Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nevt i Askalio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nevt i Askalio. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 maja 2019

Od Nevt CD. Askalio

Burza trwająca w mojej głowie powoli cichła, gdy patrzyłam na tego basiora. Był taki wspaniały. Widziałam w jego zachowaniu gniew, ale widziała też troskę i smutek. Cała ta scena, jego postawa, każda rzecz, którą dla mnie robił wzbudzała we mnie uczucie wdzięczności. Jego obietnica mnie poruszyła. Nie byłam pewna, czy da radę jej dotrzymać, nie byłam też pewna czy chcę, by jej dotrzymał, ale samo wypowiedzenie tych słów przez mojego narzeczonego sprawiło, że przyjemna ulga spoczęła mi na barkach. Rozluźniłam się trochę i odetchnęłam głęboko wciąż patrząc Askalio w oczy. Szczerość i miłość, takie piękne uczucia, które tak wyraźnie w nich widziałam i które zdawały się przepełniać go w tamtym momencie zmusiły mnie do zebrania się na odwagę i pokazania mu lekkiego uśmiechu. Zbliżyłam powoli głowę i polizałam delikatnie narzeczonego w policzek, po czym wtuliłam się w jego klatkę. Objął mnie delikatnie i także mnie przytulił.
- Mogłabym… mogłabym u ciebie zostać? Proszę… Nie mam ochoty… - pokręciłam głową i mocniej wtuliłam się w basiora - nie jestem gotowa tam wrócić.
- Dobrze że sama prosisz, bo i tak bym się nie wypuścił. Zostań ze mną, proszę. Co prawda muszę jeszcze dokończyć kopać, ale twoje towarzystwo będzie nieocenione.
Uśmiechnęłam się wciąż tuląc mojego poetę. Myślałam jak wielkie mam szczęście, że on jest przy mnie, że czuje do mnie to , co ja do niego. Gdy myślałam o wszystkim co się ostatnio stało czułam jak miłość do niego rozlewa mi się w sercu ciepłym, miodowym wodospadem. Chciałam pomóc jakoś w jego pracy. Nie mogłam przecież siedzieć bezczynnie, gdy on będzie kopać dalej w tej zmarzniętej ziemi. Wiedziałam jednak, że w tym mu nie pomogę. Byłam zbyt obolała na taką pracę. Odsunęłam się więc odrobinę, chcąc rozejrzeć się po norze, lecz zauważyłam, że okala nas roślinność. Zrozumiałam, że to pewnie Askalio chciał zapewnić mi więcej ciepła. Jaki on jest kochany… No teraz, to zdecydowanie muszę coś dla niego zrobić. Zajmę też przy okazji myśli. Spróbowałam więc inaczej.
- A co zrobisz, jak skończysz kopać?
Askalio spojrzał na mnie po czym zapatrzył się w jedną z ścian z roślin i zaczął powoli wyliczać.
- No…  Po powiększeniu nory chciałem umocnić ją czymś i ogrzać, więc będę potrzebował zapolować na jakieś zwierzęta, które mają przyjemne futro…
- Ja się tym zajmę! – zaproponowałam ochoczo przerywając mu w pół zdania. Bardzo podobał mi się pomysł pomocy mu w tak prosty sposób jak polowanie na futra. Szczególnie, że znałam pewne miejsce, w którym mogłam znaleźć wyjątkowy jego rodzaj, który dałby Askalio dużo ciepła i byłby na tyle duży, że mógłby pokryć podłogę.
Askalio nie wyglądał na przekonanego. Zrozumiałam, że nie chce mnie puścić samej. Nie miałam pretensji, bo sama bym na jego miejscu nie chciała się puścić. Pomyślałam jednak, że podczas tego polowania mogłabym uporządkować sprawy równocześnie załatwiając sprawy dla ukochanego. On miałby lżej i ja miałabym lżej. W sumie mogłoby to pomóc nam obojgu… Albo zaszkodzić. Jednak wolę być optymistką. Nawet teraz. Spróbowałam go więc przekonać.
- No proszę cię. Robisz dla mnie tak dużo, że czuję się źle nie mogąc ci w niczym pomóc. To tylko małe polowanie na futra… Obiecuję, że nic mi się nie stanie. Będę bardzo uważać. I nie będę daleko chodzić. Wrócę zanim się obejrzysz. Będziesz mógł zrobić trochę pracy, a ja zrobię coś pożytecznego nie przeszkadzając ci przy okazji. No prooooszeeeeę.
Zrobiłam (jak miałam nadzieję) słodkie oczy szczeniaczka i spojrzałam na Askalio w oczekiwaniu na jego odpowiedź. Wahał się przez chwilę lecz w końcu z ociąganiem i wyraźną niechęcią pozwolił mi iść. Wpadłam mu w ramiona i pocałowałam.
- Wrócę zanim się obejrzysz. – Obiecałam i wyszłam z nory wprost na chłodne powietrze poranka. 


<Askalio? Wrócę nocą i wszystko ci opowiem.>

Słowa: 603

wtorek, 21 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

W skupieniu słuchałem co próbuje mi powiedzieć wadera. Czekałem aż dokończy zdanie, obawiając się co nadejdzie na jego końcu. Czarne ptaszysko, które przesłoniło mi niebo tamtej nocy miało rację. Smoliste skrzydła nigdy nie zwiastują nic dobrego. 
Poczułem jak cały zaczynam trząść się w gniewie, kiedy usłyszałem, co prawie stało się Nevt.
- Że co chciał? - wycedziłem przez zęby, wściekły, targały mną emocje. Nawet pogoda szalała na zewnątrz. Słyszałem jak porywisty wiatr targa biednymi drzewami jakby chciał wyrwać je z korzeniami, albo przynajmniej ściągnąć z nich wszystkie liście. Czyżby i ziemia zaczęła się trząść, a może mi się to jedynie wydawało? - Jak śmiał?! - nerwowo obróciłem się, biegając wzorkiem po ciemnym pomieszczeniu, w zdenerwowaniu potrącając kamyk leżący u mych łap. Pnącze, które wciąż wszędzie się wiło owinęło się wokół niego, krusząc go. Natychmiast podszedłem do ukochanej, zamykając ją w szczelnym uścisku. Jej głowa znalazła się na moim barku. Kto w tym momencie drżał. Ja, czy ona? A może tkwiliśmy nieruchomo jak słońce, a to świat ruszał się wokół nas? Ileż to myśli biegało mi teraz w głowie, ileż było nieujarzmionych, przerażonych i uciekających niczym spłoszone dzikie konie. Przed oczyma pojawiały się straszliwe obrazy, jakbym to zaraz miał stracić swą życiową miłość. - Na wszystkich Bogów, Nevt – szepnąłem ociężale, jakby na słowach mych ciążył jakiś czar. - Gdyby tylko coś ci się stało. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył, najdroższa.
Może nie powinienem był tak szybko wtedy odchodzić? Tak tego zostawiać? Mogłem się przecież spodziewać, że jej ociec będzie w domu.
- Już go nie ma – odparła, lecz w jej głosie nie usłyszałem ja żadnej barwy. Jakby na dźwięk jej pustego tonu miało zaraz zapaść się niebo. Och skarbie.
- Jakoś sobie poradzimy, będzie dobrze. Nie pozwolę, abyś musiała więcej o tym myśleć – chwyciłem ją za podbródek, każąc sobie spojrzeć w oczy. W jej źrenicach ujrzałem nutę niepewności, lecz wadera pokiwała mi głową w akcie zaufania.

<Nevt? Tak jak pisałem z tym moim problemem>

Słowa: 316

czwartek, 16 maja 2019

Od Nevt CD. Askalio

Zdarzało się podczas mojego, nie przeczę, długiego snu, że wypływałam na granicę świadomości. Zauważałam wtedy przyjemne ciepło, które towarzyszyło mi za każdym razem, gdy się przebudzałam. Nie śniłam o niczym konkretnym. Raz na jakiś czas odwiedzały mnie jakieś stare wspomnienia. Widziałam też Askalio, który podchodził do mnie ostrożnie i szturchał mnie nosem. Widziałam piękne Ulove o zachodzie słońca, ale zdarzały się też momenty w których nie widziałam nic. Nic oprócz czerni. Wtulałam się wtedy mocniej w źródło mojego ciepła i starałam się nie myśleć o czarnej dziurze, która pochłonęła mojego ojca. Obudziłam się właściwie nie wiem kiedy i nie wiem gdzie. Moje oczy odmawiały współpracy, zaklejone śpiochami i suche po nocy. Pewnie co jakiś czas nadal płakałam. Było mi ciepło i wygodnie. Poczułam czyjś oddech na karku i zamarłam. Wilk ten oddychał spokojnie i miarowo. Wywnioskowałam, że śpi. Ostrożnie więc przetarłam oczy łapą dostatecznie dobrze, by móc je otworzyć i dać im się przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy. Gdziekolwiek byłam, było ciemno i ciepło. Spróbowałam przypomnieć sobie wydarzenia i zorientowałam się, że wypadłam z portalu nocą w nieznanym mi miejscu. Przypomniał mi się cień zmierzający w moją stronę, a więc wilk, który leżał za mną był najprawdopodobniej moim tajemniczym wybawcą. Musiał zabrać mnie do siebie. To miłe z jego strony. Jego lub jej oczywiście. Ciekawość mnie wręcz zżerała. Może i byłam nadal zmęczona, ale wyspałam się już wystarczająco. Te zmęczenie wynikało bardziej z psychiki. Postanowiłam na razie nie myśleć o tym i zająć się czymś co odciągnęłoby mój umysł. Ostrożnie więc spróbowałam wstać, lecz gdy tylko moje mięśnie się napięły, poczułam poruszenie za moimi plecami. Najwyraźniej wilk tylko przysnął i mogłam go łatwo zbudzić. Nie lubię za bardzo być budzona, więc staram się nie budzić innych. Spróbowałam inaczej. Odwróciłam lekko głowę, by kontem oka spojrzeć na osobę za mną. Nie było to najlepsze rozwiązanie, bo nie widziałam całego wilka, a tylko jego fragment, ale nawet fragment wystarczył mi, żeby zrozumieć, kto mnie tak tuli. Mój biały narzeczony z blizną na lewym oku nie mógł być pomylony prze ze mnie z nikim na tym świecie. Wyglądał uroczo kiedy spał, choć brwi miał leciutko ściągnięte. Pewnie zmartwiłam go tym nagłym pojawieniem się w tym stanie. Którykolwiek Bóg za to odpowiada, dziękuję mu lub jej, że ze wszystkich wilków to właśnie on mnie znalazł. Choć w sumie to dość logiczne. Moja podświadomość musiała otworzyć portal właśnie do niego, gdy ostatkiem sił wyszłam z wymiaru pomiędzy. Nazywam go wymiarem mimo, że to sprytna sztuczka czasoprzestrzenna, polegająca głównie na percepcji miejsc, które są mi znajome i które widzę jako jednego punktu, ale to skomplikowane. Miedzy innymi dlatego jest to niebezpieczna sztuczka dla niewtajemniczonych. Podświadomie chciałam się przy nim znaleźć. Na mój pysk wstąpił smutny uśmiech, gdy w moim umyśle pojawiło się zbłąkana prawda. Mam tylko jego. Przeciągnęłam lekko łapy, napinając mięśnie i rozluźniając je po chwili. Nie przejmując się już więcej budzeniem przekręciłam się do takiej pozycji, w której mogłam polizać po policzku mojego poetę, budząc go przy okazji. Stwierdziłam równocześnie zastanawiając się jak on by mnie zbudził, że jego pobudki mogę nawet polubić. Położyłam się na drugim boku, by zetknąć się nosem z ukochanym.
- Dzień dobry Askalio. Jeśli jest dzień. – postarałam wykrzesać z siebie radosny uśmiech, ale chyba wyszedł mi tylko grymas – Jak się spało?
- Nevt, co się stało? Nic ci nie jest?
- Przepraszam. Musiałam cię zmartwić. Nie, prawie nic mi nie jest. Mam kilka mocniejszych siniaków, ale tak to tylko wycieńczenie. Użyłam za dużo magii, poczułam za dużo naraz.
- Chcesz mi opowiedzieć co się stało?
Westchnęłam więc i podniosłam się ciężko. Po prawdzie nadal wszystko mnie bolało, ale postanowiłam usiąść. Askalio poszedł w moje ślady i przysiadł się koło mnie. Położyłam mu głowę na ramieniu i zapatrzyłam w jeden punkt.
- Gdy wróciłam do domu byłam pod wrażeniem twojej odwagi. Postanowiłam pójść za twoją radą. Wiedziałam, że miałeś rację i czułam to, więc zamknęłam rozdział. Chciałam, żebyśmy otworzyli nową księgę. Pamiętasz? Nie zrozum mnie źle, to nie tylko ze względu na to. Sama byłam już zmęczona ukrywaniem tego i chciałam to zrobić od dawna, a ten wieczór wydawał mi się być tak szczęśliwy, że wszystko zdawało się możliwe. Pomyślałam, że to też może nie być wyjątkiem. Byłam gotowa, a myśli o tobie dodawały mi sił, więc zebrałam się i… powiedziałam ojcu. – Kontem oka widziałam malujące się na pysku basiora pytanie, którego nie mógł sformułować. Oszczędziłam mu więc trudu i odpowiedziałam na nie, zanim musiałby sam je zadać. – Nie, nie zareagował dobrze… Właściwie to zupełnie się nie spodziewałam aż takiej reakcji. – Walczyłam chwilę ze sobą, by wypowiedzieć te słowa, które zaraz miały paść. Czułam, że powiedzenie tego równałoby się z przyznaniem, że to co się działo było prawdą, że to nie był tylko koszmar. Wiedziałam jednak, że koszmary nie zostawiają siniaków. Podniosłam więc głowę, by spojrzeć narzeczonemu w oczy i wypowiedziałam te zdanie, które tak mi ciążyło. – Askalio, on próbował mnie zabić.


<Askalio?>

Słowa: 812

środa, 15 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Łapy aż mnie mrowiły z ekscytacji. Spacer do domu wydał mi się niczym łaska zesłana prosto z nieba, choć wierzący aż tak wielce nie byłem. Ateistą też nie, raczej klasyfikowałem się gdzieś pomiędzy. Gdybym był książką w bibliotece miejsca pod tym względem dla mnie by nie było. Raczej znalazłbym się w jakiejś sekcji ogrodniczej. Umarza mi to na duchu, gdy planuję wydać tomiki poezji. 
- Deski teatru powitają wysłannika inspiracji, błogosławionego przez Mokashi! -powiedziałem wskakując na skałę i przybierając na niej dumną pozę. Skoro zyskałem wilczycę mego życia po sławę mogę też sięgać, przeciwności losu mi nie straszne gdy ma luba przy mnie będzie. Wrona, które zerwała się z drzewa przykuła mój rozanielony wzrok, a jedna z łap poślizgnęła się. Wylądowałem na plecach, widząc jedynie nocne niebo, kilka drobnych koron drzew i gwiazdy. Jedynie trzepot skrzydeł mówił mi jeszcze o obecności ptaszyska. Uśmiechnąłem się do krajobrazu, podnosząc się z zimnego śniegu. Czarnoskrzydłe stworzenia nigdy nie zwiastują nic nowego. Napisałbym o nich kojący wiersz, gdyby to nie równało się pogwałceniu wszelkich praw poezji!
Ptak ten jednak przypomniał mi jedną z moich dziecinnych wypraw do lasu. Siedziałem wtedy w zagłębieniu, otoczony przez krzaki, czułem się jak w fortecy, liście były nawet nade mną. Wertowałem już kolejną stronę książki, dając się wciągnąć lekturze. Wtedy na jej szczucie wylądowała sikorka, nucąca swoją słodką pieśń. 
To miłe wspomnienie. Ale przypomniało mi, że gdy w pełni powiększę norę (a jeszcze jednak trochę mi brakuje, żeby móc się w niej swobodnie przechadzać) będę musiał czymś ją umocnić. Od ziemi zimno bardzo ciągnie. Oczywiste, że nie zapalę ognia. Nawet nie z powodu ognia, a dymu. Choć gdyby nie ten problematyczny żar mógłbym podgrzać w nim kamienie, które dałyby jakieś ciepło, chociaż minimalne. No i będę musiał zapolować na zwierzęta. Dobrym pomysłem będzie sprzedać potem ich mięso. W końcu ile saren mi potrzeba? Chcę tylko skóry, choć nie powiem, najbardziej przydałaby mi się taka z jaka, ale ani mnie teraz na taką nie stać, ani nie dam rady polować na takie zwierzę. 
Rozmyślając nad renowacją mojego nowego mieszkanka nawet nie zauważyłem kiedy zdarzyłem dotrzeć nad Ulove. Nie było tu nawet chwili, kiedy wiałby wiatr. Jakie to cudowne uczucie, kocham tu wracać.
Zaniepokoiła mnie sylwetka wilka leżącego na ziemi. Nie tracąc chwili podbiegłem do leżącej osoby. Przesiąkło mnie przerażenie z chwilą gdy zrozumiałem, że to Nevt. Błysnął mi tragiczny dzień, gdy widziałem w takiej pozycji leżącą moją rodzinę. Padłem przy niej, chwytając ukochaną za głowę, delikatnie pocierając po jej mokrych policzkach. Przenikając do jej głowy udało mi się zdobyć kilka informacji. Nie żyła, a zasnęła. Dzięki Bogom. 
Nie mogłem tak zostawić wilczycy. Zarzuciłem ją sobie na plecy, starając się nie zrobić jej krzywdy. Powolnym krokiem zbliżyłem się do mojej nory. Ostrożnie, kawałek po kawałku udało mi się ułożyć waderę w środku. Wyglądała jakby uleciało z niej życie. 
- Nevt, Najdroższa – trąciłem jej pysk nosem – Co ci się stało?
Nie wiedziałem co robić w tej sytuacji, to co było w stanie mnie uspokoić to fakt, że dowiedziałem się, że to jedynie sen. Ułożyłem się wokół narzeczonej, chcąc w jakiś sposób ją ogrzać. Nie myśląc za wiele pozwoliłem pnączom wyrosnąć z podziemi, otaczając nas w szczelnej kuli. Mogliśmy mieć dostęp do tlenu, ale zimno do nas nie. 
- Martwię się – rzuciłem, liżąc ją po policzku. Nie zmrużę oka, to pewne. Muszę się dowiedzieć co się stało.

<Nevt?>

Słowa: 554

wtorek, 14 maja 2019

Od Nevt CD. Askalio

Patrzyłam za odchodzącym narzeczonym i nie mogłam uwierzyć. Odwrócił się by jeszcze raz mnie zobaczyć. Kochałam tego wariata, naprawdę go kochałam. Westchnęłam, gdy ostatni raz pokazał mi swój uśmiech i odszedł. Odwróciłam się i weszłam w końcu do domu. W moim brzuchu wciąż falowały motyle na wspomnienie tego pięknego wieczoru. Przyglądałam się naszyjnikowi, gdy nagle usłyszałam głos dochodzący z jednego z pokoi.
- Nevt? To ty? Myślałem, że od dawna śpisz w swoim pokoju. Przyjdź no tutaj.
To był mój ojciec. Spojrzałam na naszyjnik po raz ostatni. Przełknęłam ślinę. Askalio był dziś odważny. Naprawdę odważny. Odwaga to tak ważna cecha, która jest trudna do znalezienia i jeszcze trudniejsza do utrzymania. Dziś był długi dzień, pełen uczuć i niespodzianek, a szczęście mi dopisywało. Mój poeta kiedyś mi coś doradził. Myślę, że miał rację. Otworzyliśmy tego wieczoru wspólnie nową księgę, ale nie przewrócę kolejnej strony, jeśli nie znajdę teraz w sobie odwagi, którą tak się wykazał Aska. Czas zamknąć stary rozdział, który cytuję już na pamięć. Wzięłam parę głębokich wdechów przed tym, co miało się zaraz zdarzyć. Jak to się potoczy? Namphirze, broń mnie, Eruzanie daj mi siłę, a ty Kateris, spraw by mi wybaczył. Ruszyłam do pokoju mego ojca. Zastałam go na posłaniu z księgą na łapach. Czytał spokojnie przy świecy, a gdy weszłam nawet nie oderwał wzroku od lektury.
- Słucham cię, czemu przyszłaś tak późno? – Zapytał ojcowskim tonem.
Biłam się chwilę z myślami. Stres nie odpuszczał mi ani na chwilę. Dotarło do mnie, że się boję. Odrzuciłam jednak to uczucie i zastąpiłam je odwagą. Zamknę ten rozdział, co by się nie stało. Czekałam wystarczająco długo.
- Byłam na Zimowym Balu.
Ojciec zatrzymał się i w końcu powoli podniósł wzrok. Zmierzył mnie od stóp do głów. Wyprostowałam się pod tym spojrzeniem. Strach jest dziś moim wrogiem. Moje serce jednak galopowało w mojej piersi bez mojego pozwolenia, a gdy wzrok Sabrona zatrzymał się na naszyjniku, zamarło. Wiedziałam, że zaraz zapyta, dobrze, że przynajmniej nie zauważył jeszcze bransolety. Czemu wszyscy jej tak nie lubią? Czyżbym źle w niej wyglądała? Zaśmiałam się w duchu, najwyraźniej kiepsko żartuję gdy jestem zdenerwowana.
- Co to za wisior?
- Nie o tym chcę porozmawiać.
- Odpowiadaj jak cię pytam. – warknął Sabron. – Mówiłem ci tysiąc razy, że tak robią dobrze wychowane wilki. – wrócił jednak szybko do ojcowskiego tonu, gdy zauważył, że nie powinien się tak unosić z powodu nowego wisiorka.
- Jeśli musisz wiedzieć, to naszyjnik zaręczynowy. Ojcze, porozmawiajmy o…
- Zaręczynowy? Z kwiatów? – zaśmiał się - Przecież zaraz zwiędną. Jesteś taka głupiutka, jeśli przyjęłaś tą rzecz na znak oświadczyn. To wspaniale, że znalazłaś sobie kogoś, ale ten naszyjnik świadczy tylko o tym, że jego uczucie umrze, tak jak te kwiaty.
- One nie zwiędną ojcze. – wzięłam głęboki oddech – Są magiczne.
- Słucham!
Sabron zerwał się z miejsca, a w jego oczach błyszczał gniew i zaskoczenie. Może powinnam zdjąć naszyjnik przed tą rozmową, ale obiecałam, że go nigdy tego nie zrobię. Poza tym nie chciałam go zdejmować, dodawał mi odwagi. Odciągał nas jednak od tematu. Od czasu naszej rozmowy z Askalio zastanawiałam się jak mogę łagodnie przekazać prawdę ojcu i nigdy nie wyglądało to w ten sposób. Mój ojciec bowiem z nieznanego mi powodu nienawidził magii. Uważał ją za grzech, a jako uczeń wiary uważał, że za grzechy trzeba karać. Zabraniał mi się jej uczyć, używać jej a nawet o niej wspominać. Mówić nie wolno nam było także o matce, a na sam dźwięk słowa „dziadek” jeżyło mu się futro na karku. Nie rozumiem go, magia jest przecież wspaniała.
- Jest magiczny – powtórzyłam – zupełnie jak ja. Ojcze, chcę ci o czymś powiedzieć.
- Może powiedz mi o tym, że moja córka przyjęła oświadczyny od jakiegoś magicznego grzesznika!
- Magia nie jest grzechem ojcze! To piękna dziedzina życia, którą można używać do wielu wspaniałych rzeczy.
- Co powiedziałaś?
Ojciec zrobił krok do przodu, był naprawdę zdenerwowany. Ups. Ale teraz nie ma odwrotu. To dziś jest ten dzień.
- Powiedziałam, że magia to najcudowniejsza rzecz, jaką udało mi się poznać, na równi z narzeczonym, ale to inna kwestia. Chciałam ci to powiedzieć od dawna... Uczę się magii. - Spojrzałam w oczy ojca, w których znalazłam ogromny gniew. Nie przestawałam jednak mówić, bo gdybym teraz przerwała, odebrałoby mi głos, a ojciec miałby szansę się odezwać. – Nie, nie tylko się jej uczę. Jestem w niej naprawdę niezła. I nie pracuję jako pomocnik bibliotekarza. Jestem Magiem Białej Magii, oraz zamierzam niedługo zostać Wielkim Magiem. A właściwie najwspanialszym z Wielkich Magów i nikt mnie nie powstrzyma.
Ojciec ryknął z furią. Sierść na jego karku się zmierzwiła. Cisnął książką przez cały pokój. Stanął nisko na łapach i spoglądał na mnie. Przypominał mi dzikie zwierzę. Przeraziłam się tą myślą.
- Wielkim Magiem powiadasz? A jak zamierzasz tego dokonać co? Zabijesz kogoś, jak zrobił to potwór, hę?
- Zabiję? Potwór? O czym ty mówisz ojcze? Ja przecież…
Zaczęłam nieśmiało, lecz nie dane było mi skończyć, ponieważ stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam. Sabron skoczył na mnie z wyszczerzonymi kłami. Przerażenie wzięło górę nad wszystkimi moimi zmysłami i myślami. Próbowałam się bronić. Udało mi się jakoś zrzucić basiora z siebie i wstać. On jednak też wstał. W głowie miałam jedno słowo, które odbijało się echem i powracało z każdym ruchem ojca. Szalony. Co on wyprawia?
- Ojcze… co ty… co ty robisz? – Zapytałam jąkając się lekko.
- Od kiedy uczysz się tego cholerstwa?
- Od kiedy… to…
- Odpowiadaj! – Warknął na mnie wściekle.
- Znalazłam kiedyś zeszyty dziadka… - Ognisty błysk zaistniał w spojrzeniu Sabrona, poniewczasie zauważyłam, że wspominanie o tych zeszytach było chyba błędem, ale co się stało, to się nie odstanie, nie mogłam cofnąć swoich słów.
- Dziadka!? – Wzrok Sabrona stał się rozbiegany, jakby analizował coś bardzo złożonego, czego nie mógł rozwikłać przez lata i nagle znalazł ostatni fragment układanki. – Kiedy… Kiedy je znalazłaś?
- Jakoś… Jakoś dwa lata temu…
Saborn znów skupił wzrok na jakimś punkcie w podłodze.
- Dwa lata… - powtórzył cicho – grzeszyłaś przez dwa lata. Uczyłaś się z zeszytów potwora, może nawet go podziwiałaś! I ukrywałaś prawdę przede mną. Wiesz, że magia to najgorszy z grzechów. Ona doprowadza do rzeczy strasznych. Musisz zostać ukarana. Tak… kara, musisz dostać swoją karę. Jeśli Bóg cię jeszcze nie ukarał, ja to zrobię. Ukarzę cię, zanim będzie za późno.
- Za późno na co? Jak to mnie ukarzesz ojcze? Za co? Za magię? Jestem przekonana, że źle do tego podchodzisz…
Ojciec podniósł na mnie wzrok, a ten odebrał mi głos. Nie widziałam w nim żadnej litości. Czułam od niego tylko chłód i mrok. Byłam zdezorientowana jak nigdy. Pokój pociemniał, czy to mi się zdawało? Futro mojego ojca zaczęło falować, a ja czułam potężną czarną magię zbierającą się wokół niego. Nie wiedziałam, że mój ojciec umiał posługiwać się magią. Wbiło mnie to w ziemię. Patrzyłam na wilka przede mną i nie poznawałam go ani trochę. Mój ojciec nie znosił magii. Mój ojciec gardził magią. Wiedziałam o tym. Mój ojciec nigdy nie użyłby czarów. Czułam jak wzbiera w nim magia. Widziałam, jak tworzył się za nim wiatr i widziałam, jak przedmioty znajdujące się w pokoju unoszą się i zaczynają krążyć wokół niego, jakby je kontrolował. Zorientowałam się, że to moc telekinezy. Mój ojciec miał żywioł telekinezy. Schyliłam się, by uniknąć lecącej w moją stronę ramy z obrazem górzystego krajobrazu. On był szalony! Co on próbuje zrobić?
- Przestań! – Krzyknęłam na niego, lecz ten odpowiedział mi tylko okropnym śmiechem.
- Jestem posłańcem mego Boga na tej ziemi. – krzyczał do mnie między rzucaniem przedmiotami – Jestem sprawiedliwością, która karze grzeszników. Jestem posłańcem, który ma karać i ukarzę cię za twoje grzechy, zanim zabijesz kogoś jak tamten potwór, który odebrał mi ukochaną.
Czy on mówił o mojej matce? Nie wiem, byłam zbyt przerażona i skupiona na nie oberwaniu jakąś przypadkową rzeczą. Sabron jednak chyba się zdenerwował, ponieważ po rzuceniu świecą, która wciąż się paliła, krzyknął wściekle i zaczął próbować zgnieść mnie psychicznym atakiem. Wywierał na moim umyśle presję, która słabszych ode mnie mogłaby zabić. Powoli docierało do mnie, że mój ojciec był kompletnie szalony. Zaczął mówić pod nosem jakąś dziwaczną modlitwę. Opierałam się jego naciskowi za pomocą magii, jednak im bardziej walczyłam, tym nacisk stawał się większy.
- Przestań! Porozmawiajmy!
Wierzyłam w niego mimo wszystko i chciałam, żeby przejrzał na oczy. Może i był szalony, może to śmierć mojej matki pomieszała mu w głowie, ale jest jeszcze szansa, że uda mi się jakoś do niego trafić.
- Posłuchaj, posłuchaj mnie! Nie musisz tego robić. Nie zamierzam nikogo zabijać. Przestań!
Nic do niego jednak już nie mogło dotrzeć. Ogarnął go szał krwi i mroku.  
- Magia prowadzi do śmierci i zniszczenia. Nie pozwolę ci zabijać i niszczyć! - Krzyknął zupełnie mnie ignorując i podbiegł do mnie, nie zmniejszając nacisku na mój umysł. Uderzył mnie z całej siły w brzuch, aż zgięłam się w pół. Gdy ten cios odebrał mi powietrze z płuc, Sabron kopnął mnie w plecy. Wyłożyłam się na deskach i straciłam na chwilę koncentrację. Ojciec nie omieszkał wykorzystać tej okazji. Wdarł się mocniej do mojego umysłu i zaczął mnie niszczyć od środka. Wyciągał wszystkie moje najgorsze wspomnienia, wzmagał mój ból.
- Czemu to robisz!? – zawołałam z bólem.
- Chcesz wiedzieć czemu? Zabijesz kogoś. Zrobisz dokładnie to samo co on. Powstrzymam cię zanim do tego dojdzie!
- Dojdzie do czego? O czym ty mówisz? Zrobię dokładnie to samo co kto?
- Pokażę ci.
W moim umyśle nagle pojawiła się wizja. Mój ojciec pokazywał mi zdarzenia z przeszłości. Pokazywał mi notatki dziadka traktujące o śmierci, umierającą matkę i eksperyment. Ukazał mi moje najwcześniejsze wspomnienia, z paru tygodni po moim urodzeniu. Pokazał mi najczarniejszą magię, jaka mogłam widzieć. Magię, mającą na celu ujarzmienie śmierci. Pokazał mi jak zginęła Teyrani, moja mama. Pokazał mi skąd mam znaki. Pokazał mi, czemu zwariował, na punkcie magii. Mój umysł nie mógł tego pojąć, nie mogłam ogarnąć zła, które czaiło się za tą historią. Magia. Wszystko to spowodowała magia… Te… zło.
Zdałam sobie sprawę, że nacisk zelżał, a ja leżałam na podłodze palącego się odrobinę pokoju. Ogień lizał powoli ścianę za mną, a ojciec patrzył na mnie stojąc w dumnej pozie z szaleństwem na pysku.
- Tak, magia jest zła.
Myślałam o tym eksperymencie, o dziadku, o matce, o tym, co zrobili. Myślałam o daremnej śmierci, myślałam o zniszczeniu, jakie może nieść magia. Czułam coraz większy gniew i obrzydzenie do rzeczy, którą tak kochałam. Spróbowałam ułożyć się w pozycji z której najłatwiej byłoby mi się podnieść.
- Tak… Magia… magia jest…
Moja łapa natrafiła na coś o czym prawie zapomniałam. Naszyjnik Askalio. Przykład dobrego użycia magii. Pięknego użycia magii. Poczułam się nagle, jakby jakiś woal, który pokładł się na moim umyśle nagle się odsunął. Jak mogłam zapomnieć choć na chwilę o tym naszyjniku? Nagle zrozumiałam, że ojciec próbował mi namieszać w głowie. Zwieść mnie i odciągnąć. Prawdopodobnie użył jakiegoś zaklęcia zaćmiewającego zmysły, które wykorzystywało żywioł umysłu i mroku. Jednak ja też używałam wciąż magii, a do tego miałam silny bodziec, by otrząsnąć się z tego stanu zaćmienia. Oh, Askalio, nawet nie wiesz jak mi dziś pomagasz. Mój ojciec był szalony. Nie rozróżniał dobra od zła, nie pojmował piękna i wspaniałości magii. Żył tylko z nienawiści i przez to stracił zdrowe zmysły. Był niebezpieczny i potężny. Silny i całkiem dobry w magii, ale ja też miałam swoje zalety. Byłam szybsza od niego, mądrzejsza, potężniejsza i co najważniejsze, nie byłam sama, bo miałam kogoś przy sobie. Zacisnęłam łapę na naszyjniku. Mogłam go powstrzymać i musiałam to zrobić. Jeśli nie chciał przestać po dobroci, muszę go powstrzymać po staremu, czyli z użyciem siły i sprytu. Ale jak? Wstałam nie podnosząc wzroku na ojca. Miałam pomysł.
- Jest… zła. Tak. Masz rację.
- Wiedziałem, że jesteś na tyle mądra, że to zrozumiesz. Szkoda tylko, że tyle ci to zajęło… Teraz już nie możesz uniknąć kary.
- A co z tobą? – Zapytałam szybko zanim Sabron zdążył zrobić krok w moją stronę.
- Słucham?
- Każdego, kto używa magii trzeba karać, prawda? Ty też właśnie używasz magii. Powinieneś zostać ukarany, czyż nie?
Mówiąc to patrzyłam już w oczy ojca. Jego źrenice zwęziły się, wciągnął powietrze w płuca, jakbym co najmniej uderzyła go w twarz.
- Ja jestem tym, który kara. Moje grzechy zostaną mi odpuszczone, gdy wypełnię swe zadanie. Myślałem, że już rozumiesz, ale ty dalej jesteś bezmyślna. Dosyć. Pogódź się z losem i przyjmij karę.
- Powstrzymam cię.
Sabron skoczył na mnie i wywiązała się między nami walka.
~*~
Wypadłam z portalu w miejscu, którego nie rozpoznałam od razu. Mój ojciec… Łzy płynęły mi po policzkach. Byłam obolała i wyczerpana po tym, co stało się w moim domu. Resztką sił otworzyłam drugi portal i wylądowałam w tym miejscu. Wiatr nie wiał, panowała tu cisza i spokój. Śnieżny puch pode mną był tak miękki i wygodny… Nie potrafiłam się nawet poruszyć. Byłam zbyt zmęczona. Tuż przed zaśnięciem zdołałam jeszcze zobaczyć cień zmierzający w moją stronę. Nie obchodziło mnie to już, a nawet gdyby, to co mogłam zrobić?

 <Askalio? Cóż...>

Słowa:2135

niedziela, 12 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

- Spokojnie, ze ślubem możemy poczekać – zaśmiałem się, spowijając wzrokiem śnieżne pola, tworzące się na dachach domów w granicy mojego wzroku. - Nie chciałbym cię wystraszyć
- No prawie powiedziałam nie ze strachu – obrzuciła mnie uśmiechem, drocząc się ze mną.
- Czyli mówisz, że nie aż tak za szybko? - skierowałem na nią mój wzrok.
- Cóż, zaskoczyłeś mnie w tym momencie. Było szybko, ale może to i dobrze.
- Wiesz, biorę pod uwagę, że raczej Oziris i Eziris to my nie jesteśmy żeby tak szybko wiedzieć co się dzieje w naszych powikłanych żywotach przeplatanych pasmami szczęścia i rozpaczy. Ale chyba po prostu chciałem, żebyś to nosiła, a ja mógłbym dumnie mówić, że to właśnie z tobą się spotykam – uciekłem wzrokiem, speszony wyznaniem.
- Głuptasie – pokiwała głową i zmusiła mnie bym spojrzał na jej oblicze. - Jesteś uroczy.
Po tej rozmowie już wróciliśmy do sali balowej. Nie wyróżniając się z tłumu wkroczyliśmy do innych tańczących par. Uważnie pilnowałem godziny, żeby odprowadzić waderę do domu o w miarę przyzwoitej godzinie. Nie chcę żeby rano była padnięta. Pewnie próbowałaby zerwać się o świcie jeśli mięśnie byłyby jej choć na moment posłuszne po dzisiejszych tańcach. Taki bal był dobrym oderwaniem od rzeczywistości. Można było na moment skupić się na czymś innym niż szara, a może raczej biała rzeczywistość. No, a szczególnie jeśli chodziło o naszą dwójkę. Naprawdę byłem zestresowany tym co uprzednio zrobiłem.
~*~
Gdy znaleźliśmy się pod drzwiami Nevt stanęła u progu.
- Chciałabym cię zaprosić do środka, szkoda, że pora taka późna.
- Wolałbym nie spotkać twojego ojca, który wróci. Poznanie narzeczonego córki nie powinno odbywać się o takich godzinach – zaśmiałem się tak głośno, że gdyby nie śnieg po uliczkach rozniosłoby się echo mojego głosu. - No przynajmniej ja na jego miejscu nie chciałbym w ten sposób poznać zięcia.
- Ask… - westchnęła.
- No co? Liczy się pierwsze wrażenie My Lady. Niepokalany los zrzuciłby mi na głowę niebo gdyby mógł, wolę nie podjudzać pecha mego. Choć może patrząc na okoliczności… raczej więcej przy sobie trzymam szczęścia, aniżeliby trosk. Poza tym wiesz jak wygląda sprawa z twoim ojcem – położyłem łapę na jej poliku – Mam nadzieję, że wszystko się niebawem rozwiążę.
- Ja również. To był cudowny bal, dziękuję za wieczór Askalio.
- Przyjemność leży po mojej stronie – posłałem jej ciepły uśmiech. Zbliżyłem się, składając na jej ustach pocałunek – Dobranoc – szepnąłem.
- Dobranoc – odpowiedziała. Zacząłem iść w swoją stronę, obracając się jeszcze na moment by zobaczyć, że wadera za mną wygląda. Niesamowite ciepło rozgrzewało moje serce. Wadera którą pokochałem. Ma luba, ma inspiracja, miłość jaką kochać może się tylko księżyc z gwiazdami. Ktoś tak cudowny jak ona powiedział mi tak. Jak mam poradzić sobie z tym wszystkim gdy już zostałem sam. Skakać z radości, paść na ziemię i dziękować Bogom, którzy łask swych mi udzielili? Cóż począć? Nevt, jakże ja cię kocham.

<Nevt? XD>

Słowa: 470

sobota, 11 maja 2019

Od Nevt CD. Askalio

Od czego tu zacząć… Przeszłam tak dużą paletę emocji w tamtym najpiękniejszym z możliwych momentów, jakie mogły się zdarzyć tamtej nocy, że na koniec mój mózg po prostu przestał na chwilę działać, lub może działał zbyt szybko, bym mogła cokolwiek z tego wywnioskować. Na początku byłam zaciekawiona, potem rozmarzona, gdy wspominał nasze spotkanie, dopadła mnie na dosłownie parę sekund melancholijna radość, która jednak szybko znikła zastąpiona znów tym głębokim wzruszeniem. Wiedziałam, że moment jest ważny dla mojego kochanego poety. Potem znów byłam naprawdę zaskoczona, gdy powiedział mi że mnie nienawidzi za bransoletkę, ale szybko mi to przeszło, gdy zdradził mi powód. Pomyślałam, że przecież nie musi mi nic dawać, kocham go za wszystko i mimo wszystko. Znów dopadło mnie zaskoczenie (to uczucie towarzyszyło mi przez naprawdę ogromną ilość czasu) gdy w jego łapie zaczął się formować ten piękny naszyjnik. Jednak najbardziej zaskoczona byłam słowami, które wypowiedział potem. Ich znaczenie dotarło do mnie z opóźnieniem, jakbym była gdzieś daleko. Wmurowały mnie w ziemię, zabrały z ciała i włożyły w manekin na cienkich linkach. Odebrały mi one dech i władzę. Myślałam, że eksploduję, ale nie martwiłam się, bo sądziłam, że wcześniej zemdleję. Moje usta otworzyły się mimo mojej woli, próbowałam coś powiedzieć, ale głos ugrzązł mi w gardle. Oczy zaszły mi łzami i nie potrafiłam ich przegonić. Każdy mój mięsień sztywniał lub drgał, a moje myśli zupełnie się ulotniły, lub jak mówiłam, miałam ich za dużo. Spróbowałam zrobić jakikolwiek ruch i najpierw udało mi się pokręcić głową, potem zrobić jeden mały krok. Powoli odzyskałam też panowanie nad głosem, a gdy to się stało, wszystko przestało mnie już powstrzymywać. Przestałam więc kręcić głową. Udało mi się nawet wyostrzyć wzrok. Skupiłam się na oczach mojej najukochańszej osoby na świecie i usłyszałam swój szept, który zdawał się dochodzić jakby z próżni.
- Czy uczynię ci ten zaszczyt? Czy odpowiem? Czy zechcę? Oh, Askalio. Zaszczytem będzie dla mnie możliwość noszenia tego naszyjnika, nie zdejmę go i nikomu oprócz ciebie zdjąć go sobie nie pozwolę. Odpowiedzi oczekujesz, choć znasz już wszystkie słowa, które wypowiem. Zechcę? Nie pytaj czy ja zechcę, bo to pytanie pozbawione jest sensu w moim wypadku. Odpowiedź brzmi nie, nie zechcę. Nie zechcę… - Zrobiłam małą pauzę, by zbliżyć się do niego o kolejny krok. Czułam już jego zapach, widziałam, jak unosi mu się klatka piersiowa. Tak chciałam być bliżej, jeszcze bliżej… Jeszcze chwilę, dam sobie jeszcze chwilę, a potem nigdy już nie opuszczę tego uścisku. - …ponieważ chcieć to zbyt mało. Ja pragnę tego całym sercem, marzę o tym każdego wieczoru, śnię o tym każdej nocy. Jesteś tym, kogo kocham ponad życie. Jesteś moim poetą. Moim. – podkreśliłam dobitnie – A ja zawsze jestem twoja. Nie zostawaj przy mnie do końca swoich dni, lecz zostań ze mną do końca naszych dni, ponieważ bez ciebie nie dam rady żyć. Skoro jesteśmy ze sobą, niechaj tak pozostanie na zawsze. Wszystkie słowa, które są moją odpowiedzią powinieneś znać od początku, choć trochę się rozgadałam – zaśmiałam się sama z siebie po cichu – Jedynym możliwym słowem, które mogę teraz powiedzieć… Jest tak. Tak. Tak! Po kres mojego życia, tak.
Ostatnie słowo wypowiadałam roniąc już łzy. Rzuciłam się w ramiona mojego ukochanego, by zaraz odnaleźć jego usta i zacząć całować go tak, jak jeszcze nigdy, a on oddawał mi z nawiązką. Gdy zabrakło nam tchu delikatnie się odsunęłam i pozwoliłam założyć sobie naszyjnik. Spojrzałam mu jeszcze raz głęboko w oczy, otarłam łapą łzę z policzka i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Zawiał zimniejszy wiaterek, a mój pysk był mokry, więc poczułam jak chłód przedzierał się przez moje futro i dotykał swymi zimnymi palcami mojej skóry. Przeszedł mnie lekki dreszcz. Wtuliłam się więc w Askalio, który zaproponował czule, żebyśmy weszli do środka. Odmówiłam jednak, ponieważ chciałam zostać tu z nim jeszcze przez chwilę. Obejmowaliśmy się więc stojąc tam i po prostu będąc ze sobą. Obserwowałam gwiazdy i wdychałam zapach Askalio. Czułam jego cudowne, nietypowe futro i jego całego tuż obok. Nie mogłam uwierzyć w to co się przed chwilą stało. Oto byłam na Zimowym Balu z basiorem, w którym jestem zakochana i który właśnie stał się moim narzeczonym. Zaraz się obudzę prawda?

<Askalio?>

Słowa:681

Od Askalio CD. Nevt

Przechadzka uliczkami była naprawdę przyjemna jednak nie to krążyło mi po głowie. Ciekawi mnie ilu powie jeszcze, że to za szybko. Ale przecież znamy się z Nevt naprawdę długo, przynajmniej w moim przekonaniu. Poza tym my nie będziemy żyć sześćdziesiąt lat! Te kilka miesięcy naprawdę pomogło mi pozbierać się po utracie bliskich. Na przypomnienie tego do głowy napływają mi nieprzyjemne wspomnienia i ogień, który trawi las, zaczyna też zjadać moje ciało. Najważniejsze to dobrze udawać, jak wtedy kiedy Nevt piekła zająca na ogniu, a ja powiedziałem, że mogła nie gasić ogniska. Oczywiście kiedyś będę musiał jej powiedzieć o moim lęku, ale nie teraz, chcę żeby łaskawie na mnie patrzyła, a nie ze współczuciem. A już zwłaszcza w tak piękny wieczór jak dzisiaj. 
W końcu dotarliśmy do zamku. Piękno tego miejsca było przygniatające, tak wiele rzeczy, z których można by czerpać inspirację. Od razu się rozpromieniłem. W sumie im dłużej przebywałem z Nevt tym mniej nieśmiały przy niej się stawałem. Na początku byłem znacznie bardziej speszony. 
Zajęliśmy miejsca, by wysłuchać  przemówienia królowej. Nigdy wcześniej nie udało w sumie mi się jej spotkać. Zwróciłem uwagę na jej nieskazitelnie białą sierść. Jej brat. Którego już akurat poznałem miał ca ciele pewne czarne odznaczenia. Trochę czytałem o rasach i pamiętam, że ma to swoje podłoże.
- Askalio – wadera szturchnęła mnie, wyrywając mą osobę ze stanu zadumania.  - Spójrz w górę – i tak oto oboje skierowaliśmy wzrok ku sufitowi, gdzie spadały drobne kryształy.
- Cud natury śniegiem zwany, błogosławi wszystkie stany. - uśmiechnąłem się do niej.
- Nawet nie wiesz jak to pasuje. Historia Silvarii, wyzwolenie i pomoc. Wszyscy w zamku – zaśmiała się. Uwielbiałem patrzeć na jej uśmiech. Przy tej waderze życie wydawało mi się o wiele ważniejsze niż mogłem przypuszczać.
- Lepiej już tyle nie pleć – przechyliłem głowę, słysząc muzykę – Teraz pora na taniec, a nie na pogaduszki!
- Nie wiem czy jestem tego pewna – prychnęła śmiechem.
- Ale ja jestem My Lady. - szturchnąłem ją nosem, wyciągając ją na parkiet. Tutaj mogłem się choć na moment odstresować. Przyszłość tak bardzo mnie martwiła. Znaczy czym mam się martwić. Przecież jestem pewny tego co się wyprawia, długo nad tym myślałem. Długo znam sytuację, sytuacja długo zna mnie. O losie co żeś mi zgotował!
Po dobrej godzinie spędzonej na parkiecie przyczepiliśmy się do stoliku z napojami. Wadera chwyciła kieliszek z winem, ja natomiast z mlekiem. Wiem, że na odwagę pije się mocniejsze trunki, ale jeszcze bym przesadził. Nie za często piję alkohol, nawet jeśli to zwykłe wino.
- Naprawdę mleko? - posłała mi szeroki uśmiech. 
- Białe jak śnieg, pasuje do klimatu – odpowiedziałem tym samy gestem, poważniejąc w drugiej chwili – Wiesz, że to wino najczęściej bywa zatrute? Dlatego rodzina królewska nigdy nic nie je i nie pije na ucztach.
- Przestań sobie taż żartować, nie jest zatrute! - pokręciła niedowierzająco głową.
- Może faktycznie delikatnie wyolbrzymiam, ale to z głowami państwa było prawdą.
- Tak? - uniosła zaciekawiona brew.
- Wiem, że większość czasu czytujesz książki o magii, rozumiem ja twe zafascynowanie tematem tym niezwykłym i niedostępnym nawet dla najbardziej niestrudzonych. Lecz ja mniej czytuję takie księgi. Wolę tomiki poezji czy pergaminy opowiadające o zwyczajach i tym co się działo w królestwie. Historia jest chyba mym konikiem. No i pewnego razu jam natrafił, na książkę starą na dobre kilka pokoleń wstecz. Opowiadała o tym, że władcy i jego rodzinie za wszelką cenę na wystawnych przyjęciach gdzie zapraszani są goście nie można spożywać posiłków, ani pić napojów. Wyjątkiem jest tort weselny, gdy królowa bądź król biorą ślub.
- Muszą umierać z głodu – Nevt szukała wzrokiem naszej władczyni, która w tym czasie siedziała, spoglądając na wszystkich.
No i tak mijał wieczór. Trochę tańczyliśmy, coraz lepiej się bawiąc, trochę piliśmy, później poszliśmy nawet coś zjeść. Minęła już spora część wieczora. Zbliżała się właściwie północ.
- Duszno tu, przewietrzysz się ze mną? - spytałem się mej towarzyszki, kierując się na balkon. Ta bez wahania za mną podążyła.
- Tutejsze noce są przepiękne. - spojrzała na rozgwieżdżone niebo. Równie piękne co tamtej nocy gdy… gdy Nevt mnie pocałowała. O Bogowie stresuję się tym, sam z siebie bym się zaśmiał. - Spadająca gwiazda! - rzuciła rozradowana. Uniosłem swój wzrok. Rzuciła mi się na szyję – pomyśl życzenie!
- Już pomyślałem… - powiedziałem nad wyraz spokojnie, patrząc na to jaka walka toczyła się w mojej głowie i sercu mym.
- Mam nadzieję, że się spełni – przymknęła oczy, śmiejąc się. Za jej radość mógłbym zabić. Może nie jestem wojownikiem, ale do walki bym stanął
- Ja też – szepnąłem. - Ale to już ty musisz zadecydować czy się spełni.
- Ja?
- Tak, dokładnie ty, najdroższa. Gdy patrzę na ciebie przypominam sobie gdy pierwszy raz ujrzałem twoje oblicze. Skupiona, wiecznie zabiegana, ale coś sprawiło, że pragnąłem poznać cię bliżej. I poznać zdołałem. A to co stało się pod niebem, to niebo rozgwieżdżone przypomina mi o twoim pięknie, które każdego dnia jest inne. Chyba nie zdołam wypowiedzieć więcej słów w tym momencie – zaśmiałem się cicho. - Nie będzie to niestety występ jakim cię obdarowałem gdy powiedziałem ci jaką miłością do ciebie pałam – spojrzałem jej głęboko w oczy – I żeby nie było. Nienawidzę cię za to, że założyłaś dzisiaj tę bransoletkę. Jest piękna, ale ja chciałem podarować ci jedną ode mnie. Huh. Może więc – wyciągnąłem łapę, na której zaczął pojawiać się naszyjnik stworzony z wiecznych roślin. Kwiat, który był w jego centrum miał okazywać uczucia Nevt, kiedy ta będzie go nosić, jeśli będzie nosić – Więc. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i przyjmiesz ten piękny naszyjnik, który twej urodzie równać się nie może, aby został z tobą już po kres życia i odpowiesz czy chcesz bym i ja został przy tobie już do końca moich dni?

<Nevt?>

Słowa: 937

Od Nevt CD. Askalio

Byłam cała spięta. Na Bogów, czy cały dzisiejszy wieczór będę się tak zachowywała? Błagam tylko nie to! Dreptałam po pokoju mocno poddenerwowana. Miałam nad kostką nałożoną bransoletę ze złota, którą znalazłam w jednym ze starych, zapomnianych pudeł w którymś z nieodwiedzanych kątów domu. Mimo, że nasz dom był stosunkowo mały, ja i mój ojciec nie zaglądaliśmy w niektóre miejsca. Jednak ostatnio zmogła mnie ciekawość i znalazłam ten złoty skarb. Była to zdobiona i stylizowana na ornamenty bransoleta, zupełnie inna niż typowe, nie miała zwykłego kształtu okręgu, lecz wydawała się zrobiona ze złotych liści. Przylegała mi mniej więcej do łapy, zostawiając z jednej strony na przodzie może pół cm odstępu, przez wyprofilowanie mojego piszczela. Zachwycałam się nią wcześniej, myśląc o tym, iż moja matka może być choć w małej części obecna ze mną w tym ważnym momencie, lecz teraz nie potrafiłam nawet się na niej skupić. Askalio miał zaraz po mnie przyjść i zabrać mnie na bal. Było to piękne i przerażające zarazem. On pewnie aż tak się nie stresował, to przecież nic takiego. Tylko bal… z najwspanialszym basiorem jakiego znam. Kolana mi zmiękły, a z moich ust wydostał się głuchy jęk. Jak mogłam się zgodzić, przecież to jest przerażające. Wróć, jak mogłabym się nie zgodzić!? To przecież będzie wspaniały wieczór, musi taki być, skoro idę z nim. Nagle usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi. Podskoczyłam w miejscu, przestraszona nagłym zjawieniem się gościa. To na pewno był Askalio. Po leciutkim i stosunkowo szybkim ataku paniki poprawiłam ostatni raz futro na ogonie oraz łbie i podeszłam do drzwi. Przed wejściem stał tak dobrze mi znany, biały basior o zmierzwionej sierści i czerwonych oczach z blizną na jednym z nich. Przyciągał wzrok na tle nocy. Zapatrzyłam się na niego. Spojrzałam w te czarne źrenice okolone przez czerwone tęczówki i nie mogłam oderwać wzroku. Nagle przyszła mi do głowy dziwna myśl. Czy to była nasza pierwsza randka? Zarumieniłam się niemal od razu i odwróciłam lekko wzrok. Gdy go podniosłam, nadal pochylając lekko głowę, na moim pysku gościł nieśmiały uśmiech. Askalio też przyglądał mi się uważnie i czy mi się wydawało, czy nie tylko ja jestem spięta? Nie wydawało mi się, chyba nas obojga przeraża wizja tego spotkania. Ta myśl od razu dodała mi otuchy. Zaśmiałam się, najpierw cicho i pod nosem, lecz później naturalnie, głośno i całym sercem. Askalio lekko się zmieszał, więc pospieszyłam z wytłumaczeniem.
- Widzę, że nie tylko mnie przerażają bale, bardzo mi ulżyło. Teraz, gdy nie panikuję tak bardzo, pozostała mi szalona radość z tego, że mnie zaprosiłeś.
Askalio spróbował mi odpowiedzieć, ale nie za bardzo miał jak. Trzymał bowiem w pysku cudowny, czerwony kwiat. Wcześniej zbyt skupiłam się na samym ukochanym, by zwrócić uwagę na dzieło sztuki, ale teraz gdy go zobaczyłam zaparło mi dech w piersi. Askalio miał dla mnie kwiat. Naprawdę mną to poruszyło, delikatnie zaszkliły mi się oczy. Ten prosty gest wywołał we mnie tak niepochamowaną radość i… i… i… nawet nie wiem jak nazwać to uczucie, gdy dzieje się coś tak uroczego i kochanego, że zabiera ci dech w piersiach i chcesz tylko tulić swoją miłość. Zbliżyłam więc pysk do Askalio i delikatnie zabrałam od niego kwiat, nie uważając zbytnio by nie zahaczyć ustami o jego wargi. Gdy odebrałam kwiat wzięłam go delikatnie w jedną łapę, by dokładniej go obejrzeć.
- Jest cudowny. – szepnęłam.
- Bardzom rad, że ci się podoba najmilsza. Zrobiłem go specjalnie z myślą o tobie. – Spojrzałam lśniącymi oczami na Askalio, który zarumienił się odrobinę, czego starałam się nie pokazywać, że zauważyłam i zaczął przenosić spojrzenie ze mnie na kwiat i z powrotem. – Jego kolor godnym mi się zdawał, by móc zdobić twe piękne futro, czerwone jak najżywsze jego płatki…
Musiał mi wybaczyć ten jeden raz, lecz nie mogłam wytrzymać i uciszyłam go, zamykając jego usta w pocałunku, wypełnionym tym dziwnym uczuciem, o którym mówiłam i które czułam. Zdałam sobie sprawę, że po prostu go kocham i nie przerywałam pocałunku, dopóki nie odebrał mi tchu. Gdy ku mej wielkiej rozpaczy przerwaliśmy, założyłam kwiat za ucho i spojrzałam w te czerwone oczy. Moje powieki były lekko zamknięte. Chciałam, żeby wtedy skończył, ale gdyby to zrobił, pewnie zaczęłabym płakać ze wzruszenia.
- Dziękuję. - Szepnęłam tylko do niego i odsunęłam się odrobinę. – W takim razie możemy już ruszać.
- Nie wolałabyś oznajmić ojcu, iż wychodzisz? – Zapytał zaskoczony basior przekrzywiając głowę i zaglądając do środka przez moje ramie. Oczywiście najpierw sama się odsunęłam, by mógł przekonać się na własne oczy o prawdziwości mej odpowiedzi na jego pytanie.
- Nie przejmuj się mój poeto, mój ojciec jest poza domem i wróci pewnie później niż my.
- Oh.W takim razie… - Askalio odsunął się, bym mogła wyjść z domu i ukłonił się lekko w szarmancki sposób zapraszając mnie – Najdroższa, pozwolisz?
Uśmiechnęłam się szczerze i szeroko, po czym odwróciłam się by zamknąć drzwi. Z gracją dołączyłam do mojego ukochanego i powędrowaliśmy uliczką prowadzącą do zamku idąc dość blisko siebie.


<Askalio? Wybacz tłumaczenie o tym kwiecie, ale jest późno, a pisanie wierszem to twoja działka XD>

Słowa: 810

piątek, 10 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

W powietrzu unosił się przyjemny zapach pieczonego mięsa. Przestałem na moment kopać, dając tym samym odpocząć obolałym łapom. Czułem jak ziemia weszła mi między palce i pod pazury, a śnieg przykleił mi się do łap. Wyłoniłem się z nory, a Nevt obrzuciła mnie współczującym uśmiechem. Przypominała mi w tej chwili matkę, która patrzy jak jej szczenię robi coś głupiego. Cóż jej się dziwić? Cała ma sierść z popieli i bieli w brunatny grunt się obróciła.
- Posiłek gotowy – prychnęła jeszcze raz śmiechem, kiwając niedowierzająco głową.
- Nie śmiej się ze mnie – fuknąłem – Ja tylko staram się mieć przytulny domek… I w miarę duży, żeby się pomieścić.
- Dlaczego jesteś taki zdenerwowany?
- Ja wcale nie… - odwróciłem wzrok.
- Masz aż tyle rzeczy? - podeszła i spróbowała zajrzeć do środka jednak zagrodziłem jej drogę.
- Jeszcze nie teraz, zobaczysz jak będzie skończone. A co do moich przedmiotów… Książek nie mogę trzymać pod ziemia, przynajmniej na razie, ale kto wie, miejsce się przyda – przerzuciłem wzrok na opieczonego zająca i ugaszone ognisko – Mogłaś zostawić ogień, przydałby się. Kiedy w ogóle go oskórowałaś?
- Byłeś tak wciągnięty w poszerzanie tej nory, że nawet nie zauważyłeś. Niedźwiedź mógłby cię podejść od tyłu, a ty nic! - wzrokiem zaprosiła mnie do jedzenia.
- Pół na pół? - uniosłem jedną brew.
- Potrzebujesz sił, możesz zjeść spokojnie całego.
- Ma pani, przecież doskonale zdaję sobie sprawę, z tego, że trawi cię głód. Nie ma że nie jesz. - spojrzałem na nią najbardziej srogim wzrokiem na jaki mnie było stać. Byłem uparty, ale niezbyt groźny.
- Trzy czwarte dla ciebie? - po raz enty zaczęła się targować, westchnąłem tylko.
W końcu doszliśmy do porozumienia. Wadera zjadła półtora czwartych. Chociaż tyle, choć i tak wolałbym, żeby zjadła całą połowę. 
Do wieczora siedzieliśmy razem i rozmawialiśmy. W końcu też musiałem wygonić Nevt do siebie, choć nie za bardzo tego chciałem. Musiałem jednak popracować nad norą, którą zamienię w podziemną grotę. A ona? Pewnie już i tak wyliczała ile ma zaległości w bibliotece. Poza tym za parę dni bal. Powinniśmy się przygotować. Szykuje się przecież taki cudowny wieczór! To znaczy mam nadzieję…
Uzgodniliśmy jeszcze, że przyjdę po nią o zmierzchu. Nie mogłem się doczekać! Dni więc zapełniłem pracą nad moim domem. Miło będzie mieć coś na własność, a nie kisić się w tym centrum. Nie żebym go nie lubił! Uwielbiam je. Ale poezja i sława, a przytulna nora, w której mogę się zaszyć z bliskimi to dwie różne rzeczy. A mi się takowa prostota podoba.
~*~
Byłem cały spięty. Na Bogów, czy cały dzisiejszy wieczór będę się tak zachowywał? Błagam nie! Dreptałem w miejscu z podenerwowania, trzymając w pysku czerwony kwiat, który miałem dać waderze. Stwierdziłem, że zdecydowanie będzie pasował do znaków na jej sierści. No i jeszcze jej ojciec! Będzie w domu? A jak będzie co o mnie pomyśli? Caishe….

<Nevt?>


Słowa: 471

czwartek, 9 maja 2019

Od Nevt CD. Askalio


Odeszłam od mojego Askalio i skierowałam się w stronę lasu świerkowego cała w skowronkach. Niesamowicie się cieszyłam, że zdobył się na odwagę i zaproponował mi pójście razem na ten bal. Gdyby nie on, pewnie przypomniałabym sobie o nim dopiero gdy wszyscy by na niego szli, a i to nie jest pewne. Jeśli siedziałabym w bibliotece, to mogłabym równie dobrze zauważyć dopiero jak by się już zaczął lub w cale. Ah, wyobrażam sobie Askalio na tym balu, ciekawe jak będzie wyglądał. Zatrzymałam się wpół kroku. A jak ja będę wyglądać!?
- Oh… - jęknęłam w stronę pustki lasu przede mną i zrobiłam zbolałą minę – muszę coś wymyślić…
Westchnęłam ciężko godząc się z tą myślą. Przynajmniej może zaskoczę czymś Aska. Ale tak. Miałam tu polować. Przytknęłam więc nos do śniegu i zaczęłam węszyć. Nie był to mój ulubiony zakres umiejętności i nie byłam w tym najlepsza, więc zajęło mi chwilę (dłuższą chwilę) i pochłonęło mnóstwo łażenia po lesie w nieokreślonym kierunku, zanim złapałam jakiś trop. Pilnowałam jednak zawsze by wiedzieć, w którą stronę powinnam iść by wrócić na Ulove. Podczas węszenia zastanawiałam się, czy Askalio wybierze tę polanę na nowy dom. To piękne miejsce i cieszyłabym się, gdyby tu osiadł. Gdy złapałam jednak trop oderwałam się od rozmyślań wszelkiego typu. Musiałam się skupić, by go nie zgubić. Skradałam się jak potrafiłam najlepiej, zwierzyna była coraz bliżej. Przemykałam między drzewami nisko nad ziemią, węsząc i wypatrując. I nagle zobaczyłam jakiś ruch. Z początku niewielki i ledwie zauważalny. Zatrzymałam się, nie śmiałam ruszyć nawet mięśniem. Skupiłam się na małym, bialutkim, futrzastym punkciku przede mną. Królik kicał sobie między drzewami zupełnie nieświadomy mojej obecności. Gdy tylko odwrócił się do mnie tym swoim pomponiastym ogonkiem, skoczyłam na niego i po chwili uszło z niego życie. Z królikiem w pysku, sprężystym krokiem skierowałam się na Ulove. Odłożyłam królika na brzegu lasu i rozejrzałam się po okolicy. Zauważyłam Askalio dopiero po chwili, ponieważ zniknął na chwilę, jak mi się zdawało, w jakiejś jamie. Czyżby znalazł sobie dom? Cudownie. Podeszłam do niego cicho, żeby mnie nie zauważył i zobaczyłam co robi. Faktycznie znalazł sobie jakąś jamę i wygląda na to, że zamierzał ją powiększyć. Wspaniale! Pewnie będzie zmęczony, bo ziemia jest tu zmarznięta… Wiem, upiekę mu królika. Ciepłe jedzenie doda mu sił. Zanim wszystko przygotuję Askalio będzie już mógł zrobić sobie przerwę. Zjemy i odpoczniemy, a potem sama mu pomogę. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha na ten plan i weszłam znów w las nazbierać patyków i kamieni na ognisko. Widziałam kilka w drodze powrotnej, które mogłyby się nadać. Tak jak myślałam, są tutaj. Szybko je zebrałam i ruszyłam szykować nam posiłek. Ułożyłam kamienie w kręgu, patyki w stosik i rozpaliłam magią. Królik piekł się spokojnie na ruszcie, który ułożyłam z innych, grubszych gałęzi, a ja pilnowałam go spokojnie. Kiedy był już gotowy zagasiłam ognisko śniegiem i podeszłam do Askalio, by zaprosić go na posiłek.


<Askalio?>

Słowa: 476

środa, 8 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Zwróciłem się do tulącej mnie wadery. Nie wiem co to był za przypływ odwagi, który napłynął mi do serca.
- Tak mój poeto? - usłyszałem jej melodyjny głos. Speszyłem się, gryząc się w język i w duszy karcąc za myśli błądzące po mojej głowie. W ostatecznej wersji mojego zapytania zmieniłem to o czym chciałem pomówić, rzucając jej w międzyczasie uśmiech.
- Do moich uszu doszła niebywała wiadomość i zacząłem rozmyślać nad rozwiązaniem problemu, który się pojawił.
- Problemu? - spytała, jakby lekko zmartwiona.
- Och, nie martw się. Popadam jedynie w zadumanie. Cóż mam poradzić na brak partnera u mego boku podczas... zimowego balu? - powiedziałem z nutą niepewności w mym głosie.
- Czy to propozycja żebyśmy poszli razem na ten bal? - spojrzała na mnie, mrugając po stokroć za szybko, gdyż jej rzęsy wydawały się dla mnie wtedy dłuższe. Zauważyłem, że często tak robi, gdy coś ją zainteresuje.
- No cóż.. tak? - poczułem jak robi mi się ciepło, więc szybko odwróciłem głowę, modląc się w duszy do Bogów o miłosierdzie, by ma pani nie ujrzała na twarzy mej tych okropnych wypieków, jakże niemęskich.
- Ależ z przyjemnością z tobą pójdę! - odparła wręcz od razu – Całkowicie zapomniałam, że ten bal się zbliża!
- Może za dużo czasu spędzasz w bibliotece? - zaśmiałem się przez moment.
- Przestań~ - przewróciła oczami.
- Tak wiem. Musisz być najlepsza, żeby zostać wielkim magiem.
- Dokładnie!
- Tak więc mamy jeszcze czas przed balem, ale wiedz, iż przybędę po ciebie, dobrze?
- Wiesz, szczenięta nie są takie złe – rzuciłem na zmianę tematu, spoglądając znów na bawiące się młode. - W sumie są urocze. Poszukam w tej okolicy czegoś do zamieszkania.
- Pomóc ci? - spytała z typowym dla niej entuzjazmem.
- Przecież już mi pomagasz – zaśmiałem się. - Jeśli chcesz, możesz wrócić do biblioteki.
- Dzisiaj się obejdzie!
- Cóż za zmiana, choć pewnie cię korci… Jeśli chcesz, możesz upolować jakiegoś zająca czy łasicę. Ja w międzyczasie czegoś poszuka,
Kiwnęła głową i rozdzieliliśmy się. Następne parę kwadransów spędziłem prawie całkiem sam. Przez moment rozmawiałem z maluchami, które zadały mi kilka pytań, a potem wróciłem do poszukiwań. Znalazłem pod jednym z drzew starą, opuszczoną, lisią norę. Nie wcisnę tam mej zadniej części, ale jeśli odpowiednio ją powiększę… W środku mogę zrobić nawet całkiem spoo miejsca! Będę mógł nawet stać! Potrzeba tylko trochę wytrwałości i pracy. Może to nawet trochę przyozdobię?

<Nevt?>

Słowa: 397

poniedziałek, 6 maja 2019

Od Nevt CD. Askalio


Na dźwięk tego jednego słowa w jego ustach moje serce aż trzepotało z radości. Najdroższa. Jak piękne jest brzmienie tego słowa, gdy on wypowiada je w moją stronę. Zanotowałam sobie, że chciałabym znaleźć mu jakieś przezwisko. Wiedziałam jednak, że przyjdzie to z czasem i zapewne zostanę zainspirowana przez mojego mistrza poezji. W tej chwili jednak faktycznie przydałoby mi się skupić na czymś innym, a nie odbiegać myślami. Trzeba poznać nowy adres… mojego poety? Właśnie, czemu by nie mój poeta. No i jednak nie musiałam czekać na inspirację. No i notka do kosza. O czym to ja… A! Tak, nowy adres.
- Mój poeto kochany, zdaje mi się, że szliśmy właśnie w kierunku Ulove. Piękne miejsce, sam zobaczysz.
- W takim razie prowadź. Pójdę za tobą gdziekolwiek rozkażesz.
Zaśmiałam się w odpowiedzi i rozciągnęłam plecy przed wędrówką. Askalio poszedł w moje ślady. Po chwili ruszyliśmy w wolnym tempie idąc koło siebie. Uśmiechałam się wesoło i słuchałam skrzypienia śniegu pod naszymi łapami.
- Zechcesz mi opowiedzieć trochę o tamtym miejscu? – zapytał znienacka Askalio.
- Mówi się, że jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w Królestwie. Gdy spojrzysz na zachód ujrzysz paso gór, które zwą Górami Shiba. Zachody są tam przewspaniałe. Jeśli chciałbyś porównać je do pocałunków, to tamte zachody byłyby namiętne i pełne miłości. – Zarumieniłam się lekko na wspomnienie naszego pocałunku, które mimowolnie wypłynęło na powierzchnię mojego umysłu. Mój wzrok automatycznie skierował się na usta Askalio, co wywołało mój jeszcze większy rumieniec, ponieważ poczułam nagłą chęć zademonstrowania mu piękna zachodu słońca, o którym właśnie wspomniałam. Otrząsnęłam się z niechęcią i dokończyłam. - Takie przynajmniej mam wrażenie. Tuż przed górami rozciąga się majestatyczny las świerkowy. Zawsze kochałam się po nim przechodzić lub raczej po nim biegać gdy byłam mała. Myślę, że cudownie by się w nim czytało, gdyby znaleźć odpowiednie miejsce. Moglibyśmy kiedyś usiąść tam razem. Ja bym czytała, ty byś pisał, a ptaki ćwierkały by ponad nami. – Zawiesiłam na chwilę głos, wyobrażając sobie taki moment. - Przepraszam, rozmarzyłam się. Sama polana też jest wspaniała. Cicha i spokojna, nigdy nie panuje tam burza, jedynie lekki wiatr od czasu do czasu zmierzwi śnieg zalegający na niej. Czasem widać tam szczeniaki, które biegają wesoło w różne strony bawiąc się i dokazując.
- Szczeniaki powiadasz?
- Tak, szczeniaki. Będą trochę przeszkadzać co? Hym, no z tym nic zrobić się nie da. To wręcz idealne miejsce dla nich. Ale nie martw się, jeśli wybrać dobre miejsce, to nie powinny wchodzić ci na głowę, jak to mają w zwyczaju.
Zaśmiałam się i znów zapadła miła cisza. Przeszliśmy jeszcze kawałek zanim usłyszeliśmy pierwsze głosy dochodzące z miejsca przed nami.
- Najwyraźniej jesteśmy już blisko polany. – Uśmiechnęłam się szeroko w kierunku mojego poety.
Po paru chwilach faktycznie wyszliśmy na Ulove. Śnieg skrzył się w blasku słońca, a grupka szczeniąt ganiała się w północnej części. Zatrzymaliśmy się na niewielkim wzniesieniu, które rozpoczynało polanę. Przysunęłam się do Askalio i położyłam głowę na jego barku. Było tak miło i pięknie. Oglądaliśmy pejzaż rozpościerający się z pagórka i obserwowaliśmy dzieci po lewej od nas.
- Nevt?
- Tak mój poeto?
Spojrzałam na Askalio, który wyraźnie zmagał się z myślami i czekałam na jego wypowiedź.


<Askalio?>

Słowa: 520

niedziela, 5 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Wadera wtuliła się we mnie, owijając mnie ogonem. Oddychała coraz spokojniej i ciszej. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że zasnęła. Jeszcze przez moment wpatrywałem się w gwiazdy. Nocne niebo było dzisiaj piękniejsze niż zwykle. Ale to chyba było spowodowane tym, że w końcu miałem przy sobie waderę, do której uczucia starałem się tak długo ukrywać. W głowie bębniło mi na raz tysiące myśli. Gdy Nevt przez sen ścisnęła mnie mocniej, uśmiechnąłem się pod nosem. Przypominałem sobie jak ukradkiem patrzyłem na nią, gdy ćwiczyła zaklęcia, albo gdy delektowałem się każdą chwilą, którą mogliśmy spędzić razem. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. 
Po tym jak zdobyłem zaufanie tutejszych wilków mogłem zostać bibliotekarzem w Wielkiej Bibliotece. Zacząłem swój pierwszy dzień pracy. Dostałem za zadanie odłożenie książek na ich miejsca. Poznawałem wtedy bibliotekę. Podczas pracy coś mignęło mi przed oczami. Biała smuga przeszła tuż obok mnie. Z początku mnie to nie zainteresowało, zająłem się swoimi własnymi sprawami. Miałem w końcu zlecone zadanie, a ja lubię kończyć to, co zaczynam. 
Wraz z wózkiem wyładowanym książkami koniec końców dotarłem do miejsca, gdzie rozstawione były stoły i poduszki, na których można swobodnie i wygodnie usiąść. Dokładnie, to była czytelnia. Nie siedziało tam zbyt wiele wilków. Kiedy pchałem to ustrojstwo na kółkach, przechodziłem obok pewnej wadery. Z jej stolika właśnie spadła książka. Podniosłem ją, odkładając ją na stos, który obok siebie miała ta duszyczka. 
- Wiesz, że książki należy traktować z należytym im szacunkiem? - spytałem, posyłając jej przyjacielski uśmiech - Gniewne strony nie pozwolą na zdobycie wiedzy.
- Och, tak, przepraszam - rzuciła w moim kierunku, podnosząc wzrok znad książki. Wtedy też zobaczyłem jej oczy. Złote, rządne wiedzy i poznawania świata. - Nie spotkałam cię tu wcześniej, jesteś nowy?
- Jak widać. Często tu przebywasz, skoro poznajesz, że jestem nietutejszy? - zaśmiała się. - Jestem Askalio.
- Nevt.
To była nasza pierwsza rozmowa.
Z upływem tygodni bliżej ją poznałem. A im dłużej się znaliśmy, ja chciałem być bliżej niej. To było coś w rodzaju spowolnionego temat, gdy mogłem z piętra patrzeć na to, jak wertuje kolejną książkę. Sam też jej jakieś przynosiłem. Stworzyliśmy team przyniosę-ci-książkę-a-ty-czytaj. Oczywiście mówię żartobliwie. Hah, później zorientowałem się, że się w niej zadurzyłem i starałem się to ukryć za wszelką cenę.
~*~
Obudziło mnie smyranie po nosie. Gdy otworzyłem zaspane ślepia ujrzałem Nevt, której uszy smyrały mnie po pysku
- Jak się spało? - spytałem, wciąż lekko zaspany. Czułem, że wszystkie mięśnie mam sztywne od nocowania na śniegu.
- Nigdy lepiej nie spałam. - powiedziała. - Jakie plany na dzisiaj?
- Najdroższa, nadmienię jedynie, że nadal nie mam gdzie mieszkać - zaśmiałem się pod nosem.

<Nevt?>

Słowa: 418

sobota, 4 maja 2019

Od Nevt CD. Askalio

Moje myśli skupione były tylko na Askalio gdy wypowiadał najpiękniejsze słowa, jakie mogły dosięgnąć mej duszy w tym momencie. Nie wiedziałam, czy zacząć płakać, czy piszczeć, czy jednak płakać, może biegać, kręcić się, wiercić, usiąść, położyć się zemdleć, zapaść pod ziemię czy odlecieć mimo, że nie potrafię latać. Każde jego słowo, każdy gest, małe zawirowanie głosu, każda myśl, którą mi w tamtej chwili powierzał wzniecała burzę trwającą w moim wnętrzu i rozniecała nadzieję, by przekuć ją ostatecznie w coś trwalszego. Gdy wypowiedział swe ostatnie słowa nie wytrzymałam. Musiałam coś zrobić. Cokolwiek. Rzuciłam się więc na jego szyję i objęłam mocno. Chciałam płakać ze szczęścia i to właśnie zrobiłam, lecz nie łkałam, nie zawodziłam. Tuliłam się do jego cudownego futra, a łzy radości płynęły mi po policzkach. Chciałam jakoś wyrazić to co czułam, ale nie znajdywałam słów. Kiwałam tylko głową, niezdolna do odpowiedzi i tuliłam go jakbyśmy nie widzieli się od lat. Nie potrafiłam go puścić. Nie mogłam go puścić. Miałam wrażenie, że jeśli to zrobię, on zniknie i obudzę się w swoim domu, ojciec znów zacznie mi dawać kazania, o które nigdy go nie prosiłam, a cały mój świat, który w tej chwili ograniczył się do tego jednego basiora, zniknie i zostanę sama w czarnej pustce. Czułam jak jego mięśnie trzęsą się, zupełnie jak moje, czułam jak jego oddech się rwie i jak jego serce bije w tak szybkim tempie. Słuchałam tego, słuchałam go całego. Chciałam spędzić z nim trochę więcej czasu, zostać z nim na dłużej. Poczułam jak jego łapa dotyka moich pleców, jak jego pysk wtula się w moją szyję i staliśmy tak. Przytuleni do siebie, oddaleni od świata, a jednocześnie tak bliscy naszym światom.
- Pozwól mi… pozwól mi być w miejscu, które tak chcę zapełnić. W miejscu gdzie serce twe już nie połową, lecz całością się stać może jeśli tylko dasz mi szansę.
- Nawet nie proś, gdyż szansy nie dostaniesz. Szansy są ulotne i nietrwałe. Pragnę dać ci nie szansę, lecz serce me w całości.
- Tak bym chciała, by ten moment nigdy się nie skończył. Proszę zostańmy tu jeszcze chwilę, tylko chwilę. Bo chwila to rzecz umowna, więc można ją przedłużyć do nieskończenia. Zostaniesz tu ze mną?
Spojrzałam na Askalio odsuwając się na sekundę, by móc mu zajrzeć w oczy. Basior podniósł łapę i otarł ostatnie krople łez spływających po moich policzkach z czułością i uśmiechnął się do mnie słabo.
- Po co pytania zadajesz, skoro znasz odpowiedzi?
Uśmiechnęłam się do niego i nie mogąc się oprzeć pocałowałam go przelotnie. Zagryzłam wargi, przyglądając się jego ustom, od których tak ciężko było się oderwać.
- Może się położymy? Mam przez ciebie nogi jak z waty.
- Wspaniały pomysł.
Ułożyliśmy się więc na śniegu. Położyłam głowę na klatce piersiowej Askalio i objęłam go swym długim ogonem. Basior objął mnie i wtulił w siebie, jakby chciał zatrzymać mnie jak najbliżej. Jego ogon również otulił mnie lekko. Czułam się tak zmęczona, jakbym właśnie przebiegła przez całe królestwo bez używania portali… Cztery razy. Zamknęłam więc na chwilkę oczy, delektując się ciepłem Askalio, jego zapachem, dotykiem i futrem pod moją głową. Nawet nie wiem kiedy, lecz odpłynęłam ułożona w ten sposób, uśmiechając się do gwiazd. 

<Askalio?>

Słowa: 525

piątek, 3 maja 2019

Od Askalio CD. Nevt

Nagle wszystkie moje myśli poszły w zapomnienie. Uczucie błogości zalało moje ciało, aby zaraz potem przeobrazić się w wielki żar, niczym zionięcie samego smoka. Gdybym właśnie nie leżał chyba zapadłby się pode mną grunt, łapy miałbym jak z waty. Raczyłem się pocałunkiem, którym obdarowała mnie wadera najdłużej jak się dało. Gdybym mógł zatrzymałbym tę chwilę w czasie. Niestety nic w moim życiu nigdy nie trwało wiecznie. Wilczyca oderwała swój pyszczek od mojego, a wraz z końcem pocałunku zniknęło całe przyjazne mi ciepło. To był ogień, którego się nie bałem. 
Gdy odsunęła swoją głowę zamurowało mnie. Widziałem malującą się w jej oczach niepewność, może i zażenowanie. Hah, ja lepszy nie byłem, liczyłem, że w tym słabym świetle nie ujrzy rumieńców, które przybyły na moje poliki. Bogowie miejsce mnie w opiece, gdyby ktoś teraz zasypał mi łeb śniegiem, ten od razu by się rozpuścił.
- Nevt... - zacząłem niepewny. Wadera wstała i cofnęła się o krok. 
- Przepraszam... Chyba nie powinnam - błądziła wzrokiem, starając się nie patrzeć na mnie. Zebrałem się w sobie i również się podniosłem. Łapy drżały, kiedy chciałem wykonać krok.
- Za takie rzeczy się nie przeprasza - zacząłem powoli, przełykając ciężko ślinę. Myśli gubiły się w mojej głowie, zahaczały jedna o drugą. Przecież tak długo starałem się ukryć, że zauroczyłem się waderą. Próbowałem o niej nie śnić, nie pisać, nie wyobrażać sobie, wiem przecież jak to się u mnie zawsze kończy. Gdybym był w stanie choćby drgnąć zapewne kręciłbym się w kółko, zdenerwowany.
- Ale nie powinnam - odwróciła głowę, bałem się, że zaraz odejdzie, a po dzisiejszej nocy już nigdy się do mnie odezwie. Co jeśli nasza przyjaźń wygaśnie? Przecież nie mogę na coś takiego pozwolić.
- Nevt, spójrz na mnie. - wilczyca choć z niechęcią, zrobiła to, o co prosiłem. - I lepiej już nie odwracaj oczu. Te piękne szklane kule pełne magii nie powinny się chować po kątach - uśmiechnąłem się nieśmiało. - Tej nocy niebo zadrży na wieść, którą ujrzeć zdoła. Zupełnie jak ja, w chwili pocałunku, pocałunku jaki raczyłaś na mych ustach złożyć. Światła zaiskrzone migają, lecz to nie gwiazd poświata, a oczu twych łuna. Zasłuchany w głos niewiasty, wpatrzony w oblicze stoję i nie drgnę. Takiej nocy żem jeszcze nie przeżył, nie poczuł, usłuchał. Ogniem zapulsowały wszystkie żyły, twoje usta pragnienie ugasiły. Cisza kołysze strudzone serce, szepcząc do ucha melodyję wiatru. Pełen mocy jestem w tej niemocy, gdy rozum z sercem walczy o przetrwanie. Na mych barkach siedzi ciężar, co woła do zrywu, do zwiania. Lecz ucieczka daremna, nie podołam. Stawić czoła muszę spragnionym wezwaniom. Krzyczą w mej głowie tylko jedno imię. Imię wadery, której mieć nie winnem. Na próżno moje błagania, gdy ona stoi przede mną. Zdezorientowana, dzieląca uczucie strachu. A wszystko to skrapiane łzami kryształowymi, które będąc oko ranią. Lecz cóż to za rana gdy z miłości? Rzec żadna! - czułem jak mój głos zaczynał drżeć, wszystko wirowało mi przed oczami.  - Żadna gdy jesteś obok ma luba, gdyż właśnie tu chciałbym cię mieć, gdzie serce połowy swej szuka.

<Eee... Nevt?>

Słowa: 485

Od Nevt CD. Askalio


Wpatrywałam się w magiczny wręcz rój gwiazd nad nami. Ta chwila wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Leżąc pod nieboskłonem na tym śniegu, tuż przy Askalio czułam się niesamowicie. Wszystko wydawało się być piękniejsze, gdy on o tym mówił. Gwiazdy natomiast zawsze były cudowne, ale w tej chwili zapierały dech w piersiach. Czułam, że ta noc może nie mijać już nigdy. Chciałam zapamiętać położenie każdej z gwiazd, uchwycić je wszystkie razem i zamknąć ten moment na zawsze w pamięci, nigdy już go nie wypuścić, trzymać jak największy skarb. Myślałam nad tym, co mówił mi Askalio. Powiedział, że mogę zrobić jeszcze wiele innych rzeczy i nie muszę ciągle siedzieć w księgach, ale co mogłam innego robić? Moim celem w życiu było zostanie Wielkim Magiem, nie miałam innych zajęć. Wszystko co robiłam, podporządkowywałam tej właśnie rzeczy. Czytałam, uczyłam się, trenowałam, rozwijałam magię i próbowałam nawet zdobyć podstawową wiedzę na temat walki. Wszystko, byle by być najlepszym Wielkim Magiem. Lecz słowa basiora poruszyły mnie dostatecznie, bym zastanowiła się nie nad tym, co mogę zyskać siedząc z nosem w księgach, lecz nad tym, co mogę stracić. Rozważałam za i przeciw, lecz nie znajdowałam dużej ilości rzeczy. Czego nie zauważałam, co mógł zauważyć Askalio? Był poetą, może zwraca uwagę na coś, co ja odrobinę ignoruję, lub ignorowałam do tej pory? Zastanowiłam się więc, na co Askalio może zwracać uwagę. Na pewno dostrzega piękno rzeczy, którego ja nie dostrzegam, do momentu w którym mi go nie wskaże, ale raczej nie o to mu chodziło. Mówił wcześniej, że związane jest to z tym, co mamy w środku, że to od niego bije poezja, tak jak ode mnie magia. Więc co innego miał na myśli? Przypatrując się gwiazdom uległam zamyśleniu, a moje myśli wędrowały w najróżniejszych kierunkach próbując znaleźć odpowiedzi, które zdawały się być tak blisko. Basior mówił, że przyjdą one z czasem, lecz mój umysł był zbyt dociekliwy. Byłam ciekawska z natury, a szczególnie nie mogłam się powstrzymać z pytaniem, gdy wydawało mi się, że odpowiedź mam tuż przed nosem. Spojrzałam na towarzysza, chcąc go ponownie zapytać i wtedy zauważyłam, że mi się przygląda. Nie to jednak odebrało mi mowę. Znów poczułam to dziwne uczucie, gdy patrzyłam na tego wilka wtedy, pod niebem pełnym gwiazd. Jego oczy, skierowane tylko na mnie. Jego biała sierść, zawsze w nieładzie, stapiająca się z otaczającym nas śniegiem, odznaczająca się miejscami, gdzie jego futro przybierało kolor czerni lub popiołu. Zdołałam wydobyć jakoś z siebie głos, lecz moje usta ułożyły się w zupełnie inne zdanie, niż nasuwały moje myśli.
- Ten wieczór jest magiczny, nieprawdaż?
- Tak… - zdołał tylko wykrztusić, choć widziałam, że chciałby powiedzieć coś więcej, lecz jego głos też odmówił mu współpracy.
Patrzyliśmy na siebie w milczeniu przez dłuższą chwilę, która dała mi czas na sformułowanie niewyartykułowanej prawdy unoszącej się miedzy nami. Czyżbym… zakochała się w Askalio? I w tamtej chwili do mnie trafiło. Odpowiedź, którą miałam tuż przed nosem, a która ciągle mi umykała. Wiem co mogłabym stracić, gdybym została w bibliotece na zawsze. To było takie proste. Faktycznie, odpowiedź była tuż przed moim nosem, a raczej tuż koło mojego ramienia. Mogłam stracić coś ważnego, czego nie chciałam tracić. Uświadomiłam sobie to w tej chwili, a prawda tak mnie zszokowała, że zaparło mi dech w piersiach. Moje usta poruszały się już z własnej woli. Ktoś mógłby powiedzieć, że działałam pod wpływem chwili, ale nie byłaby to do końca prawda. Prawdą jest, że chwila była idealna, a ja byłam przez nią całkowicie pochłonięta, ale tego właśnie chciałam.
- Chyba wiem już, co może mnie ominąć, jeśli będę siedzieć wciąż tylko w książkach. Masz rację, że powinnam zrobić coś jeszcze i zamierzam zrobić to właśnie w tej chwili. Tylko się nie przestrasz.
Trochę bałam się jak zareaguje… Co ja mówię, byłam przerażona, ale postanowiłam, że się nie wycofam. Przysunęłam więc pysk odrobinę bliżej pyska Askalio, a gdy dzieliły nas zaledwie minimetry zrobiłam coś, przez co moje serce zaczęło galopować, płuca przestały w ogóle funkcjonować, a myśli skupiły się tylko na tej jednej rzeczy. Na naszym pocałunku.


<Askalio?>

Słowa: 664

Od Askalio CD. Nevt

- Cóż by rzec, lepsze to aniżeli pozostanie w tym miejscu.
- Niedźwiedź aż tak cię przestraszył? - zaśmiała się. 
- Nie, po prostu chcę przeczytać w życiu jeszcze kilka książek - odparłem dumnie, wypinając pierś, co wywołało u mojej towarzyszki kolejną salwę śmiechu. Wadera schyliła się, przybierając pozę szczeniaka, proponującego zabawę i zaczęła udawać, że ryczy. - No a teraz jeszcze się ze mnie naśmiewasz! Nieładnie! - wykonałem dokładnie ten sam ruch co wadera. Jak komicznie wygląda moja tylna część ciała kiedy nią tak kręcę? Skoczyłem w kierunku Nevt, a ta cofnęła się szybko, żeby rzucić się na mnie i próbować mnie powalić, ja już jednak znałem tę sztuczkę. Oderwałem się od podłoża, rzucając się w jedną z śnieżnych zasp. Okazała się jednak o wiele za głęboka, bo gdy spojrzałem do góry, miałem nad sobą jeszcze jakieś dziesięć centymetrów śniegu.
- Czy tutaj czasami nie miało być ziemi?! - krzyknąłem, a wadera podeszła i patrzyła na mnie z góry. Widziałem jak na jej pysku malują się różne emocje. Chyba nie wiedziała czy mi pomóc, czy upaść na plecy i zacząć się śmiać bez opamiętania. - No doprawdy komiczne, ale pragnę zaznaczyć przez jaką niewiastę me biedne ciało znalazło się w dole. A za chwilę będzie to też dół egzystencjalny! 
- No już, powoli. Zaraz ci pomogę.
- A może ja po prostu tu zostanę? Wykopię sobie norę. Będzie piękna niczym śnieg, lśniący krystalicznie na powitanie porannego słońca.
- Przyniosę ci tylko jakieś skóry, żebyś nie marzł.
- Od czasu do czasu podrzucisz mi tez jakiegoś królika czy ryby.
- Dobry pomysł. To do następnego!
Nastała chwila ciszy kiedy Nevt zniknęła mi z pola widzenia.
- I jak ci idzie? - wychyliła się po kilki chwilach.
- Ledwo ruszam łapami - mruknąłem pod nosem.
Wadera pomogła mi z wydostaniem się z zaspy. Nie było łatwo, jak się spodziewałem, ale przynajmniej nam się udało. Po tym wilczyca skomentowała moje ślamazarstwo i bycie ciamajdą. 
Nie przedłużając już więcej, ruszyliśmy we wcześniej obranym kierunku. Nie śpieszyliśmy się tak jak poprzednio, więc do Ulove trafiliśmy kiedy słońce chyliło się ku zachodowi.
- To mój ulubiony moment w ciągu dnia - powiedziałem, siadając na zimnym podłożu. Mogłem stąd idealnie zobaczyć świerki i góry w tle.
- Zachód słońca?
- Dokładnie. Chwila gdy ostatnie, długie promienie słońca muskają horyzont przypominają jakby owe źródło życia na pożegnanie całowało otaczający nas krajobraz. Czy ty również widzisz w tym rozejście się kochanków? - westchnąłem cicho, zamyślając się - I nie mów mi, że to było piękne, bo tym razem nie układałem żadnego wiersza - zaśmiałem się.
- I tak nigdy wcześniej nie porównywałam tego do pocałunku.
- A widzisz? Co powiesz na to żebyśmy zostali tutaj i zobaczyli gwiazdy? Wydaje mi się, że to najlepsze miejsce, aby je podglądać.
- Cóż, patrząc na to, że do biblioteki już nie zdążę... Okey. Ale wisisz mi te kilka godzin, które mogłabym spędzić na czytaniu - szturchnęła mnie.
- Wiesz, że masz jeszcze wiele czasu na naukę? Nie musisz być najmłodszym Wielkim Magiem w historii! Jesteś młoda, możesz zrobić wiele innych rzeczy.
- Jak na przykład? - spojrzałem na nią, myśląc nad odpowiedzią.
- To przyjdzie z czasem, ale jeśli za bardzo skupisz się na nauce pewnego poranka obudzisz się ze świadomością, że zapomniałaś czegoś zrobić. Kiedy osiągniesz już wszystko co chciałaś przypomnisz sobie, że może powinnaś była zrobić coś jeszcze.
- To było głębokie... I depresyjne.
- Przepraszam. Ale to takie rady od starego kolegi, który też dużo siedzi w bibliotece. 
~*~
Rozmowa przyjemnie się toczyła. Postanowiłem położyć się na plecy, żeby móc w pełni radować się widokiem. Nevt położyła się obok mnie. Gdyby nie śnieg, noc wytoczyłaby dziś swe największe demony, aby ogarnąć wszystko mrokiem.
- Powinienem uczyć się astronomii - powiedziałem znienacka. Wyraźnie zainteresowało to waderę. - Spójrz tylko na to co dzieje się nad naszymi głowami. 
Bóg opuścił dziś niebiosa
By nagi tańczyć wśród nas
Obnażając się i grzesząc
Nasze umysły cnót pełne
Widokiem tych gwiazd
Nie byłem do końca dumny z tego małego wiersza, ale naszła mnie ochota, żeby coś takiego powiedzieć. Spojrzałem na Nevt i nawet nie zauważyłem kiedy się tak zagapiłem. W jej oczach mieniło się w tej chwili tysiące gwiazd.

<Nevt?>

Słowa: 656
Layout by Netka Sidereum Graphics