Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rhiannon i Pandora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rhiannon i Pandora. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2019

Od Pandory CD. Rhiannon

Latanie we mgle było ciężkie i nawet perfekcyjna orientacja w terenie nic nie zdziała, niestety musiałem się dostać do centrum do południa, czyli byłem skazany na siwą chmurę, od której nic nie widziałem. Wystartowałem ze swojej jaskini na skrzydłach i leciałem, póki widziałem korony drzew. Wtedy jeszcze wiedziałem, którędy lecę, niestety chwila mojego zamyślenia sprawiła, że las zniknął, a ja musiałem zniżyć lot. Po dolinach, jakie rozciągały się pode mną byłem przekonany, że kierowałem się w dobrą stronę. Potem sam nie wiem, jak to się stało, może się myliłem albo zamyśliłem lub mgła ze śniegiem pomieszała mi w głowie. W końcu czy widać granicę między białych puchem, a chmurą, unoszącą się nad powierzchnią? Ja jej nie dostrzegałem, dlatego po paru minutach złożyłem skrzydła i pokonywałem drogę pieszo. Na początku szło mi całkiem sprawnie i sądziłem, że dotrę na miejsce nie spóźniony, niestety śniegu zaczęło przybywać. Pomagałem więc sobie ogniem, który wydobywał się z mojego pyska i topił śnieg z przodu. Z czasem zacząłem podskakiwać za pomocą skrzydeł, gdy wpadałem w zaspy, a niestety mój wzrost mi nie pomagał, wręcz przeciwnie. W pewnym momencie topiłem się w nich, niczym szczeniak, wtedy zdałem sobie sprawę, ze na pewno się zgubiłem. Rozłożyłem skrzydła i wzleciałem do góry, wylądowałem jakieś pół kilometra dalej, gdzie śnieg nie padał ostatniej nocy i mogłem pokonywać drogę bez problemu. Nagle poczułem pod łapami coś śliskiego. Zgarnąłem łapą śnieg, który tylko delikatnie przyprószył zamrożone jezioro. Miałem wrażenie, że kierowałem się w dobrą stronę, a lód na wodzie mnie w tym utwierdzał. Wysunąłem pazury i ruszyłem przed siebie. Z początku nie szło mi najlepiej, kopyta nie miały dobrej przyczepności, więc zacząłem sobie pomagać skrzydłami, dzięki którym przyspieszyłem. Nagle w oddali zobaczyłem sylwetkę jakiegoś wilka. Zbliżał się do mnie, gdyż jego postać się zwiększała. Nie reagowałem, szedłem dalej przed siebie, kiedy obcy wszedł na lód. Najprawdopodobniej nie wiedział o tym, ponieważ widziałem, jak jego łapy rozkraczają się na wszystkie strony i przez chwile po prostu na nich jedzie. Zatrzymałem się, przyglądając się nieznajomemu, który po chwili się zebrał, wysunął pazury i szedł powoli w moim kierunku. 
- Przepraszam – odezwał się damski głos. Odwróciłem się do wadery, której mogłem się przyjrzeć dopiero wtedy, gdy była parę kroków ode mnie. - Wiesz którędy do centrum? - zapytała. Pokiwałem głową.
- Także się tam wybieram – oznajmiłem. - Niestety nie jestem pewien drogi, którą obrałem – dodałem. - Ale chyba wiem, co mogłoby nam pomóc – powiedziałem po chwili ciszy. Delikatnie chuchnąłem w nicość, para z mojego pyska nabrała niebieskiego kolorku, a im więcej powietrza wypuszczałem, zamieniało się w małe płomyczki. Podczas tej czynności myślałem o centrum i po chwili, gdy przed nami utworzyły się trzy duży ogniki, z których robiły się mniejsze, one wskazały kierunek wschodni. - Wskażą nam drogę – wytłumaczyłem, czekając, aż wadera się ruszy, gdyż w chwili obecnej im się przyglądała. Mogłem je wytworzyć wcześniej i poprowadzić samego siebie, bo nie bałem się porażki i zgubienia. Jednak kiedy ktoś pyta o drogę, należy pomóc.

<Rhiannon?>

Słowa: 483

niedziela, 16 czerwca 2019

Od Rhiannon

Już sama myśl o wstaniu ze swojego wygodnego posłania potrafiła doprowadzić waderę do depresyjnych myśli. W jej domostwie panował taki chłód i ziąb, że nie miała ochoty nawet wstać i czegoś dobrego zjeść. Choć wiedziała, że byłoby to marnotrawstwo dnia, gotowa było zrobić ten jeden, jedyny wyjątek i zostać jeszcze kilka godzin w tym cieple... Wyściubiła czarny nos i kawałek pyska, zaraz jednak schowała go z powrotem, kichając przy tym głośno. Dźwięk parsknięcia rozniósł się echem, doprowadzając najwyraźniej do szału nietoperze w sąsiedniej jaskini. Te zaczęły bowiem dziko piszczeć i zanim wadera się zorientowała, już latały po jej "pokoju" rozwścieczone. Chciała je przepędzić, ale ilość zwierząt jej to po prostu uniemożliwiała. Kilka wręcz wleciało jej do pyska, na co Rhiannon reagowała z obrzydzeniem.
— Sio! Won! Już was tu nie ma! — krzyknęła wściekła, odganiając się łapami od czarnych stworzonek — I jak ja mam tu spać, do cholery? W takich warunkach?
Przeklinała się w myślach, że nie urządziła tu jakichś przejść czy innych podobnych blokad. Drzwi miała jedynie między kilkoma jaskiniami i teraz tego bardzo żałowała. W myślach postanowiła, iż wybierze się gdzieś, aby zakupić potrzebne materiały. W sumie nie potrzebowała wiele, ot, kilka desek i metalowe kołki. Z ich wykonaniem poradzi sobie, gorzej z przejściem do innego dystryktu. Na kilku godzinną wyprawę trzeba by się jakoś przygotować, choćby wziąć jakieś jedzenie. Westchnęła głęboko z nutką melancholii i pomału zsunęła się z ukochanego miejsca spania. Rozciągła się szybko i podbiegła do innej jaskini, wolnej od nietoperzy. Lekko zdenerwowana przywdziała skórzany płaszcz i zapiąwszy sprzączkę, zdała sobie sprawę, że jej spiżarka świeci pustkami. Jak mogła tego nie zauważyć? Niemożliwe... Ale jednak. Zmarszczyła brwi w wyrazie rozgniewania się na własną osobę. W końcu jednak wyszła na zewnątrz, otwierając dębowe drzwi. W niebieskie ślepia buchnęła mgła, przypominająca bardziej mleko niż nasączone wodą powietrze. Tak oto wita swą domowniczkę Masyw Mgieł, w którym owa istotka się osiedliła. Zamknąwszy swe domostwo, Ammit od razu skierowała się w górę zbocza. Na pamięć znała drogę do centrum, choć odwiedziła je jedynie kilka razy. Starała się odpowiednio odliczać odległości, mimo że szła całkowicie na ślepo. Po południu widoczność poprawia się, ale aktualnie był wczesny ranek i mgła była w wyżu swojego panowania. Ostatnio chciała odpocząć, poskładać myśli i niepotrzebny jej był chaos i szum miasteczka - ale teraz ją tam wręcz coś ciągło. Jej jasna sierść zlewała się ze śniegiem, w którym brodziła niekiedy i po pysk. Gdy wyszła z mgły, która otaczała ją wokoło, zdała sobie sprawę, że nie ma bladego pojęcia gdzie ma teraz się udać. Krajobraz po jej ostatniej wizycie dość mocno się zmienił albo ona sama podeszła zbocze od innej strony. Zdezorientowana starała się znaleźć charakterystyczne punkty, mogące jej zdradzić swoje położenie, ale nic nie zauważyła. W oddali nieznajome szczyty i kilka dolin witały ją serdecznie. Za sobą miała stok pełen mgły, stanowiącej naturalną ścianę. Gdy już chciała iść wokoło naturalnej, białej bariery, aby natrafić na coś znajomego, zauważyła postać, dość niedaleko. Zmrużyła oczy i dostrzegła jej wyraźne kontury. Owym zwierzęciem był przedstawiciel jej gatunku, który raźnie i bez trudu pokonywał zbocze. Miał jakiś cel, więc na pewno wiedział, gdzie jest. Rhiannon przez chwilę trwała w bez ruchu, zastanawiając się, jakie są szanse, że wilk idzie w stronę Centrum. Nawet jeśli nie, to może wskaże jej drogę. Zawahała się, ale w końcu ruszyła biegiem w jego stronę, pokonując susami głębokie zaspy śniegu.  

<Ktoś chętny?>

Słowa: 555
Layout by Netka Sidereum Graphics