nie jestem całkowicie czysta pod tym względem, przy czym robię to z klasą. Oni za to są oczywiści. Przy ostatniej rozgrywce, jaką razem z nimi prowadziłam, orżnęli mnie w tak banalny sposób, że szkoda opowiadać. Wytknęłam im wszystkie kanty tej gry i powiedziałam, że nie mam zamiaru oddawać im tego, co wygrali przez oszustwo. Oni natomiast stwierdzili, że dopóki nie otrzymają pieniędzy, nie mam życia w ich wiosce.
Przez chwilę wędrowaliśmy w całkowitej ciszy, w trakcie której mój towarzysz analizował moją opowieść. Ja za to skupiłam się na bacznym badaniu szlaku – byliśmy już bowiem bardzo blisko lisiej osady, a to mogło oznaczać napotkanie na swojej drodze jednego z patroli. O ile moja obecność dałoby się wytłumaczyć w jakikolwiek sposób, z moim dużym kolegom mógłby być mały problem.
- Dobrze, a jaka w tym wszystkim jest moja rola? – spytał po chwili basior.
- Poczekasz przy obrzeżach wioski. Ja w tym czasie pójdę do Informatorki, od której postaram się coś wyciągnąć. Założę się, że w międzyczasie kilku kapusiów zdąży na mnie donieść. Moi „przyjaciele od kart” znają się z dość rozpoznawalną na tym terenie szychą… ZARAZ – momentalnie stanęłam, powoli uświadamiając sobie jak bardzo beznadziejny był mój poprzedni plan, w połączeniu z tym, co mogliśmy zrobić w zamian. Basior stanął w milczeniu, z widocznym zmieszaniem czekając na moje dalsze tłumaczenia.
- Zapomnijmy o Informatorce. Kto może mieć największą wiedzę o lisim półświatku, jak nie lisi mafioso?
- Chyba nie chcesz pakować się w sam środek gangu?
- Jestem spontaniczna, ale nie głupia. Posłuchaj – wystarczy, że wejdę do miasta, a już będę miała na karku gości od długu karcianego. Dla przypomnienia – dobrych kolegów tutejszej grupy przestępczej. Wystarczy, że zwabię ich na obrzeża osady. Z twoją pomocą możemy ich unieruchomić i przepytać! Ty masz informacje, oni robią pod siebie ze strachu przed kolosalnym lwo-wilku i w efekcie ja mam spokój. Wszyscy kończą zadowoleni, każdy ma to co chciał. Rozchodzimy się do domów i zapominamy o całej sytuacji. No, przynajmniej ja zapominam, bo ty dalej szukasz złodzieja.


<Valerian?>

Słowa: 563

niedziela, 5 kwietnia 2020

Od Sarin CD. Valeriana


Prawo. Lewo. Prawo, prawo. Szybki sprint w kierunku najbliższego straganu, a następnie gwałtowny skręt w uliczkę obok. Nie powiem – przeciskanie się wśród tłumu drepczących w bliżej nieokreślonym kierunku wilków nie należało do najłatwiejszych zadań. Niestety, wychodząc rankiem z domu nie pomyślałam o tym, że wracanie środkiem miasta w godzinie szczytu nie zapowiada się zbyt przyjemnie. Mimo swoich usilnych starań, co chwilę nieumyślnie wpadałam na kogoś, jednocześnie potykając się o własne nogi. Całości zdecydowanie nie ułatwiała drobna skórzana torba. Wewnątrz niosłam bowiem zakupione przed chwilą szklane kałamarze. Wizja gęstego, czarnego atramentu rozlewającego się po wnętrzu mojej jedynej sakiewki skutecznie zachęcała mnie do możliwie ostrożnego omijania zgromadzonego na targu tłumu.
 - Przepraszam – rzuciłam nieśmiało w kierunku potrąconej przeze mnie pary starszych wader, szybko wymijając idącego przodem basiora. Jedynym, o czym myślałam w tamtym momencie, było wydostanie się z tej niewygodnej sytuacji. Ulga, jaką poczułam, gdy zeszłam z głównego traktu targu, kierując się w stronę lasu, był nie do opisania. Momentalnie przyśpieszyłam, poganiając samą siebie wizją spokojnej przechadzki wśród absolutnej ciszy, która po kilku godzinach spędzonych w samym centrum miasta zdawała się być czysta abstrakcją.
Gdy znajdowałam się zaledwie kilka metrów od granicy lasu, usłyszałam cichy szelest trawy. Po chwili upadłam, całkowicie tracąc równowagę w chwili starcie z ciężarem wilka, który zaszedł mnie od tyłu. W pierwszym odruchu zamarłam. Oprawca bez słowa wyjaśnienia zwolnił lekko nacisk, tym samym pozwalając mi na swobodne obrócenie się na grzbiet. Następnie oparł swoje łapy na moich żebrach, przyszpilając mnie do ziemi. Pierwszym, co zauważyłam tuz po szybkim zbadaniu sytuacji, było wypisane na jego pysku zaskoczenie. Dopiero później zwróciłam uwagę na to, że istotą przyciskającą mnie do ziemi nie jest wilk a… lew? A przynajmniej lwio-podobna hybryda wilka, spoglądająca na mnie ze zmieszaniem.
 - Jesteś wilkiem czy lisem? – spytał, nachylając się bliżej. W pewnym momencie jego pysk znalazł się na tyle blisko, że byłam w stanie wyczuć muskający moje futro oddech drapieżnika. Dosłownie czułam, jak każdy cal mojego ciała sztywnieje ze strachu.
- W-wilkiem? – odparłam bez przekonania, odruchowo zasłaniając łapami wystawioną na ewentualny atak krtań. Samiec widocznie nie był zachwycony moją odpowiedzią, słysząc wyczuwalne w mym głosie wahanie. – Słuchaj, naprawdę nie mam przy sobie nic wartościowego – wydukałam. - Proszę, puść mnie, a ja nikomu o niczym nie powiem i szybko potruchtam sobie do domku, jak gdyby nic nigdy się nie stało.
Samiec po raz kolejny zbadał mnie wzrokiem, patrząc na mnie jak na idiotkę.
- Czy ja wyglądam na kogoś, kto chciałby… cholera – mruknął wilk, ostrożnie osłabiając nacisk swoich łap. – Ujmę to inaczej…
Otóż nie tym razem. Gdy tylko poczułam odrobinę luzu pomiędzy swoim ciałem a ziemią, szybko wywinęłam się spod basiora, następnie ruszając biegiem w kierunku lasu. Wilk najwidoczniej potrzebował chwili żeby zrozumieć co tak właściwie miało miejsce, ponieważ ruszył w pościg za mną dopiero po dłuższej chwili. Z ulgą przyjęłam fakt, że był on znacznie wolniejszy ode mnie. Zdawałam sobie jednak sprawę z niskiej wydolności swojego organizmu – po kilku minutach szybszego biegu najpewniej opadłabym z sił, stając się banalną do złapania i rozszarpania ofiarą. Basior natomiast widocznie przeważał nade mną pod tym względem. Nie widząc lepszej opcji, po chwili biegu zatrzymałam się przy jednym z drzew, niezgrabnie wdrapując się na jedna z niższych gałęzi. Mając na uwadze wzrost basiora, szybko przeskoczyłam na wyższą gałąź stojącego obok dębu, po czym w panice przycisnęłam się do jego pnia. Gdy po chwili usłyszałam kroki zbliżającego się do mojej kryjówki drapieżnika, nerwowo wstrzymałam oddech.


<Valerian?>

Słowa: 564

poniedziałek, 30 marca 2020

Sarin

Giulialibard

Poznanie istotą życia.


Imię: Sarin
Ród: Dziedziczka germańskiego rodu Schraderów
Wiek: 6 lat
Płeć: Wadera♀
Rasa: Folix
po matce; rasa ojca nieznana
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Zgodnie ze swoją ideologią życiową, tuż po dotarciu na ziemię Królestwa Północy Sarin zajęła stanowisko odkrywcy, aby móc gorliwie uzupełniać państwowe archiwa, kroniki oraz mapy o szczegółowe opisy terenów krainy, z której pochodzi.
Charakter: Od urodzenia Sarin usilnie starała się upodobnić zarówno charakterem, jak i wyglądem do reszty członków swojej rodziny oraz rozbudzić w sobie cechy charakterystyczne dla matczynego rodu. I faktycznie, pod niektórymi względami wyszło jej to bezbłędnie. Cechuje się ona bowiem ponadprzeciętnym sprytem oraz zamiłowaniem do sztuczek. Uwielbia rozwiązywać zagadki, łamigłówki, łączyć fakty do kupy oraz dzielić się swoimi (niekiedy wyjątkowo trafnymi) spostrzeżeniami. Do niemalże każdej rozmowy wplata drobne uwagi względem otaczającego ją świata, jego polityki, przekonań i tradycji. Jest typem melancholika, jak również okazjonalnym filozofem.
Wadera jest również wyjątkowo ciekawa świata. I chodź w przeciwieństwie do reszty członków rodziny nie wykazuje najmniejszego zainteresowania tematem alchemii czy medycyny, uwielbia podróże, poznawanie nowych lądów, mórz oraz miast. Fascynuje ją społeczeństwo, zachowania innych wilków oraz procesy, które doprowadziły do powstania wielu odrębnych cywilizacji opartych na indywidualnej wierze, przekonaniach czy przesądach różnych ras. Sarin bywa jednak podejrzliwa względem obcych oraz nieśmiała w towarzystwie nowopoznanych wilków, dlatego zazwyczaj swoje badania i przemyślenia opiera na obserwacji innych zwierząt z perspektywy trzeciej osoby.
Dzięki swojej przebiegłości oraz zdolności perswazji, w wymagających tego sytuacjach jest w stanie manipulować swoim rozmówcom, aby osiągnąć określony cel. Nienawidzi przegrywać, dlatego kwestia wygranej oraz przewagi nad każdym z przeciwników ma dla niej ogromne znaczenie. Przez to uwielbia grać w rozmaite gry, nawet te hazardowe, przy których niejednokrotnie zdarza jej się kantować. Przez swoje zamiłowanie do współzawodnictwa nawet w drużynowych zadaniach potrafi lekko utrudniać zadanie swojemu partnerowi tylko po to, żeby samej osiągnąć lepszy wynik.
W życiu prywatnym jest jednak uczciwa i lojalna. Wyznaje zasadę, że kluczem do zdrowej relacji są szczere rozmowy oraz brak tajemnic. Ze względu na swoje pochodzenie, nienawidzi zatajania istotnych faktów, dlatego od swoich przyjaciół oczekuje stuprocentowej szczerości. O ironio, mimo swojego zamiłowania do kantów i pół-dozwolonych ruchów w grach, gardzi oszustami i krętaczami. 
Wygląd: Mimo nieczystości swojej krwi, Sarin wyglądem niezaprzeczalnie przypomina rasowego Folixa. Jest ona drobną acz majestatyczną wilczycą o dumnej prezencji. Wyróżnia ją smukła, wręcz lisia linia pyska, która przyozdabia para przenikliwie zielonych oczu. Zgrabne proporcjonalnie dłuższe łapy oraz długi, puszysty ogon. Jej ciało pokryte jest gęstym, rudo-kremowym futrem, którego odcień widocznie jaśnieje na brzuchu, szyi, pysku oraz przy końcówce ogona. Przyciemnione łapy oraz uszy razem z charakterystycznym kolorem sierści widocznie upodabniają ją do lisa, co w połączeniu z jej drobną posturą doprowadza do częstych pomyłek.
Żywioł: Ogień
Moce: Dzięki temu, że wadera posługuje się zaledwie jednym żywiołem, opanowała ona władanie nim niemalże do perfekcji. Dzięki temu jest w stanie:
 > wzniecać ogień z niczego, a także utrzymywać rozpalony już wcześniej płomień przy życiu nawet w niesprzyjającym emu środowisku,
 > formować małe kule magmy, którymi jest w stanie ciskać na odległość niecałych pięciu metrów,
 > podgrzewać swoje ciało do tego stopnia, aby jej futro zaczynało płonąć (nie ulegając jednak procesowi spalania),
 > zostawiać za sobą drobne, błękitne ogniki, które mają wskazywać drogę innym wędrowcom.
Jest ona również odporna na działania wysokich temperatur, dzięki czemu może bez problemu przechodzić przez ogień, podróżować w pełnym słońcu lub pływać we wrzącej wodzie. Umiejętność ta nie spisuje się jednak dobrze w sercu lodowej krainy, dlatego wadera dużą część swojej energii marnuje na wyrównywanie temperatury swojego ciała.
Rodzina: Matka – Fosforia, ojciec nieznany. Wychowana przez ciotkę Izo oraz wuja Dante w towarzystwie trójki młodszego, przybieranego rodzeństwa – Sao, Franco i Fridy.
Partner: Brak.
Potomstwo: Brak.
Miejsce Zamieszkania: Wadera zamieszkuje małą, przytulną pieczarę na terenie Dystryktu I, tuż przy granicy Ulove.
Patron: Patronem Sarin jest nie kto inny, jak Lome-Imri. Wzbudzająca skrajne emocje bogini pecha, łamigłówek, nieszczęść i klątw. Choć wadera doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak tragicznymi partiami życia włada jej patronka, tak nijako utożsamia się ona z postacią Lome-Imri. Jest to spowodowane głównie przydomkiem Przeklętego Dziecięcia, jakim posługuje się Bogini.
Umiejętności:

Intelekt: 20 | Siła: 5 | Zwinność: 15 | Szybkość: 15 | Latanie: 0 | Pływanie: 5 | Magia: 15 | Wzrok: 10 | Węch: 10 | Słuch: 5 |

Historia: Sarin wywodzi się ze starego, szanowanego germańskiego rodu Schraderów, którego korzenie sięgają tysięcy lat wstecz. Płynie w niej krew setek pokoleń dumnych, czystokrwistych folixów, których dumy i zasługi w dziedzinie alchemii oraz medycyny niejednokrotnie obiegały cały świat, zmieniając życie jego mieszkańców na lepsze. Mimo tak imponującego rodowodu, wadera niespecjalnie przepada za snuciem opowieści o swoim pochodzeniu, a mówienie o tym z reguły przychodzi jej z trudem. Jej matka - Fosforia - była bowiem zakałą, swoistą czarną owcą rodu Schraderów. Od młodości uważna za odstępstwo od normy, nie przejawiająca ani jednej ze szlachetnych cech, które tak bardzo liczyły się wśród członków rodu. Nie odczuwająca najmniejszego pociągu do zdobywania wiedzy, poznawania świata oraz jego drobnych tajemnic. Ignorancka, lekkomyślna, leniwa oraz, przede wszystkim, łatwowierna. W wieku pięciu lat zaciążyła z ledwo poznanym basiorem, dając życie młodej Sarin oraz jej bratu, który nie dożył nawet momentu nadania mu pełnoprawnego imienia. Tuż po narodzinach waderki jej  ojciec ulotnił się. Zrozpaczona tym faktem Fosforia pod osłoną nocy opuściła rodzinne ziemie, udając się na poszukiwania swojego ukochanego. Żadne z nich nigdy nie wróciło.
Sarin wychowana została przez swoją ciotkę, Izo, starszą siostrę Fosforii, oraz jej partnera. Dzieciństwo spędziła wśród wesołych pisków młodszego o niecałe dwa miesiące miotu, w którego skład wchodziły trzy rude szczeniaki. Aż do czwartego roku życia prawda o biologicznych rodzicach Sarin była przed nią zatajana, przez co wadera żyła w przekonaniu, że jest jednym ze szczeniaków pierwszego miotu Izo. Fakty wyszły na jaw dopiero w momencie, gdy Sarin wyznała przybieranej matce, że od jakiegoś czasu zaczęła zauważać widoczne różnice między sobą, a resztą rodziny. Po poznaniu prawdy doszła do wniosku, że aby odkryć prawdziwą siebie, musi spróbować oderwać się od wpływów wilków, do których usilnie przyrównywana była przez całe życie. Cztery miesiące przed swoimi piątymi urodzinami opuściła rodzinne ziemie, pozostając jednak w pozytywnych relacjach zarówno z przybieranymi rodzicami, jak i resztą rodziny.
W po roku wędrówki dotarła na tereny królestwa północy, gdzie postanowiła zostać.
Autor: Dunno#7471
Layout by Netka Sidereum Graphics