Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lys i Tin i Saki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lys i Tin i Saki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2023

Od Lys i Tin, CD. Sakiego

 – Cholera!
Masywne łapy nagle zapadły się w wydeptanym już śniegu, który zazwyczaj utrzymywał ich ciężar, przez wydrążone pod powierzchnią liczne korytarze. Zniknęły w dotychczas twardej bryle aż po samą brodę. Chyba już trzeci raz w tym tygodniu.
Straciły trochę cennego czasu na wygrzebywanie się, a potem na otrzepywanie białych grudek z gęstej sierści. To połączenie było niezwykle uciążliwe, a bardzo lubiło denerwować swoim istnieniem zarówno Lys, jak i spokojniejszą Tin.
– Czy wy nie możecie się gdzieś zwyczajnie przenieść?!
Krzyknęły niby to w eter, choć dobrze już wiedziały, kto był sprawcą ich problemów.
Lemingi. Durne stworzonka, które postanowiły bawić się w budowniczych i niszczyć waderom ścieżki, używane przez nie tak często. Nie miały pojęcia, kiedy one się tu zalęgły, ani dlaczego wybrały akurat to miejsce z całego Lasu Ayre, jednak przez myśl przeszła im czysta złośliwość losu. Rozumiały, że mieszkały w środku lasu, ale bez przesady.
– Jeszcze się z wami rozprawimy – zagroziły w międzyczasie, marszcząc gniewnie brwi.
Stwierdziły, że nie będą się z tym niepotrzebnie użerać, dopóki nie wymyślą porządnego rozwiązania.
Potrząsnęły dumnie łbem i ruszyły w drogę z wysoko uniesioną szczotką ogona. Wdech i wydech. Postarały się skupić na okolicznym krajobrazie. Drzewa łyse, monotonne, ciągnące się aż po horyzont i właściwie to okropnie nudne, a jednak było w nich coś, co dziewczyny lubiły. Za każdym razem patrzyły z szacunkiem na wytwór natury i podziwiały upór roślin żyjących w tak trudnych warunkach. Szron na korze zdawał się nie robić na nich żadnego wrażenia.
– Ostatnio mamy pecha do sąsiadów. Najpierw to dziwne… No, co to tam było, a teraz jeszcze te złośliwe chomiki bez grama rozumu – burknęła któraś.
Mimo wszystko nie mogły długo maszerować bez narzekania.
– Trzeba coś szybko z nimi zrobić, bo jak się wymnożą…
Jednogłosową, ale dwuosobową rozmowę przerwało wołanie o pomoc. Stało się tak, że wilczyce najpierw znieruchomiały i straciły chwilę na rozpoznanie właściciela głosu, zamiast od razu się pospieszyć. Znajomo brzmiał.
Gorączkowo rozejrzały się po okolicy.
– Saki!
Złoty wzrok zatrzymał się na niewielkiej, rudej sylwetce. A właściwie na jej połowie. Nie zdążyły zastanowić się nad tym, jak on znalazł się w takiej sytuacji, po prostu zdecydowały się na ratunek. Zbliżyły się do wydrążonego drzewa, okrążyły badawczo.
Uśmiechnęły się ze współczuciem. Nie śmiały się, bo im samym czasem zdarzało się gdzieś zaklinować ze względu na swoje rogi i doskonale wiedziały, jakie to było upokarzające.
– Czekaj, uwaga, zamknij oczy. Mamy pomysł! – ostrzegły, chcąc uchronić przed możliwymi drzazgami.
Z impetem uderzyły przednimi łapami o grzbiet kory, wkładając w to cały ciężar swojego ciała i własną siłę. Gruchnęło, pękło pod wpływem nacisku, ustąpiło i uległo. Większe gabaryty jednak się na coś przydawały.
– I po kłopocie – wyszczerzyły ząbki, niezwykle dumne z siebie.
Basior mógł się wyswobodzić, doprowadzić do względnego ładu i podziękować. Niestety uszczerbku na godności nie dało się załatać tak szybko, choć Lys i Tin nie wyglądały na takie, przed którymi należało się czegokolwiek wstydzić. Drzewa też już raczej nie dało się odratować, miały tylko nadzieję, że to nie był kłopot.
Zdały sobie sprawę, że już zapomniały, dlaczego w ogóle wyszły z domu, ale nie przejęły się tym za bardzo. Jeszcze raz przesunęły spojrzeniem po lisopodobnym koledze, jakby głęboko się zastanawiając. Był mniejszy, na pewno zwinniejszy…
– Hej, umiesz może polować na lemingi?

<Saki?>
Słowa: 530 = 32 KŁ

czwartek, 23 lutego 2023

Od Sakiego, CD. Lys i Tin

Saki przeszukiwał środek wydrążonego drzewa, pochłonięty do reszty, kiedy przypomniały mu się jego nowe koleżanki. Był u nich na herbacie, po tym jak spotkali się w chyba najbardziej niezręczny możliwy sposób i ostatecznie nawet jakoś się polubili. Znaczy się on je polubił, nie wiedział, czy odwzajemniały jego uczucia, w każdym razie jak się wszyscy rozluźnili to całkiem przyjemnie się rozmawiało. Czasem myślał, że chętnie by do nich wpadł po raz drugi, ale zanim zdążył wrócić do siebie to o tym zapominał. Kiedyś w końcu to zrobi, któregoś razu na pewno nie zapomni.
Rozmyślając o ponownym spotkaniu z Lys i Tin, Saki nawet nie zauważył, kiedy wsunął się za głęboko, żeby samodzielnie wyjść. I zajęło mu to zbyt dużo minut. Ostatecznie skończyło się tym, że Folix utknął pyskiem w dół w wydrążonym drzewie, bez możliwości wyślizgnięcia się na zewnątrz. Pięknie. Po prostu wspaniale.
Szlag by to.
Basior zaczął się kręcić w bezsensownej nadziei, że jego zbliżone do lisiego ciało pozwoli mu się wywinąć i wydostać pyskiem do przodu, choć były to starania bez możliwości zadziałania. Było za wąsko, a wiercąc się wpadał tylko głębiej, ale na nic lepszego nie wpadł. Nie chciał utknąć. Chciał żyć. Błagał w duchu jakiekolwiek siły wyższe, modlił się do Kateris, nawet jeśli w bogów tak silnie wcale nie wierzył. Wiadomo, jak trwoga to do boga, a teraz w sercu owa trwoga utkwiła niezwykle głęboko. Przerażony Saki nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić.
Coś odezwało się z tyłu. Ktoś z kimś rozmawiał, choć ze skrzypienia śniegu zasłyszanego pomiędzy słowami można wywnioskować tylko dwie pary łap. Saki zastygł w bezruchu, uważnie nasłuchując. W końcu do jego spanikowanego umysłu dotarło, czyi głos słyszy. Choć nie był w dobrej pozycji i z pewnością będą się z niego śmiać, basior był gotów znieść całe to zażenowanie, jeśli przynajmniej przeżyje. A poza tym chciał się z nimi spotkać od dłuższego czasu, więc tylko dobrego w całym tym złu.
– Lys! Tin! Pomocy! – zawołał rozpaczliwie Folix. Walić godność, w przypadku tej znajomości już jej nie miał. – Błagam, pomocy!
 
<Lys i Tin?> 
Słowa: 335 = 22 KŁ

poniedziałek, 31 października 2022

Od Lys i Tin, CD. Sakiego

 Gdyby ktoś o samym świcie stanął nad Lys i Tin, a następnie zapytał, jak się potoczy ten dzień, z pewnością nie wpadłyby na to, że właśnie tak, jak toczył się teraz.
Uważały, że świeżo poznany basior był całkiem zabawny, a jego rozmiar był nawet uroczy. Szkoda tylko, że w ogóle nie zauważały jego strachu, zakłopotania, ani nie były w stanie wyłapać, że raczej nie należał do wilków szczególnie towarzyskich. Cóż, starały się jak mogły, przynajmniej żeby dobrze wypaść w jego szarawych oczach, nie do końca świadome, jak na razie wyglądały.
Dlatego też ucieszyły się, kiedy usłyszały zgodę na odwiedziny. Na szczęście Sakiego mieszkały całkiem blisko stąd, nie powinien więc się bardzo nachodzić. Wywnioskowały, że skoro nie lubił chodzić na długie dystanse przez swoje krótkie nogi, to sam musiał urzędować gdzieś niedaleko. Czy to znaczyło, że byli sąsiadami? Dziewczyny z lekkim uśmiechem przyjęły tę wizję. Jeśli relacja im się jakoś stabilnie ułoży, to kiedyś zapytają dokładniej o jego dom.
Jak na razie jednak… Ktoś znowu wpadł w śnieg. No, nie trzeba było się nawet domyślać, kto taki. Wadery przełożyły troskę nad rozbawienie, które szybko ukryły i zaraz zapytały, czy nie pomóc. Ach, drugi raz ta sama śpiewka w tak krótkim czasie. Przez chwilę uważnie patrzyły na poczynania basiora. Dobra, nie mogły już wytrzymać, zaśmiały się niekontrolowanie. Ku ich zadowoleniu, już niebawem cała trójka znalazła się z powrotem na właściwym szlaku. Saki jednak nie został w zaspie na noc.
Jeszcze tylko minąć kilka powykręcanych drzew, ostrzec przed następną zaspą i już byli przed niedużym wejściem do równie niedużej nory, zamieszkanej przez dwie rogate wilczyce.
Wciąż chciały się jakoś w miarę dobrze zaprezentować, miały nadzieję, że ich skromne mieszkanko do tego wystarczy. Już patrzyły na Sakiego jak na możliwego nowego kolegę. Nie miały jednak pewności, czy nie będzie to ich pierwsze i ostatnie spotkanie, bo może basior wcale nie miał ochoty się bliżej zapoznawać. Bardzo by tego nie chciały, ale jak na razie nawet nie przyszedł im taki straszny scenariusz do głowy.
Za to, gdy tylko przekroczyły próg, zapraszając wilka do środka, przypomniało im się coś bardzo ważnego.
– Zapomniałyśmy dokończyć posprzątać – aż zaciągnęły głębiej powietrze do płuc.
W rzeczy samej, w środku panował połowiczny bałagan, będący obrazem tego, jak go zostawiono w samym środku pracy.
Uśmiechnęły się nerwowo, zanim w następnym mgnieniu oka wręcz rzuciły się zebrać przedmioty chociaż pod ścianę. Co to miało być, jakiś konkurs na najbardziej niezręczną sytuację tego dnia? 
 
<Saki?>

Słowa: 400 = 25 KŁ

niedziela, 23 października 2022

Od Sakiego, CD Lys i Tin

 Propozycja spłoszyła Sakiego jeszcze bardziej niż sama obecność wadery... Wader? To naprawdę było konfundujące, ten jej, ich sposób mowy. I przedstawiła się jako dwie osoby, co już w ogóle było straszne. Jakby miała w głowie nie po kolei. Nie, Folix nie chciał spędzać czasu z tym dziwnym stworzeniem, nie uśmiechało mu się to, nie czuł się wystarczająco pewnie w jego towarzystwie. Nie, żeby czuł się pewnie przy kimkolwiek. Jakby to jeszcze był wilczo wyglądający wilk, ale tak nie było. A może po prostu zmyślał i szukał wymówek, żeby nie znaleźć sobie znajomego. To nie był zdrowy nawyk, więc trzeba było się go pozbyć. Chyba pójdzie na tą herbatkę.

– Nie miałem w planach się dzisiaj nigdzie wybierać, ale... Zgoda. O ile to nie jest jakoś szczególnie daleko, mam krótkie nóżki. – Jakby na dowód, wyjął przednią łapę ze śniegu i dla pozoru ją strzepał. Oby nie wyglądało to dziwnie z punktu widzenia wadery.

– Super! W takim razie zapraszamy do siebie. Chodź za nami.

Wilczyca zawróciła i zaczęła prowadzić. Jej nieco łatwiej było poruszać się przez zaspy, ale Saki za to już po kilku krokach ponownie wkopał się w górkę śniegu. Tym razem nie tak mocno, ale jakoś nie chciał się z niej wydostać. Mentalnie poddał się z tą zabawą.

– Oj, co się stało? – Lys i Tin pojawiły się nagle obok niego, jakby wyrosły spod ziemi. – Pomóc ci się wydostać?

– Nie, nie. Ja sobie tu chwilę... Poleżę w sumie. Albo zrobię norkę na noc. Co złego robi spanie w śniegu, co nie?

Basior zaczął wkopywać się głębiej w zamarzniętą zaspę, aż w końcu cały do niej wlazł. Odwrócił się w stronę nowej znajomej, głupkowato się uśmiechając jak szczeniak, który właśnie pochwalił się kolegą nową umiejętnością, a jednocześnie dobrze wiedział, że ta umiejętność jest praktycznie bezużyteczna. W tym momencie zaspa się załamała, zakopując rudzielca pod śniegiem, spod którego wystawały tylko wielkie uszy i smukły pyszczek. Rogata wadera się zaśmiała.

– Ha ha! Niezły jesteś. No chodź, teraz to już na pewno wymarzłeś.

Poszły dalej, podczas gdy Saki odkopywał się z lodowego grobu. Nie było mu zimno, jego futro idealnie osłaniało przed śniegiem i mrozem, ale nie chciał sprawiać nowej koleżance zawodu. Dlatego - uważając na kolejne zaspy - poskakał za nią jak młoda sarenka. Może będzie to ciekawe doświadczenie.

<Lys i Tin?>
Słowa: 372 = 22 KŁ

wtorek, 30 sierpnia 2022

Od Lys i Tin, CD Sakiego

Lys wywróciła oczami na naiwność Tin. Ta odpowiedź była oczywista. Przecież to byłoby nieopłacalne, mówiła jej wcześniej dokładnie to samo o czyszczeniu potem ogona. Za dużo zachodu, nieopłacalne. Mimo wszystko poczuła jakąś satysfakcję z tego, że miała rację. "A nie mówiłam?" chciało się powiedzieć, ale ugryzła się w język. Nie czas teraz na to.
Z pytaniem basiora spojrzała gdzieś w dół. Poruszyła uchem, zmarszczyła nos, jakby to miało pomóc wykręcić jej się od odpowiedzi. Powinna teraz zostawić Tin na lodzie, żeby sama się tłumaczyła, a nie jeszcze ją ratować.
– Nie wiem, to był pomysł Tin – wypaliła, choć przecież on nie miał pojęcia, o kim mówiła.
I teraz nagle zdały sobie sprawę, jak cała ta sytuacja wyszła absurdalnie. Lys poczuła wstyd za dwóch. Jak mogła dopuścić do tego wszystkiego? Co pokusiło Tin? Trzeba było zatrzymać ją w domu. Zachowywała się czasem jak dziecko, a ona musiała jej pilnować jak surowy rodzic. Jedno wspólne ciało w tym wcale nie pomagało. Być może, że tak było jeszcze trudniej.
Już szykowała jakieś paskudnie dłużące się kazanie, które wygłosi, gdy tylko wrócą. I sama postara się o to, aby Tin następnym razem zastanowiła się dwa razy przed wykonaniem jakiegoś głupiego pomysłu.
A ona wcale nie czuła się winna. Przecież nikomu niczym nie zaszkodziły, a zaspokojona ciekawość to nic złego! Nie rozumiała, czemu Lys tak się zdenerwowała o to wszystko. To nic takiego… Jeszcze pokaże, że wyciągną z tego nawet jakieś korzyści. Może nawet nowego znajomego?
Właśnie! Obie wróciły uwagą do rudowłosego wilka. Pokiwał nieco niepewnie głową, zdawał się być wciąż zdezorientowany. Dziewczyny odchrząknęły, tylko odrobinę niezręcznie.
– My jesteśmy Lys i Tin – przedstawiły się w końcu, pochylając nieznacznie głowę.
Wypadało mieć to wreszcie za sobą. Widziały, jak w oczach basiora gaśnie nadzieja na zostanie w spokoju, ale zignorowały to, uśmiechając się łagodnie. Zdążyły zauważyć, że nie należał do zbyt towarzyskich, ale mimo to brnęły dalej, wcale się nie zrażając. Chęć naprawienia pierwszego wrażenia, jakie za sobą zostawiły, była silniejsza.
– Saki – odparł po chwili, uciekając gdzieś wzrokiem.
Teraz muszą coś wymyślić, żeby nie wyszło głupio, że uganiały się za Sakim tylko dla tego jednego, tak mało ważnego pytania. Nawet jeśli to była właśnie prawda. Żenująca, ale prawda.
– Może chciałbyś wpaść na ciepłą herbatę? Pewnie zmarzłeś w tym śniegu.
Tak, to było pierwsze, co przyszło im do głowy. Liczyły się z odmową, ale spróbować zawsze było warto, prawda? Zaczęły grzebać łapą w białym puchu, starając się zapomnieć o wydarzeniach sprzed chwili. Chciałyby zacząć od początku, wymazać głupstwa. Marzenia.


<Saki?>
Słwoa: 410 = 26 KŁ

poniedziałek, 18 lipca 2022

Od Sakiego, CD. Lys i Tin

 Zakopany w śniegu Saki miał problemy z dosłyszeniem, co mówiła do niego osoba, która jeszcze przed chwilą go goniła. To chyba była wadera, a może nawet dwie i prawdopodobnie nie miała żadnych zamiarów zmusić go do roboty. Ale co ona tam powiedziała? Chyba zapytała o jego ogon. Ach ta nieszczęsna, ruda kita. Próbował uspokoić swoje poziomy adrenaliny i przemyśleć to, co powiedziała mu obca. Jeszcze raz. Coś tam o jego ogonie. Czy zamiata nim kurze. A potem chyba się cofnęła w wypowiedzi i przeprosiła za gonienie go, co - oczywiście - powinna zrobić na początku. Tak, tak chyba brzmiała jej wypowiedź. Na opady śniegowe, dlaczego w ogóle cokolwiek od niego chciała? Na pewno nie jest jedynym wilkiem z taką kitą! A może i jest. Nie znał za dużo osób z okolicy.


Nawet nie próbował odezwać się przez zaspę, w którą przypadkiem wpadł. Najpierw musiał wykaraskać się ze swojego dołka i stanąć pyskiem w pysk z tajemniczą istotą, która miała jakiś problem do jego ogona. Tylko że wykopywanie się ze śniegu nie było najprostszym z zajęć i zajęło mu to trochę czasu. Wiercił się, okręcał, używając wszystkich czterech łap, żeby się wypchnąć, podczas gdy śnieg zasypywał mu oczy i odcinał dostęp świeżego powietrza.

Wreszcie rudy basior wydostał się z lodowego więzienia i mógł spojrzeć na osobę, która tak go wystraszyła. Tak. Wadera. Miała brązową sierść z przypalonym spodem oraz duże, kręcone rogi. W sumie nie przypominała tak bardzo wilka, ale niech tam, Saki miał to samo i potem był atakowany przez innych, bo myśleli, że jest lisem. Teraz jeszcze raz. Jakie było pytanie?

– Tak, tak, luz, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Ty, wy – przypomniał mu się dziwnie ułożony czasownik. Dziwnie, bo widział tylko jedną waderę. – Przynajmniej nie gryziesz... cie. I nie, nie zamiatam kurzu ogonem. – Psiknął od wody wdzierającej się do nosa. – Potem strasznie trudno go doczyścić. A wierz mi, próbowałem. Wierzcie.

Zaczął się oporządzać, usilnie ignorując stojącej obok wadery. Nie dlatego, że chciał być niemiły, ale po prostu się jej bał, jak z resztą większości wilków i w sumie stworzeń w okolicy. Jeżeli będzie chciała od niego coś więcej, spróbuje jej pomóc, jeżeli nie, to sobie spokojnie spędzi resztę dnia na szwędaniu się po lesie i poszukiwaniu swojej nory, którą zdążył zgubić. Chociaż zaciekawiła go jeszcze jedna rzecz.

– A tak w sumie to skąd pomysł, że ścieram kurz ogonem? – zapytał, podnosząc wzrok na waderę, ale starając się nie podnosić głowy za wysoko. Nie chciał sobie przypominać, jak bardzo jest mały.

<Lys i Tin?>
 
Słowa: 409 = 25 KŁ

wtorek, 31 maja 2022

Od Lys i Tin, CD. Sakiego

Pewnego, jakże ciepłego jak na krainę wiecznie skutą lodem, poranka, dwie kozłorogie wadery obudziły się z ogromną energią do działania. Nawet nie przeciągnęły swojego pokrytego ciemną, grubą sierścią ciała tak dokładnie, jak zazwyczaj, po prostu wstały z posłania, przebierając podekscytowane nóżkami. Co najmniej z takim entuzjazmem, jakby zaraz pod wejście do ich norki miał przybyć Święty Mikołaj w towarzystwie kolorowego konfetti i oznajmić, że były najgrzeczniejszymi wilkami w całym tym roku, a potem wręczyć największy prezent, jaki tylko w życiu widziały i sobie nigdy wyobrazić. Szkoda tylko, że ten dzień był tak samo zwykły jak każdy inny, a one same nie wierzą w żadnego Świętego Mikołaja. Skąd więc ten zapał? One same nie miały pojęcia.
Postanowiły jednak jakoś tę energię spożytkować.
– Lecimy? Lecimy!
Gdyby piłeczki golfowe same potrafiły wyskakiwać z dołków, to pewnie wyglądałyby bardzo podobnie, jak teraz Lys i Tin. Popędziły przed siebie, dopiero po jakiejś chwili orientując się, że aby coś upolować (bo taki miały zamiar), należy zachować chociaż tę odrobinę cierpliwości i spokoju. Awykonalne, prawie że.
Okazało się jednak, że poranne polowanie, choć zakończone sukcesem, a nawet śniadanie, nie ujarzmiło tlącej się w środku wader nieokiełznanej energii. Niesamowite.
– Więc co robimy?
Wstały z pozycji siedzącej, aby zrobić dokładnie dwa i pół kółka po swoim skromnym mieszkanku. Zmarszczyły zabawnie brwi, a potem nos, do kompletu.
– Możemy posprzątać, jak tak bardzo nie mamy co robić – zadecydowała w końcu jedna z nich.
Racja, mimo tego, że nie miały zwyczaju bałaganienia w swojej norce, kurz i tak zbierał się w różnych zakamarkach, drażniąc samą swoją obecnością. Tak więc broń, znaczy miotełka, w ruch i jedziemy.
– Ej, myślisz, że na przykład takie lisy, zamiatają kurze swoim ogonem? – rzuciła nagle, najprawdopodobniej Tin.
Co to w ogóle za pytanie? Na pewno nie.
– No bo, są takie puszyste, aż żal ich nie wykorzystać!
Mówię ci, że nie ma takiej opcji. Szkoda ogona! Nie wiesz, jak to jest pobrudzić futro na ogonie, bo nasz jest krótki. To na pewno denerwujące.
– Ale może ktoś tak jednak robi? – upierała się.
Nie ma takiej opcji.
– Sprawdzimy?
Nie! Oszalałaś?
– Czyli sprawdzimy – wyszczerzyła ząbki.
Przeciągły jęk Lys już na nic nie pomógł. Zwariowała, po prostu zwariowała. Idiotyczny pomysł.
Cztery puchate nogi znów tegoż dnia wybiegły na zimny śnieg.
I tyle było o sprzątaniu.
Właściwie to ani Lys, ani Tin nie miały bladego pojęcia, gdzie i jak szukać lisów, ani skąd w ogóle w ich wspólnej głowie zrodził się taki pomysł. Lys wciąż co jakiś czas upierała się, aby wrócić, ale Tin nie dawała za wygraną, skutecznie ignorując uwagi siostry. Nieźle ją dotknął ten zastrzyk energii. Może najbardziej losowy pomysł na spożytkowanie jej okaże się nie najgorszy… Można mieć taką nadzieję.
Jakimś niesamowitym trafem resztek szczęścia, stało się tak, że pozłacane tęczówki w pewnym momencie dostrzegły płomieniste futerko. A nawet nie wyszły z lasu Ayre! Jednak… Zanim się w ogóle zbliżyły, delikwent zaczął uciekać. O nie, nie chciały go spłoszyć! Żwawy trucht przerodził się w bieg, w pogoń za niewielkim rudym stworzonkiem. Dlaczego ucieka?
Bo go, do cholery, gonisz.
No… Racja. Ale on sam zaczął biec! Więc nie chciała dać za wygraną. Chciała dogonić go i powiedzieć, że chce się tylko o jedną rzecz zapytać, a potem grzecznie przeprosić za najście. W pewnym jednak momencie zauważyły, że coś w wyglądzie tego lisa im nie pasowało.
– Jesteś wilkiem! Nie zorientowałyśmy się.
Zatrzymały się gwałtownie, zaraz przysiadając w pobliżu i obserwując, jak obcy wpada w zaspę. Uśmiechnęły się łagodnie, chociaż tego niestety nie mógł widzieć. Przechyliły łeb odrobinę na lewo.
– Ale ogon masz śliczny i prawie tak samo puchaty, jak lisy. Zamiatasz nim może czasem kurze? – wypaliła Tin i gdyby Lys mogła, pewnie uderzyłaby się teraz łapą w czoło – albo nie, poczekaj. Przepraszamy najmocniej! Przepraszamy za taką niespodziewaną pogoń i że cię mogłyśmy przestraszyć.
Jeszcze chwilę obserwowały ognisty ogon.
– Ale chyba wyjdziesz do nas, co? Nie zjemy cię – łagodny śmiech znalazł ujście z ich krtani.

<Saki?>
Słowa: 641= 38 KŁ

środa, 18 maja 2022

Od Sakiego

Ilekroć pytano Sakiego, czym zajmuje się w życiu, jego odpowiedź brzmiała bardzo różnie. Czasem zgadzała się z jego oficjalnym stanowiskiem, czasem zupełnie mu przeczyła, a na końcu nie było już wiadomo, czy on w ogóle zajmuje się czymś konkretnym. Może on sam nie wiedział.

Prawda wyglądała tak, że wszystkie odpowiedzi były prawidłowe, ale tylko przez krótki okres czasu. Basior co chwila zmieniał zainteresowania, często przez to też nie kończył poprzednich projektów. Obiecywał sobie wrócić do nich po jednym dniu odpoczynku, ale jak dotąd ani razu się to w pełni nie udało. Najkrótsza przerwa trwała dwa tygodnie, potem jednak projekt nie był już tak interesujący i Saki, choćby chciał, nie był w stanie go dokończyć.

Na obecną chwilę basior próbował zbudować szałas, w którym wędziłby mięso na sprzedaż. Próbował, bo jego uwagę odwrócił ciekawie wykrzywiony patyk, którym fajnie się kręciło po śniegu. I szu, i szu, i szu, i patyk robił wesołe kółka dookoła własnej osi. I wrrr! I patyk się zatrzymał. Saki wreszcie przypomniał sobie, co powinien robić. Spojrzał na kupę gałęzi, która w niedalekiej przyszłości miała stać się szałasem do wędzenia mięsa. Przynajmniej taki był plan. Wilk westchnął głęboko.

– Tak w sumie to mi się nie chce – stwierdził na głos, bawiąc się swoim patykiem w łapach. – Jutro skończę.

Oczywiście nie było szans, żeby to skończył, ale zawsze warto sobie wmawiać. Może któregoś dnia stanie się cud. Może kiedyś.

Rudy podniósł się z miejsca i zaczął iść do przodu. Przód był jedynym sensownym kierunkiem gdy nie ma miejsca, do którego chce się dotrzeć. Saki nie przepadał za spędzaniem czasu w swojej zimnej, zasypanej śniegiem chacie, mimo że uważał ją za dom. Więcej go tam nie było niż był, nawet na noc rzadko wracał. Sypiał gdziekolwiek, najczęściej wśród korzeni drzew, przykryty warstewką lodu, jeżeli ktoś coś od niego chciał to musiał szukać go w promieniu kilku kilometrów od niby-jego chatki albo ewentualnie musiał go szukać wszędzie w lesie.

Chodzenie do przodu zaprowadziło go jak zawsze w sumie nigdzie. Dla niego nie istniały żadne szczególne miejsca w lesie Ayre poza Chatą oraz Granicą, od których większość czasu trzymał się z daleka. Nie przepadał za wychodzeniem ze swojego małego, uroczego światka, w którym może i momentami było niebezpiecznie, ale za to był to dom i jedyne, co Saki całe życie znał. Może niektórych dziwi, dlaczego jeden las w jednym dystrykcie jest wystarczający dla łażącego wszędzie basiora, ale gdy jest się takim małym jak ten oto rudzielec, wszystko jest od razu większe, nawet to zbiorowisko drzew. Po co w takim razie iść dalej, co nie? Tam są problemy, kłopoty... Wilki. Towarzystwo. Nowości i wszystko, co obce. Można wyjść parę metrów za las, ale na pewno nie opuścić go na jakąś wycieczkę. Tu jest wszystko, czego Saki potrzebował.

Takie przyzwyczajenie do wszystkiego takiego samego oduczyło Sakiego oczekiwania na niespodziewane. Obce kroki na śniegu spłoszyły Foxila do poziomu, że zaczął uciekać. Znowu do przodu, znowu bez celu, ale tym razem w biegu i w strachu. Basior spłoszył się jak zestresowana sarenka i nawet sadził takie same susy przez śnieg, który był dla niego w niektórych miejscach za wysoki. Ktokolwiek był ten co posadził wtedy kroki w śniegu, wilk nie chciał się z nim spotkać, bo jeszcze będzie musiał wykonać jakiś obowiązek związany z jego papierowym stanowiskiem. O wiele lepiej było siedzieć sobie samemu bez zobowiązujących zadań. Takie trochę lenistwo, ale kto może winić odizolowanego od świata wilka, który nigdy nie był przyzwyczajony do normalnej pracy? Całe życie pracował tylko dla siebie i od siebie, niby próbował coś zarobić, ale nie było mu to do szczęścia potrzebne. Papa, problemy! On się zmywa.

Niestety kroki doganiały go dużo szybciej niżeli by tego pragnął, czemu nie ma się jak dziwić, jeśli to co go goniło było od niego znacznie większe. Od niego wszystko było znacznie większe. Nienawidził tego, ale co mógł zrobić, jeżeli natura tak bardzo poskąpiła mu wzrostu. Chciał się szykować na rychłą śmierć, gdy cokolwiek, co go goniło, zatrzymało się niedaleko za nim i odezwało się.

– Jesteś wilkiem! Nie zorientowałyśmy się.

Saki przystanął w miejscu tak jak hopnął, nieszczęśliwie trafiając w zaspę usypaną podczas jednego z silnych wiatrów. Nic nowego, umiał już z takich tarapatów wyskakiwać. Tylko teraz się szczerze mówiąc trochę bał, bo nie za bardzo miał pojęcie, z kim ma do czynienia. Co tu zrobić, co tu zrobić... Pozostać w śniegu? W sumie było całkiem przytulnie. Póki co się nie ruszał i pozornie nie zwracał uwagi na waderę, która stała tuż za nim i zapewne oglądała długą, rudą kitę wystającą spod śniegu.

<Lys i Tin?>
Słowa: 748= 43 KŁ
Layout by Netka Sidereum Graphics