Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hertoza i Aarved. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hertoza i Aarved. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 października 2020

Od Aarveda CD. Hertozy

- Mówię ci, że to musi być wschód słońca - warknął Aarved, krążąc po klatce. Jego pazury drapały z piskiem gruby lód, a rogi uderzały o kraty, kiedy krążył wokół swojej towarzyszki.
- Ale wschód słońca dzisiaj już był - jęknęła Hertoza, zakrywając łapami pyszczek. Basior spojrzał na nią.
- No właśnie. To już nie nadejdzie.
- Ale był już DZISIAJ - odparła Hertoza. - Nie rozumiesz?
Wojownik oparł czoło o zimną klatkę.
- Pytanie, czy chodziło jej o ,,dzisiaj" jako o dzień, który właśnie mija, czy ,,dzisiaj" ogólnie - zaczął wilk, mrużąc oczy. Głowa zaczynała go boleć. - Bo jeśli ogólnie, to wschód słońca nie może być odpowiedzią, ale jeśli dzisiaj, że dzisiaj, to...
Uderzył w lód łapą, ale nawet nie zostawił na nim rysy. Nagle opanowany przez wściekłość, obrócił się i z całej siły walnął całym ciężarem wielu kilogramów mięśni w więzienie. Jeszcze raz spróbował połamać zimne sople, a potem podjął kolejną próbę stopienia ich ognistą kulą.
- To nic nie da - szepnęła wilczyca, gdy samiec osunął się na ziemię z beznadziejnym wyrazem pyska. Zapadła cisza, gdy w końcu Aarved podniósł się gwałtownie i zaczął ponownie krążyć po celi. Jego wielka sylwetka, nastroszone futro i napięte, wielkie łapy oraz wysportowany grzbiet, nie wspominając już o wściekłym, dzikim spojrzeniu, wzbudziłyby przerażenie u większości wilków. Niestety nie ruszało to okrutnej bogini, która dalej milczała, obserwując, jak jej ofiary zbliżają się do swojego końca. Hertoza podążała wzrokiem za swoim współwięźniem, aż w końcu wbiła spojrzenie w podłoże, powstrzymując łzy.
Samiec nie był w stanie usiedzieć na miejscu. Przez jego głowę przemykały tysiące myśli, część z nich kazała mu wierzyć, że powinien się poddać i nie ma już dla nich nadziei. Odmawiał im jednak, nie miał zamiaru tak tanio sprzedać swojej skóry. Bezczynne czekanie na śmierć wydawało mu się jeszcze gorsze, niż frustracja i niepewność, które towarzyszyły próbom znalezienia hasła. W końcu nie byli w aż TAK beznadziejnej sytuacji. Wiedzieli, co mają zrobić i jakie konsekwencje ich czekają, a co najważniejsze - że istnieje dla nich ratunek. Jakieś słowo musi ich uwolnić. Jest dla nich szansa, trzeba ją tylko wykorzystać i znaleźć odpowiedź. Na pewno gdzieś jest, trzeba ją tylko odnaleźć. Poza tym, mają nawet wskazówki. Wystarczy tylko przesortować wyrazy przez posiadane przez nich sitko.
- Hertoza! - basior stanął przed Mirabilis. Ta drgnęła i skuliła się lekko, tuląc uszy. Spojrzała na niego nieśmiało i z przestrachem. - Potrzebuję twojej pomocy!
Wilczyca kiwnęła powoli głową.
- Wymieniaj na głos słowa, o których mówiliśmy. W sumie, wymieniaj wszystkie słowa, jakie przyjdą ci do głowy i które mogą pasować. Acha - przerwał i wskazał łapą na zaskoczoną samicę, która patrzyła na niego wielkimi oczami. - I przyjmujemy, że mówimy o ogólnym ,,dzisiaj". Nie dzisiaj, że dzisiaj... zresztą... Nieważne, wymieniaj!
Rogacz z powrotem zaczął kręcić się po klatce, tym razem o wiele szybciej, a jego wzrok płonął zawzięciem, pasją, a może nawet... Manią.
- No to... Wschód słońca - wydukała samica.
- Odpada. Wystarczy, że obudzę się przed wschodem słońca i ,,dzisiaj jeszcze będzie wschód słońca".
- Um... Wiatr? - kontynuowała niepewnie żółtooka. Samiec pokręcił głową.
- Są dni, kiedy nie wieje.
- Śnieg?
- To samo.
- Miłość? Emocje ogólnie?
- Dzisiaj czuję bardzo dużo emocji, nawet za dużo. Dalej!
- Pory roku? Nie, też odpadaj, żadna z nich nie przychodzi ,,zawsze". W sensie, rozumiesz... - wadera zerwała się z miejsca, jej oczy zalśniły w nadziei.
- Tak, rozumiem. Sen?
- Są dni, kiedy nie śpisz. - Głos samicy nabrał pewności. - Myśli?
- Jeszcze będzie ich dużo tego dnia. Oddech?
- Odpada z tego samego powodu.
- Nadzieja?
- Nie przychodzi każdego dnia. - Pokręciła głową i westchnęła, a powietrze uchodzące z jej pyska zadrżało. - Aarved? Boję się, że nie wrócę do domu...
Basior zerknął na nią. Zapadła cisza i jedynie wiatr szeptał w ich uszy. W końcu wojownik spuścił wzrok i podszedł do towarzyszki, tuląc uszy.
- Rozumiem, że się boisz. Jestem wojownikiem i znam to uczucie - przerwał na chwilę. - Czasami wierzę, że... Że zginę w walce, a mój oddział mnie nie znajdzie. Że zostanę w obcym lesie, a moje ciało przykryje śnieg, że nie zostanę nawet pochowany w ziemi, za którą walczyłem. Wiem, że to straszne, ale jedyne, co możesz zrobić w tej sytuacji, to zaakceptować ten strach. Kiedy go czuję, staram się żyć obok niego, nie z nim. - Odetchnął ciężko i zerknął w bok. - Tak sobie z tym radzę. Pomaga mi to działać, a nie gdybać o przyszłości.
Hertoza przysiadła obok niego, dalej widocznie podłamana.
- Chciałabym się obudzić jutro rano z powrotem w domu - westchnęła.
- A ja chciałbym ci powiedzieć, że... - przerwał nagle. Samica podniosła spojrzenie i napotkała oczy towarzysza. Patrzyła, jak źrenice mu się rozszerzają, a pysk delikatnie otwiera w wyrazie szoku.
- Hertoza... Hertoza, to jest odpowiedź... - wyszeptał, nie spuszczając z niej zaczarowanego wzroku.
- C... co? - wydukała zaskoczona słowami rogatego wilczyca. - Jutro?
- Jutro! - wykrzyknął samiec i poderwał się gwałtownie. Wziął głęboki oddech i wykrzyknął w przestrzeń: - Odpowiedź to jutro!
Ułamek sekundy później w wilki uderzył potężny wiatr, który pchnął oboje na tylną ścianę. Samiec z hukiem rąbnął w kraty, omal nie łamiąc sobie rogów, a z jego ust wydobył się jęk, zagłuszony przez wycie żywiołu. Nagle pojawiło się światło, a jego źródło powoli się do nich zbliżało. Wojownik jednak nie był w stanie dokładnie się mu przyjrzeć, bo nagle podłoga zniknęła spod jego łap. Rzucił się w bok, aby złapać swoją towarzyszkę i zamortyzować jej upadek swoim ciałem, ale nie zdążył. Wrzasnął i zamknął oczy, kiedy grunt zaczął się do niego gwałtownie przybliżać.
Wylądował w muldzie śniegu, jednak przez jego bok przeszła fala bólu. Przez chwilę leżał tak, sparaliżowany i pozbawiony możliwości złapania oddechu, gdy w końcu otrząsnął się z szoku i z trudem podniósł się z ziemi. Uświadomił sobie, że obok niego leżała Hertoza - na szczęście przytomna. Pomógł jej wstać, a potem spojrzał na istotę, która właśnie spływała przed nich z góry. Gdy światło, które ją otaczało, zaczęło powoli gasnąć, samiec dostrzegł, że nie miało już dłużej kształtów wilka. Spośród promieni wyłoniła się wysoka postać o długiej, puchatej szyi, dwóch parach skrzydeł i baranich rogach, które otaczały ludzką twarz. Jasne oczy zmrużyły się w uśmiechu, kiedy stworzenie przechyliło delikatnie głowę.
- Gratulacje, odgadliście odpowiedź. Podziwiam waszą współpracę, w istocie podziwiam.
Rogacz spojrzał w szoku na Hertozę, która wydawała się równie zdezorientowana, jak on sam. Zerkała to na niego, to na dziwną bestię z lekko otwartym pyszczkiem.
- K... kim ty jesteś? - wydukał ze ściśniętym gardłem. - Co się stało z boginią?
Skrzydlate zwierzę zaśmiało się perliście.
- Udowodniliście, że jesteście godni poznania mojej osoby. Wasza siła i opanowanie sprawiły, że uznałam, że mogę się wam pokazać w mojej prawdziwej postaci, albowiem potrafię zmieniać formy. Nazywam się Lamia i...
- Zaraz, zaraz, zaraz - przerwał jej zielonooki, kiedy istota zrobiła przerwę na oddech. - Może wytłumaczysz nam... Lamio... Co się tu dzieje? Przed chwilą byliśmy pewni, że umrzemy!
- Oh, no tak, wy wilki jesteście takie naiwne - parsknęła skrzydlata. - Nie zabiłabym was. Nawet jeśli podalibyście złą odpowiedź, to puściłabym was wolno. Nie bawi mnie mordowanie.
- A gdybyśmy w ogóle nie podali odpowiedzi? - zapytała cicho wadera.
- Cóż, musiałabym was... Trochę skrzywdzić, ale bylibyście w stanie wrócić do domu. Przynajmniej zazwyczaj tak jest, kiedy wilki nie są w stanie odpowiedzieć na moją zagadkę - Jasną twarz wykrzywił nieco okrutny uśmiech. - Byłabym zmuszona was ogłuszyć w niezbyt przyjemny sposób. Doszlibyście jednak do siebie po paru dniach... Lub tygodniach.
Aarved nie miał pojęcia, czy tak potężna istota zniżała by się do nudnego ciosu w potylicę, nic jednak nie powiedział. Miał mętlik w głowie.
- Jaki jest więc sens? - odważył się spytać. Jasne oczy skierowały się w jego stronę, a po brązowym grzbiecie przebiegł dreszcz. W tych oczach było coś, co nie pozwalało mu spuścić gardy nawet na chwilę. Nie ugiął się jednak pod władczym, tajemniczym wzrokiem magicznego stworzenia i kontynuował: - Jaki jest sens łapania wilków do klatki, skoro nic z tego nie wynika? I tak je wypuszczasz, nieważne, jaką odpowiedź podadzą. I czy w ogóle ją podadzą.
Dźwięczny śmiech przebił się przez wiatr, który zawył głośno i rzucił obu wilkom płatki śniegu w pyski. Mistyczna istota ugięła tylne, jelenie nogi i usiadła na ziemi, trzepocząc lekko jasnymi skrzydłami.
- Właśnie miałam wam to wyjaśnić. Widzicie... - westchnęła i nagle posmutniała. - Mój gatunek umiera. Od lat nie widziałam nikogo ze swoich. Nie pamiętam już nawet, jak się nazywamy. Nasze przeżycie zależy od kryształów, które posiada każdy z nas. Dają nam magię i energię, których potrzebujemy, aby istnieć. Bez nich powoli umieramy, usychamy, aż w końcu... Puf.
Zamilkła i spojrzała w dal beznamiętnym wzrokiem. Ani Hertoza, ani Aarved nie odważyli się odezwać. Czekali cierpliwie, aż Lamia ocknie się ze swojego zamyślenia. W końcu otrząsnęła się, strzepnęła śnieg z piór i ponownie spojrzała na swoich więźniów ostro.
- Przejdźmy do rzeczy. Mój kryształ został ukradziony i od kilku księżyców tracę moją moc. Czuję wielkie zmęczenie i wiem, że zbliża się mój koniec. Potrzebuję kogoś, kto zgodziłby się mi pomóc. Zwracam się z tym do was. Czy chcielibyście odnaleźć złodzieja i odzyskać źródło mojego życia?
Hertoza spojrzała ze zdziwieniem na zielonookiego, który zmarszczył brwi.
- Dlaczego sama nie pójdziesz go poszukać? - mruknął podejrzliwie.
- To miejsce jest przesycone moją magią. Tylko tutaj mogę utrzymać się przy życiu, czerpiąc z tych niewielkich resztek, które powstały na przestrzeni wielu lat, które tutaj spędziłam. Jeśli wyjdę z mojego ogrodu, zginę na miejscu. Dlatego czekam, aż ktoś przyjdzie do mojego ogrodu. Czasem obserwuję go przez chwilę, tak jak ciebie, rogaty wojowniku. Przychodziłeś tutaj wiele razy i przekonałam się, że będziesz odpowiedni do wykonania tej misji. Gdy pojawiła się ta wadera, a wy udowodniliście, że potraficie współpracować i rozwiązywać problemy pod presją, odważyłam się przed wami wystąpić. Oto cała moja historia. Czy zgadzacie się udzielić mi pomocy?

<Heri?>

Słowa: 1559 = 122 KŁ

niedziela, 20 września 2020

Od Hertozy CD. Aarveda

Ni stąd ni zowąd zerwała się potężna burza śnieżna. Aarved natychmiast wyskoczył przed Hertozę ochraniając ją swoim ciałem przed podmuchami. Pośród szumu dało się słyszeć potężny głos: To wy zaśmieciliście to miejsce tymi palami! Naruszyliście śnieg-waszymi łapami i uszkodziliście moje cenne sople lodu, które hodowałam tak długo! Jak śmiecie przychodzić do mojego ogrodu?!
- Co się tu dzieje?! – Hertoza próbowała przekrzyczeć odgłosy wiatru, nie tego się spodziewała przechodząc przez szczelinę.
- Jeszcze raz was tu zobaczę spadnie na was klątwa! – dudnił potężny głos.
- Wygląda na to, że naruszyliśmy czyjeś włości! – odkrzyknął Aarved –-Zaraz opanuję sytuację!
Przez chwilę basior się nie odzywał, tylko wpatrywał się przed siebie,
jakby próbował znaleźć właściciela potężnego głosu. Hertoza w tym czasie próbowała opanować podmuchy wiatru wykorzystując do tego swojeumiejętności, jednak wiatr nie poddawał się tak łatwo, wymykał się samiczce, jakby jakieś wyższe siły nim sterowały. Wtem, przekrzykując burzę, odezwał się Aarved:
- Wybacz nam, że naruszyliśmy twój ogród, nie wiedzieliśmy, że to- miejsce do kogoś należy. Możemy naprawić wyrządzone szkody…
-  Głupcy! – przerwał głos – Nie wiecie nawet na czyją ziemie- wtargnęliście! Nie opuścicie jej dopóki nie rozwiążecie zagadki!
-  Nie poddamy się bez walki! - odkrzyknął basior - Natychmiast siła wiatru wzmogła się, a dwa wilki porwane przez podmuch wylądowały na czymś twardym i zimnym. Heri z przerażeniem odkryła że jest to lodowa klatka, z grubymi soplami lodu zamiast krat. Aarved próbował spalić sople, jednak lód był odporny na jego moc. Gdy to nie poskutkowało, jego ciało zamieniło się w kamień, a samiec z całej siły, próbował rozwalić kraty biorąc niewielki rozpęd i uderzając w nie. Nagle dało się słyszeć upiorny śmiech, a burza śnieżna zaczęła jakby słabnąć, wicher został zastąpiony przez niewielki podmuchy, jednak nie był to koniec dziwnych zjawisk. Choć burza ustała, w stronę wilków zmierzało jakby tornado z lodu i płatków śniegu, było co raz bliżej klatki, w której tkwili Aarved i Hertoza. A im bliżej klatki było tornado tym mniej płatków śniegu wirowało w nim. Tuż przed więzionymi wilkami śnieg całkowicie zniknął a przed nimi pojawiła się postać nieprzypominająca żadne zwierzę, jakie którekolwiek kiedyś widziało. Stworzenie było podobne do wilka, miało cztery długie łapy długi czarny i gęsty ogon, jednak reszta ciała nie budziła podobnych skojarzeń, zamiast jednej głowy postać miała dwie, choć można nawet powiedzieć półtorej, bowiem miała troje oczu, dwa czerwone i jedno wielkie – turkusowe umiejscowione jakby pomiędzy głowami. Po za tym każda głowa miała po jednym uchu i dziwnym, niespotykanym u innych zwierząt rogu. Teraz jesteście zdani na moją łaskę – powiedziała postać zgryźliwie-
– Nie uda wam się stąd uciec, uwolnię was jeżeli poprawienie odpowiecie na moją zagadkę; jeśli wam się nie powiedzie, zostaniecie zaklęci w sople lodu i na zawsze będziecie ozdobą mojego ogrodu. Do tej pory jeszcze nikt nie odgadł mojej zagadki. Dowody z resztą macie dokoła – postać niedbale machnęła łapą w stronę lodowych sopli
Waderę ogarnęło przerażenie, nie chciała tak szybko kończyć swojego życia, choć ono nie było zbyt kolorowe. Aarved też przejął się tym, co powiedziała postać.
- Słuchajcie uważnie! Nie będę powtarzać. Co to jest: zawsze- przychodzi, ale nigdy nie przyjdzie dziś? A, żeby nie było za łatwo, czas na rozwiązanie zagadki kończy się - dziś o zmierzchu – po tych słowach stworzenie zniknęło. Hertoza przysiadła na lodowatej prętach klatki, kręciło jej się w głowie od nadmiaru wrażeń, to za dużo jak na jeden dzień w nowym świecie.
- Mamy pół dnia, na rozwiązanie zagadki, masz jakiś pomysł? - zapytał Aarved przystając nad waderą.
.- Nie, chyba nie - odpowiedziała zwieszając głowę
- Nie martw się, poradzimy sobie. Jakoś…
Między wilkami zapadła głęboka cisza, basior intensywnie myślał, a Hertoza co jakiś czas w przypominała sobie treść zagadki lekko tylko poruszając wargami. Nie miała bladego pojęcia co może przyjść zawsze ale nie dziś. Najgorsze, że nie mieli nawet wskazówek czy jest to przedmiot, czy coś żywego, a może chodziło o pogodę?
-  Aarved... czy to był, ten no wiesz... wilk? - zapytała Heri przerywając tym samym dłużące się milczenie.
- Prawdę mówiąc, nie widziałem u nas takiego wilka. Sądzę że nie był - w tym miejscu samiec zwiesił głos. – Prawdopodobne była stąd, to córka bogini Farani
- Zdaje się że kiedyś słyszałam to imię.- przerwała wadera - Bogini Farani?
- Podobno niedaleko znajduje się pałac nazwany imieniem jej córki.
- Osobiście nigdy tam nie byłem, nie jest to przyjazna okolica. Wilki siedziały już od dłuższego czasu w klatce, co jakiś czas wymieniając się pomysłami na to, co może być rozwiązaniem zagadki. Hertoza proponowała różne uczucia i emocje, jednak Aarved nie był co do tego przekonany. Sam natomiast obstawał przy porach roku. Nie mogli wspólnie dojść do porozumienia, a czasu zostało co raz mniej...

<Aarved>

 Słowa: 768 = 43KŁ

niedziela, 24 maja 2020

Od Aarveda CD. Hertozy

W oczach Aarveda tylko przez chwilę widać było cień wyrzutu. Rogi. Czemu musiała zapytać akurat o nie? Już chociażby ogon czy te durne cętki byłby lepsze, dlaczego nieznajomi zawsze upatrywali sobie to przeklęte poroże? Opanował się jednak szybko. Nie powinien dać po sobie poznać, że samica trafiła w czuły punkt. Uśmiechnął się najszczerzej, jak potrafił w tej sytuacji.
- Tak, jak najbardziej - odparł. - Chcesz dotknąć? Nie są ostre.
- Um... A mogę? - zapytała niepewnie wilczyca. W odpowiedzi wojownik schylił głowę, przyciskając brodę do piersi. Poczuł, jak wadera przesuwa łapą po chropowatej, kręconej powierzchni.
- Pierwszy raz widzę r-rogatego wilka - zająknęła się. Aarved zaśmiał się cicho. W jej głosie nie było słychać uszczypliwości ani złośliwości, jedynie czystą ciekawość. No, może też odrobinę zdenerwowania. Chyba za szybko się zdenerwował. W końcu nie chciała sprawić mu przykrości.
- To prawda, rzadko się takie spotyka. Moja mama ma bardzo podobne.
- Naprawdę? Nie sądziłam, że tak w ogóle można... To znaczy, że jest to w ogóle możliwe - mruknęła cicho Hertoza. Aarved zamyślił się. Owszem, poroże u wilków nie było często spotykane, ba, sam basior powiedziałby, że raczej należy do rzadkości, ale generalnie społeczeństwo wiedziało o tym, że taka cecha występuje u niektórych osobników. Może nieznajoma była po prostu jeszcze bardzo młoda? Albo wychowała się daleko od centrum i nie miała kontaktu z innymi osobami.
- Cóż, jak widać, jest jak najbardziej możliwe - odparł wojownik z uśmiechem. - Nie przeszkadzają mi za bardzo, jedynie czasem o coś zahaczam.
- Och, ro-rozumiem - zająknęła się samica. Zapadła chwila ciszy. Basiora coraz bardziej intrygowało, dlaczego nowo napotkana duszyczka jeszcze nie odeszła w swoją stronę. Wydawała się bardzo miła, ale trochę zagubiona.
- Znałaś już to miejsce wcześniej? - zapytał rogacz, chcąc kontynuować rozmowę. Co prawda czekał go trening, ale odejście w tym momencie wydawało się bardzo niemiłe i nieuprzejme - a Aarved wiedział, że swoją postawą powinien stanowić wzór, nawet jeśli nie był na służbie.
- Nie, ja je dopiero znalazłam. Przed chwilą... Znaczy, już jakiś czas temu odkryłam nowe wejście do jaskiń. Ale wygląda bardzo ładnie. - Rozejrzała się uważnie, przełykając nerwowo ślinę.
- Ach, to prawda, w istocie. Ja lubię tu przychodzić, zresztą to też moja robota - wskazał łapą na poobijane, porysowane bale służące mu do ćwiczeń. - Jest  tu cicho i spokojnie. Idealne miejsce do ćwiczeń.
- Ciężko się nie zgodzić. A co... no, trenujesz?
- Aktualnie próbowałem skupić się na walce mieczem, ale nie zdążyłem zacząć.
Hertoza już otwierała pyszczek, żeby coś powiedzieć, gdy nagle rozległ się huk. Porywisty wiatr uderzył w dwoje towarzyszy, sypiąc im kryształkami lodu w oczy. Pierwszym odruchem basiora była chęć ochronienia wadery. Skoczył przed nią i osłonił swoim ciałem. Śnieg podrywany przez podmuch zataczał wokół nich kręgi, tworząc coś na kształt trąby powietrznej. Powietrze huczało i świszczało, a niebo nagle zakryło się chmurami. Wojownik przełknął ślinę, próbując zorientować się w sytuacji i opanować strach.
- Wiedziałam, że tu przyjdziecie, nędzne wilki! - rozległ się grzmiący głos. - Wasza rasa jest jak zaraza. Wszędzie was pełno i nie szanujecie niczyjej własności!
- Kim jesteś?! - krzyknął basior, próbując przekrzyczeć ryk burzy. - Nie zrobiliśmy nic złego!
- Jak to nie?! - zadudniła niewidzialna istota. - To wy zaśmieciliście to miejsce tymi palami! Naruszyliście śnieg waszymi łapami i uszkodziliście moje cenne sople lodu, które hodowałam tak długo! Jak śmiecie przychodzić do mojego ogrodu?!

<Hertoza? Wybacz, że tak krótko, następne będą dłuższe, obiecuję>

Słowa: 527

sobota, 23 maja 2020

Od Hertozy CD. Aarveda

Hertoza obudziła się jak zwykle przed wszystkimi. Najciszej jak tylko potrafiła wygramoliła się spośród śpiących wilków, co nawet nie było takie trudne zważywszy na to że spała praktycznie na zewnątrz gromadki i żaden kuzyn nie zrobił sobie z niej poduszki. Jako czarna owca w rodzinie nie miała lekko, często pod jej adresem padały nieprzyjemne uwagi odnośnie jej pochodzenia oraz niezdarności, bowiem wadera często potykała się o własne łapy.
Mimo to Hertoza była szczęśliwa, nie musiała tak jak jej kuzyni codziennie wykonywać obowiązków względem rodziny i cieszyła się ogromną wolnością - nikt nie ganił ją gdy nie wykonała swoich zadań, jedynie spotykała się z niechętnym spojrzeniem i pogardą. No chyba że dowiedział się jej dziadek a przy tym głowa rodu Shiverring i jej opiekun, wtedy Hertoza dostawała solidną reprymendę, która miała na celu postawić ją do pionu, co nawet skutkowało lecz na krótko. Wadera wyszła z lodowej jaskini na świeże górskie powietrze, wzięła parę głębokich wdechów, stworzyła dysk pod swoimi łapami i lewitując ruszyła swoją ulubioną trasą w stronę doliny. Gdy znalazła się już trochę niżej, gdzie było więcej śniegu niż lodu i ostrych skał, stanęła na ziemi i ostrożnie ruszyła przed siebie. Po drodze nasłuchiwała, czy w pobliżu nie ma innych zwierząt, z którymi mogłaby porozmawiać by zabić poranną nudę. Niestety, nikogo nie słyszała, nawet jej ptasich przyjaciół.  Rozczarowana zwiesiła głowę.
- Cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego jak poszukać miejsca do treningu - pomyślała.
Radośnie ruszyła przed siebie, rozglądając się na prawo i lewo. Po długiej wędrówce zboczem doliny, brodząc w głębokim śniegu, potykając się od czasu do czasu, znalazła miejsce idealne do treningu. Było to wąskie odgałęzienie doliny, którą Hertoza szła do tej pory, powierzchnię pokrywała świeża warstwa śniegu, dlatego wadera postanowiła zatrzymać się tutaj żeby poćwiczyć. Usiadła na środku tej malutkiej dolinki i zaczęła bawić się wiatrem przesypując śnieg z jednej strony doliny na drugą, próbując jednocześnie tworzyć małe zamiecie śnieżne. W pewnym momencie, gdy wichura wymknęła się Hertozie spod kontroli i uderzyła w jedną ze ścian dolinki, powodując osypanie się zalegającego śniegu, przed waderą odsłoniło się nieznane dotąd przejście. Zaciekawiona Hertoza ostrożnie podeszła do otworu i zaczęła przyglądać się jej ścianom, na szczęście była to lita skała, dlatego nie było zagrożenia, że gdy wadera wejdzie do środka strop spadnie na nią i pogrzebie ją żywcem.
Hertoza uniosła się nad ziemią i powoli ruszyła przed siebie, gotowa w każdej chwili by zerwać się do ucieczki. Otwór był długi, stopniowo zaczynał się powiększać, trudno było ocenić jak bardzo, bowiem było tak ciemno że Hertoza widziała zaledwie czubek swojego nosa. W końcu ujrzała światło na końcu tunelu, przyśpieszywszy lot znalazła się po drugiej stronie doliny. Widok nie różnił się niczym od tego do czego była przyzwyczajona, wszędzie na oblodzonych skałach i nielicznych drzewach leżał śnieg. Powietrze także nie różniło się niczym, chociaż…. Hertoza jeszcze raz pociągnęła nosem i była pewna, że w pobliżu znajduje się inny wilk w dodatku nieznajomy. Podążając za zapachem Hertoza szła dalej po nieznanym sobie terenie, jednocześnie narastał w niej niepokój i ekscytacja, po raz pierwszy w swoim życiu miała okazję poznać kogoś z poza rodziny. Nowego wilka!
Krajobraz stopniowo zaczął się zmieniać. Zamiast drzew w okół pojawiało się więcej lodowych formacji, oprószonych świeżym śniegiem, Hertoza niepewnie szła przed siebie, podążając za zapachem. Nagle kątem oka zobaczyła jakiś cień. Obiekt poruszał się szybko. Hertoza żeby nie stracić sylwetki z oczu zaczęła lewitować i z pośpiechem ruszyła, jak jej się wydawało nieznajomym wilkiem. W końcu osobnik przestał się przemieszczać a zamiast tego zaczął ćwiczyć. Ku zdumieniu Hertozy wygląd postaci nie pasował do wyglądu wilka, z jakim była zaznajomiona, mimo to jego zapach niewątpliwie wskazywał, że jest to wilk. Po pierwsze, z głowy wilka wyrastały dwa rogi, nie przypominające rogów żadnego zwierzęcia, po drugie ogon, który przypominał ogon raczej jakiejś sarny lub jelenia, ale na pewno nie był to wilczy ogon. Całości niespotykanego wyglądu dopełniały wszechobecne cętki. Wadera starała się zbliżyć do osobnika, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Jej myśli były tak zajęte nowym odkryciem, że nawet nie zauważyła, kiedy dysk pod jej łapami rozpłynął się, a ona sama straciwszy równowagę, runęła jak długa na ziemię. Natychmiast podniosła się i lekko zataczając się próbowała schować się między lodowymi rzeźbami.
- Halo! – usłyszała – Nie zamierzam nikogo krzywdzić. Jestem wojownikiem lądowym i przyszedłem tutaj jedynie dla treningu – głos dało się słyszeć co raz bliżej.
- Błagam oszczędź! – krzyknęła Hertoza myśląc, że widzi przed sobą jednego z bogów.
- Nie zrobię ci krzywdy. Powiedz jak masz na imię? – zapytał spokojnie.
- Hertoza… a ty?
- Aarved. Powiedz mi Hertoza, nigdy wcześniej nie widziałem cię tutaj. Mieszkasz w okolicy?
Wadera była lekko skołowana, wyglądało na to że basior jest najprawdziwszym i stu procentowym wilkiem, a nie potworem z legend.
- Yyy – zająknęła się wadera. – Chyba trochę zbłądziłam – powiedziała niepewnie. – Chciałam sprawdzić co będzie po drugiej stronie otworu, który nagle odkryłam i tak nagle znalazłam się tutaj. Aarved zamyślił się.
- Powiedz, te twoje rogi to, eee… no… ppprawdziwe są? – wypaliła Hertoza, przerywając ciszę, która zapadła.

<Aarved?>

Słowa: 817

poniedziałek, 18 maja 2020

Od Aarveda

Aarved wracał z trwającej dwa tygodnie służby w koszarach. Na plecach niósł ciężkie torby, wypełnione własnym dobytkiem. Dzień był wyjątkowo piękny - zupełnie jakby cieszył się z powrotu basiora do domu. Chmury postarały się i przykryły okolicę świeżą warstwą jasnego puchu poprzedniej nocy, sprawiając, że krajobraz wyglądał na delikatny i ogarnięty niezmąconym spokojem. Ptaki śpiewały głośno, niczym przekupki na targu wymieniające się ploteczkami; ,,słyszałyście? Aarved wraca!", ,,Co, Aarved wraca?", ,,Jak to wraca Aarved?", a przygrywał im wesoły wiatr.
Cała ta otoczka sprawiła, że basior miał wyjątkowo dobry nastrój, kiedy otworzył drzwi swojego skromnie urządzonego mieszkanka. Rzucił plecak na podłogę i postanowił zrobić sobie niezbyt intensywny trening tego dnia. W końcu nie może ciągle przeciążać mięśni.
Zgodnie ze świeżo ustalonym planem, szybko opuścił jaskinię, nie marnując nawet pięciu minut na odpoczynek w zamkniętym pomieszczeniu. Jedyne, co zabrał ze sobą, to miecz, który wypożyczył z koszar. Ostrze było tępe, albowiem oręż służył jedynie do ćwiczeń. Aarved miał zamiar polepszyć swoje umiejętności walki bronią białą - nigdy bowiem nie wiadomo, co może go spotkać na polu walki. I nawet wiedział, jakie miejsce będzie to tego celu idealne.
Podróż do celu nie zabrała mu wiele. Bardzo szybko znalazł się w dolinie, którą on sam nazywał ,,Szklanym Pałacem" - nie miał pojęcia, jak brzmiała powszechnie używana nazwa. Ten zakątek znalazł któregoś dnia, gdy zwiedzał miejsce swojego zamieszkania oraz jego okolice. Było to już parę ładnych lat po przeprowadzce nad rzekę Bumari, więc wilk był bardzo zaskoczony swoim odkryciem. Niemniej nie była to przykra niespodzianka - wręcz przeciwnie.
Aby dostać się do obranego za cel miejsca, trzeba było prześlizgnąć się przez niewielką szczelinę w wysokiej skalnej ścianie. Być może to właśnie dlatego rogacz tak długo nie wiedział o istnieniu tego odludzia. Po przejściu przez wąski korytarz, który rozciągał się na przynajmniej kilkanaście metrów, oczom podróżnika ukazała się iście bajkowa sceneria.
Niecka otoczona była ze wszystkich stron stromymi zboczami, które tworzyły praktycznie gładkie mury obronne. A było, co ochraniać, albowiem głównymi bywalcami tego niesamowitego zamku były lodowe rzeźby. Nie przedstawiały jednak żadnych konkretnych postaci - najczęściej były to wysokie słupy, wzniesienia i dziwne konstrukcje stworzone z wielu brył zamarzniętej wody o nieokreślonych kształtach. Wilk przez długi czas zachodził w głowę, jak takie cudowności mogły powstać, nic jednak nie potrafił wymyślić. Wiedział tylko jedno - że owe przezroczyste twory były portalem do innego świata, pełnego różnobarwnych refleksu słońca przebijających się przez lód, błękitnych kolumn i zadziwiających, przypominających włócznie tworów, które wydawały się bardziej kruche od uschniętej gałązki - były to jednak tylko pozory, albowiem ułamanie takiego sopla stanowiło iście herkulesowy wysiłek. Dało się odnieść wrażenie, że to prawdziwy boski zakątek na ziemi. Rogacz nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że Szklany Pałac pełnił rolę placu zabaw dla potomstwa niebiańskich istot.
Basior lubił przychodzić do lodowego zamku, ponieważ oferował on idealny spokój, jakiego potrzebował do ćwiczeń. Co prawda bardzo rzadko spotykał kogoś na terenach innych niż Centrum, jednak to miejsce było wyjątkowe. Przepełniało go uczuciem, którego nie potrafił nawet nazwać. Pozwalało mu się skupić i odnaleźć równowagę, coś, czego bardzo potrzebował podczas treningu z ostrzem. Sprawiało wrażenie scenerii zamrożonej w czasie, nigdy niedotkniętej złą pogodą, śmiercią czy nieszczęściem. W dodatku, bądźmy szczerzy, było po prostu piękne i okazja do wykorzystania go do osobistego rozwoju po prostu przynosiła radość.
Wilk zszedł więc w dół, mijając pierwsze niewielkie lodowe ozdoby. Przeszedł koło kształtu, który zawsze w głowie określał wiewiórką i skręcił w prawo, idąc do dobrze znanej sobie ,,areny", jak nazywał teren swoich ćwiczeń. Nie chciał niczego zniszczyć, potrzebował więc rozległej, pustej okolicy i tym właśnie owa arena była. Szklane rzeźby tworzyły prawdziwy labirynt, orientacja wojownika była więc bardzo ważna. Wiedział jednak, że musi odnaleźć błękitny słup, w którym zamrożony był bliżej niezidentyfikowany stwór z dawnych czasów, a potem iść prosto, aby osiągnąć cel.
I właśnie to zrobił Ved. Znalazł się na granicy pustego okręgu, w którym stało parę pali drewna wbitych w śnieg z wyraźnymi śladami cięć - świadectwo jego poprzednich pobytów w tym miejscu. Szybko się rozgarzał, nieco powyciągał i wysunął miecz z pochwy. Przyjął postawę i...
Już miał wykonać pierwszy cios, gdy nagle jakiś szelest i skrzypienie śniegu zwróciły jego uwagę. Odwrócił głowę i dostrzegł jakąś sylwetkę prześlizgującą się za lodowymi tworami. Wilk zamrugał parę razy i opuścił ostrze. To na pewno nie mogła być ani wiewiórka, ani ptak, ani zwierzyna. Jedynie wilk. Aarved nie był tutaj sam.
- Halo? - zagadnął, podchodząc do miejsca, w którym zobaczył tajemniczego jegomościa. - Nie zamierzam nikogo krzywdzić. Jestem wojownikiem lądowym i przyszedłem tutaj jedynie dla treningu.
Na znak swoich pokojowych zamiarów, schował miecz do pokrowca i jeszcze trochę zmniejszył dystans. Miał nadzieję, że nieznajomy nie ucieknie.

<Ktoś ma ochotę na krótki wątek?>

Słowa: 755
Layout by Netka Sidereum Graphics