Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rena. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2020

środa, 10 czerwca 2020

Od Reny CD. Aarveda

Aarved wydał mi się nawet ciekawy, ale na tamtą chwilę niezbyt ciekawy, aby bardziej go poznać. Zwyczajnie nie było na to czasu. Zamartwiałam się, co zastaniemy przy barierze. Zaczęłam myśleć, co zrobić, aby misja się udała. Nie wątpiłam, że Aarved też może mieć swoje pomysły, ale przyjemnie było mi pomyśleć do przodu.
Stanęliśmy i zauważyłam te "szczury", chociaż bardziej przypominały czarną masę, a nie jakiekolwiek zwierzę. Przeszedł mnie po karku dreszcz. Nie bałam się jednak za bardzo. Bardziej czułam obrzydzenie, ze względu na wygląd szkodników. W dodatku ich piski powoli swoim irytującym tonem świdrowały mi dziurę w głowie. Po jakimś czasie patrzyłam na stworzenia już bezmyślnym wzrokiem, bo zaczęłam rozmyślać, jak je przepędzić od bariery. Poruszyłam uchem na głos basiora.
— Zgadzam się, lepiej to przedyskutować. Właśnie zaczęłam się zastanawiać, jak je przepędzić. Skoro żywią się magią z bariery, to naszą też mogłyby pochłonąć. — odpowiedziałam.
— Racja. — samiec na chwilę na mnie spojrzał, ale potem wrócił wzrokiem na szkodniki.
— Masz rację, co do uszkodzenia ich fizycznie. Ich ciała dziwnie się rozkładają. Nie widać żadnej krwi, albo mazi, po prostu się zapadają pod śnieg, więc dużo sprzątania po tym nie będzie. — spojrzałam kątem oka na samca, czy w ogóle mnie słucha, ale słuchał. Było to nawet miłe. — Możemy zrobić tak, że ktoś najpierw wybiegnie i zwabi je do siebie, aby przestały niszczyć barierę, a potem drugi wilk może zacząć atakować je od tyłu. — nie byłam najlepsza w strategii, ale rzuciłam jakimś pomysłem, aby go udoskonalić.
Tak jak się spodziewałam Aarved trochę udoskonalił mój plan, trochę go pozmieniał, aby nie był do bani i zajęliśmy pozycje. Ja postanowiłam pójść pierwsza, aby sprowokować szkodniki, żeby za mną poleciały. Z początku przyczaiłam się, aby mnie nie zauważyły i w końcu wyskoczyłam na nie i drasnęłam parę pazurami. W dodatku kilka po prostu pacnęłam łapą, aby je rozwścieczyć. Zanim się odsunęłam, aby zacząć biec, to poczułam, jak któryś szkodnik przyssał mi się do tylnej łapy i trochę mnie osłabił. Kopnęłam go chwilę potem i zaczęłam biec trochę wolniej niż zwykle, a kiedy odwróciłam łeb, to spora część szczurów za mną pobiegła, oczywiście nie wszystkie.

<Aarved? Bardzo, bardzo, BARDZO przepraszam za długi czas oczekiwania...>

Słowa: 347 = 22 KŁ

piątek, 24 kwietnia 2020

Od Reny do Aarveda

Wstałam o wschodzie słońca. Szybko przeciągnęłam się i wyszłam z jaskini, aby trochę pobiegać i trochę się rozruszać. Nikt tu za bardzo nie chodził, więc nawet się do siebie uśmiechnęłam, gdy spojrzałam na otaczający mnie krajobraz. Po krótkim biegu przeszłam do truchtu i pochodziłam sobie po Lesie Ayre, aby pozachwycać się naturą. Było nieźle na chwilę się zrelaksować. Przyjemny wiaterek lekko rozwiał mi futro, a zapach drzew był jak zwykle świetny. Zamknęłam na chwilę oczy i wsłuchałam się w szum lasu. Czułam się przez chwilę taka spokojna. Nie miałam jednak zbyt wiele czasu na spacer, bo po śniadaniu zamierzałam pójść na trening.
Podreptałam więc trochę szybciej w stronę Centrum. Miałam wyjątkowo dobry humor, co zatrzymałam jednak dla siebie i nie pokazywałam dla innych. Minęłam parę wilków i poszłam najeść się rybami. Może to za sprawą tego dobrego humoru, ale ryby smakowały mi jeszcze lepiej niż zazwyczaj. Na chwilę usiadłam, aby odpocząć po posiłku. Westchnęłam i spojrzałam w stronę zamku. Nim zdążyłam się zamyślić, podszedł do mnie pewien wojownik i powiedział, że muszę stawić się u przełożonego. Usłyszał tylko coś o mnie, co właśnie mi przekazał i potem od razu odszedł. Przewróciłam oczami z powodu miernej ilości informacji, ale wstałam i pognałam do wilka, który najprawdopodobniej miał dla mnie jakieś zadanie. Myślałam nad tym, czy będę sama, co to za zadanie i czemu akurat ja, a nie ktoś inny.
Moje przemyślenia przerwałam, gdy byłam na miejscu. Zobaczyłam, że poza mną stał jeszcze inny wojownik. Miał jasne futro, ale pierwsze co u niego zobaczyłam to rogi. Zazwyczaj pamiętam wojowników tylko z wyglądu, ten mi gdzieś umknął najwidoczniej, bo niezbyt go kojarzyłam. W dodatku nie dbałam o to, żeby znać imię każdego "znajomego" z pracy. Więc nie zdziwiłabym się, gdybym po prostu zapomniała, że ktoś taki tutaj mieszka. Spojrzeliśmy na siebie i odwróciłam łeb w stronę wilka, który nas wezwał.
— Skoro już jesteście to dostałem informację o tym, że przy barierze znajdują się swego rodzaju wielkie szczury, które osłabiają barierę najprawdopodobniej żywiąc się magią. Na razie straty nie są duże, ale idźcie się z nimi rozprawić, zanim stanie się coś złego. — pokazał nam kierunek, gdzie ostatnio znajdowały się szczury.
Od razu skierowałam się w wyznaczonym kierunku. Nawet do końca nie patrzyłam na to, czy rogaty basior idzie razem ze mną, czy nie.

<Aarved? Wybacz, że takie krótkie.>

Słowa: 379

niedziela, 26 stycznia 2020

piątek, 12 lipca 2019

Od Reny CD. Pandory

— Nie przejmuj się tym wszystkim, co narobiłeś przed chwilą. — mój ton sugerował co innego, niż powiedziałam, ale taka już jestem. Nie jestem dobrym pocieszycielem.
— Mhm. — usłyszałam tylko w odpowiedzi.
Wyglądał lekko zabawnie w tej sytuacji, ale wiem, że takie myślenie jest lekko złe. Nie mogłam się z niego wtedy naśmiewać. Znienawidziłby mnie, a jest jedynym osobnikiem z jakim obecnie rozmawiam i nawet lubię rozmawiać... czasem. On opuścił uszy i skierował się w przeciwnym kierunku, zapewne do swojego domu. Wymieniliśmy się pożegnaniami jeszcze raz i wróciłam do siebie.
Nastał nowy dzień, a promyki słońca wbiły się do jaskini, znaczy w sumie to wstałam zanim to się stało. Miałam koszmar. Taki realistyczny. Biegłam przez ciemny las, aż w końcu złapał mnie cień lub coś tego typu, przebił moje ciało i zobaczyłam moje serce. To było okropne. Wtedy się obudziłam i łzy lekko popłynęły mi z oczu. Musiałam ochłonąć i głęboko odetchnąć. Nie przytrafia mi się mieć często koszmary, ale jeśli już, to bywają brutalne. Może to przez wojsko i presję, jaką nałożyła na mnie matka, wysyłając mnie do takiego miejsca? Miałam trening z rana na Polu Ćwiczebnym. Ogarnęłam się, zjadłam coś i ruszyłam na ćwiczenia. Najpierw była rozgrzewka. Potem trochę pobiegałam, trochę bardzo pobiegałam. Odpoczęłam chwilę i zaczęłam przemieszczać się między kamieniami najszybciej, jak potrafiłam. Na koniec znalazłam miejsce, gdzie poćwiczyłam panowanie nad ogniem. Smuga płomieni poleciała i zrobiła niezłą dziurę w lodzie. Mięśnie mnie bolały, ale to chyba dobrze. Ruszyłam tym razem w stronę Centrum. Zamyśliłam się nieco o moim koszmarze i aż sierść mi się zjeżyła na samą myśl o tym. Ponuciłam coś sobie w głowie na odprężenie i usłyszałam miejski gwar. Nie było jednak dużo wilków. W końcu dalej był ranek. Poszłam do biblioteki po jakąś książkę. Chciałam chwilę poczytać, żeby zapomnieć o całej sytuacji z koszmaru. Po drodze poczułam znajomy zapach. To był Pandora. Chyba gdzieś szedł, bo zobaczyłam jego sylwetkę od tyłu. Z tego powodu, że mi się nudziło, a musiałam się komuś w końcu wygadać o koszmarze, ruszyłam w jego kierunku. Podeszłam od prawej strony i zaczęłam rozmowę.
— Hej... Wybacz, jeśli ci w czymś przeszkadzam, ale chciałabym się... wygadać tobie o czymś. Potem cię zostawię w spokoju. — zaczęłam i skończyłam niepewnie.

<Pandora? Przepraszam za tak długi czas oczekiwania...>

Słowa: 365

środa, 12 czerwca 2019

Od Reny CD. Pandory

— Dystrykt II — szybko odparłam. — Przepraszam, że nie wspomniałam o tym wcześniej.
Ruszyliśmy w kierunku, który wyznaczyłam. Słońce niedługo miało wstać, a ja nie byłam aż taka zmęczona. Może to dlatego, że przesiedziałam prawie że całą imprezę. Zamieniam się w wampira, który w ogóle nie śpi. Chyba. Niedługo będzie to widać. W sumie za co go przeprosiłam? Powinnam po prostu powiedzieć i tyle. Czasem jak coś palnę, to wynikają złe rzeczy. Muszę czasem się opanować.
Minęło trochę czasu, odkąd ruszyliśmy. Wstąpiliśmy na bardzo wczesne śniadanie, bo ja oczywiście musiałam zrobić się głodna, a on w sumie to nie wiem, czy coś zjadł. Słońce raziło mnie w oczy, pomimo, że dopiero wstało. Opuściliśmy Centrum i Skręciłam w stronę mojej jaskini. Pandora szedł na równi ze mną i czekało nas małe wyzwanie. Przynajmniej chyba dla niego. Musieliśmy udać się przez Szklany Most. Ja już się przyzwyczaiłam oczywiście.
— Radzę wysunąć pazury przy tym. Uważaj, żebyś się nie poślizgnął. — wysunęłam swoje pazury i spojrzałam na kompana.
On kiwnął porozumiewawczo głową i uważał podczas wędrówki. Potem nadszedł czas na Las Ayre. Jest on dla mnie pięknym miejscem, które przeważnie jest ciche i spokojne. Te drzewa, śnieg i ogólna aura oraz zapachy, działały na mnie zawsze jakoś uspokajająco. Tutaj nie było wyjątku i nie zastaliśmy wichury, więc poszło gładko. W oddali widniała moja jaskinia. Schowana w małej dolinie, przystrojona różnymi piórami, kamykami na sznurkach i różnymi innymi pierdołami. Pomimo wszystko wyglądała na miejsce przystrojone przez waderę. W środku za wiele się nie różniła. Delikatnie ją przystroiłam, więc jednak dalej wygląda na niedokończoną. Muszę to kiedyś naprawić. Na wewnętrznych ścianach widniały również jakieś rysunki lub napisy, które skrobałam pazurami, jak mi się nudziło. A nudziło mi się sporo w ostatnich dniach. Powoli doszłam do mojego domu i skierowałam się na Pandorę.
— Dzięki. Być może do zobaczenia. — drugie zdanie powiedziałam trochę oschle, ale to z przyzwyczajenia.

<Pandora? Nie martw się. U mnie też ostatnio pomysłów brak.>

Słowa: 307

sobota, 18 maja 2019

Od Reny CD. Pandory

— Z-Zatańczyć? — spojrzałam w podłogę lekko zdziwiona. — Nikt nigdy nie zaprosił mnie do tańca i ja nie umiem... — chciałam się tłumaczyć, ale mi nie wychodziło.
— Spokojnie. — uśmiechnął się lekko do mnie, kiedy akurat poderwałam wzrok.
Co się ze mną dzieje? Tak dawno nie rozmawiałam z kimś dłużej, że zapomniałam, jakie to jest przyjemne. Zaczęliśmy taniec. Musiałam się mylić w krokach, chociaż nie wiem, czy jakieś były. Po prostu spoglądałam na inne wilki. Potem spojrzałam na Pandorę. Ciekawy. On jest ciekawy dla mnie. Znamy się krótko, a ja dobrze się czuję obok niego. Nie mogę przecież. Ten mój popaprany "kodeks" bycia samotnikiem coś się nie sprawdza. Zdawało się, jakby jakaś aura panowała na sali. W dodatku iluzja śniegu była cudowna. O bogowie kiedy ja zaczęłam się zachwycać takimi rzeczami? Raz potknęłam się i wywróciłam, na co nawet parsknęłam śmiechem. Jak już coś ze mnie wypłynęło, to nie kontroluję tych emocji, a w dodatku fajnie jest się pośmiać. Wstałam, otrzepałam się i skończyliśmy ten uroczy według mnie taniec.
— Zaraz wracam. — zwróciłam się do towarzysza i wbiegłam znowu na balkon.
Musiałam ochłonąć. Było mi przyjemnie, aż zaczęłam robić się miękka. Zaczęłam sobie oglądać gwiazdy. Blask księżyca skierował się na moje futro. Uwielbiam noc. Wzięłam głęboki oddech i powiał lekki wiaterek. Na mój pysk wróciła maska obojętności z wielkim trudem. Czasem jestem przygnębiona tym, ale trzeba żyć dalej. Już się przyzwyczaiłam w miarę. Nie będę narzekać. Zawsze mogłam mieć gorzej, a na pewno jest ktoś, kto ma gorzej.
Bal powoli się kończył. Z jednej strony chciałam zostać dłużej, a z drugiej chciałam odbiec od nich. Wiem dziwne. Zasiedziałam się na balkonie. Głosy i muzyka ucichły. Przypomniałam sobie o Pandorze. Wróciłam na salę i właśnie wychodził. Podbiegłam do niego.
— Wybacz, że cię zostawiłam. — zamyśliłam się. — Odprowadzisz mnie? — jakoś tak samo mi wyszło.
Podniosłam szybko wzrok i chciałam się wycofać, ale było za późno.

<Pandora?>

Słowa: 308

niedziela, 12 maja 2019

Od Reny CD. Pandory

Spojrzałam na księgę jeszcze raz. Nie znam się na magii. Bardziej wychodzą mi sztuki walki, jak mam być szczera. Niestety wilk z rogami trochę zafascynował się ów książką.
— Ciekawe. Jak pani na imię? — spytał się po chwili.
— Rena. — odparłam z lekką niechęcią w głosie. — A pan? — zapytałam z czystej ciekawości.
— Pandora. — powiedział krótko.
— Interesujące imię. — mruknęłam do siebie. — Co do książki to nie znam się na magii, więc musisz poradzić sobie sam.
— Rozumiem. — spojrzał na miejsce, gdzie znalazł książkę, a ja zniknęłam za drzwiami, zanim cokolwiek powiedział.
Uciekłam przed nim, nie zaprzeczam, ale nie wydawał się zły. Po prostu poznał już moje imię i część zachowania, a to za dużo. Zaraz pewnie wyniknie z tego jakaś znajomość. Chciałabym mieć komu się wygadać, jednak wojownik nie może mieć słabego punktu w formie przyjaciela lub rodziny. Ciągle sobie to powtarzam, ale to lekkie brednie. Nie całkowicie, ale jak tak dalej pójdzie, to umrę jako stara panna bez szczeniąt i przyjaciół. Westchnęłam, kiedy usiadłam na jakiejś skale. Miał być bal. Musiałam pójść, żeby przebrnąć przez moją aspołeczność. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, jak to się skończy. Skończy się jak zawsze. Jak każdy mój wypad w duże towarzystwo. Wracałam powoli do siebie z lekko opuszczoną głową. Zamyśliłam się i to mocno. Nie zdarza mi się to za często. Musiałam jednak pomyśleć, czy tego chcę. Zdecydowałam, że pójdę, ale głównie dla zasady, że każdy jest zaproszony i byłoby głupio się nie stawić. Może nie spotkam Pandory jeszcze raz, a chciałabym w głębi serca. Wiem to. Zawsze emocje szwankują mi w głowie. Nie wiem potem, co mam myśleć. Weszłam do siebie i zajęłam się czytaniem książki.
Nadszedł ten czas. Wzięłam głęboki oddech i weszłam na salę. Za chwilę miało być przemówienie królowej. Bacznie obserwowałam otoczenie. Kto wie, co się mogło stać. Za bardzo się ingeruje w to. Powinnam się wyluzować i bawić. Trochę byłam sztywna. Czułam to. Podpierałam ścianę podczas tańców. Oczywiście była także uczta. Nie zjadłam za dużo. Poszłam na balkon. Piękne widoki. Muzyka też spoko. Jednak sprawdziły się moje założenia. Nie bawiłam się, jak zwykle. Nie miałam także z kim. Popatrzyłam w ziemię, kiedy wracałam na salę i to był mój błąd. Poczułam, jak stuknęłam głową w kogoś. Podniosłam głowę, a tam był Pandora...
— Teraz ja na ciebie wpadłam. — powiedziałam spokojnym tonem. — Musimy przestać tak na siebie wpadać. — jak zobaczyłam jego pysk, na mój wkradł się mały uśmiech. Rena co ty właściwie robisz kobieto?

<Pandora?>

Słowa: 400

środa, 8 maja 2019

Od Reny

Zbudziłam się i delikatnie przeciągnęłam. Ziewnęłam, otwierając szeroko pysk i wyszłam na świeże powietrze. Było nawet miło. Przyjemny wiaterek. Może tylko dla mnie przyjemy, ale kto wie. Miałam trochę czasu. Udałam się na śniadanie z lekko opuszczoną głową. Parę wilków zaczepiało wszystkich dookoła, mówiąc zwykłe: „Dzień dobry!", a moja reakcja była jak zwykle, spojrzałam pustym spojrzeniem i poszłam dalej, przy tym fukając pod nosem.
Ryby były dobre. Najadłam się. Podziwiam po kryjomu te wszystkie pary i grupki. Jak oni mogą tak po prostu sobie stać i gadać? Ja chyba nigdy nie będę spokojna na ten temat. Mój wzrok często wędruje pomiędzy jakieś wydarzenia. Za to ja zawsze trzymam się z tyłu. W sumie takie już przyzwyczajenie. Po co mam z kimś rozmawiać, skoro mogę znaleźć tego kogoś martwego dwa tygodnie później? Jeszcze mi się smutno zrobi, a nie powinnam tak reagować, ale też mam uczucia do cholery, więc czemu zgrywam taką złą? Wojownik ma być twardy jak skała. Na zewnątrz i wewnątrz, ale ja ciągle mam ochotę pokazywać emocje. Chociaż ciągle to złe słowo. Czasami może by tu bardziej pasowało. Zebrałam się po jakimś czasie i ruszyłam do biblioteki.
Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam drzwi. Minęłam kilka wilków i podbiłam do jakiejś półki. Lubię przebywać w bibliotece. Można coś w spokoju poczytać bez natrętów, którzy będą pytać: „Kiedy w końcu się do nas odezwiesz?". Odpowiedź brzmi: nigdy. Najpewniej. To nie tak że wszystkich tak zlewam, czasem oglądam się za kimś, jak do mnie mrugnie lub zaczepi, ale nie zaczynam rozmowy. Chociaż wszystko zależy. Wzięłam sobie jakąś książkę związaną z miłością. Tak, wiem. Tylko tego mi tutaj brakowało, ale uwielbiam czytać o takich rzeczach. Poezja też nie jest najgorsza, ale wolę coś w formie powieści jeżeli już. Usiadłam i oddałam się w wir czytania.
Minęło trochę czasu. Nadszedł czas, żeby otworzyć jadaczkę. Zabrałam książkę, którą wcześniej czytałam, bo w końcu nie skończyłam jej czytać w bibliotece, to wezmę sobie ją do domu.
— Dzień dobry. Chcę wypożyczyć. — wymusiłam z siebie i położyłam książkę przed wilkiem.
— Dzień dobry i rozumiem. Miłego czytania. — odparł spokojnym tonem.
Skinęłam głową i zabrałam książkę. Powolnym krokiem doszłam do wyjścia i otworzyłam drzwi. Nagle poczułam, że ktoś o mnie walnął. Zachwiałam się, ale odzyskałam jakoś równowagę, po czym warknęłam cicho. Odwróciłam łeb i zobaczyłam osobnika, który na mnie wpadł.

<Ktoś?>

Słowa: 381

Rena

Snow-Body


Wolę umrzeć za kogoś, niż pozwolić, żeby ktoś umarł za mnie.

Imię: Rena
Ród: Ród Ihnir
Wiek: 4 lata 6 miesięcy
Płeć: Wadera♀
Rasa: Fenris
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Wojownik Lądowy
Charakter: Samica wychowywana była na duszę bez emocji. Matka posłała ją do wojska, więc co się dziwić. Na wierzchu jest to twarda, uparta i czasem wredna wadera. Nie pokazuje swoich słabości. Stara się nie okazywać także emocji. Jest lojalna, odważna i wytrwała. Nie boi się skrzywdzić wroga. Nie zabija oczywiście dobrych osobników. Kiedy ma swoje zdanie, potrafi wykłócać się nawet z dowódcą. Ciekawość to jej przekleństwo. Często pcha się tam, gdzie nie powinna. Narobiła sobie przez to trochę kłopotów i wrogów w przeszłości. Zgrywa niedostępną i często chłodną na uczucia, jednak w środku jest z niej naprawdę miła wilczyca. Rena uwielbia towarzystwo, ale nie chce z nikim bliżej się zaprzyjaźnić lub w kimś zakochać, bo nie chce tego kogoś stracić. Pod grubą warstwą twardej panienki ukrywa się ciepła i łagodna dusza. Czasem zdarza się, że jakaś emocja z niej wypłynie. Niekiedy to radość, ale też smutek, a tego drugiego nie umie do końca opanować. Nie jest wybuchowa. To raczej wybuchowość połączona z opanowaniem i spokojem. Taka dziwna mieszanka. Próbuje odpychać innych od siebie, warknie, wystawi zęby lub fuknie w jego lub jej stronę, ale jeśli ktoś z nią tyle wytrzyma, że się zaprzyjaźnią, to może się komuś takiemu zwierzyć i bardziej pokazywać swoją wewnętrzną stronę, a w końcu jak dojdzie do miłości, to będzie bardzo uczuciowa i nigdy nie zdradzi swojego wybranka. Potrafi się nawet dla niego poświęcić. Jeśli coś jej się stanie, to będzie cię upewniać, że nic jej nie jest. Będzie grać twardą z każdą raną, nawet taką głęboką, ale i tak nikt się jej nie słucha i większość chce jej pomóc.
Wygląd: Jest to czarna wadera. Jednak jej futro mieni się w blasku księżyca na kolor fioletu i sprawia to dobrą imitację nocnego nieba. Rena jest zdecydowanie większa i silniejsza od innych samic. Nie dorównuje aż tak bardzo basiorom, ale na pewno jest jej trochę bliżej do nich, niż do kruchej wilczycy. Podchodząc z rasy fenris odziedziczyła dobrze zbudowane ciało. Jej gęste futro udało przystosować się do zimna, a jej żółte oczy często obserwują bacznie otoczenie. Silne łapy wyposażone są w pazury, które chowa na co dzień. Chodzi zwyczajnie. Chociaż bardziej przybrała chód skradania się. Na jej pysku zazwyczaj nie widnieje żadna emocja. Nie uśmiecha się często i nie złości przynajmniej na zewnątrz. Trochę może wydawać się groźna z wyglądu, bo częściej jednak pokaże zęby i warknie na kogoś.
Żywioł: ogień, metal
Moce:
- panowanie nad ogniem,
- produkowanie metalowych kolców dla obrony, którymi może rzucać, jednak męczy się przy robieniu więcej niż trzech sztuk, nie są też one bardzo duże,
- ogłuszenie kogoś na max. 1 minutę poprzez wycie,
- któraś z kończyn może zamienić się w metal przez 10 sekund i może to wykorzystać do walki, ale za to przez 2 dni ta kończyna będzie ją boleć,
Rodzina: Jej matka Noe gdzieś sobie mieszka. Ojciec Ray umarł, jak Rena miała 2 miesiące, więc niezbyt go pamięta, a rodzeństwa nie ma.
Partner: Udaje, że nie obchodzą jej uczucia, a w głębi serca marzy o partnerze
Potomstwo: Nie posiada.
Miejsce Zamieszkania: Dystrykt II, Jaskinia znajduje się za Lasem Ayre, przedtem trzeba przejść przez Szklany Most. Jest to średniego rozmiaru jaskinia, schowana w małej dolinie, przystrojona różnymi piórami, kamykami i kryształami na sznurkach. Na wewnętrznych ścianach widnieją również jakieś rysunki lub napisy wyskrobane pazurami. Niedaleko wejścia, trochę schowane znajduje się miejsce do spania. Całość prezentuje się nawet skromnie, ale wygląda na mieszkanie przystrojone przez waderę.
Patron: Eruzan
Umiejętności:

Intelekt: 15 | Siła: 20 | Zwinność: 16 | Szybkość: 13 | Latanie: 0 | Pływanie: 9 | Magia: 9 | Wzrok: 7 | Węch: 6 | Słuch: 6 |

Historia: Urodziła się w watasze, która potrzebowała wojowników. W młodym wieku została wysłana przez swoją matkę do wojska. Rena przez pierwszy czas miała za to za złe Noe, ale została uświadomiona, że jej rasa idealnie nadaje się na wojownika. Zaczęła szkolenie i radziła sobie bardzo dobrze. Miała nie okazywać żadnych emocji i swoje słabości również miała trzymać dla siebie. Stała się jedną z najlepszych, ale nie chciała być najlepsza. Po jakimś czasie zaczęło ją to męczyć. Jej wataha, jej matka i ogólnie wszyscy wymagali zdaniem Reny od niej za dużo. Przytłoczona tym wszystkim wadera uciekła ze swojej watahy i błądziła po okolicy. Dużo razy jej się dostało, za wtrynianie się w nie swoje sprawy. Nigdy jednak się nie ugięła przed ciosem, a nawet oddawała oprawcom. Dołączyła do Królestwa Północy po długiej, samotnej wędrówce.
Inne:
- Może nie widać z jej charakteru, ale Rena uwielbia czytać.
- Podczas treningów przylgnął do niej pseudonim Renuś, który żartobliwie albo bardziej ironicznie nadali jej inni wojownicy.
- Zawsze przeszkadzało jej, że nie ma skrzydeł. Chciałaby nauczyć się latać.
- Jej słabością jest to, że jak się zakocha, to może stracić dla niego całkowicie głowę. Nie będzie aż tak mocno się skupiać, dopóki ten ktoś nie zostanie jej partnerem i jest w stanie poświęcić wszystko dla swojego kochanka.
Autor: Howrse: Storczyk2328 | Czat: Renuś
Layout by Netka Sidereum Graphics