Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warper. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 października 2019

Małe zmiany w liczbie członków

Z przykrością informujemy, że z dniem dzisiejszym opuszczają nas: Valion, Leonardo, Warper i Elaine








Oprócz nich, z decyzji autorów, zawieszeni zostają:

Arian
Askalio
Lysander
Nevt
Renaya

Przez pewien czas nie będą się pojawiały opowiadania od nich, jednak ich wizerunki i imiona nadal są traktowane jako zajęte - autorzy mogą w każdej chwili zadecydować o powrocie tych postaci "do życia" ;)


~ Spero

niedziela, 7 lipca 2019

Od Warper'a CD. Nevt

Kiedy wadera parsknęła śmiechem, zupełnie nie wiedziałem o co jej chodzi. Myślałem, że aktualnie znajdujemy się we względnie poważnej sytuacji, bo zaraz przyjdzie nam osiągnąć cel, po który wadera specjalnie tu przybyła, a tymczasem ona teraz śmiała się do łez, a ja stałem przed nią w osłupieniu, czując się jak przygłup, który nie zrozumiał dobrego kawału. Miałem wrażenie, że moja mina przypomina teraz taką, odpowiadającej tej, przy której pojawia się nad głową znak zapytania. Miałem już ochotę wziąć w łapę śnieg i rzucić nim prosto w wilczycę, ale zdążyła już trochę opanować swój śmiech i spoglądała teraz na mnie, przecierając jeszcze z policzków łzy rozbawienia. Chyba zbierała się by coś powiedzieć, ale udało jej się to dopiero po chwili.
– Wrap... Bo to z tym lataniem to był wtedy żart. Owszem, potrafię się teleportować, ale... Ja nie umiem latać. – powiedziała patrząc mi w oczy. Czułem jak na mój pysk wkrada się obraz zrezygnowania. Przymknąłem z irytacją powieki, a później dałem się porwać impulsowi i złapałem w łapę śnieg, ciskając nim prosto w Nevt, na którą skoczyłem.
– Ty śmieszku jeden, jak mogłaś zrobić ze mnie przygłupa! Powinienem się teraz obrazić! – mówiłem nie mogąc już powstrzymać własnego śmiechu, próbując przy tym natrzeć czoło wilczycy śniegiem.
– Hej, to nie moja wina! Sam nie zrozumiałeś wtedy żartu! – próbowała się bronić, zasłaniając swój pysk chudymi łapami, ale w połączeniu z kolejną falą nieopanowanego śmiechu, słabo jej to wychodziło.
– Tak? A więc twoim zdaniem nie zrobiłaś ze mnie przygłupa, bo już nim jestem? Ooo ty, zaraz ci pokażę, popamiętasz mnie! – zacząłem sypać na nią śnieg tak, że w końcu zaczęła przykrywać ją jego cienka warstwa. Wilczyca próbowała się uwolnić, ale nie zamierzałem dać jej za wygraną.
– Hej, to nieuczciwe, ty jesteś większy i masz więcej siły! – zawołała w końcu, zamykając oczy przed kolejną falą lecącego na nią śniegu.
– No widzisz? Uzupełniamy się maluszku. – wtarłem śnieg w jej czoło, słysząc jak piszczy z oburzeniem i dopiero po tym z niej zeskoczyłem, mając na pysku uśmieszek satysfakcji. Chwilę się zbierała zanim w końcu wstała i rzuciła mi mordercze spojrzenie, no, a przynajmniej chyba się starała by tak wyglądało. Zaczęła rzucać we mnie śnieżkami, więc starałem się przed nimi uciekać i odpierać jej atak tym samym. Nagle oboje stanęliśmy w bezruchu, kiedy od strony jaków dobiegły nas odgłosy ich ryczenia i szybkiego, głośnego tupania kopytami. Przez chwilę myślałem że usłyszały lub zauważyły właśnie nas, ale wtedy dostrzegłem trzy inne, wilcze osobniki, biegnące prosto na nasz cel.
– No, pani psor, proszę szybko wybierać bo zaraz nie będzie w czym! – zawołałem szybko.
– Tamten! – wadera od razu rzuciła się w pogoń, prosto w stronę upatrzonego jaka o czarnym, gęstym futrze, a ja wyrwałem się za nią. Był to osobnik młody, ale dorosły, z pewnością w pełni sił. Zdecydowanie samica wybrała sobie najtrudniejszą zdobycz spośród tych tu możliwych, ale nie było czasu na wybrzydzanie, a poza tym wiedziałem, że zależy jej na skórze zwierzęcia, która akurat u tego zdawała się być niczego sobie.
Zauważyłem że trójka obcych wilków podążyła za innym zwierzęciem w przeciwną stronę, więc my mogliśmy działać w spokoju. Przyspieszyłem tak, by znaleźć się jak najbliżej celu i zaczekałem aż Nevt zaskoczy go od boku. Przyczaiłem się biegnąc za nim, a kiedy moja towarzyszka wkroczyła do akcji i jak ostro skręcił w bok, skoczyłem niespodziewanie ku jego szyi, w którą silnie się wgryzłem. Pomimo tego, że zwierzę miało dosyć grubą skórę, dzięki doświadczeniu wiedziałem już jak zrobić to porządnie. Poczułem jak krew ofiary wypełnia moje podniebienie, a ono samo się zatrzymuje by mnie z siebie zrzucić. Zanim jak zaczął wierzgać potężnymi kopytami, puściłem go i zdążyłem uciec w bok. Zauważyłem, że z rany, którą mu sprawiłem obficie cieknie krew. Idealnie. Zacząłem okrążać zwierzę, podobnie jak wadera tak, by je zmylić. Kiedy skupiło się na samicy, znowu zaatakowałem. Tym razem ostatecznie. Rzuciłem mu się na szyję tak, by go powalić, a jednocześnie zadać ranę śmiertelną. Udało się. Już po chwili jak leżał na ziemi, próbując się jeszcze bronić, ale z pomocą wilczycy szybko go dobiłem. Puściłem szyję zwierzęcia dopiero gdy przestało się ruszać.
– Udało się. Myślałem, że będzie trudniej. – mruknąłem z satysfakcją, spoglądając na wspólnie upolowaną wraz z waderą zdobycz.
– Nieźle nam poszło. Właściwie... Dzięki tobie. – szturchnęła mnie w ramię. Zawstydziłem się trochę tą pochwałą, ale po chwili mruknąłem ciche dziękuję. Samica wzięła się za zdobywanie swojej skóry od razu, a ja przysiadłem obok i przyglądałem się jak to robi.
– Więc teraz wrócisz do siebie? – zapytałem nagle.
– Tak, taki mam zamiar. – odpowiedziała. – A co?
– Nic, fajnie było, może jeszcze kiedyś wpadniesz? Zwiedzimy trochę inne tereny, znowu zapolujemy...  Co ty na to? – uśmiechnąłem się.
– W sumie... Czemu nie, ale masz do tego czasu nauczyć się latać. – powiedziała poważnie.
Przekrzywiłem pysk, czując jak znowu gości na nim uśmieszek.
– Nie wiem czy mi się uda bez profesjonalistki. – zaśmiałem się.
Jeszcze trochę gadaliśmy zanim samicy udało się całkowicie zdobyć skórę, po którą przybyła. W końcu zwierzę było dosyć sporych rozmiarów. Później trochę razem pojedliśmy no i się pożegnaliśmy. Nie powiem, było mi trochę szkoda, że moja nowa przyjaciółka tak szybko ucieka i nie będzie mnie miał kto uczyć latać, ale w końcu powiedziała, że mnie jeszcze odwiedzi więc będę czekał. 
Tak więc zostałem sam z górą jedzenia. No, przynajmniej nie będę głodować podczas tego czekania na ponowne odwiedziny.

Słowa: 871

czwartek, 23 maja 2019

Od Warper'a CD. Nevt

– Oh, panno Nvet, nie musi mi pani prawić tyłu komplementów. Wcale nie jestem super bohaterem, ale skoro panna tak uważa... – teraz wczułem się w rolę aktorską, chcąc jeszcze trochę ją poprzedrzeźniać. Dawno z nikim nie gadałem, trzeba to wykorzystać. Teatralnie odwróciłem się prosto w jej stronę i zatrzepotałem rzęsami, udając wdzięczność. Samica przewróciła oczami.
– Daleko jeszcze? – zapytała, chyba nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje.
– Nie, to tylko dwie minuty i pięćdziesiąt sekund drogi stąd, o za tamtym wzgórzem. Przeżyjemy. –chyba za mocno wczułem się w swoją aktorską rolę, ale naprawdę mnie to bawiło.
Po chwili już byliśmy w jaskini. Nevt wybrała sobie jeden z kątów i ułożyła się w nim, tyłem do mnie. Ja usiadłem wprost w stronę wejścia, obserwując coraz mocniej nasilające się opady śniegu. W końcu nie było już zupełnie nic widać, a ja położyłem się na ziemi.
– Identyczne burze panowały w górach, w których żyłem gdy byłem mały. Żyłem wtedy ze starą wiedźmą, która zastępowała mi matkę. – odezwałem się, nadal wpatrując się w wyjście z groty.
– Starą wiedźmą? – zapytała wilczyca.
– No, tak naprawdę była szamanką, ale lubiłem się z nią przedrzeźniać. – zaśmiałem się. – Nazywała się Elvira. Opowiadała mi najróżniejsze historie ze swojego życia, na przykład taką, że w miejscu w którym kiedyś żyła znajdowały się tajemnicze portale... Które nie wiadomo dokąd tak naprawdę prowadziły i czasami można było w nich zaginąć. Nieźle co? – odwróciłem się w stronę swojej towarzyszki, miło wspominając tamte czasy. Elvira była stara, ale niosła ze sobą wielką historię. Na myśl o niej i o moim starym domu poczułem w nozdrzach charakterystyczny zapach jej jaskini, przepełniony wonią ziół i wielu starych ksiąg o najróżniejszych rzeczach. No i oczywiście mające swoje stałe miejsce w jej jaskini przedmioty, które przytargała ze sobą z życiowej podróży. – Twoje portale chyba są bezpieczniejsze, co? – zapytałem. Byłem ciekaw jak to jest przemieszczać się portalami. Czy to coś w rodzaju przemieszczania się cieniami, tak jak robię to ja?
Samica milczała przez dłuższą chwilę, zanim w końcu zdecydowała się mi odpowiedzieć.
– Nie... Niezupełnie. – mruknęła z westchnieniem.
– Jak to? – zaciekawiłem się.
– W portalach można tylko przejść lub przejść... Na tamtą stronę. 
– A przez twój ktoś przeszedł na... Tamtą stronę? – zapytałem ciekawsko, już po jej reakcji widząc, że coś stało się nie tak, a wilczycy trudno teraz o tym mówić. W końcu jednak się zebrała i zaczęła, powoli opowiadać. 
– Walczyłam wtedy z ojcem, chciał mnie zabić. Otworzyłam portal, żeby zajść go z tyłu, ale on otworzył czarną dziurę w miejscu w którym miałam się pojawić i rzucił we mnie czar, żeby wepchnąć mnie do portalu. Broniłam się, czar trafił w niego. Wylądował w czarnej dziurze, a ja w portalu. Zamknęłam tylko wyjście nanosekundy przed wpadnięciem do portalu, bo bałam się, że czarna dziura wciąż będzie po drugiej stronie. Zginął... – w jej tonie wyczułem smutek, ledwie wypowiadała te słowa. – Ale masz rację, że są niebezpieczne... tylko ktoś z moimi żywiołami i odpowiednim treningiem psychicznym może przez nie chodzić. – starała się dalej kontynuować, choć widziałem, jak ciężko słowa przechodzą jej przez gardło. Chwilę milczała, zanim ponownie się odezwała. – Mogłam dać się wbić w tą czarną dziurę, nie blokując tego uderzenia. Bolało by jak diabli, byłaby szansa, że zginę lub zaginę, ale mogłam, tak? Ciekawe, czy moje portale działałyby w czarnej dziurze... – westchnęła zrezygnowana. 
– To nie twoja wina, Nevt. – mruknąłem. Samica spojrzała w moim kierunku. – Skoro chciał cię zabić, broniłaś się. Zresztą, co to za ojciec, który chce zabić własną córkę? To on zniszczył samego siebie, nie ty. Czy gdyby był ci kimś obcym też byś rozpaczała? Bliscy zawsze są problematyczni... – pokręciłem głową na boki. Starałem się ją pocieszyć, ale jednocześnie wierzyłem w prawdziwość swoich słów. Ciekawe co teraz dzieje się z moim ojcem... Ciekawe czy żyje, czy już zabiła go własna duma.
– Może masz rację... – mruknęła.
– Oczywiście, że mam. Czasami nie da się uniknąć pewnych rzeczy. Jak to mawiała stara wiedźma... Wszyscy mamy wyżej przypisany los i nic nie dzieje się bez przypadku. – sam nie mogłem uwierzyć że jej nauki kiedyś mi się przydają, a jednak. Może kiedyś jeszcze ją nawet odwiedzę, o ile starucha mnie nie wypędzi, hehe.

<Nevt?>

Słowa: 675

środa, 22 maja 2019

Od Warper'a CD. Nevt

Skały na wysokim wzniesieniu były idealnym miejscem do wypatrywania zwierzyny, a w Aloves przebywałem już kilka dni. Dotąd nie spotkałem tu żadnej innej żywej istoty prócz zwierzyny łownej, więc jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy podczas wypatrywania nowego kąsku nagle z portalu tuż na mnie wyskoczyła... Wilczyca. Poczułem jak jedna z łap zjeżdża mi ze skały pod wpływem uderzenia, a później już z łatwością reszta dołączyła do tej jednej i runąłem w dół, prosto w wielką śnieżną zaspę, koziołkując po drodze. Musiała minąć chwila zanim się pozbierałem, bo wadera już stała nade mną, kiedy wygrzebałem się ze śniegu, jeszcze z jego małą kupką na głowie.
– Przepraszam, nie wiedziałam, że też lubisz pojawiać się na skałach. – Zażartowała. – Zaraz pomogę ci się wydostać. Jestem Nevt, profesjonalna… nauczycielka latania jak widać. – Zaśmiała się delikatnie wyciągając łapę by pomóc mi wstać – A ty?
Chwilę wpatrywałem się w jej wyciągniętą kończynę, zanim z psotną iskierką w oku postanowiłem skorzystać. Wadera chyba trochę pożałowała tego czynu, bo gdy złapałem się jej, by się podnieść, zatopiła się przynajmniej kilka centymetrów w śniegu pod moim ciężarem. Zanim jej odpowiedziałem, odwróciłem się jeszcze do zaspy i zanurzyłem w niej pysk.
– Ej, co ty robisz? – uniosła jedną brew, patrząc na moje poczynania. Podniosłem się z czarno-białym szczurem w zębach, którego wrzuciłem sobie na grzbiet.
– Hehe. Nauczycielka latania. – zaśmiałem się oglądając samicę jak jakiś śmieszny eksponat, który widzę pierwszy raz. As chyba też się zaciekawił, bo wskoczył mi na głowę by się jej przyjrzeć.
– Ta... Na pewno wszystko dobrze? – zapytała patrząc na mnie dziwnie.
– Oczywiście. Toś mnie nauczyła latać. Szczeniaki też tak szkolisz? Jestem Warper. – wyszczerzyłem się do samicy, rozbawiony, otrzepując się z resztek śniegu. – Co cię tutaj sprowadza w tak nagłym wejściu, Nevt?
– Chcę zdobyć skórę jaka, po to tu przybyłam, a to miejsce, w którym je widziałam. Nie spodziewałam się jednak, że od tamtego czasu zagościło tu coś jeszcze. – klepnęła mnie w bok i zaczęła wdrapywać się z powrotem na skałę, by wypatrzeć stamtąd zwierzynę.
– Po skórę jaka, tak? – wskoczyłem kilkoma wielkimi susami na samą górę przed waderą, zerkając na nią zabawnie z góry i obserwując jak się wdrapuje. – Czemu akurat jaka?
– Bo jego futro jest duże i ładne. Właśnie dlatego. – stanęła w końcu obok mnie i wyprostowała się śmiało, spoglądając na przestrzeń pod nami. I tak była dosyć sporo niższa ode mnie.
– Ach tak? A nie będzie dla ciebie ciutkę za duży taki wołek? Bo tak się składa, że też miałem na niego ochotę. – oblizałem się, patrząc na poruszającą się kawałek dalej, dużą kupę futra. Naprawdę dużą.
– No to ja wezmę sobie tylko futro, możesz zjeść resztę. Takie górskie samczyki jak ty pewnie dużo jedzą, więc na trochę Ci starczy. – zaczęła kierować się ku zejściu ze skały, by zakraść się do zwierzyny.
– No nie wiem, nie wiem. – potuptałem za nią. – A może popatrzę jak sobie z nim radzisz? To byłoby ciekawe i nie musiałbym się męczyć. Mogłabyś się odpłacić za tę zaspę. – oblizałem się ucieszony własnym pomysłem.

<Neeeevt?>

Słowa: 489

Warper

MoonlightLyanti  
Jeżeli wydaje się, że wszystko się skończyło, wtedy dopiero wszystko się zaczyna

Imię: Warper
Ród: z rodu Denever
Wiek: 6 lat
Płeć: Basior♂
Rasa: Zerdin
Po ojcu Zerdin i matce będącej mieszanką Fenris i Sivarius 
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Łowca, poluje na groźne bestie, uwielbia to zajęcie
Charakter: Nie da się jednoznacznie określić osobowości owego wilka, naprawdę. Jednego dnia może on być miły i towarzyski, innego zaś cichy i skryty, a jeszcze innego może stać się ziszczeniem cudzych koszmarów. Jedno jest jednak pewne – niczym się nie przejmuje. To totalny luzak, którego nie obchodzą nawet własne problemy. Nie boi się śmierci. W życiu zaznał bardzo mało dobroci, pewnie stąd się to u niego wzięło. Po prostu przyzwyczaił się do tego, że świat to nie bajka. Tak naprawdę nie zna on przyjaźni, a tymbardziej miłości. Można wręcz przyznać, że odpycha go kiedy ma świadomość, że może się z kimś zaprzyjaźnić. Może boi się że nie podoła? Lubi samotność i swoje towarzystwo, ale nie oznacza to, że nie będzie z nikim rozmawiał. Warper naprawdę uwielbia zaczepki słowne i wysłuchiwanie czyichś opowieści, przeżyć. No tak, było wspomniane, że z nikim się nie przyjaźni... Jest jeden wyjątek, a jest nim As, jego szczur. Tak, Warper ma szczura. I naprawdę uwielbia jego towarzystwo, więc niech sobie ktoś nie myśli, że da go zjeść.
Ten wilczur to istny wolny duch. Nienawidzi kiedy ktoś mu się narzuca, często ucieka od zobowiązań.
Wygląd: Warper to wilk naprawdę duży, wręcz przerośnięty w swych rozmiarach. Nic jednak w tym dziwnego ze względu na rasę Fenris goszczącą w jego genach. Jest postawny, ale co za tym idzie, dzierży w swym ciele dużo siły przydatnej do walki przy jego stanowisku. Futro basior posiada w odcieniach fioletu, ciemne na klatce piersiowej, barkach, przednich łapach oraz połowie grzbietu, zaś jasne, wrzosowe na górnej stronie pyska i całej tylnej części ciała. Pysk basiora okalają jego przydługawe włosy, grzywa, często nachodząca mu na niezwykłe, całkowicie wrzosowe ślepia, które niestety niezbyt lubią słońce. Ma dosyć długie jak na wilka uszy. Pomimo swych rozmiarów, potrafi on poruszać się naprawdę cicho.
Żywioł: Trucizna, Mrok, Iluzja
Moce: 
– Jego krew jest trująca, dlatego podczas walki często umyślnie pozwala się ranić, aby zatruć niczego nie spodziewającego się przeciwnika.
– Potrafi poruszać się cieniami, na co pozwala mu żywioł mroku. Warper wchodzi w jeden cień i pojawia się w innym. Może tak kogoś śledzić.
– Potrafi ogarnąć kogoś iluzją ciemności, co oznacza, że przeciwnik nie będzie widział przed sobą nic prócz ciemności. Często używa tej mocy podczas walk lub polowań.
Rodzina: Nie zna imion swoich rodziców, nie wie nawet kim byli. Za jego zastępczą matkę można uznać starą szamankę, która go wychowała. Na imię miała Elvira.
Partner: Czy to w ogóle możliwe by tak egoistyczny i nieodpowiedzialny samiec kiedykolwiek kogoś sobie znalazł?
Potomstwo: Brak
Miejsce Zamieszkania: Dystrykt I, Aloves
Patron: brak
Umiejętności: 

Intelekt: 17 | Siła: 17 | Zwinność: 13 | Szybkość: 14 | Latanie: 0 | Pływanie: 10 | Magia: 5 | Wzrok: 8 | Węch: 8 | Słuch: 8 |

Historia: Raz piękna, silna wadera zakochała się do szaleństwa w basiorze „przeklętej” rasy, zerdinie. Z owego związku powstał Warper, ich jedyny syn. Jedyny, bo wszystkie inne szczeniaki z miotu umarły, kiedy jeszcze ich matka była w ciąży. Ona sama również wydała dech przy porodzie, a wszystko to za sprawą silnego żywiołu trucizny, który otrzymał w spadku po ojcu jej synek. Jak można się domyślić, śmiertelnie ich zatruł, oczywiście nieświadomie. W stadzie owe szczenię zostało okrzyknięte przeklętym (tak, przez przeklętych zerdinów, hehe) i porzucone przez ojca. Spokojnie jednak, był zbyt mały by się tym przejmować. Przygarnęła go stara szamanka, żyjąca w wysokich górach. Wychowała go tak, jak potrafiła, a był takim urwisem, że to naprawdę wyczyn. No cóż, musiał być niezłym niewdzięcznikiem, bo zostawił ją gdy dorosnął.
Inne: 
– Posiada towarzysza, biało-czarnego szczura o imieniu As, więc lepiej uważać bo przy nim wyciągać asa z rękawa nabiera nowego znaczenia.
kerneinheit

– Nie lubi słońca, gdyż ze względu na jasną barwę źrenic bolą go w dzień oczy i mocno razi go światło. Nosi więc często o tej porze na pysku maskę gazową, znalezioną podczas jednej z podróży. Naprawdę, ratuje mu ona oczy...
Autor: Sandi0123 |Hw|
Layout by Netka Sidereum Graphics