niedziela, 12 marca 2023
Od Xevy, CD. Yelthany
piątek, 27 stycznia 2023
Od Yelthany, CD. Xevy
Przez moment przyglądałam się jej nastroszonej sierści i obojętnej minie. W jakiś sposób mnie drażniła. Aktualnie nie podobało mi się to, jak się do mnie zwróciła. Coś się stało? Głupie pytanie. Zabrzmiało, jakbym natrafiła na swojej drodze na jakąś przeszkodę, której nie potrafię bez niej obejść. „Dałam ci go”, te słowa rozbrzmiewały w mojej głowie echem. To mnie najbardziej rozzłościło. Dała mi go – nie było tak, wiedziała o tym. Ukradłam, zabrałam jej to sprzed nosa, a ona miała czelność stwierdził, że mi go dała. Denerwował mnie ten jej… spokój i przyjmowanie na siebie niedogodności świata z uśmiechem.
„Nie dość, że zbiera bezużyteczne muszelki, to jeszcze ma problemy z pamięcią”. Chciałam się podzielić z nią tą informacją, ale stwierdziłam, że to będzie już za dużo, nawet jak na mnie. Najpierw kradnę jedną rzecz, a ona mi pomaga. Potem kradnę drugą rzecz, a ona się nawet nie złości. Co to w ogóle za wilk?!
- Własznie przyszłam go zjeścz – powiedziałam niewyraźnie, przez jenota trzymanego w pysku. Położyłam go na ziemi. – Wolisz tył czy łapy? – zapytałam, kładąc się przy martwym zwierzęciu, z pyskiem nad jego zakrwawionym torsem. Samica jak stała w miejscu, dalej to robiła. Przyglądała mi się tylko z coraz większym zdziwieniem.
- Nic. Możesz zjeść sama go – powiedziała tym samym obojętnym głosem, który znowu sprowadził na mnie falę gniewu. Zdusiłam go i nawet wysiliłam się na uśmiech, przynajmniej tak mi się wydawało, jeśli był niewidoczny, nie wiedziałam o tym.
- Ty mi go dałaś, więc chce się podzielić. Nie słyszałaś powiedzenia? Dają, to bierz – po tych słowach zanurzyłam kły w mięsie zwierzęcia, słysząc burczenie brzucha. Przez to wszystko zapomniałam, jak bardzo byłam głodna.
Wilczyca przez moment stała i mi się przyglądała, aż w końcu sierść na jej grzbiecie opadła, a na jej pysku zagościł uśmiech – krzywy i niepewny, ale jednak uśmiech. Podeszła do mnie i powoli usiadła obok, po czym zaczęła od nogi. W milczeniu spożyłyśmy upolowanego przez nieznajomą jenota.
Stwierdzić, że byłam najedzona, to mało powiedziane. Byłam napchana i nażarta. Jenot w pewnym momencie przestał mi wchodzić, ale wiedziałam, że ani grama mięsa tu nie zostawię, bo nie wiadomo kiedy znowu znajdę się w posiadaniu świeżego mięsa, tym bardziej, że nie odzyskałam moich skradzionym monet – i prawdopodobnie już ich nie odzyskam, bo zostaną szybko roztrwonione.
- Tym razem chyba do domu będę się toczyć – stwierdziłam, widząc jak okrągły miałam brzuch. Mogłam się zwinąć w kulkę i sturlać do tej nędznej części miasta, którą zwałam domem.
- Mogłaś na później zostawić go – spojrzałam na nią. To śmieszne, że mimo tego, iż ją rozumiałam, miałam wrażenie, że mówi bardzo dziwnie.
- Nieeee – przeciągnęłam ostatnią literę. – potem już nie jest tak smaczny – podniosłam się z ziemi z cichym jękiem. – Wracam do miasta, a ty? – zapytałam od niechcenia.
<Xeva?>
Słowa: 448 = 28 KŁ
poniedziałek, 31 października 2022
Od Xevy, cd. Yelthany
wtorek, 4 października 2022
Od Yelthany, CD. Xevy
środa, 21 września 2022
Od Xevy, CD. Yelthany
piątek, 2 września 2022
Od Yelthany do Xevy
- Mógł chociaż zaczekać, aż sobie żarcie kupie – wymruczałam pod nosem.
Teraz miałam trzy opcje. Pierwsza, to odnalezienie złodzieja. Wiedziałam jednak, że mogę nie zdążyć go odnaleźć, nim nie wyda lub schowa moich pieniędzy. Druga opcja to polowanie w lesie. Problem jednak polegał na tym, że nie do końca potrafiłam polować. Jako szczenię łatwiej było kogoś okraść lub wziąć kogoś na litość, robiąc ładne szczenięce oczka, niż zapolować na jakiekolwiek zwierzę, nawet te najmniejsze. Została więc mi trzecia opcja; znalezienie ofiary, którą można łatwo zrabować.
Nim jednak zabrałam się za poszukiwania ofiary, poszłam nad pobliskie jezioro, w którym najczęściej znajduje starych znajomych. Miałam nadzieję, że któryś poratuje mnie paroma monetami (lub pomoże odnaleźć winowajcę). Gdy dotarłam na miejsce, zauważyłam, że przy zbiorniku wodnym nikogo nie było, oprócz jednego wilka. Nie rozpoznałam w nim nikogo, kogo znałam. Prawdopodobnie moi znajomi postanowili tego dnia pospacerować gdzieś indziej – akurat jak ich potrzebowałam. Westchnęłam zrezygnowana i nie chcąc ich już szukać, rozejrzałam się ponownie po miejscu. Mój wzrok napotkał torbę, leżącą nie daleko wody, w której do połowy był zanurzony nieznajomy mi wilk. Od razu wszystko przekalkulowałam: wilk zostawił torbę, on jest w wodzie, a w torbie musi coś być.
Nie myśląc za długo i wiedząc, że lepszej okazji nie napotkam, zakradłam się do torby. Wilk szukał czegoś w wodzie, więc na spokojnie podeszłam do zdobyczy. Chwyciłam ją powoli w zęby, a wtedy nieznajomy poruszył uszami i odwrócił głowę. Była to samica, która szybko pokazała kły.
- Zostaw to – powiedziała spokojnie i wyraźne. Ja tylko uśmiechnęłam się do niej krzywo, unosząc jeden kącik ust do góry, po czym poderwałam się do ucieczki.
Za sobą usłyszałam głośny chlupot wody. Samica szybko wyskoczyła z wody i popędziła za mną. Słysząc, jak szybko pokonała odległość między sobą a torbą, będąc w wodzie, wiedziałam, że była szybsza. Inny wilk zrobiłby to dwa razy wolniej, a może by nawet później niż ona zdał sobie sprawę, co się stało. Skręciłam ostro w lewo i wbiegłam do lasu, wskakując na pierwszą gałąź, jaka była wystarczająco nisko, by móc się z łatwością na nią wspiąć. Wskoczyłam jeszcze gałąź wyżej, wdrapałam się na górę po korze, po czym zatrzymałam się 6 metrów nad ziemią. Nieznajomy wilk przebiegł obok drzewa. Obserwowałam go, jak biegnie dalej, zatrzymuje się, skręca, biegnie, zatrzymuje się i wącha. Zaczęła krążyć i wtedy zobaczyła moje ślady, mniejsze od jej, odbite w śniegu i kończące się przy drzewie. Zadarła głowę do góry.
- Oddawaj to złodzieju! – zażądała. – I tak nie masz gdzie uciec – dodała. Ignorując ją, wsadziłam pysk do torby, poszukując pieniędzy.
Wyciągnęłam łeb i telekinezą wywróciłam torbę do góry nogami, a cała jej zawartość poleciała na śnieg.
- Serio? Ukradłam torbę z muszelkami? - zapytałam samą siebie. – Z cholernymi muszelkami? Ja tu głodna chodzę i nawet żadnego kawałka jedzenia nie masz? – powiedziałam trochę głośniej, po czym puściłam torbę, która poleciała pod nogi samicy. – To jest upadek na samo dno – westchnęłam, zeskakując dwie gałęzie niżej. Nie miałam zamiaru skakać na ziemię, nie byłam pewna, czy nieznajoma mnie nie rozszarpie. Chociaż za co? Oddałam jej głupie muszelki.