niedziela, 30 kwietnia 2023
Od Lys i Tin - I quest z tablicy ogłoszeń
wtorek, 28 lutego 2023
Od Lys i Tin, CD. Sakiego
wtorek, 31 stycznia 2023
Od Lys i Tin, CD. Xevy
<Xeva?>
Słowa: 422 = 27 KŁ
sobota, 31 grudnia 2022
Od Lys i Tin, CD. Vallieany
Teraz jednak skupiły się na obecnej chwili, zamiast rozwodzić się nad genezą całego zdarzenia. Wciąż były złe.
– Gdzie on ucieka? – rzuciły bardziej do siebie, sapiąc z irytacją.
Zmarszczyły grube brwi. Nie miały czasu się zastanawiać, czy powodem do zerwania się w bieg było coś niebezpiecznego, ani czy one też powinny uciekać. Znalazły sobie nowy cel. Wolały gonić napastnika. Tak więc zgarnęły pannę gronostajową między swoje rogi, nawet nie słuchając obaw, pytań protestów, zwyczajnie ruszyły w pościg.
Być może była to pochopna i nierozsądna decyzja. Ba, oczywiście, że taką była. W tamtym momencie jednak mało to obchodziło te dwie wściekłe wadery. Może i zużyją niepotrzebną ilość sił, ale przynajmniej zmierzały w dobrym kierunku całej podróży. Chociaż tyle dobrego, nie zboczą z trasy.
Tętent masywnych łap rozległ się między drzewami. Stanowcze pazury kruszyły śnieg pod sobą, dając dobrą przyczepność do szarżującego biegu. Powarkiwały co chwilę coś pod nosem, coś o tchórzu i, że i tak go dopadną, a ucieczka była na marne. Czuły się prawie tak, jakby goniły zwierzynę, tylko bardziej agresywnie i zapominając o myśliwskiej gracji. Niesiony bagaż teraz nie robił im żadnej różnicy, jakby nic nie ważył. Dobrze, że był porządnie zabezpieczony, bo istniała szansa, że w innym wypadku mogłyby coś pogubić. Co w nie wstąpiło? Nie mogły nie przyznać się, że trochę poczuły się odpowiedzialne za bezpieczeństwo towarzyszki podróży, która przecież w swoim obecnym stanie nie mogła się sama obronić.
Dopadnięcie uciekiniera było tylko formalnością. Zderzenie spotkało się z brutalnym zaryciem jego łbem w śniegu. Vallieana w tamtym momencie musiała naprawdę mocno się trzymać, żeby nie spaść z głowy lerdisek, które nie pomyślały już więcej o ostrożności. Gorąca para buchnęła z nosa.
– Takie to zabawne, co?!
Nie kontrolowały siebie. Zupełnie też nie wzięły pod uwagę faktu, że sam dowcipniś uciekał przed czymś innym, niż przed nimi. Oby… Oby to coś już odpuściło
<Valli?>
środa, 30 listopada 2022
Od Lys i Tin - Trening dotyczący bestii I
poniedziałek, 31 października 2022
Od Lys i Tin, CD. Sakiego
Słowa: 400 = 25 KŁ
piątek, 30 września 2022
Od Lys i Tin - II Quest z tablicy ogłoszeń
wtorek, 30 sierpnia 2022
Od Lys i Tin, CD Sakiego
Z pytaniem basiora spojrzała gdzieś w dół. Poruszyła uchem, zmarszczyła nos, jakby to miało pomóc wykręcić jej się od odpowiedzi. Powinna teraz zostawić Tin na lodzie, żeby sama się tłumaczyła, a nie jeszcze ją ratować.
– Nie wiem, to był pomysł Tin – wypaliła, choć przecież on nie miał pojęcia, o kim mówiła.
I teraz nagle zdały sobie sprawę, jak cała ta sytuacja wyszła absurdalnie. Lys poczuła wstyd za dwóch. Jak mogła dopuścić do tego wszystkiego? Co pokusiło Tin? Trzeba było zatrzymać ją w domu. Zachowywała się czasem jak dziecko, a ona musiała jej pilnować jak surowy rodzic. Jedno wspólne ciało w tym wcale nie pomagało. Być może, że tak było jeszcze trudniej.
Już szykowała jakieś paskudnie dłużące się kazanie, które wygłosi, gdy tylko wrócą. I sama postara się o to, aby Tin następnym razem zastanowiła się dwa razy przed wykonaniem jakiegoś głupiego pomysłu.
A ona wcale nie czuła się winna. Przecież nikomu niczym nie zaszkodziły, a zaspokojona ciekawość to nic złego! Nie rozumiała, czemu Lys tak się zdenerwowała o to wszystko. To nic takiego… Jeszcze pokaże, że wyciągną z tego nawet jakieś korzyści. Może nawet nowego znajomego?
Właśnie! Obie wróciły uwagą do rudowłosego wilka. Pokiwał nieco niepewnie głową, zdawał się być wciąż zdezorientowany. Dziewczyny odchrząknęły, tylko odrobinę niezręcznie.
– My jesteśmy Lys i Tin – przedstawiły się w końcu, pochylając nieznacznie głowę.
Wypadało mieć to wreszcie za sobą. Widziały, jak w oczach basiora gaśnie nadzieja na zostanie w spokoju, ale zignorowały to, uśmiechając się łagodnie. Zdążyły zauważyć, że nie należał do zbyt towarzyskich, ale mimo to brnęły dalej, wcale się nie zrażając. Chęć naprawienia pierwszego wrażenia, jakie za sobą zostawiły, była silniejsza.
– Saki – odparł po chwili, uciekając gdzieś wzrokiem.
Teraz muszą coś wymyślić, żeby nie wyszło głupio, że uganiały się za Sakim tylko dla tego jednego, tak mało ważnego pytania. Nawet jeśli to była właśnie prawda. Żenująca, ale prawda.
– Może chciałbyś wpaść na ciepłą herbatę? Pewnie zmarzłeś w tym śniegu.
Tak, to było pierwsze, co przyszło im do głowy. Liczyły się z odmową, ale spróbować zawsze było warto, prawda? Zaczęły grzebać łapą w białym puchu, starając się zapomnieć o wydarzeniach sprzed chwili. Chciałyby zacząć od początku, wymazać głupstwa. Marzenia.
poniedziałek, 1 sierpnia 2022
Od Lys i Tin, CD. Xevy
Szukając drewna na opał, miały krótką chwilę dla siebie. Chwilę odpoczynku dla uszu od głośnych i pełnych emocji słów piegowatej wadery. Dobrze, że tylko chwilę, bo po dłuższym odcinku czasu z pewnością zaczęłyby kwestionować i rozmyślać na tematy, na które w tamtej chwili nie powinny, bo było to zwyczajnie zbędne. Nie ma potrzeby zaprzątać sobie głowy zmartwieniami, zwłaszcza kiedy już bałaganią w niej dwie różne osobowości.
Znalezienie chrustu w zamarzniętej śniegiem puszczy wcale nie okazało się takim prostym zadaniem. Należało uważać, wybierać ostrożnie, bo gałęzie leżące tak po prostu na śniegu były zwyczajnie mokre. Nic by z tego nie było. Rozejrzały się raz jeszcze po skąpanym w świetle zachodzącego słońca lesie, wzdychając cicho, łagodnie. Potem spojrzały na zebrany już materiał. Wystarczy? Tak, chyba wystarczy.
Problemem stało się ponowne znalezienie Xevy. Dziewczyny nie wiedziały, w którą stronę, ani jak daleko mogła się udać, więc w końcu wyszło tak, że musiały tak właściwie na własną łapę, same szukać tej polany. Po słabym zapachu, który niknął między drzewami, jak po nitce do kłębka. Ulżyło im, kiedy grube konary zaczęły się przerzedzać, a woń silniej uderzać w rozszerzone nozdrza czarnego jak węgiel nosa. Polana wyrosła przed ich stopami.
– Xeva! – zawołały, zanim udało im się powstrzymać jakże entuzjastyczną reakcję wadery.
Śnieg trysnął Spod jej łap tak daleko i z taką siłą, że prawie sięgnął on futra rogatych. Zaśmiały się cicho.
– Masz już? Tyle wystarczy na pewno. Jesteście szybkie! – skakała wokół nich, a one nie mogły powstrzymać lekkiego merdania swoim króciutkim ogonem.
– Tak, tak, chodź rozpalić ten ogień, zanim całkiem zapadnie zmrok.
Rzeczywiście było już prawie ciemno, słońce już kryło się w podszycie i raczej nie zamierzało wyjść aż do następnego ranka. Ostatnie złote promienie odbijały się na widmie nadchodzącej nocy, na wilczych futrach.
– Chyba nie zapowiada się na deszcz, jak sądzisz? – zapytały, nie odrywając wzroku od dopiero pojawiających się gwiazd.
Chociaż musiały przyznać, że zabawnie byłoby spać w tym pustym pniu za nimi.
Słowa: 460 = 26 KŁ
czwartek, 30 czerwca 2022
Od Lys i Tin, CD. Vallieany
wtorek, 31 maja 2022
Od Lys i Tin, CD. Sakiego
poniedziałek, 25 kwietnia 2022
Od Lys i Tin, CD. Xevy
A co jeśli to ten tajemniczy sprawca znajdzie ich pierwszy? Wtedy to z nich zostaną tylko resztki i szczątki! Były przekonane, że podejrzany nie będzie miał litości i rozprawi się najpierw z nimi, a potem z biedną Xevą. Albo na odwrót, bez różnicy. Nie uratują się, to było istotne. I słuch o nich zaginie. Na zawsze!
To wszystko było takie skomplikowane…
Albo okaże się, że to wszystko to jedno wielkie, niegroźne nieporozumienie. Tak, w ten sposób byłoby najlepiej. Może nie ma co niepotrzebnie się martwić?
Wyhamowały gwałtownie, cofając rogaty łeb, żeby nie uderzyć nim w drzewo. Zmarszczyły nos, fukając gniewnie. Miały już dość tych przerośniętych roślin, co tylko planowały zamach na ich życie i zdrowie. Ale nie! Drugi raz się nie dadzą! Przynajmniej przez jakiś czas. A żeby to udowodnić, powinny się bardziej skupić na drodze, niż na rozmyślaniach, które do niczego nie prowadziły. Trzeba było po prostu dojść do jakiegoś rozwiązania, nieważne, jakie by ono nie było.
Rozejrzały się odrobinę nerwowo, jednak zaraz z ulgą zauważyły, że druga, a właściwie trzecia wadera, dalej przed nimi idzie, dalej tym samym, energicznym i sprężystym krokiem. Znaczyło to, że nie przegapiły żadnego ważnego wywodu ani pytania z jej pyszczka. To dobrze, bo nie chciały nieumyślnie sprawić jej przykrości.
Zerkając w dół, pod własne łapy, obniżyły nieco łeb, żeby do nozdrzy dotrzeć mogły poszukiwane zapachy. Trop był dalej wyczuwalny, samica dobrze je prowadziła. Westchnęły ledwie słyszalnie. Zwariują w tej ciszy! A pomyśleć, że pewnie minęła ledwie chwila, gdyż Xeva przecież długo by nie wytrzymała w takim stanie. Tak przypuszczały.
– Wiemy, że miałyśmy być cicho, ale… Opowiesz nam o tej kolekcji? – ich uśmiech, jak i intencje były zupełnie szczere.
Ani trochę nie przeszkadzało im, że najprawdopodobniej właśnie zapoczątkowały porządną lawinę słów.
poniedziałek, 28 lutego 2022
Od Lys i Tin CD. Vallieany
wtorek, 11 stycznia 2022
Od Lys i Tin - Święto Wielkiego Obdarowywania - quest 1
To było ich pierwsze Święto Wielkiego Obdarowywania w Królestwie Północy. Pierwsze! Nie mogły tak po prostu zaprzepaścić tak wspaniałej okazji do radowania się. Problem w tym, że… Były w tym zupełnie zielone. Nie pamiętały nawet, czy w ich rodzinnych stronach w ogóle obchodziło się takiego typu święto. Pomijając fakt, że w ogóle niczego stamtąd nie pamiętały.
poniedziałek, 15 listopada 2021
Od Lys i Tin, CD. Xevy
sobota, 30 października 2021
Od Lys i Tin, CD. Vallieany
czwartek, 30 września 2021
Od Lys i Tin CD. Xeva
– A czemu dwa imiona masz?
Niby zwykłe pytanie, a wyjątkowo mocno zadźwięczało w ich wspólnej głowie, sprawiając, że obie wadery zaczęły się głęboko zastanawiać.
Tin pierwsza uporządkowała myśli i zabrała głos.
– Właściwie… To… To jest bardzo skomplikowane. Jesteśmy kimś w rodzaju dwóch sióstr, ale zamknięte w jednym ciele, związane w jednym umyśle, a jednak myślące samodzielnie. I chyba przyjęłyśmy, że tak było praktycznie od zawsze, bo żadna z nas nie pamięta, żebyśmy kiedyś były… Oddzielnie. Albo samotnie. Może to dziwne dla innych, ale tak już chyba musi być.
Łapa wyżłobiła mały dołek w śniegu, jako gest skrępowania. Niewygodnie im było o tym mówić. Gdzieś tam głęboko bały się odrzucenia i wyśmiania, wykluczenia. Były inne. Nikt poza nimi nie był do nich podobny. Wszyscy byli… Normalni.
Usłyszały głębokie, przejęte westchnienie drugiej wadery… Albo trzeciej? Jednak nie zapowiadało się na to, żeby zamierzała je wyśmiać. To chyba dobrze? W pewnym momencie przekrzywiła zabawnie łeb na bok, zupełnie tak, jak gdy pytasz się swojego psa, czy chce wyjść na dwór.
– A to tak można? – zapytała w końcu, a po kiwnięciu głową Lys i Tin, jej piegowaty pysk wykrzywił się w naprawdę szerokim uśmiechu.
W jednej chwili podskoczyła na wysokość godną najlepszego zająca i w tych podekscytowanych pląsach zaczęła okrążać rogate siostry. Gdy otworzyła pyszczek, dalej się uśmiechając, one już czuły, że nadejdzie z nich lawina słów i potok pytań.
– Czy jeśli jedna na lewo chce iść, a druga na prawo chce iść, to w budynek na środku wpadacie?
– Nie…
– A czy jak jeść inne rzeczy chcecie, to kłócić się zaczynacie?
– My w sumie…
– A powiedz "Czy rak trzyma w szczypcach strzęp szczawiu, czy trzy części trzciny"!
– Czy rak trzyma w szczypcach strzęp…
– Druga teraz!
Wdech. I wydech. Lys miała mniej ochoty na takie gierki.
– Czy rak trzyma w strzy… szczy… Nie umiem! Już starczy. Prosimy.
Aż usiadły, nieco skołowane tym małym maratonem "tysiąc pytań do". A Xeva dalej dreptała w miejscu, zamiatając długim ogonem zimny śnieg, widocznie wciąż nie mogąc opanować radości. Może pora na zamianę? Teraz one o coś zapytają.
– Hm… To – zerknęły na te nieszczęsne drzewo, w którym jeszcze parę chwil temu tkwiły zaklinowane – jak możemy ci się odwdzięczyć za pomoc z uwolnieniem się z tamtego drzewa? W końcu zużyłaś na nas dość dużo mocy… Na pewno na coś się przydamy!
<Xeva?>
Słowa: 380 = 24 KŁ
niedziela, 11 kwietnia 2021
Od Lys i Tin CD. Vallieany
A jedno z tych śmiesznych pudełeczek niegrzecznie wysunęło się z plecionej torby i upadło w biały puch, nie wydając przy tym prawie żadnego dźwięku. Uciekinier!
– Coś ci wypadło.
I Lys zahamowała gwałtownie, zabierając siostrze władzę nad ich masywnymi nogami. Zawróciła już spokojnie, z tym zabawnym, króciutkim ogonem w górze. Czarny nos zanurkował w jeszcze miękkim, nieuklepanym i puszystym śniegu po to, aby ostre zęby mogły chwycić zbiegłe lekarstwo. Kichnęła od kilku śnieżynek, które postanowiły osiąść na ich pysku. I jednym ruchem schowała maść z powrotem do torby. A dalej pozwoliła już biec Tin, żeby mogła nacieszyć się tym, czym tam akurat się cieszyła.
W końcu stanęły przed swoim domkiem trochę później niż "w okamgnieniu", bo jednak Tin się trochę zmęczyła w połowie drogi. Ale! Dotarły, to się liczy. Śmiało, jakby z lekkim utęsknieniem i delikatną ulgą, albo nawet dumą, przeszły przez krótki, ciasny korytarzyk, aby dostać się do większego pomieszczenia. Niby schyliły głowę, ale jednak i tak zahaczyły czubkiem rogów o sklepienie przejścia. Z góry posypało się trochę ziemi, a Lys zaklęła siarczyście. Jeszcze trochę, a wyżłobią w tym miejscu dwie paskudne, głębokie rysy. Może przynajmniej wtedy, kiedy będą pasować idealnie do ich rogów, nie będą szurały nimi o sufit.
Jedno pstryknięcie włącznika i cały pokój oblało miłe, w ciepłym odcieniu światło. Wadery usiadły ciężko na samym środku, jakby w przeświadczeniu, że jeszcze nie zrobiły wszystkiego, czego miały, i nie mogą jeszcze w pełni odpocząć. Tak więc wstrzymały oddech ulgi i zostawiły go na później.
No tak! Jedzenie. Vallieana poprosiła je, aby zabrały na drogę coś do jedzenia.
Więc zerwały się z miejsca, już podekscytowane na myśl o polowaniu. I nagle znów zatrzymały się w półkroku.
A może lepiej będzie, jak złapią coś dopiero rano, zaraz przed podróżą? Wszak jako myśliwe, nie powinno im to sprawić problemu, a świeże mięso zawsze jest lepsze od takiego przeleżałego. Jednak… Obiecały zjawić się u zielarki z samego rana, więc jak wcześnie musiałyby wstać, żeby zdążyć urządzić łowy? A czy też nie będą potrzebne im spore pokłady energii? Nie wiedziały, jak daleko jest to całe morze, nad które miały się wybrać, a lepiej, żeby nie jęczały w trakcie drogi, że nóżki bolą. Bo "kawałek drogi, a samej mogłoby być niebezpiecznie", na pewno nie oznaczało dosłownie jakiegoś krótkiego odcinka trasy.
– Ah, skończ! Po prostu chodźmy coś złapać teraz i już, będzie z głowy.
Oh, jakże zgrabnie ucięty temat i natychmiastowe podjęcie decyzji.
– Dobrze więc, ruszamy! – Lys zadarła wysoko głowę i to był jej błąd, bo o mało co nie zaryła rogami o sufit, kiedy chciała wyjść przez ten nieszczęsny korytarzyk.
I znowu ten śnieg. Mróz, mróz, zima. Chociaż, czy im się zdawało, czy teraz padało trochę lżej? Tak odrobinę? Ale i tak, jak tu teraz znaleźć cokolwiek nadającego się do upolowania…? Głupie, zachciało im się świeżego mięsa. Musiały też przekalkulować to, że musiało to być coś na tyle dużego, że wystarczy aż dwóm (trzem…) waderom, a jednocześnie coś na tyle małego, żeby dało się to łatwo przetransportować. To takie skomplikowane!
Rozejrzały się, nawet nie zawieszając na zbyt długo wzroku na tych licznych, łysych drzewach, oblepionych z jednej strony śniegiem, jakby białym mchem. Wydawało im się, że nic nie znajdą podczas tej zawieruchy. A wystarczyło tylko zaciągnąć się mocno tym lodowatym powietrzem i pozwolić, aby do nozdrzy wpłynęły wszystkie biegnące tędy zapachy.
Ranek! Chyba nigdy tak bardzo nie cieszyły się z tego, że muszą już wstać. Od razu zerwały się na równe łapy, pełne pozytywnej energii i gotowe do drogi. I chociaż wstyd jej było przyznać, to nawet Lys całkiem się cieszyła na tę podróż. Pospiesznie i niezbyt starannie zgarnęły jeszcze tego upolowanego wczoraj zająca, który, przechowany w najchłodniejszym miejscu ich nory, zachował jeszcze swoją świeżość. O, i jeszcze to lekarstwo na opuszki! Gdyby nie Lys, znów by zapomniały. Ciekawe, ile to powinno się wchłaniać… Cóż, czekanie w głowie wader było zbyt nudne, więc nie minęło dużo czasu, a one już wyskoczyły na zewnątrz, aby pognać po lodowatym śniegu, w akompaniamencie mroźnego, choć nie tak silnego jak poprzedniego dnia, wiatru, prosto w stronę jaskini Vallieany. Szczęście chyba im sprzyjało, bo pogoda na ten dzień zapowiadała się nad wyraz dobrze.
Pchane jakąś dobrą energią już niebawem znalazły się u celu. Zupełnie nie przejęły się tym, że się teraz zmęczyły, a miały tego nie robić. Jedynie stanęły na kilka chwil, aby odsapnąć trochę. Wejście do jaskini zielarki było zasłonięte śmiesznymi gęstymi pnączami i Lys i Tin nie wiedziały, co dalej miały zrobić. Tak po prostu wejść? Nie chciały już dłużej czekać i marnować czasu. Zanurzyły łeb w lejących się roślinach, o mało nie zaplątując w nie rogów. Dopiero by było! Przednie łapy stanęły w ciemnym korytarzu, a ich tył został… No, w tyle. Krótki ogon zamerdał radośnie.
– Dzień doooobry! Lys i Tin przyszły! – zawołały z szerokim uśmiechem.