Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renaya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renaya. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2019

Od Renayi CD. Leonarda

Ruszyłam przed siebie, skupiając się na rysujących się przede mną kształtach gdzieś w ciemności. Lepiej nie wsadzić łapy tam gdzie nie trzeba. Jeszcze się utknie, poharata czy cholera wie co. Już i tak użyłam mojej mocy, co później odczuję jeśli będę tego nadużywać.
- Wyprawa wgłąb tej groty i jej zbadanie to był zaiste mądry pomysł - skomentował basior, który szedł za mną. 
- No w końcu dorównałeś mi kroku. Myślałam, że ciągle będziesz tam siedzieć - prychnęłam schylając się żeby przejść pod jakąś niską skałą. Zwykle nie muszę się się schylać, to dla mnie mała odskocznia. - Poza tym zawsze możesz wrócić - odwróciłam się do niego, posyłając mu szyderczy uśmiech, tuż przed tym jak skierowałam się do niezbyt wielkiego tunelu, przez który będziemy musieli się przeczołgać. 
- Czy przed tobą nie będzie przypadkiem jakiejś drogi bez wyjścia. Korytarz nie wygląda zachęcająco.
- Nie mów mi, że się boisz - rzuciłam niedbale, wchodząc do tunelu. 
- Na mnie takie rzeczy nie działają - powiedział w moją stronę. Powiedziałabym nawet, że fuknął.
- Ha! Więc nie marudź! Ile można na ciebie czekać - podążałam przed siebie, nie tracąc czasu na zbędne pogaduszki i potyczki słowne. Wilk w końcu podążył za mną. Czułam na pysku coś dziwnego. Nie był to powiew świeżego powietrza, raczej cuchnącego... ale wciąż powietrza. Zaczęłam szybciej przebierać łapami, aby odkryć co to jest, czułam, że jesteśmy już blisko.
- Mogłabyś nie sypać mi gruzem do oczu? - warknął będący za mną Leonardo.
- Skoro już się odzywasz opowiesz mi o tych twoich Wilczych Plemionach? - zignorowałem jego narzekanie, nie przestając brnąć do przodu.
- Jest to aż takie ciekawe?
- Chyba słyszałam kiedyś o tym miejscu. Pamiętam jak przez mgłę, odśwież mi pamięć.
- Tak bez żadnego proszę?
- Chyba nie wyglądam ci na waderę, która o coś prosi - rzuciłam, a ten prychnął cichym śmiechem.
- Ogólnie jak nazwa wskazuje były to plemiona. Każde władało innym żywiołem.
- Coś mi to mówi, miałam tak w moich... watahach. - czułam, że tunel się kończy i zaczyna się jakaś większa grota.
- Woda, powietrze, ziemia no i oczywiście ogień. Ja byłem w tej ostatniej na początku. Miałem tam nawet mentora. Wołali na niego Ryuketsu, nienawidził kiedy ktoś zdrabniał jego imię. - gdy usłyszałam o kim musi wystartowałam z tunelu, prawie tocząc się po grocie, gdy z niego wypadłam. Zatrzymały mnie stare kości.
- Pewnie mógł za to zabić - mruknęłam niezbyt ochoczo.
- Nie potrzebowałby raczej aż takiego powodu, żeby kogoś na wieku uciszyć.
- Wołali na niego Krwawy Władca? - czułam jak sztywnieją mi mięśnie.
- Bardzo dopytujesz - westchnął ciężko - Ale tak, to jego drugie imię.
- A więc nie znasz nawet jego prawdziwego imienia - warknęłam odruchowo. Leonardo znał mojego ojca. Oczywiście fakt, że nim jest zachowam dla siebie. Wciąż jednak - Ukrywał je bardzo dokładnie. Tak samo jak to, że jego żywiołem nie był ogień.
- Co ty znowu wygadujesz?
- Nie widziałeś. że Ryuketsu władał umysłem?
- Skąd go znasz? - spojrzał na mnie, sceptycznie nastawiony
- Zalazł mi za skórę jakiś czas temu - uderzyłam łapą w stertę kości.
Znowu poczułam ten obrzydliwy zapach, co to do cholery było?!

<Leonardo?>

Słowa: 484

niedziela, 5 maja 2019

Od Renayi CD. Leonarda

Kiedy wysłuchiwałam historii Leonarda w głowie coś mi błysnęło. Ale czym były Wilcze Plemiona? Nazwa brzmiała dla mnie jak z legend, jakaś stara opowieść, którą ktoś mi opowiadał. Postanowiłam na moment porzucić domysły. Zlustrowałam basiora wzrokiem.
- Jeśli chcesz, śpij. Ale ja mam w planach zobaczyć co jest dalej w tej jaskini. Poza tym, im głębiej, tym cieplej - rzuciłam. Wilk podniósł powiekę, którą przed chwilą opuścił, patrząc w moim kierunku. 
Nie czekając na niego zwróciłam się w stronę niekończącej się ciemności. Usłyszałam jak basior wstaje i podchodzi do mnie, stukając pazurami o podłoże.
- W tej norze już całkowicie wtopisz się w tło - powiedział.
- Więc podpal jakiegoś ognika i ruszamy. Mi ciemność nie przeszkadza - uśmiechnęłam się chytrze, zaczynając dreptać przed siebie.
- A co? Twoim żywiołem jest noc? - odparł, a w jego pobliżu pojawił się płomień, rzucający ciepłą łunę na nasze otoczenie.
- Dokładnie, gdyby nie ja, księżyc nigdy by nie wschodził. - mimowolnie się zaśmiałam. - Po prostu wolę ciemność. Lepiej w niej widać. A uwierz mi, oczy niemiłosiernie bolą kiedy jest jasno - powiedziałam z niesmakiem.
- To dlatego, że są takie... ciekawe?
- Wolałabym usłyszeć przerażające - spojrzałam na niego i na emocje, które malują się na jego pysku. Miałam rację, że nie był do końca przyjacielskim wilkiem i coraz bardziej to wyczuwałam. Potrafię wyłapać podobnych sobie. 
- Widziałem w życiu wiele strasznych rzeczy, ale fakt faktem, że twoje oczy są niecodzienne. Znałem kiedyś kogoś kto też unikał światła. Nie sądzisz, że Północ to niezbyt ciekawe miejsce dla ciebie? Śnieg w końcu odbija światło.
- Cel uświęca środki - mruknęłam, rozglądając się po grocie.
- A jakiż to jest cel? - zapytał. Nie wiedziałam czy naprawdę go to interesowało, czy tylko udawał. Przez lata żyłam tylko i wyłącznie chęcią zemsty. Co jeśli on chce wyciągnąć ze mnie jakieś informacje?
- Korytarz się rozgałęzia - zauważyłam. Przy okazji nie musiałam odpowiadać na jego pytanie.
- Chcesz się rozdzielać? - spytał, zbliżając się do jednego z korytarzy.
- Mi to obojętne. Mamy całą noc, możemy zbadać wszystkie odgałęzienia. Kto wie co tu znajdziemy?
Koniec końców poszliśmy przed siebie, nie rozdzielając się. Przemierzaliśmy jaskinię mogłoby się wydawać wieki. W końcu poczułam, że zaczyna się robić cieplej.
- Chyba jesteśmy dość głęboko. Zimno z zewnątrz tu nie dociera - Leonardo również to zauważył. Nie odpowiedziałam, miałam przeczucie, że zaraz stanie się coś złego. Zastrzygłam uszami, kiedy poczułam jak ziemia zaczyna się trząść. Spojrzeliśmy po sobie, a grunt usunął nam się spod łap. Płomyk zgasł. Czując jak spadam w dół natychmiast zmieniłam swoją formę, przybierając kształt mgły. Rozszczep na poziomie atomowym, aby to zrobić jest nieprzyjemny, ale przynajmniej moje ciało nie otrzyma niepotrzebnych obrażeń od gruzu. A basior? Zanim pochłonęła mnie własna osoba zauważyłam, że zaczął skakać po skałach, aby go nie zasypały. Ale w tych ciemnościach nie było to za łatwe.

<Leonardo?>

Słowa: 448

sobota, 4 maja 2019

Od Renayi CD. Leonarda

- Czyli chcesz usłyszeć o tym jak się tutaj dostałam? Cóż, powiedzmy, że mogę na chwilę przysiąść i o tym porozmawiać.
Znalazłam w miarę wygodne miejsce na zimnym kamieniu i zaczęłam wpatrywać się w basiora, który zrobił dokładnie to samo, tyle że po przeciwnej stronie groty. Mogliśmy usłyszeć jak na zewnątrz nasila się wiatr. Chyba należy przyzwyczaić się do obecnego stanu rzeczy i do wichru targającego każdy włos na ciele, czy tego się chce, czy nie. Ciężkie płatki śniegu przypomniały mi o chwili, kiedy pierwszy raz zawitałam na te tereny. To było już po dostaniu się do Królestwa. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie pamiętam kto mnie powitał i można powiedzieć "przygarnął". Moja pamięć do innych jest dość szczegółowa. Przyswajanie faktów, historii, ciekawostek czy cech wyglądu i charakteru jest dla dość proste. Chcę czy nie, te informacje zostają mi w głowie. To, że często je olewam to już inna kwestia... Na początku dotarłam do Dystryktu III. Była tam wadera o drobnej posturze. Miała długą i jasną sierść z kasztanową grzywką. Wołali na nią Travka. Poznałam jej charakter prawie od razu. Próbowała udawać silną, z mizernymi skutkami, bo wszystko mogłam odczytać z niej jak z otwartej księgi. Typowy przykład "próbuję sobie radzić". Wprowadziła mnie do tego otoczenia, a było to zaledwie tydzień temu. Mimo krótkiego upływu czasu zdążyłam zauważyć, że znalezienie tutaj mojego celu będzie utrudnione. On też był biały. Jedyne co mogłoby go tutaj wyróżniać to czarne białka oczu (no i oczywiście arogancki temperament). Niegdyś sądziłam, że odziedziczyłam te oczy po nim i demonie, którego w sobie zamknął. Podobno kiedy ten go opętał, po jakimś czasie mój ojciec nad nim zapanował, niejako stając się jednością z demonem. Kiedy już rozerwę mu krtań, przekonam się o tym. Jak na razie mojego wyglądu nie będę przypisywać genom, a przeznaczeniu, które mi nadano.
- Samej byłoby to dość trudne - zaczęłam krótką historię. - Śnieg, temperatura nie do przeżycia. Większość zatrzymałaby się w połowie. Podążałam pierwszy dzień, chyba przechodziłem przez zamarznięte jezioro, bo pod łapami czułam lód. Usłyszałam okrzyki i coś zadzwoniło. Zatrzymał się przy mnie wóz, ciągnięty przez niedźwiedzia polarnego. Wyskoczyło z niego trzech wilków. Zaproponowali mi podwózkę za małą opłatą, na co przystałam. Następne kilka dni podążaliśmy w stronę północy. Zatrzymali się kilka godzin przed Królestwem. Miałam szczęście, bo chyba tak mnie polubili, że nie zażądali zapłaty. Resztę drogi przeszłam na piechotę. - zachowałam dla siebie kilka szczegółów. Jak na przykład to, że przewoźnikami okazali się nielegalny kłusownicy grasujący na tutejsze zwierzęta. I to, że skróciłam ich wycieczkę po tym padole, a ciała wrzuciłam pod lód. Niedźwiedzia oczywiście uwolniłam.
Popatrzyłam w kierunku środka groty, zainteresowana co może być w środku.
- Twoja kolej, Leonardzie - uśmiechnęłam się delikatnie, czułam, że przez ten uśmiech przemawia moja pewność siebie.

<Leonardo?>

Słowa: 448

piątek, 3 maja 2019

Od Renayi CD. Leonarda

Polowanie w krainie, gdzie wiecznie jest biało nie jest zbyt łatwe dla kogoś o moim wyglądzie. Kiedy już udało mi się wystarczająco długo stać w miejscu, aby żadna żywa istota mnie nie zauważyła mogłam ruszyć do akcji. Biały królik wyszedł na żer, mamy ze sobą tyle wspólnego. Uwielbiałam ten moment. Mogłam zniżyć się do ziemi i wziąć ostatki łyk powietrza zanim ruszę w stronę zdobyczy. Minął ułamek sekundy i rzuciłam się w stronę kicającej poczwary. Towarzysząca mi w tym momencie smuga dymu miała dodatkowo zdezorientować żyjątko. Skoczyłam w stronę królika, zdołałam go nawet musnąć zębami, niestety w pysku pozostał mi tylko fragment jego futra. Nie zdążyłam jednak się go pozbyć, bo to samo, co nie pozwoliło mi zakończyć polowania sukcesem uderzyło w mój bok. Zdezorientowana nie mogłam nawet chwycić się drzewa, ześlizgnęłam się wraz z przyczyną mojego upadku po śnieżnej zaspie. Wyplułam białą sierść, słysząc jakiś komentarz. Nie za bardzo wiem co to było za zdanie, ktokolwiek je mówił, mamrotał do siebie, a przynajmniej tak mi się zdawało.
– Nic ci nie jest? Lepiej na przyszłość załatw sobie jakieś odblaski, bo gdybym w ciebie nie uderzył, to nadal nie byłbym pewien czy rozmawiam z cieniem, któremu uciekło ciało, czy z ciałem, które wygląda jak cień. – widziałam jak złoty wilk podchodzi w moim kierunku. Posłałam mu ostrzegawcze spojrzenie, niepewna jego zamiarów, choć wątpię żeby to mi pomogło. Nie za wiele emocji można wyczytać z moich oczu. 
Pozbierałam się i wstając otrzepałam się z puchu. Uważnie zmierzyłam nieznajomego wzrokiem. No pięknie... z niskimi basiorami zawsze jest problem.
- Oprócz tego, że jestem głodna? Raczej dobrze się trzymam. Co nie zmienia faktu, że jestem dość widoczna na tym białym... - przygryzłam się w język, mowa Renaya, dbaj o swoją mowę! - czymś.
- Dobrze się zakamuflowałaś na tle drzew. Kim właściwie jesteś? - czułam, że to pytanie będzie musiało paść. Nie wiedziałam jak zachowywać się w stosunku do tego wilka. Wydawał mi się dziwny. Nie chodzi o samo przeświadczenie "małe jest złe" ze względu na mego przeklętego ojca. Po prostu... jest miły. Rozumiem, że są zboczeńcy, którzy tacy się urodzili, ale wolę dmuchać na zimne.
- Zwą mnie Renaya. Jak widać nie jestem przyzwyczajona do tutejszych warunków.
- Zauważyłem. Leonardo, swoją drogą. Jak nie stąd, to z jakiej krainy pochodzisz? Dość ciężko dostać się do Królestwa.
- Długo by opowiadać. Bywało się wszędzie. A trafiłam tu stosunkowo niedawno. Ciekawa historia, ale jestem zbyt głodna, by opowiadać - postanowiłam nie pokazywać zbytnio swojej nieufności. Zobaczę jak rozwinie się ta sprawa. - Macie tu gdzieś jakieś jaskinie? Nie mieszkalne oczywiście.
- Coś się znajdzie. Masz jakieś plany? 
- Skoro oboje chcieliśmy dopaść tamtego kicaka możemy zapolować na coś innego, ale potrzebuję, żebyś zaprowadził mnie do wspomnianego miejsca.
Basior wydawał się analizować wszystkie za i przeciw. Nie trwało to dłużej niż dwie sekundy, koniec końców kiwnął głową. 
Tak więc ruszyliśmy w kierunku grot. Po drodze odbyliśmy krótką konwersację. On dowiedział się o tym, że wstąpiłam w tutejsze szeregi wojsk lądowych, a ja, że jest strażnikiem nocnym. Czasami śmiałabym się z mojego przewrażliwienia na punkcie miłych istot, ale to ono uratowało mi nie raz, nie dwa skórę. Ci, którzy udają przyjacielskie podejście mogą okazać się najgorsi ze wszystkich - to dobrzy manipulatorzy. W końcu sama tak robię. Może nie cały czas, ale innym raczej wisi to czy naprawdę jestem z nimi szczera, czy tylko przybieram kolejną rolę. Cholerne przekleństwo, akurat taki los na mnie spłynął.
- Jesteś folixem, dobrze myślę? - rzuciłam, spoglądając na niego. Przypomniał mi o Starali.
- Dobrze trafiłaś. Ty mi za to przypominasz Xynth. Mgła i te sprawy.
- Hah, dokładnie. Więc nie spodziewaj się, że odblaski pomogą w moim przypadku. 
- Jesteśmy - spojrzeliśmy na ośnieżone wejście. Kilka kroków, a wewnątrz już czekała na nas brunatna skała. Analizowałam co się na niej znajduje. Musiałam znaleźć dobre miejsce.
- Dobre tyle, że nie ma tu niedźwiedzia. Ale mam jeszcze lepszą wiadomość. Tylko trzeba tu będzie jakoś oświetlić - skupiłam się na ciemności przede mną. Wiedziałam już co tam się kryje.
- To się da załatwić.
- Ogień? - spytałam, a wilk kiwnął głową na potwierdzenie. - A taką kulę ognia potrafiłbyś stworzyć? I powiedzmy, tam w środek cisnąć?
- To nie powinno być nic trudnego.
- Więc czekam - uśmiechnęłam się pewnie, lecz wątpię by ten to zobaczył. Minęła chwila i cisnął płonącą kulą. - A teraz smacznego - powiedziałam. 
Ogień oświetlił korytarz. Zobaczyliśmy dziesiątki stworzeń, które odczepiły się sufitu i zaczęły lecieć w naszą stronę. Nietoperze. Biorąc delikatny rozbieg skoczyłam na ścianę, odbijając się od niej i zaczęłam łapać do pyska swoją kolację.

<Leonardo?>

Słowa: 730

środa, 1 maja 2019

Renaya

xiShadowWolfx  zdjęcie obrobione


Dobro i zło mają to samo oblicze. Ja jestem jednym i drugim

Imię: Renaya
Ród: Ojcem wadery był basior pochodzący ze znanego rodu w krainie, z której się wywodził. Renaya jednak pluje na wszystko co z nim związane. Uważa się za Bezrodową.
Wiek: Już 5 lat i 6 miesięcy wałęsa się po tym świecie.
Płeć: Wadera♀
Rasa: Xynth
po matce Folix i ojcu Xynth
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Wojownik Lądowy
Charakter: Renaya to osoba, której nie da się łatwo określić. Jedno jest pewne, jej charakter ma dwie strony: tę łagodną, którą wydaje się być podobna do matki, oraz tę gorszą – stronę wilczego demona.
Cień za wszelką cenę pragnie władzy i pokłonów od innych istot. Jest w stanie zrobić wszystko, aby osiągnąć zamierzony cel. Wygrana to dla niej wszystko; osiągnie ją nie oszczędzając na środkach. Nigdy nie przegrywa, nie pozwala sobie na to. Musi we wszystkim być najlepsza.  Jest w pewien sposób dyktatorem, ale z jakże strategicznym umysłem. Nie ma poszanowania do cudzego życia, choć zdarzają się momenty, w których zachowuje się inaczej. Pragnie mieć wszystko dla siebie i nie dawać nic w zamian. Twierdzi, że zrobiła już wystarczająco, aby sobie na coś takiego zasłużyć. Wspaniała z niej manipulatorka, potrafiąca rozpoznać podobnych do siebie i wyczuć każdą nutę kłamstwa. Lubi wykorzystywać innych dla własnej korzyści. Waleczność jest przejawem jej aury, zarówno tej boskiej, jak i samego diabła. Będzie walczyła zawzięcie, do końca, nie pozwalając sobie na zaszkodzenie jej honorowi. Jednakże zniszczy też wszystko na swojej drodze, pozostawiając tylko zgliszcza, a przynajmniej sprawia takie wrażenie – często niechciane.
Jest niezwykle tajemniczym osobnikiem, który odzywa się wówczas, gdy tego potrzebuje. Z tym co można się o niej dowiedzieć kilka linijek wyżej należy wywnioskować, że to cicha królowa, która nie będzie marnować słów na byle kogo. Do jej cech z pewnością należy dopisać zmysłowa, bo mogłaby zauroczyć w sobie wielu, a ci nie zważaliby na to, jak przerażający jej jej charakter i śmierć patrząca z oczu. Potrafi uważać się nie tylko za najlepszą, ale i godną miana Bogini Wojny i Śmierci, w końcu tak ją kiedyś malowano, nie będzie zaprzeczać; będzie wręcz pragnąć takiego przydomka. Nienawidzi porażek, uważa, że nie mogłaby przegrać. Twierdzi, że żadna wadera nie jest w stanie się z nią równać, a jeśli śmiałaby, zapłaciłaby za to gorzką cenę.
Ceni doskonałość i perfekcję we wszystkim. Ma ogromne możliwości intelektualne, skłonności do dominacji, co nie wszystkim się podoba. Gdy idzie przed siebie, nic nie może jej zatrzymać.
Trudno do niej trafić, zapewne nie zdoła uczynić tego żaden przyjazny wilk, gdyż uważa miłe nastawienie za maskę obłudy i coś niespotykanego na jej terenach. Znała tylko wojnę.
Może wydawać się despotyczna, nie zaprzeczy, że tak jest. Wymaga od innych perfekcji, zawsze i wszędzie, jednak gdzieś pod pragnieniem zdobycia władzy coś się jeszcze kryje. Renaya jest w stanie złagodzić nawet najbardziej brutalnego wilka, który nie mógłby posiadać serca. Ma w sobie coś, co jest w stanie wypełnić zgorzkniałą pustkę drugiej osoby.
Czasami gubi się w swoich myślach, a szczególnie jednej. Nie wie czy bardziej pragnie zabić swojego ojca, czy dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo znienawidził bliskich i był jedną z trucizn wtłoczonych do jej umysłu.
Wygląd: Wadera bardzo drobnej postury, która mogłaby nie budzić niczyich podejrzeń, gdyby nie kolor oczu, bowiem białka i źrenice są tego samego koloru co jej sierść – najciemniejszego odcienia czarnego. Łatwo wtapia się w otoczenie [choć niekoniecznie dotyczy to Północy], jednak jeśli raz się ją ujrzy, zawsze pozostawia po sobie dziwne wspomnienie, sprawiające, że nikt nie może zapomnieć o tych  „pustych” oczach. Jej sylwetka jest niezwykle smukła, idealnie ukazująca kształty, któe są jej zaletą. Na ciele widać delikatny zarys mięśni. Jest niska, lecz nie przeszkadza jej to w zdobyciu dominacji. Jej sierść jest niezwykle delikatna, jakby nigdy tej wadery nie spotkało żadne nieszczęście. Ogon jest puszysty, lecz w dalszym ciągu idealnie pasujący do reszty ciała. Nie jest ani za krótki, ani za długi, co odróżnia ją od obu rodziców, gdyż ci posiadali je bardzo okazałe. Gdyby nie ciemna skóra, blizny nie wtapiałyby się tak łatwo i były bardzo widoczne, co sprawiałoby jej kłopoty, gdyż ma ich wiele.
Żywioł: Ogień, Cień
Moce: 
- Potrafi przeniknąć do czyjegoś umysłu. Może zbadać jego wspomnienia, wymazać je, uleczyć kogoś z choroby (psychicznej, traumy itp.) oraz przez jakiś czas zapanować nad jego ciałem. Wystarczy spojrzenie bądź dotyk. Przez to jej oczy wydają się puste i przerażające.
- Jej głos jest niezwykle melodyjny. Śpiew posiada coś w rodzaju afrodyzjaku, któremu nie można się oprzeć.
- Może zmienić się w czarną mgłę, cień i przemieszczać się pod tą postacią na duże odległości, w krótkim czasie. Staje się wtedy nienamacalna, a gdyby nie kolor byłaby niewidoczna.
- Jest odporna na ogień.
- Patrząc na wilka, jest w stanie wyłapać jego słabe punkty i miejsca, które może zaatakować.
Rodzina: 
Starali † - była to wilczyca o niezwykłym sercu. Kochana i troskliwa - wspaniała matka, Renaya nigdy jej tego nie zapomni.
Nie zapomni również jak ojciec skrzywdził Starali. Do teraz nosi w sercu chęć zemsty na nim i nie przyznaje się do bycia jego córką. Nie wymawia nawet jego imienia bez specjalnej potrzeby.
Dziadków nigdy nie poznała.
Partner: Miłość potrafi być pułapką, z której nie da się wyjść. Nie chce się zakochać, aby nie skończyć jak jej rodzicielka. I nie chodzi tu o śmierć, bo tą traktuje jak siostrę. Renaya nie chce zostać wykorzystana.
Potomstwo: Nie posiada.
Miejsce Zamieszkania: Dystrykt III, mała jaskinia u spodu Wulkanu Razeia. Renaya zdaje sobie sprawę, że gdy lód na jeziorze będzie za cienki nie dotrze do groty, bądź też pochłonie ją woda.
Patron: Nigdy nie była za bardzo religijna, ale na patrona obrała sobie Nottue. Uważa go za interesującego Boga, z najciekawszą historią i charakterem.
Umiejętności:

Intelekt: 20 | Siła: 15 | Zwinność: 15 | Szybkość: 15 | Latanie: 0 | Pływanie: 5 | Magia: 15 | Wzrok: 5 | Węch: 5 | Słuch: 5 |

Historia: Nie dość, że przyszła na świat zaraz na początek wojny, to jeszcze bardzo słaba. Zbudziła poruszenie wśród wilków swym dziwnym wyglądem, sprawiając, że okrzyknęli ją zwiastunem najgorszej wojny, która miała być o wiele bardziej tragiczna w skutkach niż wszystkie poprzednie.
Renaya wychowywała się więc w pogardzie innych, co tylko wzmagało drzemiącą w niej złość. Nigdy też nie rozumiała dlaczego nie widuje swoje ojca. Na pytanie gdzie jest, zawsze dostawała odpowiedź „Służy na wojnie”. Jak się później okazało, była to prawda, lecz nie do końca przyjemna, gdyż miała swoje drugie dno. Basior, którego wielbiła Starali stał po przeciwnym froncie i jak się okazało, jednak nie kochał jej matki, a jedynie wykorzystał ją po drodze. Sam tak stwierdził.
Renaya miała niespełna rok, gdy Starali zmarła. Cień straciła jedyną osobę, którą szanowała oraz która ją kochała. Z biegiem czasu stwierdziła, że to bolesne doświadczenie sprawiło, że stała się znacznie silniejsza. Po śmierci matki nikt jej już nie ograniczał. Czarna wadera rosła w siłę, stając do linii walki i odnosząc zwycięstwa na swoich rewirach. Zaczęła pragnąć władzy. Skoro inni ją mają, a nie potrafią jej spożytkować, to ona to zrobi – zapanuje nad wszystkimi sześcioma watahami w jej krainie, jednocząc je w jedno, silne królestwo oraz niszcząc każdego swojego przeciwnika.
W tych wielkich planach przeszkodziła jej chęć zniszczenia własnej rodziny. Straciła tą, która dała jej życie, więc nie miała nic do stracenia, a gdy dowiedziała się, że pewien wilk z nią spokrewniony może jej zagrozić postanowiła go zabić. To ona zdobędzie władzę, nie on. Stoczyła z nim bój, sam na sam, lecz przeceniła siebie i nie doceniła jego. Tamtego dnia żadne z nich nie wygrało, ale też żadne nie przegrało. Po wojnie, gdy basior spalił prawie wszystkie tereny stwierdziła, że to znak i musi iść za nim, aby pewnego dnia go zabić. Skoro ojciec odebrał jej możliwość rządzenia, ona zemści się za to, jak skrzywdził ją i jej matkę. W poszukiwaniach przemierzyła za nim wiele terenów i walczyła z niejednym przeciwnikiem. Na tym kontynencie jedyne miejsce, w którym go jeszcze nie szukała to Królestwo Północy. Dlatego też tu przybyła, jeśli i tu nie będzie jej ojca, wyruszy za wielką wodę.
Inne:
- Nie uzna, że wygrała dopóki pokonany się do tego nie przyzna. Tylko podczas wojny zabijała nie potrzebując od przeciwnika słów „Wygrałaś”. Teraz pragnie przezwyciężyć swojego ojca i uzyskać od niego takową odpowiedź. Następnie w jej planach jej zabicie owego basiora.
- Oprócz pierwszego imienia posiada też kilka następnych, które nadała jej matka, lecz są po prostu nieużywane, stanowiące niecodzienność. W pełni nazywa się Renaya Aiana Starali.
- Imię Starali uważa za święte, nosiła je jej matka.
- Uwielbia spoglądać na inne wilki, szczególnie gdy te mają jasną, kolorową sierść. W głębi się do nich porównuje.
- Sądzi, że urodę odziedziczyła po matce, oraz podobno równie przepięknej waderze – babce ze strony ojca.
- Uważa, że każdą dobrą cechę jaką posiada ma po rodzicielce, zaś wszystko co najgorsze po ojcu, którego ledwo zdołała ujrzeć kilka razy.
- Pod wpływem gniewu, potrafi zmienić swoją formę, dodatkowo jeszcze zwiększając umiejętności, stając się na moment czymś na wzór demona. To jedyny moment kiedy jej źrenice stają się widoczne - przybierają krwisty kolor.
- Gdy tylko stała się na tyle silna, by móc używać swoich mocy zemściła się na każdym wilku, który kiedykolwiek źle na nią spojrzał, mówił, że jest słaba i zwiastuje nieszczęście. Oczywiście było to z jej zwykłego widzimisię. Na chwilę obecną uwielbia być brana za znak nieszczęścia.
- „Ponieważ zawsze wygrywam, zawsze mam rację”
- „Im krwawsza bitwa, tym słodsze zwycięstwo”
- „Stań po mojej stronie, bądź przegraj”
- „Musisz popełnić zło, aby umieć czynić dobro”
- Kocha być nazywana Królową.
- Dostała swoje "boskie imię". brzmi ono Kłamstwo Gwiazd, jednak z powodu wyglądu często określają ją mianem Czarna Gwiazda.
- Głównie określa się ją jako Ona, Cień, Nikt. Wadera bowiem jest charakterystyczna z wyglądu, wtapiając się w tło. Ten, kto mógłby znać ją od momentu narodzin, wiedziałby, że wilki szeptały o niej Zwiastunka Nieszczęścia, Pani Śmierci.
- Przez pierwsze trzy lata swojego życia nie była do końca pewna jaki żywioł opanowała. Ze strony matki miała dziadka władającego żywiołem ziemi, babcię z mocą wody. Słyszała też, że ojciec jej ojca panował nad ogniem, a babka potrafiła zawładnąć innymi wilkami i istotami. Nie potrafiła wówczas zidentyfikować się ze żadnym żywiołem.
- Waderę wychowała i wyszkoliła wojna.
- Czuje ból spowodowany światłem. Bolą ją wtedy niemiłosiernie oczy. Lepiej radzi sobie i widzi w ciemności.
TornTethers


Autor: I_am_Zero | zerozerowate@gmail.com

Layout by Netka Sidereum Graphics