Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hauro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hauro. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2022

Od Hauro - event Halloween, quest II

   [UWAGA quest zawiera makabryczne sceny]

Dzisiaj stwierdziłem, że się rozerwę. A mówiąc "rozerwę się" mam na myśli polowanie. Znaczy, nie byłem w tym jakiś mega dobry, jednak sama pogoń za zwierzyną dawała dużo radości. Szedłem więc lasem z nosem przy ziemi. Zapachy zalewały mój nos ze wszystkich stron. Zapach ziemi i świerków był dominujący. Tłumił większość zapachów. Po chwili wyczułem nikły, jednak świeży zapach królika. Oblizałem się mimowolnie. Zacząłem podążać tropem, (być może) mojego przyszłego posiłku. W końcu zapach stał się silniejszy. Przyspieszyłem kroku. Jak dobrze, że dzisiaj nie wziąłem wisiorków i dzwonków. Tylko by mi przeszkadzały. Gdy usłyszałem szelest w krzakach, przypadłem do ziemi i powoli się czołgając, schowałem się za kamieniem. Tak jak się spodziewałem, wyszedł z nich królik. Na moje szczęście, wiatr wiał w moją stronę, więc ofiara nie miała szans zorientować się, że coś jest nie tak. Podniosłem powoli łeb nad głaz. W tem królik obrócił głowę w moją stronę i rzucił się do ucieczki. Wyskoczyłem zza mojej kryjówki i pognałem za nim. Podczas tej jakże szalonej gonitwy, nie zauważyłem, że krajobraz się zmienia. Piękna, zielona trawa z każdym metrem stawała się coraz ciemniejsza. Pnie stawały się coraz grubsze a ptaki milkły. Im dłużej biegłem, tym moja ofiara coraz bardziej się oddalała. W końcu całkowicie zniknął mi z pola widzenia. Usiadłem zmęczony, gdyż nie byłem przyzwyczajony do tak długich biegów. Moja aktywność fizyczna, ograniczała się do spacerów na rynek. Dyszałem ciężko. Dopiero teraz zorientowałem się, że jestem w ogóle innym lesie niż wcześniej. Ten był bardziej mroczny i przerażający. Drzewa były ogromne i ich korony zasłaniały niebo, tak, że panował tu półmrok. Gdzieniegdzie stały spore głazy. Nie było tu praktycznie żadnych krzaków czy roślin innych niż trawa. Przełknąłem ślinę i wstałem. Nie ukrywałem, że czułem strach. Te miejsce miało taką strasznie dziwną i przerażającą aurę. Nawet głupi wyczułby, że coś jest nie tak. Po raz drugi przełknąłem ślinę i ruszyłem przed siebie. Coś mi mówiło, że nie mogę tu zostać. Obróciłem się i ruszyłem w kierunku, z którego przynajmniej mi się wydawało, przyszedłem. Szedłem powoli, omijając kamienie i dziury. Mimo iż, szedłem w kierunku wyjścia, w lesie robiło się coraz ciemniej. Temperatura również spadła. Z każdym wydychanym przeze mnie powietrzem, przy moim pysku tworzyła się chmurka pary. To nie było normalne. Powoli zaczynałem panikować, a tym samym przyspieszać. Po chwili trafiłem do punktu wyjścia. To była dokładnie ta sama polana co wcześniej, tylko było tu mroczniej! Normalny las tak nie działa! Tylko w sumie, ten nie był normalny. Pnie drzew były grube a korony gęste i poplątane o siebie jak jakiś baldachim z liści. Nie było tu ani żywej duszy (Oprócz mnie oczywiście). Nie śpiewał żaden ptak. Nawet nie było tutaj żadnych robaczków, motyli czy jakichkolwiek owadów. Nawet komary, które w lasach występowały tak często, jak ryby w jeziorze, nie pakowały mi się do uszu i nosa!    Nagle coś skoczyło na mnie od tyłu i mnie powaliło. 
— Ktoś Ty?! — Warknął, a ja zorientowałem się, że to tylko jakiś wilk. Z jednej strony cieszyłem się, że to nie jest jakiś potwór i, że nie jestem sam w tym obskurnym lesie, ale z drugiej strony przybysz mógł mieć złe zamiary. 
— Na pewno nie chcę zrobić Ci krzywdy, to raz. — Zacząłem, a gdy poczułem, że ucisk zelżał kontynuowałem. 
— A dwa, tylko zabłądziłem i szukam wyjścia — 
— Hym… Chyba mogę Ci ufać — Mruknął nieznajomy, po czym wstał ze mnie. Stanąłem na wszystkich czterech łapach i otrzepałem się z kurzu, który zgromadził się na mojej sierści podczas upadku. 
— Nie musiałeś od razu się na mnie rzucać, wystarczyło grzecznie podejść i zapytać — Powiedziałem mierząc wilka spojrzeniem. Był dość duży, miał spore spiczaste uszy i długi ogon, składający się głównie z piór. Jego sierść była koloru granatowego, miejscami przechodzącego w czerń. Jego oczy były dziwnie białe, no, ale cóż: Żyjemy w świecie, gdzie występują kryształowe jaszczurki i żyjące szkielety. 
— Wolałem być ostrożniejszy, nie wiem przecież co kryje się w tym okropnym miejscu  — Rzekł wzdrygając się. W tym momencie przyznałbym mu rację, rzeczywiście było tu okropnie. 
— Moje imię to Keir — Powiedział skłaniając się nisko. To chyba był rodzaj przywitania. Trochę dziwne, jednak nie chciałem go urazić.
— A Ty to? — Spytał patrząc na mnie przeszywającym wzrokiem. 
— Hauro — Odparłem, również się skłaniając. Gdy się wyprostowałem, mina Keira wyrażała zadowolenie. 
— Skąd jesteś? — Zapytałem siadając. 
— Nie jestem z Królestwa jeśli o to Ci chodzi. Jestem samotnym wilkiem i podróżuję. — Powiedział. 
— Ciekawe — Pokiwałem głową wstając. Miło się gadało, jednak nie mogłem tu zostać. Musiałem wrócić do domu.
— Wybierasz się gdzieś? — Spytał Keir również wstając. 
— Muszę odszukać wyjście z tego lasu. — Odparłem odwracając się. 
— Pomogę Ci! Również szukam wyjścia, a razem będzie nam raźniej! — Krzyknął podbiegają do mnie i trącając mnie w bark. Szliśmy więc razem w poszukiwaniu wyjścia, gdy nagle dostrzegłem coś w korze. Przerywając naszą pogawędkę podszedłem do drzewa i przyjrzałem się dziwnemu znalezisku. Oddech ugrzązł mi w piersi, gdy zdałem sobie sprawę co to jest. 
— Co tam znalazłeś? — Zapytał Keir wesoło, podchodząc do mnie. Cały jego dobry humor uleciał, gdy zobaczył to co ja. W korę była wrośnięta łapa wilka. Spojrzałem na kolejny pień. W nim również była jakaś cząstka wilka. Podtruchtałem do częściowo wrośniętego pyska wilka. Jego oczy powoli przesunęły się na mnie a jego pysk rozchylił się. 
— Uciekajcie… — Wychrypiał a ja upadłem do tyłu. W jednej chwili wstałem i rzuciłem się do biegu. Po chwili u mojego boku zjawił się Kair. Po chwili biegu, która wydawała się wręcz wiecznością, zatrzymaliśmy się zdyszani. 
— Co… CO TO U LICHA BYŁO?! — Wrzasnął spłoszony Keir. Zanim jednak zdążył wykrzyczeć kolejne przekleństwa, zatkałem mu pysk łapą.
— Jeśli możesz, łaskawie się zamknij. — Powiedział tonem ostrzejszym niż zamierzałem. — Ktoś, albo coś, jest tutaj i nie jest to przyjazne. — Dodałem odstawiając łapę z powrotem na ziemię. 
— A Ty niby skąd to wiesz, co? Może to Ty zwabiasz tu wilki i to Ty powsadzałeś je w te drzewa? — Warknął pusząc futro. 
— Tak to na pewno ja i jestem tak dobrym aktorem, że tylko udaję, że się boję i to wszystko tylko jedna wielka gra dla mojej uciechy. — Od Warknąłem mu wstając. 
— O! Dokładnie tak! Dokładnie! — On również wstał. Miałem ochotę porządnie przyłożyć w ten jego durnowaty pysk, aby się ogarnął. Jednak nie mogłem tego zrobić, jeśli nie chciałem zostać sam. 
— To nie byłem ja, jeśli miałbym Cię zabić już dawno bym to zrobił, nie jestem kimś kto lubi patrzeć na cierpienie innych. Więc jeśli łaska, ogarnij się i nie rób ze mnie nie wiadomo jak złego wilka. — Powiedziałem a Keir zamyślił się. 
— No w sumie racja. — Przyznał po chwili ze skruchą. 
— Przepraszam — Dodał po chwili. 
— Ja też przepraszam. — Powiedziałem i wymijając go ruszyłem przed siebie. Już miałem zawołać mojego towarzysza, żeby się pośpieszył, gdy usłyszałem głos mrożący krew w żyłach. Najpierw coś, albo bardziej ktoś wydarł się z bólu w niebogłosy. Ten ów wrzask nagle się przerwał i w całym lesie zapadła złowroga cisza. 
— A nie mówiłem? — Szepnąłem gdy Keir do mnie podszedł. 
— Tu coś jest i ewidentnie chce nas zabić. — Dodałem. Mój towarzysz spojrzał na mnie i… i rozpłakał się jak małe dziecko. 
Położyłem po sobie uszy i spróbowałem go uspokoić. 
— Cicho! Cicho no! Zaraz nas zdradzisz i oboje zaraz umrzemy! — Syknąłem cicho. 
— Ale i tak umrzemy!— Zawył. — Już wolę się poddać! Nie ma po co walczyć, skoro i tak później umrzemy! —  W sumie miał rację. Ogarnął mnie smutek i wola walki również. 
— Jednak nie możemy się poddać! Jeśli mam umrzeć to tylko podczas walki! Nie jestem królikiem, który czeka sobie spokojnie na śmierć z łap łowcy, będę walczył do ostatniej kropli krwi!— Powiedziałem tupiąc łapą. Gdy jednak Keir się nie uspokoił, złapałem leżący nieopodal kawałek kory i wsadziłem mu ją do pyska. Zgodnie z oczekiwaniami, wilk zamknął się i przestał ryczeć. 
— Jesteś chłop czy baba? — Spytałem. 
— No chłop — Powiedział trochę nie wyraźnie przez trzymaną w pysku korę. 
— To nie rycz i nie zachowuj się jak dziecko! — Powiedziałem a pysk mojego towarzysza spoważniał. 
— O to chodziło. — Pochwaliłem go i Kair wstał. 
— Wyjmiesz mi to z pyska? — Zapytał i po chwili kora leżała w pojedynczych krzakach. Już mieliśmy iść dalej, gdy stało się coś, czego ani ja, ani Kair się nie spodziewaliśmy. Coś wielkiego i czarnego wypadło z krzaków i uderzyło w bok drugiego wilka, zwalając go z nóg. Nim zdążyłem cokolwiek uczynić, również wylądowałem na ziemi. Już drugi raz tego dnia! Wielki Stwór złapał mnie za kark  i zaczął szarpać mną na wszystkie strony. Musiałem przyznać, że nie było to najprzyjemniejsze uczucie. Gdy kły wielkiej istoty zacisnęły się bardziej na mojej szyi, wrzasnąłem mimowolnie. Kair już miał rzucić się do ucieczki gdy wrzasnąłem do niego:
— Pomógłbyś mi! — Granatowy wilk odwrócił się i po chwili namysłu skoczył mi na ratunek. Na całe szczęście. Wgryzł się w bok bestii, a ta wydając dziwne bulgoczące odgłosy puściła mnie i wygięła szyję, aby zaatakować Keira. Gdy upadłem na ziemię, poczułem jak pęka mi żebro. Przed oczami zatańczyły mi mroczki. Szybko jednak wstałem i mrugając, pozbyłem się ich. Ignorując ból, za pomocą jednej z bardziej przydatnych mocy, podniosłem kamień i rzuciłem nim prosto w obskurną mordę stwora, która już miała chwycić Keira w długie zęby. 
— Biegnij! — Krzyknąłem i po chwili razem z moim przyjacielem biegliśmy jak najdalej od stwora. Teraz liczyła się każda sekunda. Gdy w końcu przestaliśmy słyszeć przeraźliwe bulgotanie tej ohydnej szkarady, upadliśmy na ziemię zmęczeni i przestraszeni. 
— Nic Ci nie jest? — Zapytał dysząc Kair. 
— Oprócz tego, że chyba mam złamane żebro to nie. — Mruknąłem. Mimo iż moja wiedza na temat zwierząt była ogromna, nie wiedziałem co to jest. Nie pasowało do opisu żadnego znanego mi zwierzęcia.  
— I  trochę, bardzo krwawię z karku, ale mniejsza z tym — Mimo bólu wstałem. 
— Jeśli chcemy jeszcze chwilę pożyć, lepiej się stąd wynośmy. Ta bestia, wie, że tu jesteśmy, więc lepiej być w ciągłym ruchu. — Powiedziałem machając ogonem. 
— Hauro… Tylko, że ja już nie chcę uciekać. Nie mamy już tutaj szans, umrzemy tutaj. — 
Powiedział smutno, a ja wykorzystując podzielność uwagi, skupiłem się na czymś, co zwisało z drzew. 
— Podziwiam Twój upór i chęć walki, jednak ja mam dość uciekania przed śmiercią. Nie ważne co mi powiesz, zostaję tutaj. —
— Keir…— 
— Nie zmienię zdania. —
— Ale nie o to chodzi… Tu wiszą ciała.— Powiedział z zaciśniętym gardłem. Wilcze ciała zwisały przyczepione bluszczem do gałęzi. Większość miała albo wydłubane oczy, albo rozdarty brzuch, z którego wysypały się wnętrzności. Niektóre miały również obcięte kończyny albo ogony. Keir poderwał się z miejsca i podszedł kilka kroków do przodu. Gdy wdepnął w coś miękkiego, co okazało się po chwili kupką jelit, wilk pisnął jak mała dziewczynka i schował się za mną. 
— Co… Co tu się stało? — Zapytał przełykając ślinę. 
— Pytasz się niewłaściwego wilka, mój drogi. — Odparłem. 
— Nie mam pojęcia, jednak jest to straszne. — Dodałem zamykając oczy i odwracając się na pięcie. 
— Chyba naprawdę nie mamy szans tu przeżyć. — Zacząłem iść przed siebie, byle jak najdalej od tego strasznego widoku. Byłem taki głupi, że nie otworzyłem oczu. 
— Hauro! Uważaj! — Wrzasnął mój kompan, jednak ja już znalazłem się w szponach monstrum. “Już po mnie” przeleciało mi przez myśl. Nie miałem po co walczyć. Skoro przez ostatnią… godzinę? Może dwie? Nie mogłem znaleźć wyjścia, już się nie uda. Znowu zamknąłem oczy, a po chwili potwór cisnął mną o drzewo. Usłyszałem tupot łap Keira. Uciekł. W sumie to nie miał już po co. Potwór dopadnie go i tak i tak. Potwór opadł na cztery łapy i machając kolczastym ogonem podszedł do mnie. Złapał mój ogon w dwa szpony i podniósł mnie na wysokość swoich oczu. Następnie, bez ostrzeżenia (No bo po co miałby to robić, nie? Dla niego i tak jestem tylko zabawką lub obiadem) przebił mnie na wylot ogonem. Zachłysnąłem się krwią, która zaczęła wypływać z mojego pyska. Odkaszlnąłem ją. Krew kapała na stwora i barwiła jego… łuski? Pióra? Sierść? Czymkolwiek był pokryty, właśnie ten materiał pokryła ta szkarłatna ciecz, której właścicielem byłem ja.  Potwór złapał mnie w swoje okropne zębiska i zaczął po raz drugi tego jakże szalonego dnia, machać na wszystkie strony. Jak przez mgłę czułem, jak jego kły przebijają moje ciało. W uszach mi dzwoniło, a przed oczami miałem ciemność. Czułem, że Śmierć tylko czeka, żeby zabrać moją duszę. Po chwili głucho uderzyłem w ziemię. “Mogłem zostać dzisiaj w domu.” Pomyślałem. Po chwili poczułem, jak cały ból znika. W końcu przyszła upragniona śmierć. Nic już nie czułem, jednak wiedziałem, że ja również zawisnę na drzewie, jak tamte wilki. To było pewne.  

Nagroda: 400 łusek, 15 punktów do szybkości

czwartek, 3 listopada 2022

Od Hauro - event Halloween, quest I

[Opowiadanie nie jest kanonicznym wydarzeniem w historii wilka]

W tym roku bardzo hucznie obchodzono Halloween. Szczeniaki, ale też i dorośli, byli poprzebierani w różnie stroje. Widziałem duchy, wampiry, zombie i inne dziwne stwory, przechadzające się po ulicach Królestwa. Dzisiejszy wieczór, miałem zamiar spędzić w ,,W objęciach beczułki". Zamknąłem dom i powoli ruszyłem do karczmy. Mijane wilki pozdrawiały mnie. Kulturalnie im odpowiadałem. Nagle zderzyła się ze mną mała Wadera w stroju wróżki.
- Szybko! Niech pan mnie ukryje! 
Szepnęła cicho i schowała się za mną. Dosłownie chwilę potem, przybiegła tu chorda szczeniaków. 
- Widział pan może  czarną wilczyce w stroju wróżki? 
Zapytał jeden z nich. Pokręciłem głową.
- Niestety, ale widziałem, jak biegła w tamtą stronę 
Wskazałem łapą w stronę z której przyszedłem. 
- Dziękujemy! 
Krzyknęły chórem i nie oglądając się pobiegły w wskazanym przeze mnie kierunku. Gdy waderka upewniła się, że już ich nie ma stanęła przede mną.
- Dziękuję Panu! Wie Pan, bawimy się w chowanego i zostałam ostatnia! 
Powiedziała i ruszyła truchtem w kierunku przeciwnym do tego, gdzie ruszyły inne młokosy.
- Nie ma sprawy!
Krzyknąłem jeszcze na odchodne i kontynuowałem realizowanie swojego planu. Po chwili doszedłem do wymienionego wcześniej budynku i wszedłem do niego. Było tu całkiem głośno. Usiadłem na wolnym stołku przy ladzie. Wilki wokół mnie śmiały się i rozmawiały. Jord w jednej chwili stanął przede mną.
- Hej Hauro! Co podać?
Zapytał przyjaźnie.
- Grzane wino proszę.
Odparłem równie przyjaźnie i położyłem monety na ladę. Po chwili stało przede mną moje zamówienie. Gdy miałem już upić łyk z kubka, gdy stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Pierwszą zmianę zauważyłem u wilka obok mnie, zaraz po nim większość upitych wilków. Najpierw był paraliż. Wszyscy zastygli i spadli na ziemię z głośnym hukiem. Wszyscy zamilkli i patrzyli na leżących. Nagle zaczęli się zmieniać. Z ich boków zaczęły wyrastać dodatkowe dwie pary kończyn. Szyja i ogon zanikały, a tułów stawał się bardziej okrągły. Pojawiła im się para dodatkowych oczu. Pysk zmienił się w wielkie szczękoczułki. Sierść stała się rzadsza i czarna. W jednej chwili wszyscy nie przemienieni zaczęli wrzeszczeć i pchać się do drzwi. Niektóre pająki biegały równie przerażone co inni klienci, jednak niektóre próbowały atakować innych. Chyba jako jedyny zachowałem spokój. Gdy wielki, czarny i włochaty stwór zapędził mnie w kozi róg, wykorzystałem moje moce. Gdy już miał się na mnie rzucić, szybko użyłem Niitmine.
- Odejdź. 
Syknąłem władczo w języku pająków. Kreatura się zatrzymała.
- Odejdź. 
Powtórzyłem tym samym tonem. Pająk się zawahał a po chwili pobiegł za pozostałymi klientami. W jednej chwili karczma opustoszała. Zostałem tylko ja i Jord, który schował się za ladą. Odetchnąłem.  Już miałem się odezwać, gdy do budynku wszedł zakapturzony wilk. Rozejrzał się po zdemolowanym wnętrzu. Jord wychylił łeb. Nowo przybyły w ogóle nie był zdziwiony tym, co tutaj zaszło. Właściciel karczmy przełknął ślinę. 
- Wyglądasz jakbyś wiedział co tutaj zaszło. 
Powiedział powoli. Kapturek, bo tak go nazywałem w myślach, pokiwał głową.
- Wiem
Powiedział dudniącym, basowym głosem.
- Ktoś dosypał coś do Alkoholu 
Dodał po chwili. Odetchnąłem. Całe szczęście, że tak wolno przybliżałem kufel wina do pyska. Jord pokiwał głową.
- Więc co teraz zrobimy?
Zapytał. Kapturek już miał odpowiedzieć, gdy kaszlnąłem zwracając uwagę dwóch basiorów na siebie. 
- Drodzy panowie, mam pewien plan.
Powiedziałem, Kapturek kiwnął głową, jakby udzielał mi pozwolenia na odezwanie się. 
- A więc, najpierw przydałoby się złapać wszystkie pająki, z tego co pamiętam, było ich 7. Następnie zdobędziemy antidotum i bum, zmienimy ich z powrotem w wilki.
Przedstawiłem swój plan. 
- Tylko drogi towarzyszu, jak zamierzasz je złapać?
Prychnąłem. Normalnie strzeliłbym jakimś żartem, jednak sprawa była poważna.
- Wywęszymy je, i następnie złapiemy w siatki
Powiedziałem to takim tonem, jakby to było oczywiste. 
- Jest to jakiś plan. Tylko skąd weźmiesz antidotum.
- To Ty tu przyszedłeś, mówiąc, że to jakaś substancja dosypana do alkoholu, i nie wiesz co może być antidotum? 
- Zapytałem a Kapturek trochę się zmieszał.
- A no masz trochę racji, przyjacielu, masz. 
Powiedział i ruszył do wyjścia. 
- Chodź przyjacielu, a Ty.
Zwrócił się do Jorda.
- Lepiej tu posprzątaj.
Właściciel karczmy oburzył się. 
- Nie będziesz mi młodziku rozkazy-!
Lecz nie dokończył, Kapturek ignorując go, wyszedł. Westchnąłem i wyszedłem za nim. 
- No to realizuj swój genialny plan!
Powiedział a ja ruszyłem na główny rynek. Nikogo nie było. Wszystko przez te pająki. Podbiegłem do zamkniętego sklepu ze wszystkim. Dosłownie ze wszystkim. Stanąłem przed oknem i wziąłem spory kamień, który leżał na poboczu. 
- Em… Co chcesz zrobić?
Zapytał Kapturek, jednak go zignorowałem. Uniosłem go i zbiłem szybę. Szkło leżało wszędzie, jednak tylko odgarnąłem je łapą. Rogami jeszcze trochę poszerzyłem dziurę w szkle, całe szczęście, że dzisiaj wyjątkowo nie założyłem biżuterii.. 
- Zapraszam Kapturku. 
- Mam imię.
- To może je podasz, co?
Wilk chwilę milczał, jednak po chwili westchnął i spojrzał na mnie.
- Charles, pasuje?
- Jestem Hauro, miło poznać 
Uśmiechnąłem się i wkroczyłem za wilkiem do sklepu. 
- Po co tutaj właściwie jesteśmy?
Spytał niepewnie. 
- Po siatki na ryby.
Powiedziałem bez ogródek i podszedłem do wiszących na wstawię siatek. 
- Oddamy je później. 
Stwierdziłem, zabierając trzy siatki. Następnie podszedłem do miejsca, gdzie leżała ich całą kupa i wziąłem ich jeszcze cztery. 
- No i super, idziemy. 
Wyszedłem przez rozbite okno i stanąłem na środku rynku.
- Teraz: Ja węszę i łapię a Ty masz zdobyć antidotum.
Powiedziałem i nie dając mu dojść do słowa, poszedłem za zapachem pająka. Szedłem tak kilka minut. Było mi trochę dziwnie, bez brzęczenia dzwonków, ale cóż. Już nic nie poradzę. Gdy w końcu zapach stał się mocniejszy, ujrzałem wielkiego pająka grzebiącego w śmieciach. Powoli i bezszelestnie uniosłem jedną z siatek nad pająka a resztę położyłem na ziemi. Gdy poczułem, że to ta chwila, opuściłem sieć. Pająk zaczął się miotać i wydawać z siebie dziwne dźwięki. Sam nie wiem jakim cudem, ale zaciągnąłem to wielkie bydlę z powrotem na rynek. Upadłem zmęczony. Jeszcze tylko siedem. Tylko.  

~*~

Gdy w końcu udało mi się ściągnąć wszystkie miotające się pająki na rynek, byłem wyczerpany. Miałem ochotę położyć się w miejscu, w którym stałem i spać tysiąc lat. Jednak na razie nie mogłem pozwolić sobie na odpoczynek. Chwilę później przyszedł Kapturek ze sporą buteleczką w pysku. Zawartość była mętna i miała dość odrażający kolor. 
- Coś długo Ci to zajęło 
Stwierdziłem. 
- To sam se szukaj antidotum, jak taki mądry jesteś. Wszyscy albo śpią, albo boją się wyjść. 
Powiedział poddenerwowany. Następnie podaliśmy dziwny, zielonkawy płyn wszystkim wilko - pająkom. Tak jak poprzednio, najpierw wystąpił paraliż. Potem pająki zaczęły zmieniać się w spowrotem w wilki. Odetchnąłem głęboko. Udało się! Gdy już wszyscy byli z powrotem przemienieni, podszedłem do Kapturka.
- Dzięki wielkie za pomoc, Kapturku 
Mrugnąłem do niego przyjaźnie.
- Nie ma za co, Wandalu 
Powiedział i wstał. 
- Ja już muszę lecieć, spokojnej nocy Ci życzę.
Słowo ,,spokojnej" pasowało tu idealnie. 
- Dzięki i nawzajem. 
Powiedziałem i ruszyłem do domu. Gdy byłem już w moim jakże przytulnym domku, wysunąłem się pod kołdrę. Jutro nie wstaje razem ze słońcem, co to, to nie. 



Nagroda: 150 KŁ + 10 punktów do intelektu

poniedziałek, 31 października 2022

Od Hauro

 Leniwie otworzyłem oczy, gdy pierwsze promienie ciepłego słońca wpadły mi przez okno do sypialni. Miałem ochotę jeszcze spać, jednak szansę na to, że zasnę jeszcze raz po przebudzeniu się, były nikłe. Wstałem więc i pościeliłem łoże, na którym zawsze sypiam. Ziewając wyszedłem z sypialni i rozciągnąłem się, tak, że aż strzyknęło mi w kilku kościach. Wziąłem sakiewkę z monetami i zamykając dom, wyszedłem na targ. Nie miałem do niego daleko, gdyż mieszkałem w centrum. Już po chwili było słychać nawoływania kupców, krzyki szczeniaków i rozmowy dorosłych. Mimo iż było wcześnie, na rynku już tętniło życiem. Wymijając dzieciaki i grupki rozmawiających wilków, podszedłem do stoiska z rybami. Kupiec powitał mnie. Zakupiłem pierwszą lepszą rybę, bo w końcu: ryba to ryba. Zapłaciłem i wziąłem to co mi się należy. Gdy mijałem rozmawiających obywateli Królestwa, usłyszałem znajomy mi głos. Był to Pitt. Mój jeden z wielu przyjaciół.
- Hej Hauro! Jak Ci mija poranek? - Zagadnął wesoło przerywając konwersację z dwoma innymi wilkami.
- Wiesz, całkiem dobrze. W końcu trafił się spokojny dzień. Normalnie ktoś by stał pod drzwiami mojego domku, z jakimś niegrzecznym pupilem albo coś w tym stylu. -  Odpowiedziałem pół żartem.
- A jak u Ciebie? - Dodałem po chwili zamieniając się w słuch.
- Interes się rozwija, klientów i monet przybywa. - Pitt wyrabiał ręcznie biżuterię.
- Cieszę się Twoim szczęściem, a teraz, ja już muszę lecieć, mój żołądek wyraźnie daje znać, że muszę coś zjeść. - Powiedziałem i zacząłem się oddalać.
- Miłego dnia!
Krzyknął za mną Pitt. Gdy stałem już przed swoim domem, otworzyłem go i wszedłem. Odłożyłem sakiewkę z monetami i przysiadłem w salonie. Odwinąłem papier i usiadłem wygonie w fotelu. Ogon położyłem na oparcie, tak aby jego końcówka zwisała z drugiej strony. Była to najwygodniejsza pozycja, z tym typem ogona. Stwierdziłem, że dzisiaj nie będę czytać przy śniadaniu, nie trwałoby to zbyt długo. Ryba pachniała aromatycznie. Pochłonąłem ją w kilku kęsach. Była wyborna. Papierek wrzuciłem do kominka, wieczorem go spalę. Skoro na razie nikt nie przyszedł, mogłem zająć się czytaniem. Wstałem więc i wchodząc do ciemnych, drewnianych schodach, wszedłem do biblioteki. Usiadłem przy biurku i zagłębiłem się w lekturze. 

Słowa: 343 = 22 KŁ


poniedziałek, 12 września 2022

Od Hauro, CD. Xevy

Wszedłem z Waderą do pierwszej lepszej karczmy. Usiadłem obok niej, na krześle przy barze. Zamówiłem jej grzane wino. Gdy się trochę uspokoiła, opowiedziała mi co i jak. Słuchałem jej w milczeniu. Większość wilków, patrzyła się na mnie dziwnie. Ignorowałem je. ,,Pewnie, gdyby nie wpadłbym na nią, nikt by jej nie pomógł.” - Pomyślałem. Większość, pewnie ominęła by nawet umierającego wilka. Westchnąłem w myślach. ,,Taki jest teraz świat”. Gdy wilczyca skończyła mówić, w pocieszającym geście, położyłem łapę na jej barku. Dzwonki cicho zadzwoniły. ,,Prawdopodobnie będą teraz uznawać mnie za jakiegoś dziwaka, ale mam to gdzieś. Ważniejsze jest, aby pomóc tej wilczycy. Właśnie, nawet nie wiem jak się nazywa. Może nie jest to jakoś super istotne, ale może poczuje się pewniej, gdy będę mówił jej po imieniu? Ja czułbym się pewniej, ale ona to nie ja.”
- Jak ma Pani na imię?
Zapytałem po chwili ciszy. Nie Chciałem, aby nieznajoma pomyślała, że o niej zapomniałem.
- X - Xeva
Wydukała Wadera.
- Wspaniałe imię! 

Powiedziałem zgodnie z prawdą. Może było trochę dziwne, jednak takie imiona były właśnie najpiękniejsze! Uśmiechnąłem się do Xevy. Wadera spojrzała na mnie.
- Na prawdę?
Pokiwałem energicznie łbem. Wszystkie wisiorki i łańcuszki, które były zaplątane bądź zawieszone na moich rogach zaczęły się chaotycznie poruszać.
- Oczywiście!
Dodałem po chwili. Kątem oka, zauważyłem, jak jakiś wilk o mało co nie parsknął śmiechem. ,,Uważają to za żałosne, a pewnie gdyby sami byliby w takiej sytuacji, zdziwiliby się, dlaczego inni się śmieją.” Warknąłem w myślach, czasami miałem już po prostu dość takich wilków, zapatrzonych w siebie, aroganckich. O mało co nie wywróciłem oczami, jednak powstrzymałem się i skupiłem całą swoją uwagę na waderze.
- Nie wiem, czy Cię to w ogóle obchodzi, ale jestem Hauro
Powiedziałem tak samo wesoło co wcześniej. ,,Chyba się nie obrazi, że zwróciłem się do niej na Ty, w każdym razie, mam taką nadzieję. Ja tam bym się nie obraził, jednak ja to ja, a Xeva to Xeva.”

<Xeva?>
Słowa: 313 = 21 KŁ

czwartek, 11 sierpnia 2022

Od Hauro

Leniwie otworzyłem oczy. Światło porannego słońca wlewało się przez okno. Ziewnąłem i wstałem. Ułożyłem skóry na moim łóżku i podszedłem do komody z futrami. Otworzyłem ją i wyjąłem futro z niedźwiedzia. Narzuciłem je na grzbiet. Wziąłem sakiewkę z monetami i wyszedłem uśmiechnięty z domu. Wilk wiedziały, że to ja idę. Dzwonki przy moich łapach dzwoniły przy każdym kroku a szpony stukały o zmarznięty kamień. Większość mieszkańców witała się ze mną uśmiechem, lub uniesieniem skrzydła. Jednak niektórzy tylko odwracali wzrok lub wywracali oczami. Było to trochę smutne, że nie cieszyli się z życia, jednak nie mogłem nic zrobić. W końcu doszedłem tam gdzie chciałem. Targ. Dopiero teraz zastanowiłem się, na co mam ochotę.  Może… Rybę! Tak, to dobry plan. Szybko namierzyłem stoisko z rybami i podszedłem tam.
- Dzień Dobry! - Uśmiechnąłem się a sprzedawca odwzajemnił uśmiech.
- Dzień dobry, co podać? - Zapytał po czym spojrzał na mnie wyczekująco.
- Jedną sztukę Antara proszę - Powiedziałem. Sprzedawca wziął rybę i zapakował ją w papier. Podał cenę a ja zapłaciłem. Wziąłem ją i pożegnałem się. Szybkimi radosnym krokiem wróciłem do domu. Wytarłem łapy o wycieraczkę. Poszedłem do sypialni i zdjąłem futro, a następnie poszedłem na górę. Stanąłem przed szafką, oznaczoną literą ,,K”. Wziąłem książkę, pod tytułem ,,Jabłonki i Zdrady” autorstwa Jennego Kylo. Zszedłem na dół i usiadłem przed kominkiem, w fotelu. Wziąłem trochę drewna i rozpaliłem w kominku. Po chwili zrobiło się ciepło i jeszcze bardziej przytulnie.  w  Rybę położyłem na stoliku i odwinąłem papier. Nie była duża, ale idealna abym się najadł. Usadowiłem się w fotelu, w wygodnej pozycji i otworzyłem książke. Bardzo lubiłem Jennego Kylo, pisał w bardzo ciekawy sposób. W jego książkach było również dużo tajemnic i zwrotów akcji. Czytałem ją i co jakiś czas jadłem rybę. Zanim się obejrzałem, już jej nie było. Zmiąłem papier i wrzuciłem go do kominka. W mgnieniu oka się spalił. Znowu pochłonęła mnie lektura, jednak nie mogłem cały dzień czytać! Niechętnie odłożyłem książkę na stolik i przeciągnąłem się. Wstałem i wyszedłem na spacer. Nie miałem obranego kierunku. Po prostu szedłem przed siebie. Zagłębiłem się w swoich przemyśleniach na temat ,,Jabłonki i Zdrady”. Kto zabił? Zostanie złapany? Czy ona umrze? Nie patrząc przed siebie, niechcący na kogoś wpadłem.
- Oj! Przepraszam, nie zauważyłem Cię - Powiedziałem i uśmiechnąłem się. Miałem nadzieję, że ten Ktoś nie będzie zły za ten mały wypadek. 
 
<Ktoś?> 
Słowa: 380 = 24 KŁ

Hauro

 

 ,,Nie myśl o swoich zmartwieniach, uśmiechnij się! Nie ważne jak zły będzie ten dzień, świat jest piękny z odpowiedniej perspektywy!"
Imię: Moje imię to Hauro, bardzo je lubię i nigdy bym go nie zmienił, przyjaciele mogą mówić do mnie Haur lub Hauruś.
Ród: Pochodzę z mało znanego, rodu Petru
Wiek:  Mam 5 Lat, nie jestem już dzieckiem, ale mocno stary też nie jestem.
Płeć: Basior♂  
Rasa: Jestem Lerdisem, co od razu widać. Moja Matka i Ojciec też byli Lerdisami.
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Treser
Upomnienia: 0
Charakter: Hauro to energiczny, wesoły młody wilk, który lubi towarzystwo innych. Przez większość czasu wydaje się być dziecinny i raczej zwracający na siebie uwagę, choć ma swoje mądre i dojrzałe chwile. Pomimo tego, że nie chce walczyć, chce chronić wszystkich przed niebezpieczeństwem. Może łatwo rozpoznać, co dzieje się z daną osobą, a nawet ma dalekowzroczność. Wydaje się również, że wie więcej niż jest w stanie powiedzieć i może z tego powodu wydawać się kłamliwym. Jednak w rzeczywistości czeka na odpowiedni czas, aby powiedzieć rzeczy, ponieważ nie może łatwo pokazać lub wyrazić tego innym, biorąc pod uwagę okoliczności. Basior potrafi być bardzo sympatyczny i czasami próbuje przełamać kłótnie innych. Szczególnie uwielbia zwierzęta i książki. Kocha się bawić i imprezować, zawsze ma w zanadrzu świetne żarty.
Wygląd: Jestem naprawdę duży, mam 93 cm w kłębie. Nie mam zbyt wyrobionych mięśni, moja sylwetka jest szczupła i żylasta, ale też zwinna. Mam krótkie futro, w szarym kolorze. Mam białą dupę, lewą tylną łapę, pysk, szyję i brzuch. Nie mam normalnego, wilczego ogona, mój ogon jest długi (Prawie półtora metra!) i zielony, pokryty łuskami. Czyli w skrócie jaszczurzy. Moje przednie łapy są chude, takie jakby ptasie.  Z przodu mam dwa palce, zakończone ostrymi szponami, a z tyłu jeden, też zakończony szponem. Mój pysk jest średniej długości, a moje oczy mają kolor zielony. Mam również porożę jelenia. Ma ono 57 cm. Mam bliznę na nosie i na lewym oku, ale to wyjaśnię gdzie indziej. Nosze… mnóstwo błyskotek. W futro mam wplątane kolorowe piórka, a na porożu mam porozwieszane złote łańcuszki i złote obręcze. Na łańcuszkach, które noszę również na łapach i ogonie, są kryształki. Przy każdej łapie noszę po dwa dzwoneczki, więc wiadomo kiedy idę. Mam też trzy obręcze na prawej przedniej łapie, jedną na lewej przedniej, jedną na prawej tylnej i dwie na ogonie. Nigdy nie zdejmuję swojej biżuterii.
Żywioł: Myśli, Zwierzęta, Cień
Moce:
- Telekineza - Umiem dowolnie podnosić i przesuwać przedmioty za pomocą umysłu
- Kõne - Umiem się porozumieć z wybraną istotą (inną niż wilk).
- Niitmine - Potrafię wytworzyć wilczy cień. Jest on bardzo pomocny w trudnych chwilach. Walczy za mnie, więc mogę uciekać. Umie dowolnie zmieniać swoje rozmiary. Znika po 10 minutach, jednak może to trwać krócej. Używam tej mocy bardzo rzadko, gdyż jest strasznie męcząca.
- Raz dziennie widzę kilkusekundowe przebłyski przyszłości, odległość czasu jest losowa i nie mogę tego kontrolować. 
 
Świetnie się wspina, nie tylko po skałach, ale dzięki ptasim kończynom również po drzewach. 
 
Rodzina:
Matka: Moją matką jest Lasuchita, jest ona Lerdisem. Ciągle żyje, jednak nie w Królestwie. Odeszła razem z moją dawną Watahą.
Ojciec: Moim ojcem jest Charles, jest on Lerdisem. Ciągle żyje, jednak nie w Królestwie. Odszedł razem z moją dawną Watahą.
Partnerstwo z: -
Potomstwo: -
Miejsce Zamieszkania: Mieszkam w małym, acz przytulnym mieszkaniu niedaleko świątyni. Jest ono dwupiętrowe. Na dole jest moja sypialnia i salon, a na górze… Mój azyl. Gdy wchodzi się do mojego domku, jest się w salonie. Jest on nieduży, pomieści maksymalnie 10 wilków. Jest tam kanapa i dwa fotele, są one koloru beżowego. Na ścianach są obrazy, przedstawiające naturę. Pomiędzy fotelami jest ceglany kominek, a na środku stolik. Po dwóch stronach drzwi, są okna, widać z nich ulicę. Przed drzwiami jest wycieraczka z napisem: ,,Zapraszam!’’. Pod schodami jest wejście do mojej sypialni. Przy oknie mam łóżko, a okno jest naprzeciwko drzwi. Obok łóżka mam szafkę nocną. Mam też małą szafeczkę na futra a obok lustro. Gdy wejdzie się na górę zobaczy się…. bibliotekę. Jest to spory pokoik, na od góry do dołu, na wszystkich ścianach stoją szafki z książkami. Panuje tam porządek. Na środku pokoju stoi moje biurko. Jest na nim kałamarz z piórem i książki potrzebne do mojej pracy. W biurku są zapiski na temat tresowania zwierząt. Za mną jest okno.  Za domkiem mam plac przystosowany do tresury zwierząt.
Patron: Nemphir
Umiejętności: 
 
Intelekt: 25 | Siła: 15 | Zwinność: 15 | Szybkość: 20 | Latanie: 0 | Pływanie: 0 | Magia: 20 | Wzrok: 10 | Węch: 10 | Słuch: 10 |
 
Historia: Urodziłem się w małej, wędrownej watasze, zwanej Watahą Słońca. Byłem wychowywany, nie tylko przez swoją matkę, ale również przez inne wadery z watahy. Gdy skończyłem rok, zacząłem moje szkolenie. Uczyli mnie jak walczyć, polować i przetrwać. Nie przepadałem za treningami, wolałem czytać książki zakupione od wędrownych kupców i spędzać czas z niegroźnymi zwierzątkami. W wieku 2,3 lat odkryłem swoją pierwszą umiejętność, Kõne, gdy szedłem za jakimś zającem, powiedziałem, żeby nie uciekał, a ten się zatrzymał. Zacząłem z nim konwersację, ale po chwili uciekł. Uradowany swoim odkryciem, popędziłem do Wilczej Mamy. Była tak samo zachwycona jak ja. Była to moc po dziadku. Następna moc nie pojawiała się dość długo. Gdy skończyłem 3 lata, zobaczyłem, jak zajadam ryby. Zignorowałem to. Gdy nadszedł czas kolacji. Powiedziałem, że widziałem jak jemy ryby. I naprawdę na kolację były ryby! Okazało się, że była to kolejna moc. Przez następny rok nic się nie działo. Gdy miałem 4 lata, przechodziliśmy blisko granicy z Królestwem Północy. Akurat przechodziła tamtędy grupa zwiadowców. Ten najmłodszy rzucił się na mnie i zaczął mnie atakować, trójka pozostałych rzuciła się na resztę watahy. Tylko jedna wilczyca próbowała ich powstrzymać. Gdy myślałem o tym, co się teraz z nami stanie, ucisk zniknął. Otworzyłem oczy i zobaczyłem wielkiego cienistego wilka. Krążył on wokół mojej watahy i nie dopuszczał zwiadowców do nich. Zrobiło mi się słabo. Kręciło mi się w głowie i wszystko mnie bolało. Po chwili straciłem przytomność. Obudziłem się chyba… w jakieś klinice. Wilcza Mama była uradowana moim wybudzeniem. Byłem ciekaw gdzie jestem, jedna z pielęgniarek, wytłumaczyła mi wszystko. Kilka dni po wybudzeniu, moja wataha chciała ruszać. Ja chciałem tu zostać. Nikt mnie nie namawiał. Pożegnałem się i ruszyli w dalszą drogę. Powiedzieli mi, że muszę przejść Próbę Śniegu i wytłumaczyli co to jest. Za kilka dni zaczęła się. Na szczęście udało mi się ją przejść. Mijały miesiące, a ja zadomowiłem się w Królestwie i zostałem Treserem.
 
Inne:
- Nie przeszkadza mi dzwonienie moich dzwonków
- Uwielbiam przebywać ze zwierzętami
- Uwielbiam wszystkie gatunki książek od romansów po encyklopedię
- Nie przepadam za kąpielami w zimnej wodzie
Autor: 🐲🐉Smoczek aka Wiosenka 🐉🐲#6927

 

 

Layout by Netka Sidereum Graphics