Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nevt i Warper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nevt i Warper. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lipca 2019

Od Warper'a CD. Nevt

Kiedy wadera parsknęła śmiechem, zupełnie nie wiedziałem o co jej chodzi. Myślałem, że aktualnie znajdujemy się we względnie poważnej sytuacji, bo zaraz przyjdzie nam osiągnąć cel, po który wadera specjalnie tu przybyła, a tymczasem ona teraz śmiała się do łez, a ja stałem przed nią w osłupieniu, czując się jak przygłup, który nie zrozumiał dobrego kawału. Miałem wrażenie, że moja mina przypomina teraz taką, odpowiadającej tej, przy której pojawia się nad głową znak zapytania. Miałem już ochotę wziąć w łapę śnieg i rzucić nim prosto w wilczycę, ale zdążyła już trochę opanować swój śmiech i spoglądała teraz na mnie, przecierając jeszcze z policzków łzy rozbawienia. Chyba zbierała się by coś powiedzieć, ale udało jej się to dopiero po chwili.
– Wrap... Bo to z tym lataniem to był wtedy żart. Owszem, potrafię się teleportować, ale... Ja nie umiem latać. – powiedziała patrząc mi w oczy. Czułem jak na mój pysk wkrada się obraz zrezygnowania. Przymknąłem z irytacją powieki, a później dałem się porwać impulsowi i złapałem w łapę śnieg, ciskając nim prosto w Nevt, na którą skoczyłem.
– Ty śmieszku jeden, jak mogłaś zrobić ze mnie przygłupa! Powinienem się teraz obrazić! – mówiłem nie mogąc już powstrzymać własnego śmiechu, próbując przy tym natrzeć czoło wilczycy śniegiem.
– Hej, to nie moja wina! Sam nie zrozumiałeś wtedy żartu! – próbowała się bronić, zasłaniając swój pysk chudymi łapami, ale w połączeniu z kolejną falą nieopanowanego śmiechu, słabo jej to wychodziło.
– Tak? A więc twoim zdaniem nie zrobiłaś ze mnie przygłupa, bo już nim jestem? Ooo ty, zaraz ci pokażę, popamiętasz mnie! – zacząłem sypać na nią śnieg tak, że w końcu zaczęła przykrywać ją jego cienka warstwa. Wilczyca próbowała się uwolnić, ale nie zamierzałem dać jej za wygraną.
– Hej, to nieuczciwe, ty jesteś większy i masz więcej siły! – zawołała w końcu, zamykając oczy przed kolejną falą lecącego na nią śniegu.
– No widzisz? Uzupełniamy się maluszku. – wtarłem śnieg w jej czoło, słysząc jak piszczy z oburzeniem i dopiero po tym z niej zeskoczyłem, mając na pysku uśmieszek satysfakcji. Chwilę się zbierała zanim w końcu wstała i rzuciła mi mordercze spojrzenie, no, a przynajmniej chyba się starała by tak wyglądało. Zaczęła rzucać we mnie śnieżkami, więc starałem się przed nimi uciekać i odpierać jej atak tym samym. Nagle oboje stanęliśmy w bezruchu, kiedy od strony jaków dobiegły nas odgłosy ich ryczenia i szybkiego, głośnego tupania kopytami. Przez chwilę myślałem że usłyszały lub zauważyły właśnie nas, ale wtedy dostrzegłem trzy inne, wilcze osobniki, biegnące prosto na nasz cel.
– No, pani psor, proszę szybko wybierać bo zaraz nie będzie w czym! – zawołałem szybko.
– Tamten! – wadera od razu rzuciła się w pogoń, prosto w stronę upatrzonego jaka o czarnym, gęstym futrze, a ja wyrwałem się za nią. Był to osobnik młody, ale dorosły, z pewnością w pełni sił. Zdecydowanie samica wybrała sobie najtrudniejszą zdobycz spośród tych tu możliwych, ale nie było czasu na wybrzydzanie, a poza tym wiedziałem, że zależy jej na skórze zwierzęcia, która akurat u tego zdawała się być niczego sobie.
Zauważyłem że trójka obcych wilków podążyła za innym zwierzęciem w przeciwną stronę, więc my mogliśmy działać w spokoju. Przyspieszyłem tak, by znaleźć się jak najbliżej celu i zaczekałem aż Nevt zaskoczy go od boku. Przyczaiłem się biegnąc za nim, a kiedy moja towarzyszka wkroczyła do akcji i jak ostro skręcił w bok, skoczyłem niespodziewanie ku jego szyi, w którą silnie się wgryzłem. Pomimo tego, że zwierzę miało dosyć grubą skórę, dzięki doświadczeniu wiedziałem już jak zrobić to porządnie. Poczułem jak krew ofiary wypełnia moje podniebienie, a ono samo się zatrzymuje by mnie z siebie zrzucić. Zanim jak zaczął wierzgać potężnymi kopytami, puściłem go i zdążyłem uciec w bok. Zauważyłem, że z rany, którą mu sprawiłem obficie cieknie krew. Idealnie. Zacząłem okrążać zwierzę, podobnie jak wadera tak, by je zmylić. Kiedy skupiło się na samicy, znowu zaatakowałem. Tym razem ostatecznie. Rzuciłem mu się na szyję tak, by go powalić, a jednocześnie zadać ranę śmiertelną. Udało się. Już po chwili jak leżał na ziemi, próbując się jeszcze bronić, ale z pomocą wilczycy szybko go dobiłem. Puściłem szyję zwierzęcia dopiero gdy przestało się ruszać.
– Udało się. Myślałem, że będzie trudniej. – mruknąłem z satysfakcją, spoglądając na wspólnie upolowaną wraz z waderą zdobycz.
– Nieźle nam poszło. Właściwie... Dzięki tobie. – szturchnęła mnie w ramię. Zawstydziłem się trochę tą pochwałą, ale po chwili mruknąłem ciche dziękuję. Samica wzięła się za zdobywanie swojej skóry od razu, a ja przysiadłem obok i przyglądałem się jak to robi.
– Więc teraz wrócisz do siebie? – zapytałem nagle.
– Tak, taki mam zamiar. – odpowiedziała. – A co?
– Nic, fajnie było, może jeszcze kiedyś wpadniesz? Zwiedzimy trochę inne tereny, znowu zapolujemy...  Co ty na to? – uśmiechnąłem się.
– W sumie... Czemu nie, ale masz do tego czasu nauczyć się latać. – powiedziała poważnie.
Przekrzywiłem pysk, czując jak znowu gości na nim uśmieszek.
– Nie wiem czy mi się uda bez profesjonalistki. – zaśmiałem się.
Jeszcze trochę gadaliśmy zanim samicy udało się całkowicie zdobyć skórę, po którą przybyła. W końcu zwierzę było dosyć sporych rozmiarów. Później trochę razem pojedliśmy no i się pożegnaliśmy. Nie powiem, było mi trochę szkoda, że moja nowa przyjaciółka tak szybko ucieka i nie będzie mnie miał kto uczyć latać, ale w końcu powiedziała, że mnie jeszcze odwiedzi więc będę czekał. 
Tak więc zostałem sam z górą jedzenia. No, przynajmniej nie będę głodować podczas tego czekania na ponowne odwiedziny.

Słowa: 871

czwartek, 23 maja 2019

Od Nevt CD. Warper

Jego słowa zdawały się mieć jakiś tam sens i zdawał się mówić szczerze, jednak gdy doszedł do momentu mówienia o przeznaczeniu zawahałam się. Czy wierzyłam w przeznaczenie? Raczej nie. Sądzę, że pewna rzeczy muszą się stać, faktycznie, ale nie definiuje to całego naszego życia i wszystkich naszych decyzji. Nie wiem, czy uświadamiając sobie to ulżyło mi czy nie, ale sama świadomość tego, że nie tylko Aska mnie nie wini, ale też pierwszy lepszy obcy, którego napotkałam przez całkowity przypadek uważa tak samo, wydawał się zdejmować jakiś niewidzialny ciężar, którego nie dostrzegałam przedtem. Wciąż było mi okropnie z tą sytuacją, ale byłam na dobrej drodze i wiedziałam to, a to duży postęp. Jak to słowa mogą zmieniać ludzi. Grają ostatnio bardzo istotną rolę w moim życiu. Ciekawy mógłby być wpływ słów na zaklęcia. Hym, zbadam to jak wrócę do biblioteki i… No, chyba naprawdę mi lepiej, skoro rozmyślam już o nowych sposobach udoskonalenia zaklęć magicznych. Pewnie ten akurat sposób będzie do niczego, ale zawsze warto sprawdzić. Zawsze warto sprawdzić… Wpadł mi do głowy pewien pomysł. Zawsze warto sprawdzić. Zacznę badania nad czarnymi dziurami i przekonam się, co mogło się stać z Sabronem. Tak, zawsze warto sprawdzić, choć nie wiem jeszcze z jakiej opcji cieszyłabym się bardziej. Raczej nikomu o tym moim małym eksperymencie nie powiem, ale zacznę się uczyć i przekonamy się. Na mój pysk wkradł się uśmiech. Mogę zrobić coś jeszcze.
- Wiesz, poprawiłeś mi nastrój, dzięki.
Basior wzruszył ramionami, lecz na jego pysku zauważyłam ten przelotny uśmieszek. Odwzajemniłam go i położyłam głowę na łapach. Teraz zostawało nam czekać.

~*~

Nie minęło parę godzin, gdy burza wreszcie się uspokoiła. Wstałam leniwie rozprostowując łapy. Podczas całego trwania tego przymusowego odpoczynku zregenerowałam całkowicie siły po przeskoczeniu z Ulove. Spędziłam czas rozmyślając głównie nad za i przeciw poszukiwaniu prawdy o losie ojca i niestety z przykrością musiałam stwierdzić, że losy są wyrównane. Patrzyłam ze swojej perspektywy oraz z perspektyw osób, które znały sytuację, by mój entuzjazm nie przyćmił złych stron tego pomysłu. Nie byłam zadowolona z rezultatu, ale czy w ogóle była szansa na to, że będę? Obok wejścia chrapał Warper, ten to się nie lubi przemęczać. Kopnęłam go lekko w drodze do wyjścia.
- Wstajemy śpiące lawendziątko, pora zapolować na jakąś dużą zwierzynę, tylko nie uszkodź mi jego skóry, bo następną mięsistą zdobyczą będziesz ty.
Nie słuchając jego gderania wyszłam na świeży śnieg i odetchnęłam głęboko. Rozejrzałam się dookoła, szukając punktu położonego wyżej niż reszta otoczenia. W pewnym momencie widok zagrodził mi jednak basior ze szczurem na plecach, który skierował się przed siebie, idąc lekko w prawo od naszej kryjówki. Nie zamierzałam się spierać w wyborze kierunku, bo on znał te tereny najwidoczniej lepiej niż ja i pewnie się domyślał, czego szukałam. Poszłam więc za nim i próbowałam ustalić porę dnia po położeniu słońca. Zdawało mi się, że było już dobrze po południu. Wypadałoby się trochę pospieszyć, ale nie zamierzam wracać bez nawet jednej skóry. Zrównałam się więc z Warper’em, akurat w momencie, gdy zbliżyliśmy się do szczytu. Wdrapanie się na niego zajęło nam kilka minut. Nie chciałam marnować energii na portal, szczególnie, że nie widziałam dobrze góry. Gdy już znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu wytężyłam wzrok, lecz niczego nie znalazłam. Już miałam zacząć narzekać na pana przewodnika od siedmiu boleści, gdy nagle zauważyłam ruch. Wydawało mi się, że jedna z gór usypanych przez śnieg właśnie się poruszyła. Spojrzałam pytająco na Warper’a.
- To jaki. Śnieżyca zasypała je śniegiem. Może podlecisz tam i sprawdzisz ile ich jest?
Moja mina i milczenie, które zaległo między nami sprawiło, że basior odwrócił się do mnie z pytającym spojrzeniem.
- Jak to podlecisz? – Zapytałam głupio, ale jak można odpowiedzieć na głupie pytanie, jak nie innym głupim pytaniem?
- No normalnie, wiem, że mnie uczyłaś, ale wciąż jestem ledwo podlotkiem. Pokaż nam jak się to robi, pani psor.
Ou… Zupełnie zapomniałam, że on wziął na poważnie mój mały żarcik na wstępie znajomości. Naprawdę próbowałam się powstrzymać, ale nie dałam rady i ostatecznie parsknęłam śmiechem. Wprost przepiękna mina Warper’a wcale nie pomagała mi się uspokoić. Wręcz przeciwnie, pogarszała tylko sprawę, a im bardziej się śmiałam, tym bardziej on wydawał się zbity z tropu.

<Warper?>

Słowa: 685

Od Warper'a CD. Nevt

– Oh, panno Nvet, nie musi mi pani prawić tyłu komplementów. Wcale nie jestem super bohaterem, ale skoro panna tak uważa... – teraz wczułem się w rolę aktorską, chcąc jeszcze trochę ją poprzedrzeźniać. Dawno z nikim nie gadałem, trzeba to wykorzystać. Teatralnie odwróciłem się prosto w jej stronę i zatrzepotałem rzęsami, udając wdzięczność. Samica przewróciła oczami.
– Daleko jeszcze? – zapytała, chyba nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje.
– Nie, to tylko dwie minuty i pięćdziesiąt sekund drogi stąd, o za tamtym wzgórzem. Przeżyjemy. –chyba za mocno wczułem się w swoją aktorską rolę, ale naprawdę mnie to bawiło.
Po chwili już byliśmy w jaskini. Nevt wybrała sobie jeden z kątów i ułożyła się w nim, tyłem do mnie. Ja usiadłem wprost w stronę wejścia, obserwując coraz mocniej nasilające się opady śniegu. W końcu nie było już zupełnie nic widać, a ja położyłem się na ziemi.
– Identyczne burze panowały w górach, w których żyłem gdy byłem mały. Żyłem wtedy ze starą wiedźmą, która zastępowała mi matkę. – odezwałem się, nadal wpatrując się w wyjście z groty.
– Starą wiedźmą? – zapytała wilczyca.
– No, tak naprawdę była szamanką, ale lubiłem się z nią przedrzeźniać. – zaśmiałem się. – Nazywała się Elvira. Opowiadała mi najróżniejsze historie ze swojego życia, na przykład taką, że w miejscu w którym kiedyś żyła znajdowały się tajemnicze portale... Które nie wiadomo dokąd tak naprawdę prowadziły i czasami można było w nich zaginąć. Nieźle co? – odwróciłem się w stronę swojej towarzyszki, miło wspominając tamte czasy. Elvira była stara, ale niosła ze sobą wielką historię. Na myśl o niej i o moim starym domu poczułem w nozdrzach charakterystyczny zapach jej jaskini, przepełniony wonią ziół i wielu starych ksiąg o najróżniejszych rzeczach. No i oczywiście mające swoje stałe miejsce w jej jaskini przedmioty, które przytargała ze sobą z życiowej podróży. – Twoje portale chyba są bezpieczniejsze, co? – zapytałem. Byłem ciekaw jak to jest przemieszczać się portalami. Czy to coś w rodzaju przemieszczania się cieniami, tak jak robię to ja?
Samica milczała przez dłuższą chwilę, zanim w końcu zdecydowała się mi odpowiedzieć.
– Nie... Niezupełnie. – mruknęła z westchnieniem.
– Jak to? – zaciekawiłem się.
– W portalach można tylko przejść lub przejść... Na tamtą stronę. 
– A przez twój ktoś przeszedł na... Tamtą stronę? – zapytałem ciekawsko, już po jej reakcji widząc, że coś stało się nie tak, a wilczycy trudno teraz o tym mówić. W końcu jednak się zebrała i zaczęła, powoli opowiadać. 
– Walczyłam wtedy z ojcem, chciał mnie zabić. Otworzyłam portal, żeby zajść go z tyłu, ale on otworzył czarną dziurę w miejscu w którym miałam się pojawić i rzucił we mnie czar, żeby wepchnąć mnie do portalu. Broniłam się, czar trafił w niego. Wylądował w czarnej dziurze, a ja w portalu. Zamknęłam tylko wyjście nanosekundy przed wpadnięciem do portalu, bo bałam się, że czarna dziura wciąż będzie po drugiej stronie. Zginął... – w jej tonie wyczułem smutek, ledwie wypowiadała te słowa. – Ale masz rację, że są niebezpieczne... tylko ktoś z moimi żywiołami i odpowiednim treningiem psychicznym może przez nie chodzić. – starała się dalej kontynuować, choć widziałem, jak ciężko słowa przechodzą jej przez gardło. Chwilę milczała, zanim ponownie się odezwała. – Mogłam dać się wbić w tą czarną dziurę, nie blokując tego uderzenia. Bolało by jak diabli, byłaby szansa, że zginę lub zaginę, ale mogłam, tak? Ciekawe, czy moje portale działałyby w czarnej dziurze... – westchnęła zrezygnowana. 
– To nie twoja wina, Nevt. – mruknąłem. Samica spojrzała w moim kierunku. – Skoro chciał cię zabić, broniłaś się. Zresztą, co to za ojciec, który chce zabić własną córkę? To on zniszczył samego siebie, nie ty. Czy gdyby był ci kimś obcym też byś rozpaczała? Bliscy zawsze są problematyczni... – pokręciłem głową na boki. Starałem się ją pocieszyć, ale jednocześnie wierzyłem w prawdziwość swoich słów. Ciekawe co teraz dzieje się z moim ojcem... Ciekawe czy żyje, czy już zabiła go własna duma.
– Może masz rację... – mruknęła.
– Oczywiście, że mam. Czasami nie da się uniknąć pewnych rzeczy. Jak to mawiała stara wiedźma... Wszyscy mamy wyżej przypisany los i nic nie dzieje się bez przypadku. – sam nie mogłem uwierzyć że jej nauki kiedyś mi się przydają, a jednak. Może kiedyś jeszcze ją nawet odwiedzę, o ile starucha mnie nie wypędzi, hehe.

<Nevt?>

Słowa: 675

środa, 22 maja 2019

Od Nevt CD. Warper'a

Absurdalny pomysł basiora wyrył na moim pysku kpiący uśmiech i zrodził w moim gardle śmiech. Jeśli naprawdę sądził, że będzie siedział i patrzył jak zabijam dla niego obiadek to się grubo przeliczył. Co jeszcze? Może przynieść go na srebrnej tacy polanego sosem i z jabłuszkiem w pysku? Już prędzej wepchnęłabym mu to jabłuszko w jego… opanuj się Nevt. W sumie to żebym to akurat ja go zabiła nie było takim złym pomysłem. Miałabym pewność, że skóra nie byłaby naruszona.
- No nie wiem, nie wiem – zaczęłam przedrzeźniając Wrapa czy jakkolwiek – Naprawdę chciałbyś zostawić małą, biedną i delikatną waderkę, aby sama walczyła z taką ogromną, potężną i silną bestią jak jak, gdy ty będziesz obijał się i podjadał śnieg?
- Tak, dokładnie tak.
- To uważaj, bo może być żółty.
Odgryzłam się i przyspieszyłam kroku. Denerwował mnie ten śnieg. W kółko musiałam wyciągać łapy z zasp, które wydawały się stabilniejsze niż były w rzeczywistości. Denerwował mnie też uśmieszek tego basiora. Ogólnie wszystko mnie denerwowało. Byłam zła na wszechświat. Kopnęłam z frustracją śnieg przede mną i westchnęłam z rezygnacją. Wiedziałam, że głównym powodem mojej złości byłam ja sama. Wciąż ciążyło mi, że dopuściłam do śmierci ojca. Niby rozumiem, że był szalony, że próbował mnie zabić, że działałam tylko we własnej samoobronie, ale mogłam zrobić coś, cokolwiek, żeby tylko ocalić go. Mógłby wylądować w areszcie, gdzie przemyślałby to co zrobił, albo w jakimś szpitalu, gdzie by go uleczyli z szaleństwa… Wiem, że to tylko złudzenia i nie mogło się to potoczyć inaczej, ale wciąż brakuje mi tego czegoś. Mogłam coś zrobić. Na pewno mogłam. Z zamyślenia wyrwał mnie silny wiatr, który zbierał się wokół nas i narastał coraz bardziej. Spojrzałam na niebo i zobaczyłam szare, ciężkie chmury zasnuwające całkowicie niebieski bezkres. Zatrzymałam się gwałtownie i poczekałam na Warpera, żeby zdążył mnie dogonić. Uderzyłam go lekko w bok i wskazałam pyszczkiem w górę.
- Lepiej się gdzieś schowajmy, znasz jakąś dobrą kryjówkę w tych ruinach? – Zapytałam wpatrując się w niego uważnie. Cóż, przepraszam Aska, ale polowanie najwyraźniej się ciut przedłuży…
- Cóż, tak, znam jedno miejsce, ale zboczymy trochę z trasy… - Powiedział z wahaniem Warper, ale widząc moje nieustępliwe spojrzenie wywrócił oczami i z westchnieniem powiedział – Dobra, chodź. To w tamtą stronę.
Odbiliśmy więc w lewo od kierunku naszego marszu do tej pory. W miarę jak szliśmy dalej wiatr coraz mocniej nam dokuczał. Po jakichś dziesięciu minutach wreszcie ustał, lecz zaczął padać drobny śnieg.
- I tego się tak bałaś? Puszek z nieba cię przeraził? Ooo… Jaka urocza dziewczynka z ciebie.
- Uroczą może nazywać mnie tylko Askalio, a ty zamknij pysk i przebieraj szybciej łapami. To tylko cisza przed burzą.
- Askalio?
- Oh, no tak, ja mówię o wielkiej burzy, która nadejdzie w ciągu następnych parunastu minut, a ty jedyne co wywnioskowałeś to to imię, o którym napomknęłam tak? Super… Jesteś wspaniałym słuchaczem. Do tego umiesz latać i jeszcze potrafisz zamieniać się w żółwia! Spójrz ile już o tobie wiem panie Wrap.
Zaczęłam być zgryźliwa, co ze mną nie tak? Oh, naprawdę przyda mi się jakiś kopniak, który przywróci mi dawną formę. Jednak nie miałam teraz czasu o tym myśleć. Potrzebowaliśmy schronienia i potrzebowaliśmy go już.


<Warper?>

Słowa: 525

Od Warper'a CD. Nevt

Skały na wysokim wzniesieniu były idealnym miejscem do wypatrywania zwierzyny, a w Aloves przebywałem już kilka dni. Dotąd nie spotkałem tu żadnej innej żywej istoty prócz zwierzyny łownej, więc jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy podczas wypatrywania nowego kąsku nagle z portalu tuż na mnie wyskoczyła... Wilczyca. Poczułem jak jedna z łap zjeżdża mi ze skały pod wpływem uderzenia, a później już z łatwością reszta dołączyła do tej jednej i runąłem w dół, prosto w wielką śnieżną zaspę, koziołkując po drodze. Musiała minąć chwila zanim się pozbierałem, bo wadera już stała nade mną, kiedy wygrzebałem się ze śniegu, jeszcze z jego małą kupką na głowie.
– Przepraszam, nie wiedziałam, że też lubisz pojawiać się na skałach. – Zażartowała. – Zaraz pomogę ci się wydostać. Jestem Nevt, profesjonalna… nauczycielka latania jak widać. – Zaśmiała się delikatnie wyciągając łapę by pomóc mi wstać – A ty?
Chwilę wpatrywałem się w jej wyciągniętą kończynę, zanim z psotną iskierką w oku postanowiłem skorzystać. Wadera chyba trochę pożałowała tego czynu, bo gdy złapałem się jej, by się podnieść, zatopiła się przynajmniej kilka centymetrów w śniegu pod moim ciężarem. Zanim jej odpowiedziałem, odwróciłem się jeszcze do zaspy i zanurzyłem w niej pysk.
– Ej, co ty robisz? – uniosła jedną brew, patrząc na moje poczynania. Podniosłem się z czarno-białym szczurem w zębach, którego wrzuciłem sobie na grzbiet.
– Hehe. Nauczycielka latania. – zaśmiałem się oglądając samicę jak jakiś śmieszny eksponat, który widzę pierwszy raz. As chyba też się zaciekawił, bo wskoczył mi na głowę by się jej przyjrzeć.
– Ta... Na pewno wszystko dobrze? – zapytała patrząc na mnie dziwnie.
– Oczywiście. Toś mnie nauczyła latać. Szczeniaki też tak szkolisz? Jestem Warper. – wyszczerzyłem się do samicy, rozbawiony, otrzepując się z resztek śniegu. – Co cię tutaj sprowadza w tak nagłym wejściu, Nevt?
– Chcę zdobyć skórę jaka, po to tu przybyłam, a to miejsce, w którym je widziałam. Nie spodziewałam się jednak, że od tamtego czasu zagościło tu coś jeszcze. – klepnęła mnie w bok i zaczęła wdrapywać się z powrotem na skałę, by wypatrzeć stamtąd zwierzynę.
– Po skórę jaka, tak? – wskoczyłem kilkoma wielkimi susami na samą górę przed waderą, zerkając na nią zabawnie z góry i obserwując jak się wdrapuje. – Czemu akurat jaka?
– Bo jego futro jest duże i ładne. Właśnie dlatego. – stanęła w końcu obok mnie i wyprostowała się śmiało, spoglądając na przestrzeń pod nami. I tak była dosyć sporo niższa ode mnie.
– Ach tak? A nie będzie dla ciebie ciutkę za duży taki wołek? Bo tak się składa, że też miałem na niego ochotę. – oblizałem się, patrząc na poruszającą się kawałek dalej, dużą kupę futra. Naprawdę dużą.
– No to ja wezmę sobie tylko futro, możesz zjeść resztę. Takie górskie samczyki jak ty pewnie dużo jedzą, więc na trochę Ci starczy. – zaczęła kierować się ku zejściu ze skały, by zakraść się do zwierzyny.
– No nie wiem, nie wiem. – potuptałem za nią. – A może popatrzę jak sobie z nim radzisz? To byłoby ciekawe i nie musiałbym się męczyć. Mogłabyś się odpłacić za tę zaspę. – oblizałem się ucieszony własnym pomysłem.

<Neeeevt?>

Słowa: 489

Od Nevt

Wyszłam więc z nory mojego narzeczonego i podeszłam odrobinę w lewo. Starała się przypomnieć sobie jak najdokładniej jakieś charakterystyczne miejsce znajdujące się na Aloves. A dlaczego akurat tam? Cóż, byłam tam kiedyś i zauważyłam, że po sięgającym w niektórych miejscach ¾ łap śniegu przechadzają się spokojnie zwierzęta ubrane w idealne futro, dokładnie takie, o jakie mi właśnie chodziło. Były tam jaki. To jak tam trafiłam i czemu właściwie to się stało to zupełnie inna kwestia, która wymagałaby ogniska, dobrego mięsa i paru kufelków, żebym ją opowiedziała. Zostawmy ten temat tak jak jest. Jaki trudno było znaleźć na Aloves, lecz nie było to niemożliwe. Miałam wtedy dużo szczęścia, ale myślę, że dam radę powtórzyć tamtą wycieczkę. Zaczęła się ona… od pewnej skały! W końcu znalazłam obraz miejsca, o którym byłam pewna, że nie znikną wśród zwałów śniegu. Otworzyłam więc portal. Zawahałam się odrobinę widząc go, lecz szybko otrząsnęłam się z wrażenia, że za mną zaraz otworzy się czarna dziura. Przeszłam przez portal pamiętając o kamieniu, na którym chciałam się znaleźć. Tuż przed zniknięciem całkowicie z polany obejrzałam się ostatni raz na norę, by pożegnać się i zapamiętać obraz, gdybym chciała szybko wracać. Nic więc dziwnego, że gdy wychodziłam z portalu na głazie patrzyłam w inną stronę. Zapłaciłam za to przywaleniem w coś twardego i dużego. Wszystkie moje siniaki odezwały się w bolesnym proteście. No pięknie ta wyprawa się zaczyna nie ma co. W co ja mogłam przywalić? Skupiłam się przecież na miejscu nad skałą, a nie koło niej. Nie powinno być możliwe, żebym w nią weszła. Głupie portale niedziałające na duże odległości. Podniosłam głowę w momencie, w którym usłyszałam głośne tąpnięcie anonsowane lekkim krzyknięciem. Rozejrzałam się po skale i zauważyłam, że faktycznie jestem jednak na szczycie kamienia. Śnieg wokół mnie był poruszony, jakby ktoś przewalił się na niego i zaczął tarzać. Ślady te prowadziły w kierunku końca wywyższenia. Wstałam więc i ostrożnie podeszłam do krawędzi. Może 4 metry pode mną, w grubej warstwie śniegu zauważyłam wystające w stronę nieba cztery fioletowe łapy. Czyżbym… Nie, no wspaniale. Skała na którą wpadłam po wejściu do portalu była wilkiem. Mało tego zepchnęłam tą skałę… ym, znaczy wilka, z kamienia. Ups…
- Nic ci nie jest? – Krzyknęłam w stronę łap, a gdy odpowiedziało mi tylko głośne jęknięcie zbiegłam na dół. No, przynajmniej wiedziałam, że śnieg zamortyzował trochę upadek i do kogokolwiek należą te łapy żyje. Podeszłam do leżącego z chrzęstem śniegu zapadając się co i rusz.
- Przepraszam, nie wiedziałam, że też lubisz pojawiać się na skałach. – Zażartowałam kiepsko. Muszę jak najszybciej wrócić do formy… - Zaraz pomogę ci się wydostać. Jestem Nevt, profesjonalna… nauczycielka latania jak widać. – Zaśmiałam się delikatnie wyciągając łapę by pomóc wilkowi wstać - A ty?


<Warper?>

Słowa: 445
Layout by Netka Sidereum Graphics