Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingrid i Pandora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingrid i Pandora. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 czerwca 2019

Od Pandory CD. Ingrid

Mała, niebiesko-szara kulka, która była małym szczenięciem, właśnie skoczyła na mnie i postanowiła wbić mini kiełki w mój kark. Ja zacząłem lamentować i błagać o litość, ale takowej nie dostałem. Plątały mi się łapy, kiedy bujałem się na boki, pod wpływem bólu, jakiego doznałem od strony mojego wroga. Wilczek zadał ostateczny cios, kiedy położył łapy na moim pysku i oznajmił, że zostałem przeklęty i nigdy więcej nie zjem żadnego wilka. 
A potem oboje wywróciliśmy się na plecy i zaczęliśmy się głośno śmiać, kiedy matka szczenięcia właśnie weszła do jaskini.
- Widzę, że dobrze się bawicie – oznajmiła samica, kiedy jej dziecko pobiegło do jej łap i się mocno przytuliło.
- Czy następnym razem też mogę zostać z Pandorą? - zapytał z nieukrywaną radością, pyszczek jeszcze mu się długo cieszył. Wadera spojrzała na mnie, nieco zakłopotana. Wstałem z ziemi.
- Pani syn jest bardzo grzeczny i do końca zjadł cały obiad – oznajmiłem, wtedy popatrzyła na mnie lekko zszokowana, ale z uśmiechem spojrzała na swe dziecię, które grzecznie siedziało i czekało na jej odpowiedź.
- Na prawdę? - potem skierowała wzrok w kierunku skalnego stołu, przy którym jedliśmy. Skinąłem głową. - Ze mną nigdy nie chcesz dokończyć posiłku – zauważyła, jakby obrażona, ale z drugiej strony wdzięczna, popatrzyła na Haku, swego synka, który położył po sobie uszy i zrobił minę niewiniątka.
- No bo gdybym nie zjadł, nie mógł bym pokonać potwora z gór, który je wilki! - oznajmił, podchodząc do mnie.
- Potwora z gór, który je wilki? - potworzyła rozbawiona, zerkając na mnie. Niewinnie się uśmiechnąłem. - No cóż, skoro tak bardzo spodobał ci się pan, to jeśli następnym razem się zgodzi, możesz z nim zostać – na tę wiadomość Haku podskoczył z radości i podziękował matce, która posłała mi rozbawione spojrzenie.
Tak naprawdę, to przez przypadek stałem się opiekunem małego Haku. Gdy byłem w swojej jaskini, przyszła do mnie szara wadera, która oznajmiła, że jestem ostatnim opiekunem na tym terenie. Gdyby nie fakt, że pozostali byli zajęci, nawet by o mnie nie pomyślała, ale byłem jej ostatnią nadzieją. Chociaż było widać, że nie była zadowolona z faktu zostawienia mnie ze swoim synem, poszła do centrum, a ja południe do wieczora spędziłem ze szczenięciem. 
- Do zobaczenia mały – pożegnałem się ze swym podopiecznym, potem odebrałem od jego matki zapłatę w postaci kamieni szlachetnych, które będą ładnie ozdabiać moją jaskinię i ruszyłem do domu.
Pogoda była ładna, chociaż panowała noc. Śnieg leżał ubity, więc ławo było iść, a brak wiatru nie sypał białym puchem w pysk. Jasny księżyc oświetlał teren jak słońce w dzień, a bezchmurne niebo pozwalało zobaczyć piękne gwiazdy – po prostu idealna pora na spacery. Po chwili poczułem burczenie brzucha, a ponieważ nie byłem zmęczony, postanowiłem coś upolować. W nocy było to trudniejsze, jednak ja miałem w zanadrzu moc Tkania Krwi. Wszedłem w las i tam zaczaiłem się na lisa, który najwidoczniej także szukał czegoś do zjedzenia. Nie spuszczałem go z oczu, delikatnie rozłożyłem skrzydła na boki, a potem się wyprostowałem i mocno skupiłem, myśląc o tym, by moja ofiara się zatrzymała. Nieświadoma ruda kita to zrobiła, a ja za pomocą skrzydeł, po dwóch dużych susach, byłem przy zwierzęciu i wgryzłem się w jego szyje. Zabiłem je szybko, a potem trzymając go w zębach, wyszedłem z lasu.
Wystraszyłem się, kiedy nagle zza drzewa wyszedł obcy mi wilk. Prawie puściłem lisa z pyska, odsunąłem się trochę do tyłu i dopiero wtedy przyjrzałem się nieznajomej. Wtedy wiedziałem, co mnie tak przeraziło: dwukolorowe oczy od blasku księżyca zaświeciły się mocno, groźnie, a dwie szerokie blizny na pysku tylko wzmocniły efekt.

<Ingrid?>

Słowa: 585

sobota, 29 czerwca 2019

Od Ingrid

Biegłam ile sił w nogach, próbując za wszelką cenę dosięgnąć mieniącego się na przeróżne kolory futra. Łapy zaczynały mi powoli drętweć, futro robiło się coraz to bardziej mokre a moja dotychczas nieugięta determinacja, zaczęła powoli maleć. Próbowałam krzyczeć najgłośniej jak potrafiłam, ale przy każdej próbie wyglądało to, jakby ktoś rozszarpał moje struny głosowe, uniemożliwiając mi tym wydawanie z siebie dźwięków. Cała energia wydobywająca się ze mnie, głucho ginęła tuż po zetknięciu się ze światem zewnętrznym. Niebiesko biały ogon zaczynał ginąć w oddali z sekundy na sekundę. Zaczynałam krztusić się powietrzem, zasysając je coraz intensywniej. Mimowolnie zaczęłam gubić kroki, aż w pewnym momencie padłam na ziemię, niczym postrzelona zwierzyna. Powieki miałam ciężkie, a ciało zdawało się przybrać zdecydowanie na wadze. Leżałam w ten sposób niczym truchło, biernie poddając się działaniu czasu. Niestety sam czas nie okazał się litościwy dla poszkodowanego zwierzęcia jakim byłam. Trudno określić czy całe zajście trwało bardzo długo, czy chwile perfidnie się wydłużyły, ale najważniejsze jest to, że to wszystko nie trwało wiecznie. Kuliminacyjnym momentem okazał się ten, w którym znalazłam się w samym środku jednej z bitew. Dookoła widziałam wilki z różnych nacji. Każda z nich zrzeszała o dziwo nie wilki jednej rasy, czy pochodzenia, tylko wilki, które stosowały wybrany styl walki. W ten sposób otaczały mnie wilki posługujące się wyłącznie magią oraz takie, które ograniczały się tylko do swojego żywiołu. Koło mnie przebiegł wilk, który natomiast używał jakiegoś nieznanego mi oręża. Z chwilowego stanu dezorientacji wyrwał mnie niesamowity hałas. Odwróciłam się w stronę mieniącego się wilka i ujrzałam w nim coś, co zawirowało moimi uczuciami. Jednocześnie czułam do niego nienawiść i uwielbienie. Otrząsnełam się i gdy chciałam już popędzić w jego stronę, znowu coś mnie zatrzymało. Jakaś forma niewidzialnej siły skutecznie mnie powstrzymywała. Walczyłam niemalże sama ze sobą, patrząc jak mój cel ponosi powoli klęskę. Robiło mi się przed oczami na przemian czarno i biało. Miałam wrażenie że już nic ze sobą nie współgra - czas, grawitacja i siły oddziaływania, czy nawet sami bogowie. Szczególnie Ci ostatni sprawiali wrażenie nieobecnych. Wpadłam w furię, która okazała się tylko marnowaniem ostatków sił. W jednym momencie wszystko ustało. Z mojego położenia mogłam bez problemu zobaczyć hektary martwych wilków. Nogi mi zadrżały, źrenice rozszerzyły się, a umysł zdawał się wariować. Wtem zobaczyłam jego. Błyszczące futro nie błyszczało już tak jak na początku. Błoto i świeża krew zabijały dobre pierwsze wrażenie. Wilk leżał nabity na parę pali, z rozerwaną krtanią. 
~~~~
Obudziłam się wydając z siebie niekontrolowany dźwięk, coś na kształt warknięcia. Nastąpiło to jak zwykle w momencie zobaczenia ciała. Z pyska kapała mi krew, której pozbyłam się błyskawicznie, wycierając ją w śnieg. Obudziłam się pośrodku niczego, przepełniona furią, spowodowaną tak ogromną niewiedzą. Ten sam nieznajomy wilk, to samo zakończenie. Pobudka z krwią w pysku, oraz w kompletnie nieznajomym miejscu. Spojrzałam w niebo, które wskazywało nie więcej niż to, że noc trwała w najlepsze. Księżyc święcił jasno, dzięki czemu okolica była dobrze widoczna. Usiadłam jeszcze na chwilę, próbując obmyślić plan działania na najbliższe godziny. Przypadkiem dostrzegłam ślady na śniegu. Mogłam się łudzić, że dotrę po nich do mojego pierwotnego położenia, które pamiętałam jak przez mgłę. Nic więcej mi nie pozostawało, więc ruszyłam w drogę. Oczywiście, jeśli ślady były moje...

<Ktosiu?>



Słowa: 526
Layout by Netka Sidereum Graphics