Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halley the Puff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halley the Puff. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 kwietnia 2023

Od Halley, CD. Wenus

    Uczepiłam się łapy najstarszego brata ponaglając go jakby świat miał się skończyć, jeśli nie ruszymy natychmiast. Wiedziałam, że muszę dramatyzować najmocniej jak tylko umiałam, żeby naszej matce przypadkiem nie odwidziało się nagle odwołać całego przedsięwzięcia. Jedno małe zawahanie mogło skutkować odesłaniem mnie do domu, lub w ogóle zdecydowaniem, że tylko Jowisz pobiegnie kogoś zawołać, gdy my będziemy stać tu i czekać. Nie mogłam do tego dopuścić, gdyż przekreśliłoby to wszystkie nasze plany. Płakałam więc i piszczałam, jak nowonarodzone szczenię, tuptałam łapkami i zamiatałam ogonem, trzęsąc się teatralnie. Próbowałam jak tylko mogłam przeszkadzać dorosłym w ustaleniu wszystkich szczegółów, aby ich plany miały jak najwięcej dziur i luk, które później moglibyśmy wykorzystać. Gdy w końcu zirytowani podjęli decyzję, a mama pozwoliła mi pójść z bratem, aby choć trochę powstrzymać moje zawodzenie. Praktycznie nie zapiszczałam z radości, ale na szczęście udało mi się zdusić głos. W rezultacie wyszło coś, co przypominało bardziej zniecierpliwione ponaglenie i zmartwienie, niż ekscytacje. Odetchnęłam z ulgą, a Wenus prychnął na mnie w myślach. On też powstrzymywał się od śmichu już jakiś czas. Miałam ochotę spiorunować go wzrokiem,  ale nie miałam czasu, bo Jowisz podniósł mnie i posadził sobie na grzbiecie, podchodząc do mamy. Gdy usłyszałam charakterystyczne brzęczenie monet w skórzanym woreczku, wędrującym z łap Mars do Jowisza, natychmiast pomyślałam, że w trakcie podróży trzeba wymyślić jak go zgrabnie zwędzić bratu. W końcu nie wypada zostawić w spokoju takiego pięknego kąska, podanego jak na srebrnej tacy. Wenus chyba myślał o tym samym, bo aż wyczuwałam jak trybiki w jego głowie zaczęły pracować. Dobrze, w końcu to on tu był od planów. Mimo całego tego zamieszania ja dalej, jak przystało na wprawiony element wykonawczy, plakałam i pośpieszałam brata. Mars wyraźnie zirytowana całą tą szopką machnęła na Jowisza łapą, by już biegł, a sama zabrała się za ogarnianie tłumu wilków. Nasza matka miała naprawdę duży respekt w społeczeństwie i co trzeba jej przyznać, nie bez powodu, ale o tym kiedy indziej. 
    Jowisz położył Wenusa przede mną i kazał mi go trzymać, gdy w końcu ruszyliśmy. Puch szeleścił pod łapami dużego brata, który próbował mnie pocieszać. Raz po raz zagajał konwersację, ale ignorowałam go chlipiąc. Szczerze wolałam ustalić z bliźniakiem nasze plany, niż rozmawiać z naszym wiecznie rozgadanym rodzinnym gigantem. Nie lubiłam tego ogromnego kluska, a szczególnie faktu, że traktował nas jak dzieci. Przecież byliśmy już pełnoprawnymi i wprawionymi złoczyńcami! Nawet mieliśmy własne przezwisko, a wiadomo, że tylko prawdziwi złoczyńcy je mają. Jak mógł nie rozumieć, jak poważna to jest sprawa!? Byłam dumną Kulką Chaosu, to przecież mówiło samo przez się. Na szczęście dało się nim tak łatwo manipulować, że była to wręcz codzienna zabawka. Trochę jak kukiełkowa marionetka. Szczególnie Wenus potrafił tak pociągać a jego sznurki, że robił cokolwiek. Niesamowicie miło się na to patrzyło. Teraz jednak stawał się już męczący z tym ciągłym pocieszaniem i odwracaniem uwagi. Czy nikt go nie nauczył, że co za wiele to nie zdrowo? Oparłam głowę na plecach Wenusa, obserwując las dookoła. Irytowało mnie, że Jowisz biegł tak wolno. Co i rusz pociągałam nosem, by dalej udawać płacz. Widok zaczynał mnie nużyć.
- "Wenuuuuus?" - Zagadałam w myślach do brata. - "Jak myślisz, która część Centrum będzie najlepsza na naszą bazę?"
- "Hym..." - Zastanowił się chwilę. - "Co powiesz na coś blisko naszego celu?"
- "Myślisz, że coś by się tam znalazło?"
- "Można poszukać."
- "Słyszałam o jakichś podziemiach w Centrum! Może sprawdzimy tam?"
- "O, to brzmi idealnie!" - Ożywił się Wenus, ale zaraz musiał się powstrzymać, by nie poruszyć się na grzbiecie Jowsza, który dalej gadał swoje.
- "Prawda? Słyszałam to od sąsiada, który rozmawiał z barmanem, który słyszał to od wilka, który mieszka w Centrum, który znał waderę, która badała jakieś rzeczy i znała legendę o wilku, który je odkrył!"
- "Brzmi wiarygodnie, skoro tyle wilków o tym słyszało."
-"A najlepsze jest to, że nikt nas tam nie znajdzie! Nawet Mars!" - Ekscytowała się w myślach waderka, dalej pociągając nosem, już bardziej z przyzwyczajenia i chłodu, niż dla zachowania pozorów.
- "Wiesz jak tam trafić?" - Spytał rozentuzjazmowany już Wenus.
- "Nie..." - Odpowiedziała powoli Halley. - "Ale od tego mam ciebie!" - Powiedziała pewnie i polizała brata po nosie.
    Większość podróży rozmawiali między sobą o tym, co zrobią, gdy dotrą już do Centrum i znajdą swoje podziemia. Fantazjowali o pięknej kryjówce, którą urządzą, i której nikt nie będzie mógł znaleźć. Snuli plany co komu zwędzą by ją udekorować i wymyślali cóź to ludzie by mówili jakby ją zobaczyli. W skrócie, zabijali czas, bo podróż była długa. Planowali też w ciszy jak pozbyć się zbędnego balastu, ale ten problem był dość prosty do rozwiązania, gdy miało się dwie tak diaboliczne i śliczne główki. Nie zauważyli, gdy Jowisz przestał do nich mówić. Prawdopodobnie stwierdził, że Halley zasnęła z wyczerpania, bo w pewnym momencie przyspieszył kroku. Słońce wisiało już wysoko na niebie, gdy zamajaczyły przed nimi budynki Centrum. Halley podniosła główkę i uśmiechnęła się radośnie, a w jej oczach zabłyszczały iskierki.
- "Wenus, jesteśmy!"

<Wenus?>
Słowa:801

sobota, 14 stycznia 2023

Od Halley, CD. Wenus

  - Wenus! - Zawołała z pretensją w głosie jedna mała kulka na drugą. Jej łapki, grząznąc w śniegu próbowały jak najszybciej przedostać się przez mokry puch, który osówał się przy każdym kroku. - Mówiłeś, że nie od razu!
  - Naprawdę masz teraz na to czas!? - Odgryzł się Wenus, biegnąc tuż za swoją siostrą.
  - Zawsze mam czas by ponarzekać na twoje głupie plany! - Zawołała oglądając się przez ramię Halley.
  - Skoro tak, to wykorzystaj go, żeby biec szybciej!
  Lawina była zbyt szybka. Dwa szczeniaczki na swych malutkich łapkach lepiąc się do podłoża nie miały z nią szans. Biała ściana w końcu porwała małych uciekinierów, a ich krzyki utknęły gdzieś w puchu. Huk śniegu był zbyt głośny, by mogły cokolwiek słyszeć. Halley machała desperacko łapkami, próbując utrzymać się na powierzchni, lecz śnieg raz po raz zasypywał ją i ciągnął w głąb. Nabrała głębokiego oddechu, zanim śnieg zdążył zakryć ją całkiem i zniknęła pod białą zaspą. Minęła dobra chwila nim lawina się uspokoiła. Wokół zapanowała absolutna cisza, jakby świat wstrzymał oddech. Wydawało się, że oczekuje najmniejszego poruszenia, najdrobniejszej oznaki nawrotu osuwiska. Na szczęście jedynym dźwiękiem, który nadszedł, było drobne chrupnięcie, gdy Halley udało się podnieść głowę i wydostać ją ze śniegu. Dyszała ciężko, próbując się uspokoić. Gdy trochę wyrównała oddech, spróbowała wygramolić się spod puchu, co wcale nie było tak proste jak początkowo założyła. Z wysiłkiem praktycznie wyczołgała się na wolność. Na jej szczęście, przednie łapki miała stosunkowo blisko powierzchni, więc łatwiej było jej się odkopać. Rozejrzała się dokoła, lecz wszędzie widziała tylko biały puch. Z przerażeniem odkryła, że czegoś jej obok brakuje.
  - Wenus? - Zapytała cicho licząc, że jej bliźniak zaraz pojawi się, próbując ją wystraszyć w kolejnym głupim żarcie. Odpowiedziała jej jednak tylko cisza. Natychmiast zmroziło ją absolutne przerażenie. 
  - Wenus!? Weeenuuus!? Nie wygłupiaj się! Wenus! Wuff!? - Zaczęła wołać biegając to w tą to w tamtą i węsząc po śniegu, lecz świeżo osypany zatarł wszelkie zapachy.
  "Wenus! Wenus! Wenus! Wenus!"..." - wołałą ciągle w głowie, nawołując brata przez tleff.
  W końcu spod śniegu obok niej wyrosła biała, zakręcona kitka.
  "Nie krzycz, głowa mnie boli od tego huku." - odpowiedział jej Wenus dalej pogrążony do połowy w śniegu. Halley natychmiast podbiegła do ogona brata i objęła go.
  "Tak się cieszę, że nic ci nie jest!" - powiedziała, po czym puściła jego kitkę i zdzeliła ją łapką. 
  "Jak możesz mnie tak straszyć!? Głupek! Eff jest już lepszy! Głupek!" - przez wszystkie te
emocje nie bardzo wiedziała, jak inaczej mogłaby go nazwać.
  "Mam nadzieję, że przynajmniej ten plan wypalił." - burknął Wenus w odpowiedzi próbując wyciągnąć się ze śniegu. Nad śnieg wystawał mu tylko ogon, więc majtał nim na boki, starając się wydostać tylne łapki odsuwając puch, co wyglądało dość uroczo.
  Halley nawet nie pytając wysłała Eff'a na zwiady, ale po chwili jej minka przybrała nadąsany wyraz. Gdyby ktoś na nią teraz spojrzał, rozpłynąłby się na miejscu. Wyglądała przeuroczo, w przeciwieństwie co wydobyło się z jej pyszczka sekundę później.
  - Niech to. Dalej żyją karaluchy.
  "Co? Zdajesz sobie sprawę, że mam uszy pełne śniegu i zupełnie cię nie słyszę tak?"
  "Mówiłam, że przeżyli." - powtórzyła, dalej z naburmuszoną minką dziecka, któremu zabrali cukierka.
  "Taką dużą lawinę!?" - Ogon zastygł na chwilę w miejscu, zszokowany.
  "Dużą dla nas. Wygląda na to, że im sięgnęła najwyżej do brzuchów..." - powiedziała Halley grzebiąc lapką w śniegu ze puszczoną główką.
  Szczeniaki trwały chwilę w ciszy, po czym Wenus znów zaczął próbować się wydostać.
  "I co teraz?" - Spytała waderka brata dalej bezczynnie obserwując brata i czerpiąc z tego jakiś ułamek satysfakcji.
  Wuff szarpał się jeszcze chwilę, po czym dał za wygraną.
  "Zmiana planów." - oznajmił – "Wykorzystamy ich, żeby zabrali nas do miasta. Zobaczysz, zrobią to niosąc nas na ich grzbietach!"
  "Czyli nici z zabijania?" - zapytała trochę zasmucona Puff.
  "Zabijemy ich po tym jak ich wykorzystamy!" - oznajmił rozradowany Wuff.
  Oba szczeniaki ucieszyła ta myśl i zaczęły delikatnie chichotać, a ich ogonki drgały w
podekscytowaniu.
  "Więc jak się za to zabierzemy?" - Zapytała znów uśmiechnięta od ucha do ucha Halley.
  Wenus zamilkł na chwilę, a jego siostra wiedziała, że obmyśla swój plan.
 "Będziesz musiała mi pomóc. Wykorzystamy swój urok! Plan: Szczeniaki w potrzebie! Zrobimy tak..."
  Wenus szybko wytłumaczył swój plan siostrze i już po chwili szczeniaki wzieły się do roboty.
  - Pomocy! - Zaczęła wołać Halley z udawaną rozpaczą w głosie. - Pomocy! Mój brat... Mojego brata przysypała lawina! Jest tu ktoś!? Pomóżcie! Błagam! Ktokolwiek...!
  Po chwili usłyszała skrzypienie śniegu i odgłosy gdzieś od strony, w której wcześniej przebywała grupa wilków. Z satysfakcją poinformowała o tym brata przez tleff. Zaraz skakało wokół nich całe stadko wilków.

<Wenus?>
Słowa: 734 = 42 KŁ

środa, 21 grudnia 2022

Od Halley do Wenus

    "Nienawidzę śniegu"- pomyślała Halley, gdy po raz kolejny dziś jej niesamowicie krótkie nóżki oblepione białym puchem utknęły w zbyt wysokiej zaspie, powodując, że wadera wylądowała pyszczkiem w naturalnej poduszce. Co prawda było to bardzo widowiskowe i prawdopodobnie słodkie, ale czwarty raz dziś to było trochę za wiele. Szczególnie, że wyszli z domu dosłownie godzinę temu. Podnosząc się z trudem usłyszała delikatny chichot brata, który ciągnął ją za ogon, próbując pomóc jej w jakikolwiek sposób. Nie żeby to wiele dawało.
    - Zobaczysz, następnym razem to będziesz ty. - wymamrotała podnosząc się i odlepiając od sierści zlepione grudy śniegu, który niemiłosiernie kleił się nie tylko do niej, ale też do reszty puchu na ziemi. Prawdą było, że Wenus wywrócił się już równie dużą ilość razy co Halley. - Muff, nie sądzisz, że powinniśmy kazać Jowiszowi nas dziś zanieść? Ten śnieg jest nie do wytrzymania!
    - Musiało być dziś wyjątkowo ciepło w nocy. Śnieg jest zbyt wilgotny. - zauważył trafnie Wenus. - Jeden z minusów tak puchatej sierści. Ale doskonale zdajesz sobie sprawę, że gdybyśmy rozkazali Jowiszowi nas zabrać, zaniósł by nas do tych nudnych szczeniaków na Ulove i całe nasze dzisiejsze plany poszłyby na marne. Już wolę wywracać się co kwadrans niż słuchać jak traktują nas jak dzieci.
    - Prawda, nie jesteśmy już dziećmi! - Powiedziała dumnie wypinając pierś Halley. - Ale... długie łapy Jowisza by się przydały. Daleko jeszcze?
    - Szczerze mówiąc nie wiem. Przez ten śnieg ciężko określić ile przeszliśmy.
    Halley naprawdę zaczynała żałować, że gdy tylko jej łapa dotknęła dzisiejszej ziemi nie
zawróciła się na pięcie i nie zaproponowała jakichś ciekawych zajęć w domu. Z drugiej strony wiedziała, że planowali ten wypad z bratem już od dawna i jej ekscytacja wygrywała ze zmęczeniem. Podniosła więc obklejoną nóżkę i postawiła kolejny, skrzeczący krok wyglądając przy tym jak mały bałwanek. Śnieg utrudniał jej każdy ruch. 
    Plan nad którym właśnie pracowali był ogólnie dość prosty, ale wymagał sporej ilości przygotowań przed wykonaniem. Niestety, by je zrobić trzeba było przejść kawałek. Muff i Puff w swoich szczenięcych ciałkach mieliby nie małe problemy nawet gdyby byli normalnych rozmiarów, a przecież byli dodatkowo o połowę mniejsi niż ich rówieśnicy. Ale byli też dwa razy słodsi od kogokolwiek kogo znali. Ba, nawet i cztery razy! Pokładali w tej cesze wielką dumę jak i wielkie pokłady wrodzonej przebiegłości. Prawdę mówiąc właśnie tę cechę planowali wyzyskiwać w następnym dowcipie.
    Kierowali się ku centrum, gdzie było dużo uliczek, sklepów, a przede wszystkim dużo wilków. Oznaczało to bowiem, bardzo, ale to bardzo dużo rozmaitych sytuacji do wykorzystania i ofiar do rozrywki. Niestety "kierowali" to było niesamowicie odpowiednie słowo w stosunku do sytuacji w której się znajdowali.
    - Wenus, w ten sposób nigdzie nie dojdziemy. Nie mam nic przeciwko nocowaniu pod jakimś krzaczkiem, wiesz że idealnie zmieścilibyśmy się pod kopułą śniegu na którymkolwiek z nich i to nawet we dwójkę, ale wtedy nasze plany pójdą na marne. Przecież wiesz, że to musi być jutro!
    Bliźniak zamyślił się poważnie nie przestając brodzić w śniegu, co spowodowało, że łapka utknęła mu w lepkiej grudce śniegu i wyłożył się płasko na brzuszku. Puff podeszła do niego i usiadła przechylając łepek. Jej paciorkowe oczka wpatrywały się w pyszczek brata, gdy ten podmuchem powietrza poprawiał swój loczek.
    - Widzisz? 
    - No dobrze, sprawdź czy w okolicy ktoś jest. Wykorzystamy swoją słodycz. 
    Halley rozpromieniła się natychmiast i przywołała Effa. Mały trylobitowaty robaczek z metalu wykopał się gdzieś spod w jej futerka i po chwili już czmychnął po śnieg. Puff zamkneła oczy by się mocniej skupić, a Muff jakby od niechcenia złapał ją za przednią łapkę, dalej leżąc w śniegu. Minęło kilka chwil nim Halley z uśmiechem otworzyła oczy i wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z bratem przesyłając mu obraz znalezionego wilka myślami.
    - Więc jaki jest plan? - Spytała absolutnie podekscytowana, a w oczach obojga zaświeciłysię psotne iskierki.

<Wenus?>
Słowa:615 = 36 KŁ

Van Halley the Puff

 

√Delta#1337
"Absurdem jest dzielić na dobrych lub złych. Są tylko czarujący lub nudni. Ja jestem czarująca, a ty... no cóż."

Imię: Van Halley the Puff [gdzie Puff jest pseudonimem]
Ród: Z rodu Fluff
Wiek: 1,5 roku
Płeć: Wadera♀
Rasa: Malisabis
po matce Zerdin/Sivarius i ojcu Folix/Malisabis
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Uczeń [Sprawy Państwowe]
Upomnienia: 0
Charakter: Halley jest szczeniakiem pełnym śmiechu (nie zawsze uroczego i niewinnego) i niekończoncych się pokładów energii. Jej ulubionym zajęciem na pożytkowanie jej jest bieganie za swoim bratem bliźniakiem lub wykonywanie jakichś ich złowieszczych planów. Bardzo lubi udawać "cień" Wenus, zarówno w pracy, jako jego jednostka wykonawcza, jak i w życiu, a nawet w bardzo dosłownym znaczeniu tego słowa. Naprawdę nieznosi być z dala od Muffa i czuje się niekomfortowo, gdy długo go przy niej nie ma. W końcu bliźniak jest dla niej światem. Bez jego wpływu robi się dość leniwa. Sama z siebie Halley jest na pozór bardzo słodką, niewinną dziewczynką i bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Jej charakter, wykształcony przez tak dużą swobodę pozwolił jej rozwinąć pewne ciekawe nawyki, jak na przykład wykorzystywanie swej słodkości dla własnych zysków i oczywiście strat innych. Ma delikatne zapędy sadystyczne i uwielbia swoją brudną robotę, szczególnie jeśli zleca ją jej Muff. Na jego słowo zrobiłaby wszystko. Absolutnie wszystko. Nawet nie próbuj jej powstrzymywać, a jeśli sprawisz, że plany jej brata nie wypalą, szykuj się na słodką, krwawą zemstę. Nie zawsze informuje brata o wszystkim co robi, szczególnie jeśli robi coś szczególnie brutalnego, ale zawsze ma w myślach dobro Wenus. Podobnie do brata, łatwo się ekscytuje i cieszy z małych rzeczy. Uczy się zachowywać absolutny spokój w sytuacjach kryzysowych. Dąży do absolutnej perfekcji w wykonywaniu swoich obowiązków za wszelką cenę. Jest wilkiem, który gdy coś postanowi, nigdy, przenigdy nie odpuszcza. Nie ważne jak ciężkie zadanie by przed nią nie stało.
Wygląd: Co tu dużo mówić, to mała, urocza, przypominająca watę cukrową, biało - miętowa kulka futra, o wielkich oczach, która jest z pozoru najsłodszą żyjącą i nie żyjącą istotą, jaką dane ci było zobaczyć. Ciemne, perełkowe oczy, błyszczące jak koraliki, skrywają demony, lecz słodkość ich małych iskierek przerasta pojmowanie wpatrującego się w nie. Gdy biega przypomina pompon, gdy leży wygląda jak chmurka. Na śniegu ledwo się odznacza. Różowy nosek i wnętrza uszek tylko pogarszają sytuację. To ten typ szczeniaka, przy kórym nawet najtwardszy wojownik nie da rady powstrzymać się przed donośnym Aww, albo raczej Aff.
Żywioł: Umysł, Ogień, Cień
Moce:
- Telepatia (wyłacznie z bliźniakiem) – zwane także tleff
- Telekineza – zwane takze tluff
- Puff – Halley potrafi zniknąć w cieniach, ukrywać się i przechodzić nimi. Przechodzenie jest jednak bardzo wyczerpujące, do granic wytrzymałości. Dodatkowo Halley musi widzieć cień, by się do niego przenieść i nie może pozostawać w środku cienia długo. Ukrywanie się jest mniej męczące od poruszania się, ale sprawia jedynie, że ciężej ją dostrzec, niż całkowicie maskuje.
- Wuff - Gdy ktoś bez zgody próbuje naruszyć przestrzeń osobistą bliźniaków moc ta działa niczym mechanizm obronny i sprawia, że stają one w niebieskich płomieniach, które są jednak tylko znakiem ostrzegawczym, ponieważ ku ich niezadowoleniu nie są gorące. Bliżniaki natomiast mogą skupiając się na przedmiocie w tym stanie podpalić jakąś rzecz, na którą patrzą.
- Eff – Eff to mały trylobito-podobny metalowy stworek, którego Halley potrafi kontrolować. Jest mało precyzyjny i działa na niewielkie odległości, ale można przez niego zobaczyć i usłyszeć rzeczy, które są wokół niego. Jako że jego rozmiary są malutkie, potrafi się on przeciskać przez najmniejsze szpary i docierać do trudnodostępnych miejsc.
- Aff – Jeśli Muff i Eff są obok, panuje noc i cienie są głębokie, a Halley jest wypoczęta, najedzona i w bardzo, bardzo złym humorze, może zmienić Effa w Aff. Aff jest gigantyczną wersją Effa - 6 metrowy, metalowy trylobit ubrany w cienistą powłokę, przypomina demona z piekła rodem. Jeśli Halley w trakcie używania Aff jest w formie Wuff, Aff moze ziać ogniem. Oczywiście to wszystko ma swoją cenę. Postać Aff może wytrzymać dosłownie sekundę lub dwie, a zużywa tak dużo energii, że po jednorazowym użyciu pozostawia Halley w stanie krytycznym, na długi okres czasu. Tylko dzięki wsparciu mentalnemu brata nie ląduje na granicy śmierci. Dodatkowo Halley zupełnie nie kontroluje działań Affa.
Rodzina:
- Mars - matka, pełna rygoru, wymagań i złości samica. Wrazem jej największej miłości są oczekiwania i gotowość do poświęcenia za ciebie życia. Ciężko się czasami z nią żyje, jednak dostała imię wojny nie bez powodu.
- Pluton - ojciec. Słynie ze swojego kompleksu niższości, pantofelstwa i posłuszeństwa matce. Kocha ją i dzieci całym sercem, ale może trochę się jej obawia. Zazwyczaj nic nie robi i jest tym śmiesznym rodzicem co to bardziej jak ziomek z podwórka niż ojciec. Jedyne kiedy stawia na swoim to kiedy przychodzi do pieniędzy i odzywa się w nim jego skąpość.
- Jowisz - „szycha” rodziny. Otóż to bardzo łagodny i kulturalny wilczek, którego matka ubóstwia. Jest jej synem z poprzedniego związku Mars, „wpadką”, która okazała się zbyć zbawieniem. Jest przemiły i to właściwie taka klucha, zupełnie niepodobny do rasy którą wyglądem przypomina: Sivarius. Wzrostowo przerósł matkę, więc można go nazwać łagodnym gigantem. Dodatkowo to taki trochu naiwny idiota, którego łatwo zmanipulować. Poczuwa się też do opieki nad każdym szczeniakiem, zatem obrał stanowisko opiekuna szczeniąt.
- Wenus - kuleczka destrukcji podobna do niej samej. Brak bliźniak, „partner in crime”, najlepszy przyjaciel i największy koszmar. Wraz z nią tworzy mieszankę wybuchową.
Partnerstwo z: Brak.
Potomstwo: Brak.
Miejsce Zamieszkania: Niedaleko Jeziora Eleonory - Dystrykt I
Patron: Alzer – bliźniak Rezly
Umiejętności:
Intelekt: 11 | Siła: 2 | Zwinność: 10 | Szybkość: 10 | Latanie: 0 | Pływanie: 2 | Magia: 6
Wzrok: 3 | Węch: 2 | Słuch: 4
Historia: Urodzeni przez wpadkę swojej matki, niespodziewani bliźniacy mieszkający w dystrykcie I. Matka Mars i ojciec Pluton dają im dużo radości i co ważniejsze, wolności. Czują się na tyle swobodnie, by bez większych zmartwień od szczeniaka wyzyskiwać naiwnego starszego brata i wymyślać najróżniejsze numery wszystkim wokół. Ich obsypane przedziwnym rodzajem miłości życie sprawiło, że ich charaktery stały się delikatnie wypaczone, ale czy to tak źle? Dobry chaos nie jest zły... prawda?
Inne:
- Wenus urodził się pierwszy i z tego względu Halley jest absolutnie przekonana, że zrobiłaby dla niego wszystko. Bardzo podziwia swojego brata. Dla Halley Wenus jest niczym jej małe ciepłe słońce, na którym wie, że zawsze może polegać, nawet jeśli czasem mu dokucza.
- Mówiąc o swoich mocach używają slangu, by nikt nie wiedział jak okropne i niecne plany szykują pod tą otoczką dziecinnego, uroczego bełkotu o wacie cukrowej.
- Gdy coś jest urocze, zamiast Aw, mówią Aff i poprawiają wszystkich dookoła, a gdy mówią do siebie, że się kochają, mówią viuff you.
- Muff i Puff często zamieniają się miejscami. Lubią to robić, gdyż miny wilków kiedy nie mogą się połapać, które szczenię jest które, są bezcenne. Daje im to też wielkie pole do popisu w ich dowcipach.
- Ich przezwiska są nazwami mocy z których najczęściej korzystają i po których łatwo rozpoznać, które szczenię jest które. Nie żeby Puff i Muff łatwo dawali innym to rozpoznać.
Zakupione przedmioty: Brak.
Autor: Zander#1732 / zuzik915@gmail.com
Layout by Netka Sidereum Graphics