Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elaine i Ilya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elaine i Ilya. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2019

Od Ilyi CD. Elaine

Chociaż w tonie jej głosu nie dostrzegł niczego podejrzanego, postanowił trzymać się na baczności. Zwykle pytania dotyczące jego osoby, na które odpowiadał szczerze i bez ogródek jak jakiś niemądry szczeniak, kończyły się dla niego w sposób dość mało przyjemny. Zaraz moment ścigała go wilczarska policja, innym razem samozwańcza inkwizycja, czasem miał opłacony nocleg w wysokiej klasy lochach. Nie potrafił zrozumieć, jakim cudem z tak podstawowych informacji potrafili go wrobić w zabójstwo, innym razem w rabunek... Cóż, powtarzali mu, żeby uważał na obcych, ale skąd miał wiedzieć, że wszyscy z nich są parszywcami.
Początkowo wpatrywał się w nią z morderczym spojrzeniem, licząc, że spróbuje mu wyjaśnić, dlaczego postanowiła zainteresować się jego osobą. Później dotarło do niego, że sam zaczął ten temat i nieładnym byłoby z jego strony ot tak zignorować lub agresywnie odpowiedzieć na jej pytanie. Szybkie wtrącenie o mimowolnym podaniu informacji i wymianie wiadomości przekonało Ilyę dostatecznie, no tak mniej więcej.
Już ze swoim zwyczajnym, lekko otępiałym spojrzeniu podszedł do niej bliżej, nawet bardziej niż bliżej, niż ktoś normalny mógłby sobie na to pozwolić. Zgiął się na łapach i pochylił, chcąc ostrożnie ją obwąchać. Będąc tak blisko niej, czuł jej oddech, słyszał bicie serca i widział każdy, nawet ten najmniejszy, ruch, dzięki czemu miał pewność, że w razie konieczności będzie umieć ładnie umknąć z tejże sytuacji. Nie wyczuwał niczego dziwnego, ot tak przyjemny zapach wilczycy, który wydał mu się dziwnie znajomy, a mimo wszystko tak obcy. Szturchnął nosem jej pysk od spodu, delikatnie unosząc jej łeb, a następnie się cofnął i dokładnie przyjrzał.
– Wydajesz się szczera, nie skrywasz żadnej broni... Myślę, że mogę ci o sobie coś powiedzieć.
Gdyby Ilya potrafił na czas nazywać wszystkie reakcje podczas towarzyskich pogawędek swoich rozmówców, dostrzegłby, że wadera na moment wstrzymała oddech i wypuściła go, dopiero gdy ten raczył się do niej odezwać. Nie można było jej zarzucić strachu przed Ilyą. Gdyby faktycznie się go bała, nawet nie zgodziłaby się, aby dotrzymywał jej towarzystwa. Prędzej bała się, że coś powiedziała nie tak i mogła zrazić do siebie basiora.
– Nie zatrzymujmy się, chodźmy dalej.
Zerdinowi nie tak świeżej młodości nigdzie się nie spieszyło, miejsce pobytu również mu nie przeszkadzało, ale będąc w ruchu, lepiej mu się myślało, a raczej wygrzebywało wspomnienia, na których musiał budować swój obraz. Z jednej strony docenił ogólne pytanie, które nie wymaga od niego zbyt wiele i nie ogranicza w znaczący sposób, z drugiej – nie miał zielonego pojęcia, co mógłby jej powiedzieć. Co ją dokładniej interesuje? Co ją zaciekawi? Co chce usłyszeć?
Dotarcie do archiwum swojego mózgu zajęło mu trochę czasu, ale chyba jego znajoma nie będzie mu miała za złe kolejnych chwil spaceru w zupełnej ciszy, już to przerabiali i chyba nikt z nich się na to nie skarżył. Próby wydukania czegokolwiek powodowały, że kręcił głową na różne strony, poruszał uszami w nerwowy sposób, a nawet otwierał i zamykał pysk, wydając z siebie jedynie ciche westchnięcia. Kątem oka dostrzegł, że wilczyca delikatnie się uśmiecha, ale zamiast spoglądać na drogę przed sobą, patrzyła na niego. I wtem, niczym najprawdziwszy cud, wpadł, co mógłby jej o sobie powiedzieć. Był z siebie tak dumny, że uśmiechnął się, a nawet zaśmiał pod nosem.
– Jestem po prostu Ilya, nic dodać, nic ująć.
Na moment się zatrzymali. Elaine wpatrywała się w niego z niemałym zdziwieniem malującym się na jej pysku, po czym odwróciła łeb i zaczęła się śmiać, co wprowadziło basiora w zakłopotanie. Powiedział coś nie tak? Kiedy długo trwała w stanie rozbawienia, podszedł do niej i szturchnął ją nosem w bok, przez co lekko się przechyliła i zmuszona była postawić kolejny krok.
– Byłam gotowa na każdą odpowiedź. Pogodziłam się nawet z odmową, ale naprawdę nie spodziewałam się, że odpowiesz tak... bardzo wymijająco. Przepraszam... – Powoli powstrzymywała się od śmiechu.
– Nie – zareagował machinalnie na słowo „przepraszam”, – nie musisz mnie przepraszać.
Zmrużył oczy, czując efekty zbyt długiego przebywania na białym puchu, który jak czarna wróżka na złość odbija każdy promień słońca i celuje prosto w ślepia bezbronnych wilczków. Zaproponował jej udanie się w miejsce, gdzie króluje cień i gdzie ich oczka będą mogły, choć na chwilę odpocząć. Zgodziła się, mówiąc, że jej to w sumie obojętne, gdzie się udadzą.
Usiedli pod wielkim drzewem, które rzucało równie wielki, a może nawet i większy cień. Pomimo ogólnie panującego chłodu, temperatura w cieniu nie różniła się tak bardzo od temperatury na czystym słońcu, dlatego też nie stękali zębami i nie narzekali na zimno.
Zmieszany poprzednią sytuacją, uczuł, że z lekka zawiódł, toteż postanowił się poprawić i znów wrócił do punktu wyjścia – o czym jej powiedzieć? Nie mogąc znieść cierpienia, jakie aktualnie przeżywa Ilya, postanowiła mu z lekka pomóc, nakierowując go na tematy związane z pochodzeniem, rodziną, przemiłymi wspomnieniami, czy też zdobytymi umiejętnościami.
– Nie mam rodziny – rzucił nagle. – Był pewien wilk, który uważał się za dobrego przyjaciela moich rodziców, ale później mu się odmieniło i stwierdził, że jest moim ojcem... Ale ja mu nie uwierzyłem. Nie jestem nie wiadomo jak stary, ale widziałem wiele rodzin. Ojcowie się tak nie zachowują, jak on się zachowywał... Co do domu... Pamiętam, że otaczało nas sporo wilków, ale później to się zmieniło. I z wielkich piasków przenieśliśmy się do większych piasków. – Pokręcił chwilę głową. – Nie lubię, gdy się mnie myli z waderą z powodu mojego imienia...
Zamerdał ogonkiem jak przeszczęśliwy piesek. Był z siebie zadowolony, bo nie dość, że powiedział coś o sobie, to jeszcze jego wypowiedź miała całkiem zgrabny kształt, a teraz... Teraz nawet może prosić o parę wiadomości z jej życia, nie musząc się tłumaczyć, że nie wykorzysta ich w niecnych celach. Przysunął się do niej bliżej i patrząc w oczy, rzucił:
– A ty?

<Elcia?>

Słowa: 920

sobota, 11 maja 2019

Od Elaine CD. Ilyi

Dochodziło południe i dzięki temu, że na niebie nie gościła ani jedna chmura, słońce przynajmniej trochę przyjemnie grzało. Ja natomiast podczas przechadzki natrafiłam na jakąś dziwnie znajomą aurę. Było w niej coś niby mi znanego, totalnie bliskiego. Nie zajęło mi dużo czasu odnalezienie jej właściciela. Był to nieco większy ode mnie basior, o nietypowych, intrygujących oczach oraz futrze w odcieniach szarości i czerni. Jakieś dziwne przeczucie nie odstępowało mnie na krok, toteż nie mogłam sobie odpuścić. Ostatecznie jakoś to samo wyszło, że skończyłam na spokojnym maszerowaniu przez las tuż przy jego boku. On sam pewnie też zastanawiał się, jak do tego doszło. I może pozwoliłam sobie na rzucenie małego zaklęcia pamięci na mojego towarzysza. Otóż zaklęcie te pozwalało na poznanie osobnika, bez konieczności rozmowy z nim. Jednak nie pozwoliłam sobie przejrzeć wszystkiego. Również nie musiałam, bo po krótkiej chwili wszystko stało się dla mnie klarowne. Rodzice kiedyś opowiadali mi i mojemu bratu o sytuacji, która wydarzyła się gdzieś w dalszej rodzinie, ale nigdy nie zagłębiali się w szczegóły. Po prostu wydarzył się taki i taki przykry incydent w dalszej rodzinie. Czasem też coś podsłuchaliśmy z bratem. Najważniejsze jednak w tej chwili było to, że wilk z którym spacerowałam jest ze mną spokrewniony. Nie wiedziałam natomiast jak zacząć rozmowę, czy w ogóle ją zacząć. A nawet jeśli, nie mogłam wypalić tekstem typu: hej, jesteśmy spokrewnieni! Tak więc podczas mojego zastanawiania się, wilk zaczął niespodziewanie kołysać się na boki. Spojrzałam lekko zdziwiona. Nie wyczuwałam, żeby coś mu było. Po krótkiej chwili odważyłam się spytać, o czym myśli, chociaż sama nie byłam tego pewna. Jedno było pewne, jego odpowiedź mnie rozbawiła, toteż nie potrafiłam powstrzymać śmiechu. Spodziewałam się chyba wszystkiego, ale nie tego. 
– Tarzaj się ze mną –- rzucił po dłuższej chwili spaceru, po czym runął jak długi na śnieg. 
Nie miałam zielonego pojęcia jak na to zareagować, więc tylko ze zdumieniem przyglądałam się jego poczynaniom. Parę sekund później na śniegu pojawiło się kilka aniołków. Nagle przewrócił się na plecy aby po chwili znieruchomieć.
– Sądzę, że twardy, a ty? – spojrzał na mnie nadal “wylegując się” na śniegu, a ja nadal patrzyłam ze zdziwieniem. – Właściwie, kim ty jesteś?
Nie wiedzieć czemu, pytanie te wydało mi się śmieszne, toteż tego nie ukrywałam. Jednak nie mogłam mu powiedzieć nagle: hej, jesteśmy ze sobą spokrewnieni! Doszłam do wniosku, że nie był to odpowiedni moment na takie wyznania. 
– Co cię tak bawi? – przekręcił się na bok, przechylając także głowę.
– Nic takiego, coś mnie tylko połaskotało – odparłam, chociaż chyba nie była to wiarygodna wymówka. – A co do twojego pytania, to nazywam się Elaine. Nie jestem nikim nadzwyczajnym – uśmiechnęłam się delikatnie. 
– Aha – mruknął, podnosząc się i otrząsając z resztek zlepków śniegu na futrze – Ilya - rzucił krótko.
– W takim razie, Ilya, może opowiesz mi coś o sobie? – zagadnęłam, powoli ruszając dalej – Oczywiście jeśli chcesz! Nie chcę cię do niczego zmuszać i ja również odpowiem na twoje pytania – dodałam szybko.

<Ilya?> 

Słowa: 495

sobota, 4 maja 2019

Od Ilyi

Nie pamiętał, kiedy ostatnio komuś towarzyszył w zwykłym spacerze. Nie pamiętał, aby kiedykolwiek udał się z kimś na bezcelową przechadzkę. Zawsze wiązało się to z czymś więcej, aniżeli dreptaniem obok i wsłuchiwaniem się w szelest liści, których tutaj akurat nie było, więc jedynie skupić się na biciu własnego serca i swoim oddechu.
Spoglądał przed siebie, nawet kątem oka nie zerkał na towarzysza bądź towarzyszkę. Nigdy nie czuł potrzeby prowadzenia rozmowy, więc skoro drugi wilk nie podjął próby dyskusji na dowolny temat – on również nie będzie. W końcu, o czym miałby mówić? Nie wypowiadał się w sposób zgrabny, więc pewnie zanudziłby i zniechęciłby do siebie nieznajomego, a nie warto zaprzepaszczać takiej szansy. I co z tego, że nie miał bladego pojęcia, jakim cudem znalazł się w tej sytuacji. Ważne, że sobie z kimś teraz spacerował, podziwiając bezchmurne niebo. Jak tak dalej pójdzie, przestanie rejestrować kolory w ich prawdziwym wariancie. Wszystko stanie się dla niego białe, szare, ewentualnie niebieskie i czarne. Jeszcze te promienie, które odbijają się od śniegu... Raj dla oczu.
Przy kolejnych krokach zaczął się kiwać i chwiać, tak bez powodu, po prostu poczuł taką potrzebę, tak też zrobił. Drugi wilk spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem, ale jeszcze się nie odezwał. Jeszcze nie teraz. Prawdopodobnie zastanawiał się nad słowami, które mógłby skierować w stronę Ilyi, który jak zwykle nie wykazywał uwagi otoczeniem i wyglądał, jakby gdzieś myślami odpłynął.
– O czym... myślisz? – odezwał się przyjemny dla ucha głos, który miał w sobie nutkę niepewności.
– Nie liż lodu, nie zasypiaj na dworze i nie jedz żółtego śniegu – odparł machinalnie. – Tobie też radzę pamiętać o tym.
Basior uniósł swój wzrok znad drogi i zerknął na swojego towarzysza. Okazało się, że spacerował z waderą o nietuzinkowej urodzie, która postanowiła zareagować cichym śmiechem na jego jakże poważne rozmyślania. Przekrzywił nieco głowę, próbując zrozumieć powód jej rozbawienia. Nie udało mu się, więc po prostu wpatrywał się w nią z tępym wyrazem pyska. Miał wrażenie, jakby ją skądś znał, ponieważ czuł się w jej towarzystwie wyjątkowo dobrze. Lepiej niż w tłumie innych wilków, przez co zrobiło mu się cieplutko na serduszku.
Po dłuższej chwili tułaczki, znanej jako spacer „tak o”, postanowił sobie zrobić przerwę. Zdążył zbadać naprawdę ciekawą sprawę dotyczącą białego puchu, jakim jest śnieg. Mianowicie w każdym miejscu jest on inny. Raz niemiłosiernie lepi się do sierści. Innym razem nawet nie czuje się tego, że się po nim chodzi. Czasem jest mięciutki jak małe kaczuszki, a czasem ubity jak skała. Od momentu swojego przybycia do Królestwa Północy nie miał okazji zapuścić się w te okolice, toteż miał szansę przekonać się o właściwościach tutejszego śniegu.
– Tarzaj się ze mną – rzucił krótko, po czym runął całym ciężarem swojego ciała.
Rozległ się nieprzyjemny odgłos upadku, na którego odgłos w większości główkach zareagowałby pospolitym „ała”. Zaczął przebierać łapkami i tworzyć aniołki na śniegu ogonem i głową. Po chwili przewrócił się na plecy i zaczął wykonywać zabawne ruchy, aby po chwili znieruchomieć i stać się rzeźbą.
– Sądzę, że twardy, a ty? – Spojrzał na nią, nie podnosząc się ze śniegu. – Właściwie, kim ty jesteś?

<Elcia?>

Słowa: 503
Layout by Netka Sidereum Graphics