Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spero i Pat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spero i Pat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2019

Od Spero CD. Pata

Zmarszczyłam brwi, ze wszystkich sił próbując zrozumieć, co mówi Valion. W głowie mi szumiało i z trudem łączyłam fakty. Zamknęłam na chwilę oczy, chcąc uspokoić nieco zawroty głowy. Chyba przegięłam. BARDZO przegięłam. Zaklęłam cicho. Miałam ich oprowadzać, a nie upijać się na skraj nieprzytomności. Dałam się wyprowadzić Williemu z równowagi pytaniem o Lysa. A potem przez cały czas rzucał mi dziwne spojrzenia zza baru, przez co bardziej skupiłam się na ignorowaniu go, niż kontrolowaniu, którego drinka podsuwa mi Elliot.
- Przesadzasz - Elliot zbył brata machnięciem łapy. Wychylił kolejną kolejkę.
- Chyba nie do końca - mruknął Valion, patrząc na nas krzywo.
Nadal marszcząc brwi, rozejrzałam się dookoła. I ponownie zaklęłam, tym razem w myślach, bo wcześniej zrobiłam to prawdopodobnie głośniej, niż zamierzałam.
Wszystkie wilki siedzące w karczmie wbijały w nas spojrzenia wyrażające całą gamę emocji: od szoku, przez zniesmaczenie do rozbawienia. "Wszyscy", nie wyłączając Willy'iego. Stary karczmarz wycierał szklanki ścierką i, bezwstydnie się na nas gapiąc, chichotał pod nosem.
Trzeba było coś z tym zrobić.
- Ej, a co powiesz na karaoke? - zaproponował Elliot, trącając mnie łapą, żeby zwrócić moją uwagę.
Momentalnie zapomniałam, o czym myślałam jeszcze przed chwilą. Spojrzałam na basiora z szerokim uśmiechem.
- A wiesz, że w sumie nie mam nic przeciwko? - choć jakiś głos na granicy świadomości szeptał mi, że nie powinnam tego robić. Nie miał jednak siły przebicia, bo już chwilę później zmierzaliśmy z Elliotem do specjalnie przygotowanej, niewielkiej sceny.

~•~

Kilkanaście upokarzających minut później Willy stwierdził, że starczy już tego robienia z siebie idioty. Podszedł do nas i odebrał mikrofony. Po czym podszedł do mnie i szepnął mi do ucha tak, żebym tylko ja usłyszała:
- Magowi czarnej magii takie zachwianie nie przystoi, nieprawdaż? - uśmiechnął się i mrugnął porozumiewawczo. - Użyj tej swojej magii i zrób coś ze sobą. I zabierz stąd kolegę.
Po czym wrócił za bar obsługiwać klientów.

~•~

Chwilę zajęło mi zebranie się w sobie, a potem jeszcze trochę poprawne rzucenie zaklęcia. Opornie, ale się udało.
- Matko, moja głowa - jęknęłam, gdy tylko zaklęcie zadziałało, a ja otrzeźwiałam. Niestety, nie było w stanie zniwelować efektów nadmiernego picia. Także teraz cierpiałam. - I po cholerę dałam się sprowokować...
Razem z Valionem wyprowadziliśmy Elliota z karczmy. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz zdałam sobie sprawę, jak długo tam siedzieliśmy. Było już niemal całkiem ciemno.
- Chyba powinniśmy znaleźć dla was jakiś nocleg - zauważyłam. W ostateczności mogliby przenocować u mnie, ale moje mieszkanie było zbyt małe, by pomieścić trzy wilki. Ale jeśli innej opcji nie znajdziemy, to chyba nie będziemy mieli wyboru...

<Valion? Pat?>

Słowa: 406

środa, 12 czerwca 2019

Od Pata CD. Spero

Valion pokiwał przecząco głową na propozycję wilczycy. Cóż, nigdy nie ciągnęło go do alkoholu. Nie do końca wiem czemu. Albo nie lubi, albo szybko się upija. Może w sumie też po prostu nie kontrolować tego, ile procentów w siebie wlewa.
Natomiast ja... cóż, nie pogardzę. Szczególnie po dzisiejszym dniu. I tak ogólnie, bo dość dawno nie moczyłem pyska w niczym innym niż w zimnej wodzie rzek lub jezior.
Ogólnie mówiąc wino nie było złe, ale to chyba nie mój typ. Wolę coś mocniejszego, więc o takie coś poprosiłem.
Ogólnie było bardzo miło. Procenty płynące w moich i wilczycy żyłach sprawiał, że stawaliśmy się bardziej otwarci i coraz bardziej zbliżaliśmy się do siebie. No i oczywiście te żenujące żarty, które po kilku kielonach wydają się udanymi, lecz w rzeczywistości nie. Współczuję Valionowi, że musiał ich wysłuchiwać. Ogólnie nie przeszkadzał mu fakt tego, że ja wraz z wilczycą trochę za bardzo podpiliśmy. Do czasu...

Oboje - Spero i Pat - chyba stracili kontrolę nad sytuacją. Coraz trudniej było zrozumieć ich dziwny bełkot od osób z zewnątrz. Lecz oni sprawiali wrażenie, jakby świetnie się rozumieli. Zachowywali się tak, jakby znali się jak dwa łyse konie. Nie wiarygodne, co alkohol może zrobić z człowiekiem, znaczy się... w tym przypadku wilkiem.
Valion już tak dobrze się nie bawił,  jak wcześniej. Gdy tylko chciał coś powiedzieć, został zagłuszony przez dwa wilki, które nawijały tak zaciekle. Był z jednej strony trochę smutny, lecz dominowało w nim zażenowanie, rozczarowanie i wstyd. Był rozczarowany swoim bratem, nigdy nie widział go w takim stanie. Nie sądził, że może się zachować. W sumie podobne uczucia miał względem wilczycy, aczkolwiek mniejsze. Nie znał jej, ale wyglądała na porządną waderę. No ale nic, to tylko alkohol - pomyślał.
Bardziej dobijał go fakt, że wszyscy to widzą. Jak on przybity siedzi przy stole, a oni robią wokół siebie zamieszanie. Inne wilki patrzyły na nich jak na obiekt w zoo. 
- Ano... - zaczął cicho. - Może dla was już dość na dzisiaj?
Spero i Pat spojrzeli się na niego.

<Valion? Spero?>

Słowa: 329

niedziela, 19 maja 2019

Od Spero CD. Pata

Przeklęta pogoda.
Dlaczego musiało się rozpadać akurat, gdy byłam w połowie drogi z mojej jaskini w Dystrykcie I do Centrum? Teraz ani zawrócić, ani kontynuować marsz...
W akompaniamencie zbolałego westchnienia otoczyłam się magiczną barierą, która blokowała zacinający śnieg i nieprzyjemnie mroźny wiatr. Omotałam się szczelniej szalikiem, żeby dodatkowo odgrodzić się od niesprzyjających warunków atmosferycznych po czym, chcąc nie chcąc, ruszyłam w dalszą drogę, skupiając całą swoją uwagę na ziemi pod łapami.
Nie zaszłam daleko, gdy na coś wpadłam. Odskoczyłam zaskoczona, przypadkiem opuszczając przy tym także magiczną osłonę. Zaklęłam siarczyście, gdy śnieg zaczął wpadać mi do oczu.
Dopiero gdy odnowiłam zaklęcie, mogłam dostrzec, na co wpadłam.
A raczej na kogo.
- Ym... hej? - zaczęłam, mierząc zaciekawionym wzrokiem parę basiorów. Co oni tu robili w taką pogodę?
Całkowicie czarny, leżący na ziemi, uniósł łeb, by na mnie spojrzeć. To pewnie na niego wpadłam...
- Och, gdzie moje maniery - uśmiechnęłam się ciepło i spojrzałam na basiora z zatroskaniem. - Przepraszam bardzo za potrącenie, skupiłam się na niewpadnięciu przypadkiem w żadną dziurę na drodze. I przebiciu się przez tę zawieję.
- W porządku - mruknął, dźwigając się z ziemi. Spojrzał kątem oka na drugiego basiora. Ten uśmiechnął się ciepło i wyciągnął do mnie łapę na powitanie.
- Chyba wypadałoby się przedstawić - zauważył uprzejmie. - Jestem Valion. A to Pa...
- Eliot - przerwał mu czarny wilk. Zmroził towarzysza wzrokiem, na co ten w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.
- Spero - także się przedstawiłam, ściskając wyciągniętą w moją stronę łapę. Eliot jedynie zmierzył mnie spojrzeniem i skinął mi głową. Odpowiedziałam tym samym. - Mogę wiedzieć, co robicie tu w taką pogodę? - zagiłam. Poszerzyłam otaczającą mnie barierę tak, aby obejmowała także moich rozmówców. Zaskoczeni, jak jeden mąż, spojrzeli w górę.
- Nieco zabłądziliśmy - przyznał ten, który przedstawił się jako Valion, nie odrywając wzroku od opalizującego "dachu" magicznej kopuły.
- Szukamy pewnego miejsca - dodał Eliot. - Nazywa się Królestwo Północy, czy jakoś tak...
Uniosłam zdziwiona brew i uśmiechnęłam się znacząco. Łapą wskazałam na teren dookoła nas.
- Cóż, w takim razie już znaleźliście - mrugnęłam do nich porozumiewawczo. - Właśnie znajdujecie się na terenie Dystryktu I tego królestwa. Akurat zmierzam do Centrum, jeśli chcecie, możecie do mnie dołączyć.

<Pat? Valion?>

Słowa: 343

czwartek, 16 maja 2019

Od Pata CD. Valiona

- Tak tak, pamiętam. Można w sumie spróbować do nich wbić. - Rozejrzałem się dookoła. Robiło się już coraz ciemniej. - Ale na razie może pójdźmy spać. Obu nam dobrze to zrobi, po za tym nie marzy mi się chodzić w ciemnościach, w takich warunkach.
- Mi tak samo.
Potupaliśmy do najbliższego drzewa. Szykowała się bardzo zimna noc, więc postanowiliśmy spać do siebie przytuleni. Jakkolwiek nie brzmi to głupio, czy dziecinnie. Chodzi tu o przetrwanie.
Obudziliśmy się ze śnieżnym nalotem na naszych futerkach. Wstaliśmy i otrzepaliśmy się z nich. 
- To co, idziemy szukać kogoś? - spytał od razu Valion. A ten ledwo co wstał i już mu w głowie jedno.
- Może lepiej najpierw coś zjedzmy. 
- W sumie racja.
Zaczęliśmy węszyć nosem po ziemi w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu zwierzęcia. Poczułem coś zupełnie mi obcego. Nigdy dotąd mój nos nie zetknął się z takim zapachem. Oderwałem nos od ziemi.
- Masz coś? - spojrzał na mnie Valion.
- Niby tak... ale jest to coś nietypowego. Jakieś stworzenie, którego nie znam.
- Może sprawdzimy co to?
- Też jestem bardzo ciekaw.
I tak oto poprowadziłem naszą dwójkę za zapachem. Kiedy dotarliśmy na miejsce ujrzeliśmy kozła. 
- A to ci znalezisko. Nigdy takiego nie widziałem na oczy. - zaczął Valion.
- To fakt. 
- Z tego, co czytałem, zazwyczaj hasają po stromych zboczach gór, więc nie wiem, co robi na tych płaskich terenach.
- Cóż, różne przypadki się zdarzają. Mniejsza o to, mamy żarcie, to je złapmy. - wilczur przytaknął mi tylko głową.
Opowiedziałem mu szybki plan strategi, opierając się na ciekawostkach, jakie podał mi jeszcze później Valion. Zwierz wydawał się dość nieuchwytną zdobyczą, ale na naszą dwójkę nie ma mocnych.
Tak jak przypuszczałem, polowanie nie było łatwe. Trochę musieliśmy pobiegać i się pomęczyć, ale przynajmniej rozgrzaliśmy się. Zjedliśmy i wyruszyliśmy w dalszą tułaczkę, w poszukiwaniu tego legendarnego miejsca.
Podczas naszej drogi zerwała się śnieżyca, jak na nieszczęście. Praktycznie nic nie było widać. Chmury przysłoniły piękne, grzejące nas słońce, przez co zrobiło się okropnie zimno.
Nagle obiłem się o coś lub o kogoś bokiem. Przez ten cały wiatr oraz okoliczności, związane ze zderzeniem, wywróciłem się. Valion spojrzał na mnie, później na kogoś za mną. Również zadarłem łeb i spojrzałem na wilka, o którego się obiłem.


<Ktoś?>

Słowa: 355
Layout by Netka Sidereum Graphics