wtorek, 28 lutego 2023
Od Lys i Tin, CD. Sakiego
czwartek, 23 lutego 2023
Od Sakiego, CD. Lys i Tin
Rozmyślając o ponownym spotkaniu z Lys i Tin, Saki nawet nie zauważył, kiedy wsunął się za głęboko, żeby samodzielnie wyjść. I zajęło mu to zbyt dużo minut. Ostatecznie skończyło się tym, że Folix utknął pyskiem w dół w wydrążonym drzewie, bez możliwości wyślizgnięcia się na zewnątrz. Pięknie. Po prostu wspaniale.
Szlag by to.
Basior zaczął się kręcić w bezsensownej nadziei, że jego zbliżone do lisiego ciało pozwoli mu się wywinąć i wydostać pyskiem do przodu, choć były to starania bez możliwości zadziałania. Było za wąsko, a wiercąc się wpadał tylko głębiej, ale na nic lepszego nie wpadł. Nie chciał utknąć. Chciał żyć. Błagał w duchu jakiekolwiek siły wyższe, modlił się do Kateris, nawet jeśli w bogów tak silnie wcale nie wierzył. Wiadomo, jak trwoga to do boga, a teraz w sercu owa trwoga utkwiła niezwykle głęboko. Przerażony Saki nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić.
Coś odezwało się z tyłu. Ktoś z kimś rozmawiał, choć ze skrzypienia śniegu zasłyszanego pomiędzy słowami można wywnioskować tylko dwie pary łap. Saki zastygł w bezruchu, uważnie nasłuchując. W końcu do jego spanikowanego umysłu dotarło, czyi głos słyszy. Choć nie był w dobrej pozycji i z pewnością będą się z niego śmiać, basior był gotów znieść całe to zażenowanie, jeśli przynajmniej przeżyje. A poza tym chciał się z nimi spotkać od dłuższego czasu, więc tylko dobrego w całym tym złu.
– Lys! Tin! Pomocy! – zawołał rozpaczliwie Folix. Walić godność, w przypadku tej znajomości już jej nie miał. – Błagam, pomocy!
poniedziałek, 31 października 2022
Od Lys i Tin, CD. Sakiego
Słowa: 400 = 25 KŁ
niedziela, 23 października 2022
Od Sakiego, CD Lys i Tin
wtorek, 30 sierpnia 2022
Od Lys i Tin, CD Sakiego
Z pytaniem basiora spojrzała gdzieś w dół. Poruszyła uchem, zmarszczyła nos, jakby to miało pomóc wykręcić jej się od odpowiedzi. Powinna teraz zostawić Tin na lodzie, żeby sama się tłumaczyła, a nie jeszcze ją ratować.
– Nie wiem, to był pomysł Tin – wypaliła, choć przecież on nie miał pojęcia, o kim mówiła.
I teraz nagle zdały sobie sprawę, jak cała ta sytuacja wyszła absurdalnie. Lys poczuła wstyd za dwóch. Jak mogła dopuścić do tego wszystkiego? Co pokusiło Tin? Trzeba było zatrzymać ją w domu. Zachowywała się czasem jak dziecko, a ona musiała jej pilnować jak surowy rodzic. Jedno wspólne ciało w tym wcale nie pomagało. Być może, że tak było jeszcze trudniej.
Już szykowała jakieś paskudnie dłużące się kazanie, które wygłosi, gdy tylko wrócą. I sama postara się o to, aby Tin następnym razem zastanowiła się dwa razy przed wykonaniem jakiegoś głupiego pomysłu.
A ona wcale nie czuła się winna. Przecież nikomu niczym nie zaszkodziły, a zaspokojona ciekawość to nic złego! Nie rozumiała, czemu Lys tak się zdenerwowała o to wszystko. To nic takiego… Jeszcze pokaże, że wyciągną z tego nawet jakieś korzyści. Może nawet nowego znajomego?
Właśnie! Obie wróciły uwagą do rudowłosego wilka. Pokiwał nieco niepewnie głową, zdawał się być wciąż zdezorientowany. Dziewczyny odchrząknęły, tylko odrobinę niezręcznie.
– My jesteśmy Lys i Tin – przedstawiły się w końcu, pochylając nieznacznie głowę.
Wypadało mieć to wreszcie za sobą. Widziały, jak w oczach basiora gaśnie nadzieja na zostanie w spokoju, ale zignorowały to, uśmiechając się łagodnie. Zdążyły zauważyć, że nie należał do zbyt towarzyskich, ale mimo to brnęły dalej, wcale się nie zrażając. Chęć naprawienia pierwszego wrażenia, jakie za sobą zostawiły, była silniejsza.
– Saki – odparł po chwili, uciekając gdzieś wzrokiem.
Teraz muszą coś wymyślić, żeby nie wyszło głupio, że uganiały się za Sakim tylko dla tego jednego, tak mało ważnego pytania. Nawet jeśli to była właśnie prawda. Żenująca, ale prawda.
– Może chciałbyś wpaść na ciepłą herbatę? Pewnie zmarzłeś w tym śniegu.
Tak, to było pierwsze, co przyszło im do głowy. Liczyły się z odmową, ale spróbować zawsze było warto, prawda? Zaczęły grzebać łapą w białym puchu, starając się zapomnieć o wydarzeniach sprzed chwili. Chciałyby zacząć od początku, wymazać głupstwa. Marzenia.
poniedziałek, 18 lipca 2022
Od Sakiego, CD. Lys i Tin
Zakopany w śniegu Saki miał problemy z dosłyszeniem, co mówiła do niego osoba, która jeszcze przed chwilą go goniła. To chyba była wadera, a może nawet dwie i prawdopodobnie nie miała żadnych zamiarów zmusić go do roboty. Ale co ona tam powiedziała? Chyba zapytała o jego ogon. Ach ta nieszczęsna, ruda kita. Próbował uspokoić swoje poziomy adrenaliny i przemyśleć to, co powiedziała mu obca. Jeszcze raz. Coś tam o jego ogonie. Czy zamiata nim kurze. A potem chyba się cofnęła w wypowiedzi i przeprosiła za gonienie go, co - oczywiście - powinna zrobić na początku. Tak, tak chyba brzmiała jej wypowiedź. Na opady śniegowe, dlaczego w ogóle cokolwiek od niego chciała? Na pewno nie jest jedynym wilkiem z taką kitą! A może i jest. Nie znał za dużo osób z okolicy.
Nawet nie próbował odezwać się przez zaspę, w którą przypadkiem wpadł. Najpierw musiał wykaraskać się ze swojego dołka i stanąć pyskiem w pysk z tajemniczą istotą, która miała jakiś problem do jego ogona. Tylko że wykopywanie się ze śniegu nie było najprostszym z zajęć i zajęło mu to trochę czasu. Wiercił się, okręcał, używając wszystkich czterech łap, żeby się wypchnąć, podczas gdy śnieg zasypywał mu oczy i odcinał dostęp świeżego powietrza.
Wreszcie rudy basior wydostał się z lodowego więzienia i mógł spojrzeć na osobę, która tak go wystraszyła. Tak. Wadera. Miała brązową sierść z przypalonym spodem oraz duże, kręcone rogi. W sumie nie przypominała tak bardzo wilka, ale niech tam, Saki miał to samo i potem był atakowany przez innych, bo myśleli, że jest lisem. Teraz jeszcze raz. Jakie było pytanie?
– Tak, tak, luz, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Ty, wy – przypomniał mu się dziwnie ułożony czasownik. Dziwnie, bo widział tylko jedną waderę. – Przynajmniej nie gryziesz... cie. I nie, nie zamiatam kurzu ogonem. – Psiknął od wody wdzierającej się do nosa. – Potem strasznie trudno go doczyścić. A wierz mi, próbowałem. Wierzcie.
Zaczął się oporządzać, usilnie ignorując stojącej obok wadery. Nie dlatego, że chciał być niemiły, ale po prostu się jej bał, jak z resztą większości wilków i w sumie stworzeń w okolicy. Jeżeli będzie chciała od niego coś więcej, spróbuje jej pomóc, jeżeli nie, to sobie spokojnie spędzi resztę dnia na szwędaniu się po lesie i poszukiwaniu swojej nory, którą zdążył zgubić. Chociaż zaciekawiła go jeszcze jedna rzecz.
– A tak w sumie to skąd pomysł, że ścieram kurz ogonem? – zapytał, podnosząc wzrok na waderę, ale starając się nie podnosić głowy za wysoko. Nie chciał sobie przypominać, jak bardzo jest mały.