Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rena i Pandora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rena i Pandora. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lipca 2019

Od Pandory CD. Reny

Nieco zdziwiła mnie jej prośba. Czy ja wyglądam na osobę godną zaufania, czy czegoś podobnego? Wątpię – ale to nie znaczy, że tak nie jest. Po prostu przyzwyczajenia i myśli z dzieciństwa ciężko zmienić, więc kiedy od małego byłeś zmuszony trzymać się na uboczu, nagłe podejście ledwo poznanej osoby, która chce ci się na jakiś temat szczerze wygadać, jest trochę szokujące. Mimo to pokiwałem głową. 
- Oczywiście, słucham cię – podczas drogi do biblioteki, opowiedziała mi o koszmarze, który nawiedził ją tej nocy. Gdy dotarliśmy do sali, wyglądała na spokojną, ale wiedziałem, że w środku się denerwuje, lekko drżała, kiedy opowiadała o ucieczce w lesie i ataku bestii. - Wnioskuje, że był dość realistyczny – stwierdziłem. Samica pokiwała głową i westchnęła, na chwilę zamykając oczy, aby uspokoić szybko bijące serce. - Ponoć realistyczne sny są prorocze – stwierdziłem na głos i zerknąłem na waderę, która słysząc to, spojrzała na mnie. Wyglądała na poruszoną, a ja pożałowałem swoich słów, po co straszyć i stresować innych czymś, co usłyszało się dawno temu?
- Mam nadzieję, że ten jest wyjątkiem – odpowiedziała i zatrzymaliśmy się przed regałem z książkami. - No cóż, nie będę ci już zawracać głowy, dziękuje za rozmowę – po tych słowach się odwróciła i ruszyła w drugą stronę. Stałem przez chwilę jak słup soli, aż do niej nie podbiegłem.
- Poczekaj – przystanęła, a ja stałem przed nią jak głupi. Właściwie, to czego chciałem? A raczej czego nie chciałem? - Też bym mógł ci opowiedzieć o moim śnie? - zapytałem po chwili ciszy. Zaskoczona wadera skinęła głową. W rzeczywistości, koszmar śnił mi się trzy dni temu i nie mam pojęcia, dlaczego wybrałem tę formę rozmowy. Chyba łatwiej jest opowiadać o czymś pobocznym, niż o sobie.
We śnie towarzyszył mi wilk. Czułem, że go znam, widziałem jego pysk i mówiłem po imieniu, ale kiedy się obudziłem, nie potrafiłem sobie go przypomnieć, ani wyglądu, ani imienia. Jakby był obcy. Szliśmy przez las i o czymś rozmawialiśmy, kiedy zaatakowały nas inne wilki. Wszystkie były czarne i nie miały twarzy, mojego towarzysza przebili włócznią i zrzucili z klifu, który nagle pojawił się przed nami. Nie mogłem krzyczeć, związali mi pysk, a potem przeszli do najgorszej części. Tak samo jak Rena, czułem ból, chociaż nie był on w odpowiedniej skali do tego, co zrobili. Wiedziałem, że gdyby to działo się naprawdę, gardło już dawno bym zdarł od krzyku. Najpierw połamali mi rogi, kawałek po kawałku, aż nie wyrwali je z głowy. Następnie podpalili mi skrzydła, które na koniec także oderwali. Kiedy mieli zamiar zrobić to samo z tylnymi kończynami, jakiś cudem zerwałem się spod ich uścisku i pobiegłem przed siebie, skacząc w przepaść. Gdy chciałem machnąć skrzydłami, nie poczułem niczego. Spadłem w dół, w morze, tak jak mój towarzysz, którego truchła nie zobaczyłem.

<Rena? Nadrobimy to>

Słowa: 444

piątek, 12 lipca 2019

Od Reny CD. Pandory

— Nie przejmuj się tym wszystkim, co narobiłeś przed chwilą. — mój ton sugerował co innego, niż powiedziałam, ale taka już jestem. Nie jestem dobrym pocieszycielem.
— Mhm. — usłyszałam tylko w odpowiedzi.
Wyglądał lekko zabawnie w tej sytuacji, ale wiem, że takie myślenie jest lekko złe. Nie mogłam się z niego wtedy naśmiewać. Znienawidziłby mnie, a jest jedynym osobnikiem z jakim obecnie rozmawiam i nawet lubię rozmawiać... czasem. On opuścił uszy i skierował się w przeciwnym kierunku, zapewne do swojego domu. Wymieniliśmy się pożegnaniami jeszcze raz i wróciłam do siebie.
Nastał nowy dzień, a promyki słońca wbiły się do jaskini, znaczy w sumie to wstałam zanim to się stało. Miałam koszmar. Taki realistyczny. Biegłam przez ciemny las, aż w końcu złapał mnie cień lub coś tego typu, przebił moje ciało i zobaczyłam moje serce. To było okropne. Wtedy się obudziłam i łzy lekko popłynęły mi z oczu. Musiałam ochłonąć i głęboko odetchnąć. Nie przytrafia mi się mieć często koszmary, ale jeśli już, to bywają brutalne. Może to przez wojsko i presję, jaką nałożyła na mnie matka, wysyłając mnie do takiego miejsca? Miałam trening z rana na Polu Ćwiczebnym. Ogarnęłam się, zjadłam coś i ruszyłam na ćwiczenia. Najpierw była rozgrzewka. Potem trochę pobiegałam, trochę bardzo pobiegałam. Odpoczęłam chwilę i zaczęłam przemieszczać się między kamieniami najszybciej, jak potrafiłam. Na koniec znalazłam miejsce, gdzie poćwiczyłam panowanie nad ogniem. Smuga płomieni poleciała i zrobiła niezłą dziurę w lodzie. Mięśnie mnie bolały, ale to chyba dobrze. Ruszyłam tym razem w stronę Centrum. Zamyśliłam się nieco o moim koszmarze i aż sierść mi się zjeżyła na samą myśl o tym. Ponuciłam coś sobie w głowie na odprężenie i usłyszałam miejski gwar. Nie było jednak dużo wilków. W końcu dalej był ranek. Poszłam do biblioteki po jakąś książkę. Chciałam chwilę poczytać, żeby zapomnieć o całej sytuacji z koszmaru. Po drodze poczułam znajomy zapach. To był Pandora. Chyba gdzieś szedł, bo zobaczyłam jego sylwetkę od tyłu. Z tego powodu, że mi się nudziło, a musiałam się komuś w końcu wygadać o koszmarze, ruszyłam w jego kierunku. Podeszłam od prawej strony i zaczęłam rozmowę.
— Hej... Wybacz, jeśli ci w czymś przeszkadzam, ale chciałabym się... wygadać tobie o czymś. Potem cię zostawię w spokoju. — zaczęłam i skończyłam niepewnie.

<Pandora? Przepraszam za tak długi czas oczekiwania...>

Słowa: 365

wtorek, 18 czerwca 2019

Od Pandory CD. Reny

Pokiwałem głową i się odwróciłem, mając zamiar odejść. Wadera była w domu, teraz nadszedł czas na mój powrót i odpoczynek. Nim jednak rozłożyłem skrzydła by polecieć, zatrzymałem się przy małej dekoracji, którą tworzyły kamyki na sznurkach. Podszedłem nieco bliżej i uważniej im się przyjrzałem, rozpoznając w małych skałkach dwa kryształy. Zafascynowany ich błyszczeniem, wywołanym przez promienie słońca, nie zauważyłem, kiedy wszedłem w błyskotki. Gwałtownie się poruszyłem, by się odsunąć, ale się okazało, że moje rogi wplątały się w sznurki. Przez chwilę starałem się z nich wyplątać, sądząc, że sobie poradzę, ale niestety im więcej się ruszałem, tym bardziej się plątałem. W końcu z jaskini wyszła Rena, która widząc mnie w takiej sytuacji, delikatnie się uśmiechnęła, ale zachowując powagę, podeszła do mnie.
- Poczekaj, nie ruszaj się – oznajmiła, a ja grzecznie się jej posłuchałem, kładąc się na ziemi. Zaczęła powoli zdejmować sznurki z kamykami z moich rogów, a ja czułem się bardzo zażenowany.
- Bardzo przepraszam – odezwałem się po chwili milczenia. - Chciałem się tylko przyjrzeć tym kryształom – dodałem. Rena w końcu wyplątała mnie i mogłem swobodnie wstać i się odsunąć.
- Nic się nie stało – zapewniła, ale ja dalej się dziwnie czułem. Poroża po raz enty dały mi znać, jak bardzo potrafią przeszkadzać w życiu. Zawstydzony odsunąłem się do tyłu, kiedy nagle moje kopyta straciły przyczepność do podłoża i odsunęły się do tyłu po kamieniu. Poleciałem razem z nimi, chciałem wbić pazury w ziemię i złapać się skały, ale nie zdążyłem i wpadłem do wody, jaka znajdowała się za mną. Wylądowałem w niegłębokiej rzeczce, czując się jeszcze bardziej upokorzony, jeśli to było możliwe. Wyprostowałem skrzydła, wstając. Niestety przez moje rozmiary, woda sięgała mi do szyi.
- Przepraszam, zapomniałem, że kopyta nie mają przyczepności – stwierdziłem ponuro, wychodząc z wody i patrząc na Rene. Prawdopodobnie wyglądałem komicznie: mokry zmutowany wilk, któremu parę chwil temu sznurki wplątały się w rogi, a kopyta poślizgnęły na skale. Cudownie być odmieńcem.

<Rena? Dostałam oślenienia xd>

Słowa: 310 

środa, 12 czerwca 2019

Od Reny CD. Pandory

— Dystrykt II — szybko odparłam. — Przepraszam, że nie wspomniałam o tym wcześniej.
Ruszyliśmy w kierunku, który wyznaczyłam. Słońce niedługo miało wstać, a ja nie byłam aż taka zmęczona. Może to dlatego, że przesiedziałam prawie że całą imprezę. Zamieniam się w wampira, który w ogóle nie śpi. Chyba. Niedługo będzie to widać. W sumie za co go przeprosiłam? Powinnam po prostu powiedzieć i tyle. Czasem jak coś palnę, to wynikają złe rzeczy. Muszę czasem się opanować.
Minęło trochę czasu, odkąd ruszyliśmy. Wstąpiliśmy na bardzo wczesne śniadanie, bo ja oczywiście musiałam zrobić się głodna, a on w sumie to nie wiem, czy coś zjadł. Słońce raziło mnie w oczy, pomimo, że dopiero wstało. Opuściliśmy Centrum i Skręciłam w stronę mojej jaskini. Pandora szedł na równi ze mną i czekało nas małe wyzwanie. Przynajmniej chyba dla niego. Musieliśmy udać się przez Szklany Most. Ja już się przyzwyczaiłam oczywiście.
— Radzę wysunąć pazury przy tym. Uważaj, żebyś się nie poślizgnął. — wysunęłam swoje pazury i spojrzałam na kompana.
On kiwnął porozumiewawczo głową i uważał podczas wędrówki. Potem nadszedł czas na Las Ayre. Jest on dla mnie pięknym miejscem, które przeważnie jest ciche i spokojne. Te drzewa, śnieg i ogólna aura oraz zapachy, działały na mnie zawsze jakoś uspokajająco. Tutaj nie było wyjątku i nie zastaliśmy wichury, więc poszło gładko. W oddali widniała moja jaskinia. Schowana w małej dolinie, przystrojona różnymi piórami, kamykami na sznurkach i różnymi innymi pierdołami. Pomimo wszystko wyglądała na miejsce przystrojone przez waderę. W środku za wiele się nie różniła. Delikatnie ją przystroiłam, więc jednak dalej wygląda na niedokończoną. Muszę to kiedyś naprawić. Na wewnętrznych ścianach widniały również jakieś rysunki lub napisy, które skrobałam pazurami, jak mi się nudziło. A nudziło mi się sporo w ostatnich dniach. Powoli doszłam do mojego domu i skierowałam się na Pandorę.
— Dzięki. Być może do zobaczenia. — drugie zdanie powiedziałam trochę oschle, ale to z przyzwyczajenia.

<Pandora? Nie martw się. U mnie też ostatnio pomysłów brak.>

Słowa: 307

niedziela, 19 maja 2019

Od Pandory CD. Reny

Nigdy nie był na żadnym balu i chyba wyszło to na jaw. Musiał zrobić coś nie tak, skoro wadera nie wracała przez resztę czasu. Starał się tym nie przejmować, w końcu każdy może popełnić błąd, a tym bardziej, jeśli robi to pierwszy raz. Przecież nie będzie się jej tłumaczył, prawda? Resztę czasu spędził na próbowaniu smakołyków i obserwowaniu dekoracji, spadającego śniegu i innych tańczących par. Niestety wszystko z czasem musi dobiegnąć końca. Nim bal oficjalnie się zakończył, ruszył w kierunku wyjścia. Słońce wkrótce wstanie i będzie go razić podczas lotu, więc lepiej było wyruszyć jak najszybciej.
Nie spodziewał się jednak, że Rena wróci. Szczerze mówiąc, był pewny, że wróciła do domu, w końcu nie widział jej przez cały bal, ale jak widać, musiała mu umknąć: w sumie co tu się dziwić? W takim tłumie ciężko odnaleźć jedną osobę, tym bardziej nie odznaczającym się niczym konkretnym. Jednak to nie wszystko: bardziej zdziwiło go pytanie samicy. Sądził, ze ją odstraszył, ale teraz nie wiedział co myśleć, dlatego pozostał przy jednej myśli: tak bywa i to normalne. 
- Oczywiście – odpowiedział delikatnie się uśmiechając. Razem ruszyli w kierunku wyjścia, na początku milcząc. Zmieniło się to, kiedy wyszli na zewnątrz. - Iluzja śniegu była bardzo ładna – stwierdził, obserwując jak niektóre wilki także postanowiły opuścić zamek i w tej chwili szwendały się po placu.
- Tak, wyglądała jak prawdziwa – odpowiedziała wbijając wzrok w ziemię. Pandora zerknął na nią kątem oka i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że była od niego nieco wyższa i gdyby nie jego rogi i skrzydła, które dodawały mu parę centymetrów, wyglądałby przy niej jak młodszy braciszek. - A jak podobał ci się bal? - zapytała.
- Było bardzo ciekawie – odpowiedział. - Najlepszy na jakim byłem – dodał po chwili głosem spokojnym, nieco cichym. W rzeczywistości, był to jego pierwszy, więc na lepszym być nie mógł. - Tak właściwie, gdzie mieszkasz? - zapytał, gdy zdał sobie sprawę, że zgodził się ją odprowadzić, ale nie wiedział dokąd.

<Rena? Trochę pomysłu brak>

Słowa: 313

sobota, 18 maja 2019

Od Reny CD. Pandory

— Z-Zatańczyć? — spojrzałam w podłogę lekko zdziwiona. — Nikt nigdy nie zaprosił mnie do tańca i ja nie umiem... — chciałam się tłumaczyć, ale mi nie wychodziło.
— Spokojnie. — uśmiechnął się lekko do mnie, kiedy akurat poderwałam wzrok.
Co się ze mną dzieje? Tak dawno nie rozmawiałam z kimś dłużej, że zapomniałam, jakie to jest przyjemne. Zaczęliśmy taniec. Musiałam się mylić w krokach, chociaż nie wiem, czy jakieś były. Po prostu spoglądałam na inne wilki. Potem spojrzałam na Pandorę. Ciekawy. On jest ciekawy dla mnie. Znamy się krótko, a ja dobrze się czuję obok niego. Nie mogę przecież. Ten mój popaprany "kodeks" bycia samotnikiem coś się nie sprawdza. Zdawało się, jakby jakaś aura panowała na sali. W dodatku iluzja śniegu była cudowna. O bogowie kiedy ja zaczęłam się zachwycać takimi rzeczami? Raz potknęłam się i wywróciłam, na co nawet parsknęłam śmiechem. Jak już coś ze mnie wypłynęło, to nie kontroluję tych emocji, a w dodatku fajnie jest się pośmiać. Wstałam, otrzepałam się i skończyliśmy ten uroczy według mnie taniec.
— Zaraz wracam. — zwróciłam się do towarzysza i wbiegłam znowu na balkon.
Musiałam ochłonąć. Było mi przyjemnie, aż zaczęłam robić się miękka. Zaczęłam sobie oglądać gwiazdy. Blask księżyca skierował się na moje futro. Uwielbiam noc. Wzięłam głęboki oddech i powiał lekki wiaterek. Na mój pysk wróciła maska obojętności z wielkim trudem. Czasem jestem przygnębiona tym, ale trzeba żyć dalej. Już się przyzwyczaiłam w miarę. Nie będę narzekać. Zawsze mogłam mieć gorzej, a na pewno jest ktoś, kto ma gorzej.
Bal powoli się kończył. Z jednej strony chciałam zostać dłużej, a z drugiej chciałam odbiec od nich. Wiem dziwne. Zasiedziałam się na balkonie. Głosy i muzyka ucichły. Przypomniałam sobie o Pandorze. Wróciłam na salę i właśnie wychodził. Podbiegłam do niego.
— Wybacz, że cię zostawiłam. — zamyśliłam się. — Odprowadzisz mnie? — jakoś tak samo mi wyszło.
Podniosłam szybko wzrok i chciałam się wycofać, ale było za późno.

<Pandora?>

Słowa: 308

niedziela, 12 maja 2019

Od Pandory CD. Reny

Wypożyczył książkę, która, wydawało mu się, spadła nie przypadkiem. Od bibliotekarki dowiedział się, że książka nie była o magii, chociaż pochodziła z tej kategorii. Dokładniej opowiadała o wyroczniach, druidach, szamanach i ich możliwościach. Mimo to zmiana faktu nie przeszkodziła mu we wzięciu tej księgi. Ruszył z nią do wyjścia, mając zamiar wrócić do swojej jaskini, gdy będąc na dziedzińcu zobaczył plakaty, informujące o Zimowym Balu. Zaproszenie dostał jakiś tydzień temu i całkowicie o tym zapomniał, sądził, że bal ma się odbyć później. A co się okazało? Że dziś. Pandora całkowicie zbity z tropu, nie wiedział, gdzie ma iść. Do zmierzchu zostało parę godzin, a on w żadnym stopniu nie był psychicznie przygotowany do wzięcia udziału. Nie miał pojęcia jak się zachowywać, nigdy w życiu nie był na żadnym przyjęciu. W końcu jako „Dziecko Śmierci” nie miał nawet wstępu do takich rzeczy, a teraz miał szansę to nadrobić. Mógł znaleźć się wśród swoich pobratymców i poczuć się jak prawdziwy członek, nie odepchnięty i nie odrzucony. Ta myśl wywołała na jego pysku delikatny uśmiech, momentalnie się uspokoił i wiedział, co robić.
Najpierw wyleciał z zamku do lasu, tam znalazł wygodne miejsce, dobrze oświetlone i zaczął zagłębiać informację z książki. Niestety nie dowiedział się niczego, czego by nie wiedział. Są ważni, utrzymują świat w równowadze, mogą przewidzieć przyszłość, mogą skontaktować się z Bogami… słońce z jego książki zniknęło. Gorąca kula przesunęła się po nieboskłonie i do zmierzchu zostało tylko parę minut. Zamknął książkę i z nią poleciał do zamku. Poczuł głód, jednak nie było czasu na polowanie, a potem na prysznic. Po za tym na Balu miał być zapewniony poczęstunek, więc raczej wytrzyma te paręnaście minut w głodzie. Poleciał do biblioteki, która jeszcze się nie zamknęła. Zatrzymał bibliotekarkę, która właśnie odkładała książki na miejsce. Bardzo chciał oddać swą wypożyczoną, nie dlatego, że mu się nie podobała, ale temu, że nie miał co z nią zrobić. Trzymanie jej przez cały Bal było nieporęczne oraz dziwne, a nie miał czasu na lot do domu – nawet, gdyby zrobiłby to wcześniej, nie miałby sił na powrót, a bardzo chciał wziąć udział. 
Po oddaniu księgi, zdążył na przemówienie Królowej, która wspominała dawne czasy, odwagę Silvarii i jej siłę, dzięki której smoki zostały pokonane, a nasz świat przeżył. Następnie wszyscy zostali zaproszeni do wspólnej zabawy. Ja wpierw rozejrzałem się po ogromnej sali, która była naprawdę wielka, gdyż mieściła wilki z całego Królestwa, ze wszystkich dystryktów. Potem długo podziwiał iluzję śniegu, aż jego brzuch się nie odezwał. Podszedł do stołu, a widok dań go dosłownie zmiażdżył. Jego dieta głównie składała się z surowego, upolowanego mięsa, więc widząc je pod różnymi postaciami było czymś nierealnym. Znalazł nawet owoce i różne sosy. Szybko spróbował królika w morelowej polewie oraz bażanta przyprawionego rukolą. Potem zdecydował się na jabłka w czekoladzie, które nie zbyt mu posmakowały. Gdy głód przestał dokuczać, spojrzał na tańczące wilki, które dobrze się bawiły. Także miał ochotę zatańczyć, ale z kim? Wszyscy byli zajęli, każdy z kimś przyszedł, dlatego zaczął rozglądać się za wolną osóbką, gdy nagle zderzył się z kimś głowami, gdy akurat patrzył w bok. O dziwo była to wcześniej poznana wilczyca. 
- Masz rację – przyznał i trochę się odsunął. Przez chwilę milczał. Zastanawiał się, jak pociągnąć rozmowę. - Idziesz na salę? - tylko to mu wpadło do głowy. Wadera w odpowiedzi skinęła głową i ruszyła, a Pandora dotrzymał jej kroku, nie chcąc znowu zostać samemu. - Próbowałaś dań? - zapytał.
- Paru. Nie smakowały mi jabłka w czekoladzie.
- Mi także – delikatnie się uśmiechnął, znowu zapanowała cisza, przerywana przez grających muzyków. Nagle basior przypomniał sobie, kogo szukał. - Reno, może zechcesz ze mną zatańczyć? - zaproponował dość cicho.

<Rena? Nie złam jego ducha walki xd I przepraszam za lanie wody, jakoś tak wyszło>

Słowa: 592

Od Reny CD. Pandory

Spojrzałam na księgę jeszcze raz. Nie znam się na magii. Bardziej wychodzą mi sztuki walki, jak mam być szczera. Niestety wilk z rogami trochę zafascynował się ów książką.
— Ciekawe. Jak pani na imię? — spytał się po chwili.
— Rena. — odparłam z lekką niechęcią w głosie. — A pan? — zapytałam z czystej ciekawości.
— Pandora. — powiedział krótko.
— Interesujące imię. — mruknęłam do siebie. — Co do książki to nie znam się na magii, więc musisz poradzić sobie sam.
— Rozumiem. — spojrzał na miejsce, gdzie znalazł książkę, a ja zniknęłam za drzwiami, zanim cokolwiek powiedział.
Uciekłam przed nim, nie zaprzeczam, ale nie wydawał się zły. Po prostu poznał już moje imię i część zachowania, a to za dużo. Zaraz pewnie wyniknie z tego jakaś znajomość. Chciałabym mieć komu się wygadać, jednak wojownik nie może mieć słabego punktu w formie przyjaciela lub rodziny. Ciągle sobie to powtarzam, ale to lekkie brednie. Nie całkowicie, ale jak tak dalej pójdzie, to umrę jako stara panna bez szczeniąt i przyjaciół. Westchnęłam, kiedy usiadłam na jakiejś skale. Miał być bal. Musiałam pójść, żeby przebrnąć przez moją aspołeczność. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, jak to się skończy. Skończy się jak zawsze. Jak każdy mój wypad w duże towarzystwo. Wracałam powoli do siebie z lekko opuszczoną głową. Zamyśliłam się i to mocno. Nie zdarza mi się to za często. Musiałam jednak pomyśleć, czy tego chcę. Zdecydowałam, że pójdę, ale głównie dla zasady, że każdy jest zaproszony i byłoby głupio się nie stawić. Może nie spotkam Pandory jeszcze raz, a chciałabym w głębi serca. Wiem to. Zawsze emocje szwankują mi w głowie. Nie wiem potem, co mam myśleć. Weszłam do siebie i zajęłam się czytaniem książki.
Nadszedł ten czas. Wzięłam głęboki oddech i weszłam na salę. Za chwilę miało być przemówienie królowej. Bacznie obserwowałam otoczenie. Kto wie, co się mogło stać. Za bardzo się ingeruje w to. Powinnam się wyluzować i bawić. Trochę byłam sztywna. Czułam to. Podpierałam ścianę podczas tańców. Oczywiście była także uczta. Nie zjadłam za dużo. Poszłam na balkon. Piękne widoki. Muzyka też spoko. Jednak sprawdziły się moje założenia. Nie bawiłam się, jak zwykle. Nie miałam także z kim. Popatrzyłam w ziemię, kiedy wracałam na salę i to był mój błąd. Poczułam, jak stuknęłam głową w kogoś. Podniosłam głowę, a tam był Pandora...
— Teraz ja na ciebie wpadłam. — powiedziałam spokojnym tonem. — Musimy przestać tak na siebie wpadać. — jak zobaczyłam jego pysk, na mój wkradł się mały uśmiech. Rena co ty właściwie robisz kobieto?

<Pandora?>

Słowa: 400

środa, 8 maja 2019

Od Pandory CD. Reny

Choć dobrze latał, po drodze do Centrum musiał sobie zrobić odpoczynek. Wylądował na jakiejś polanie, złożył skrzydła i chwilę poleżał. Wstał, kiedy brzuch dał o sobie znać, w końcu Pandora zrezygnował ze śniadanie, bo nie miał ochoty na spotkania z innymi wilkami. Czuł się dziwnie przygnębiony, a źródłem tego samopoczucia mógł być sen, jaki nawiedził go tej nocy. Co dziwniejsze, basior nie mógł się z niego obudzić i musiał do końca obserwować, jak tajemnicze księgi płoną, a razem z nimi cały budynek. Czy to go skusiło do wybrania się do biblioteki? Być może miało to jakieś podłoże psychiczne, ale Pandora kierował się tam z myślą, że po prostu chce zwiedzić Centrum, w którym jeszcze nie był, a biblioteka wydała mu się najrozsądniejszym miejscem; tego kompletnie nie potrafił wytłumaczyć. Czy lepszym miejscem dla nowego wilka nie będzie bardziej tłoczne miejsce, w którym można głośno rozmawiać? Mógłby poznać kogoś ciekawego, znaleźć towarzysza, czy kogoś innego, ale jakaś tajemnicza moc ciągnęła go do zbioru książek.
W celu zapełnienie żołądka wilk wszedł w rzekę, jaka płynęła tą doliną i złapał w niej dwie ryby. Szybko pochłonął zdobycze, rozwinął skrzydła i wzleciał do góry, kierując się na południe. Reszta drogi wydawała się minąć szybciej, niż jej pierwsza połowa, w czym pomogło pewnie zjedzenie śniadania. Szybko odnalazł zamek, a w niej bibliotekę, która nie była specjalnie ukryta, a wręcz przeciwnie. Gdy Pandora wszedł do środka, poczuł się jeszcze mniejszy, niż zwykle. Pomieszczenie było ogromne, a regały sięgały samego sufitu. Dziękował bogom, że miał skrzydła. W ciszy zaczął przelatywać między półkami, patrząc na księgi. Nie szukał niczego konkretnego, chociaż trafił na dział zielarstwa i medycyny, książki podróżnicze i krajoznawcze, opowiadania i legendy, naukowe i przyrodnicze oraz te zwyczajne, romanse, komedie, przygodowe. Do łapy nie wziął żadnej z nich, nie czuł takiej potrzeby, chociaż nie czytał książki od dobrych pięciu lat, może należało którąś wypożyczyć i przenieść się w świat wyobraźni?
Zniżył lot, gdy zapoznał się z działem robótek ręcznych i na jego nieszczęście, nie zauważył przy drzwiach wilka. Starał się wyhamować i nie uderzyć w niego, ale zbyt późno zareagował. Szczęściem było to, że oboje nie wylądowali na podłodze i skończyło się tylko na mocnym szturchnięciu, które małego szczeniaka zwaliłoby z nóg. Ofiarą tego przypadku była czarna wadera o żółtych oczach, która nie wyglądała na zadowoloną takim obrotem spraw.
- Bardzo przepraszam. Nie miałem zamiaru na panią wpadać – powiedział przepraszająco, gdy nagle usłyszał, jak obok niego coś spadło. Spojrzał w bok, była to książka oprawiona w ciemnobrązową okładkę. Basior poczuł dziwną moc, każącą mu wziąć tę książkę, ale na jego nieszczęście nie miał pojęcia, o czym ona była. Spojrzał na waderę, którą przed chwilą potrącił. - Może to dziwnie zabrzmi, ale wie może panienka, co to za księga? - zapytał, wskazując jej to, co trzymał w łapie. Gdyby nie kurz i rozmazane litery, może udałoby mu się przeczytać chociaż tytuł.
- Podejrzewam, że coś z działu magii – mruknęła po chwili. Nie wydawała się zadowolona z faktu, że ktoś do niej przemówił. 

<Rena?>

Słowa: 490

Od Reny

Zbudziłam się i delikatnie przeciągnęłam. Ziewnęłam, otwierając szeroko pysk i wyszłam na świeże powietrze. Było nawet miło. Przyjemny wiaterek. Może tylko dla mnie przyjemy, ale kto wie. Miałam trochę czasu. Udałam się na śniadanie z lekko opuszczoną głową. Parę wilków zaczepiało wszystkich dookoła, mówiąc zwykłe: „Dzień dobry!", a moja reakcja była jak zwykle, spojrzałam pustym spojrzeniem i poszłam dalej, przy tym fukając pod nosem.
Ryby były dobre. Najadłam się. Podziwiam po kryjomu te wszystkie pary i grupki. Jak oni mogą tak po prostu sobie stać i gadać? Ja chyba nigdy nie będę spokojna na ten temat. Mój wzrok często wędruje pomiędzy jakieś wydarzenia. Za to ja zawsze trzymam się z tyłu. W sumie takie już przyzwyczajenie. Po co mam z kimś rozmawiać, skoro mogę znaleźć tego kogoś martwego dwa tygodnie później? Jeszcze mi się smutno zrobi, a nie powinnam tak reagować, ale też mam uczucia do cholery, więc czemu zgrywam taką złą? Wojownik ma być twardy jak skała. Na zewnątrz i wewnątrz, ale ja ciągle mam ochotę pokazywać emocje. Chociaż ciągle to złe słowo. Czasami może by tu bardziej pasowało. Zebrałam się po jakimś czasie i ruszyłam do biblioteki.
Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam drzwi. Minęłam kilka wilków i podbiłam do jakiejś półki. Lubię przebywać w bibliotece. Można coś w spokoju poczytać bez natrętów, którzy będą pytać: „Kiedy w końcu się do nas odezwiesz?". Odpowiedź brzmi: nigdy. Najpewniej. To nie tak że wszystkich tak zlewam, czasem oglądam się za kimś, jak do mnie mrugnie lub zaczepi, ale nie zaczynam rozmowy. Chociaż wszystko zależy. Wzięłam sobie jakąś książkę związaną z miłością. Tak, wiem. Tylko tego mi tutaj brakowało, ale uwielbiam czytać o takich rzeczach. Poezja też nie jest najgorsza, ale wolę coś w formie powieści jeżeli już. Usiadłam i oddałam się w wir czytania.
Minęło trochę czasu. Nadszedł czas, żeby otworzyć jadaczkę. Zabrałam książkę, którą wcześniej czytałam, bo w końcu nie skończyłam jej czytać w bibliotece, to wezmę sobie ją do domu.
— Dzień dobry. Chcę wypożyczyć. — wymusiłam z siebie i położyłam książkę przed wilkiem.
— Dzień dobry i rozumiem. Miłego czytania. — odparł spokojnym tonem.
Skinęłam głową i zabrałam książkę. Powolnym krokiem doszłam do wyjścia i otworzyłam drzwi. Nagle poczułam, że ktoś o mnie walnął. Zachwiałam się, ale odzyskałam jakoś równowagę, po czym warknęłam cicho. Odwróciłam łeb i zobaczyłam osobnika, który na mnie wpadł.

<Ktoś?>

Słowa: 381
Layout by Netka Sidereum Graphics