Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arvena i Arian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arvena i Arian. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 maja 2019

Od Ariana CD. Arveny

Jestem zmęczony całą tą sytuacją. Najchętniej położyłbym się spać, gdyby nie otaczające mnie uczucie niepokoju. Skierowałem się do saloniku, w którym przyjmowaliśmy gości, spodziewałem się, że właśnie tam moja matka ugości Arvenę. Miałem również nadzieję, że nie zabłądzę po drodze. Czułem niesamowitą ulgę, że mogłem tu być… ponownie w domu, choć zapomniałem już gdzie są jakie pomieszczenia. Martwiąca jest dla mnie jednak wizja rozmowy z ojcem. Wiem, że muszę z nim pomówić o tym co się działo. No i Vena… Jej też jestem winny wyjaśnienia. 
Kiedy otworzyłem drzwi do salonu w środku spotkałem wszystkich moich przyjaciół i Elrisę. Matka stała z boku, odkładając kieliszek na jedną z półek. James i Lysander się przepychali, a Hercules stał niewzruszony, jak to z nim bywało bez mocniejszego trunku. 
- Lysander mam nadzieję, że zachowujesz choć odrobinę godności – powiedziałem w kierunku basiora.
- Przyjacielu, ja zawsze kroczę dostojnie i z godnością – odparł, odchodząc od Jamesa.
- Tak, tylko czasami zbliżasz się do osób, do których nie powinieneś – rzuciłem srogo w jego stronę, jednak starałem się zrobić to tak cicho, aby reszta nie usłyszała. Resztę zdania skierowałem do Veny – Mam nadzieję, że się nie naprzykrzali.
- Spokojnie, byli mili – uśmiechnęła się.
- Chcieliśmy poznać twoją towarzyszkę osobiście. W sali tronowej była napięta atmosfera – powiedział James. Do saloniku wpadła jak wichura moja młodsza siostra, Lien. Wszyscy zapomnieliśmy nagle o czym rozmawialiśmy.
- Obiecaliście mi pomoc w wybraniu potraw – jej ton był tak głośny, że prawie pomyślałem, że krzyczy.
- Ależ doskonale o tym wiemy – Lancelot szarmancko uśmiechnął się do bezowej wadery, a ja posłałem mu ostrzegawcze spojrzenie.
- Braciszku, z wami omówię następną kolację. Będziemy mogli wtedy poplotkować – rzuciła i zaczęła ciągnąć za sobą trzech basiorów.
- Lien to wulkan energii – uśmiechnąłem się.
- Zupełnie jak ty. Wciąż tęsknię za moją pamiątkową wazą z Krain Dugaru – westchnęła melancholijnie matka.
- Co się z nią stało? - spytała przyjaciółka na co wyraźnie się speszyłem.
- Kiedy był mały, biegając po zamku jakimś cudem na nią wpadł i zaklinował sobie w niej głowę. Długo zastanawialiśmy się co zrobić z tym faktem. Polaliśmy go nawet oliwą. Koniec końców musieliśmy ją rozbić. Kiedy wyjął z niej głowę wyglądał jak wystraszony kurczak – na tę odpowiedź Arvena prychnęła śmiechem. - A co do dzieciństwa. Arian, pamiętasz Aste?
- Aste? Oczywiście, że pamiętam! Co z nią? - zapytałem prędko.
- Sądzę, że sam możesz z nią porozmawiać. Jest na południowym placu.
- Koniecznie muszą ją spotkać! Tylko… jak mogę się tam dostać?
Mama pokiwała głową, śmiejąc się pod nosem. Zaprowadziła mnie i Venę na balkon widokowy. Na dolnym placu zauważyłem srebrną waderę. Wypiękniała z wiekiem.
- To zajmie chwilę! Porozmawiam z nią i możemy iść do sali obiadowej! - zleciałem do starej przyjaciółki. - Aste?
Wadera odwróciła się, a na jej pysku malowało się ogromne zdziwienie.
- Arian! - przytuliła mnie. - Po tobie spodziewałabym się, że przewrócisz mnie do śniegu – zaśmiała się – Gdzie ty się podziewałeś!
- Chciałem, ale postanowiłem zrobić dobre wrażenie. Bywało się tu i ówdzie.
- Powoli myślałam, że coś cię tam zeżarło. Jak nie ja jedna zapewne – uśmiech miała tak samo ciepły jak pamiętam sprzed pięciu laty.
Gawędziłem z Aste w najlepsze, kiedy do jej łap przywarł śniady szczeniak.
- To twój? - spytałem, patrząc na malca.
- Och, nie. Ten tutaj to mój podopieczny, jestem nauczycielką.
- Zawsze miałaś do tego smykałkę – zaśmiałem się z własnej głupoty.
- Tak się składa, że będę miała chwilę przerwy w zawodzie. Sama jestem w ciąży.
- Wow, gratulacje! Nawet nie zauważyłem – spojrzałem na nią, uchylając głowę na lewo i prawo.
- Jeszcze nie będzie widać – zaśmiała się. - Ale nie mogę się już doczekać aż te szkraby będą biegać po śniegu.
- To na pewno. Ale.. jak?
- Chyba wiesz jak robi się szczenięta – znów parsknęła śmiechem.
- Miałem raczej na myśli z kim jesteś – zarumieniłem się.
- Relin z dziennej straży. Z Rodu Nortun – powiedziała spokojnie.
- Arian! Musimy już iść – usłyszałem głos mojej matki.
- Chyba cię wzywają.
- Tak. Ale spotkajmy się jeszcze kiedyś, musisz mi opowiedzieć co się u ciebie działo!
- Jasne, zrozumiałam. Do kiedyś! - rzuciła, a ja wróciłem do wader na balkonie.

<Arvena?>

Słowa: 689

piątek, 3 maja 2019

Od Arveny CD. Ariana

Spokojnie spoglądałam na odchodzących od nas wspólnie Ariana i Nairę, uczucie ulgi i zadziwiające ciepło rozchodziło się po moim wcześniej przemarźniętym ciele. Cieszyłam się, że w końcu dotarliśmy na miejsce. Zamek udekorowany był niesamowitymi zdobieniami od których nie łatwo było odwrócić wzroku. Słychać było trzaśnięcie drzwi sali w której przebywaliśmy - a więc, wyszli. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że otaczają mnie całkowicie obce mi osoby. Mimo tego, pokierowałam się myślą, że jego przyjaciele są również moimi przyjaciółmi. Rozejrzałam się pogodnie, delikatnie oplatając moje ogony wokół mego ciała i z powrotem je rozprostowując. Zanurzyłam się w myślach, a konkretnie o tym, co usłyszałam poprzednio z ust tak dobrze znanego mi basiora. Może jednak było to mylne stwierdzenie.. ''Arian Andor Veliciusz z łona Silvarii, dziecię Eleonory, pierworodny Andora Astora Veliciusza oraz Wielka Wyrocznia Królestwa Północy'' odbijało mi się echem w głowie. Otrząsnęłam się, zdając sobie sprawę z tego, że nie czas i miejsce na takie rozmyślania, na pewno zdążę go o to jeszcze zapytać. Czarny basior przedstawiony mi jako Tergis obrócił się i prychnął pogardliwie, kierując się w stronę drugiego wyjścia. Szerokim łukiem ominął drzwi którymi wyszła dwójka. Moment później przed moimi oczami ukazała się karmelowa wadera, znana mi jako Elrisa - matka Ariana.
- Jak wam minęła podróż? - zapytała dość opiekuńczym głosem
- W porządku, chociaż szliśmy dosyć długo oraz średnio znosiłam temperaturę. Muszę jednak przyznać, iż tutejsze krajobrazy zapierały mi dech w piersi - odpowiedziałam z pewną nostalgią
Dostrzegłam na jej pysku lekki uśmiech, który nieznacznie odwzajemniłam.
Kątem oka zauważyłam nieopodal grupę przyjaciół Ariana, którzy dyskretnie rzucali nam zaciekawione spojrzenia.
- Zatem musicie być dosyć zmęczeni po tak długiej podróży, niedawno rozporządziłam przygotowanie dla was pokoi - niebawem powinny być gotowe. Czy masz ochotę tymczasem napić się naszego rozgrzewającego eliksiru? - przemówiła
 Temperatura panująca w zamku sprawiła, iż było mi już całkiem ciepło jednakże w takiej sytuacji z grzeczności nie należało odmówić - a zatem zgodziłam się.
- Dziękuję, chętnie również spróbuję eliksiru. - odpowiedziałam
Dała mi znak abym podążyła za nią, co też zrobiłam.

~*~

 Przeszłyśmy przez drzwi którymi podążył Tergis. Znajdował się za nimi ogromny korytarz, podejrzewam że jeden z wielu. Ściany jak i odległy od nas sufit malowane były ręcznie wzorami jakie nie sposób opisać. Kolumny były nieodłącznym elementem tego pomieszczenia, a wiele z nich rzeźbionych było na kształt wilczych pysków - niewykluczone, że wydarzeń historycznych bądź czyichkolwiek podobizn. Wpatrując się w te wszystkie rzeczy, nie zauważyłam kiedy znalazłyśmy się na środku przestrzennego salonu.
- Proszę, rozgość się - rzuciła uprzejmie po czym zniknęła na moment za stojącymi nieopodal szafkami aby wyciągnąć niedużą fiolkę złocistego płynu.
Usiadłam wygodnie na jednej z kanap, spoglądając na zewnątrz przez ogromne witrażowe okno. Niebo było dość pochmurne, ale gdzieniegdzie słońce przedzierało się pomiędzy chmurami.. Rozległe tereny przykrywał biały puch, co na północnych terenach było dość pospolitym zjawiskiem. Zadziwiały mnie jednak jego ilości, niektóre zaspy które można było mylić z pagórkami przewyższały nawet najdorodniejsze świerki. W oddali widać było pasmo równie ośnieżonych gór, za którymi zachodziło słońce. Wpatrywałam się w ten piękny widok przez solidną chwilę. Moje uszy drgnęły na dźwięk stuknięcia szklanki którą właśnie wyciągnęła Elrisa.
- Od jak dawna znacie się z Arianem? - zapytała z nutą zaciekawienia w głosie, zajmując się wlewaniem eliksiru do szklanego naczynia.
Pytanie to spowodowało u mnie swego rodzaju powrót do wszystkich wspomnień wspólnie przeżytych z owym basiorem. Zatonęłam we własnych myślach na dobrą minutę, po czym otrząsnęłam się pośpiesznie. Wadera skierowała się w moją stronę, kładąc szklankę na stojącym przede mną niewielkim stoliku, spokojnie czekając na moją odpowiedź. Chciałam spróbować napoju, ale postanowiłam najpierw odpowiedzieć.
- Znamy się już niemal ro-... - zaczęłam odpowiedź, gdy nagle otworzyły się drzwi do salonu.
Do pomieszczenia weszły trzy osoby, wcześniej przyglądające się nam z ubocza.
- Witaj ponownie, Elriso - przyszliśmy się przywitać. - powiedział środkowy basior podczas gdy pozostała dwójka usiadła w naszym towarzystwie wyprzedzając swojego kolegę.
- Na imię mi Lysander de Luynes - popielaty basior przedstawił mi się mówiąc lekko francuskim akcentem, z szacunkiem kłaniając się, co uważałam za niepotrzebne względem mojej osoby. Nie zdążyłam jednak odpowiedzieć gdyż drugi z basiorów nagle pojawił się przede mną, spychając przed sekundą poznanego mi Lysandra z drogi.
- Nazywam się James z  Rodu Lancasterów, droga pani - przemówił z uśmiechem. Był on dość niski, o rudawej sierści. Jego występ nie trwał zbyt długo ponieważ chwilę później Lysander postanowił odegrać się na James'ie powalając go na ziemię. Elrisa przyglądała się wszystkiemu z rozbawieniem. Zwróciłam uwagę na ostatniego, trzeciego basiora który przyglądał się nam z powagą.
- Hercules - oznajmił krótko zauważając mój wzrok oraz delikatnie skłaniając głowę.
- M-miło mi was poznać - wydusiłam z siebie wreszcie z subtelnym uśmiechem na pysku. Drzwi ponownie otworzyły się, tym razem stanął w znajomo smukły wilk o śnieżnobiałej sierści -

<Arian?>

Słowa: 761

sobota, 27 kwietnia 2019

Od Ariana

Im dłużej podróżowaliśmy po bezkresnej północy, tym masywniejsze opady śniegu uderzały w nasze ciała. Rzuciłem okiem na towarzyszącą mi waderę, odzianą w ciepły strój z grubej, niedźwiedziej skóry. Podążamy lodowym szlakiem tak długo, że z pewnością chłód zaczął jej już doskwierać. Dobrze, że pamięć mam jeszcze dobrą. Nasza wyprawa skończyłaby się tragicznie, gdybym choć na moment zboczył z drogi. Nie byłem tu od tylu lat, a krajobraz znacząco się zmienił. Mimo to czuję, że to ten sam dom, który opuściłem. Nie mogę się doczekać aż zobaczę zamek. Ale... Co powiem rodzinie? Jak śmiem wracać do nich po tym jak odrzuciłem rolę króla i wystawiłem Północ na brak Wyroczni. 
Z zamyślenia wyrwało mnie dziwne przeczucie. Zatrzymałem się, a Vena stanęła obok mnie. Spod kaptura wystawał jej tylko mały kawałek pyska w masce, która miała ją chronić przed odmrożeniami.
- Ktoś nas obserwuje - powiedziałem. Intuicja mnie nie myliła, bowiem chwilę później ujrzałem błękitne ślepia. Zaraz potem obok nich pojawiły się również złote oczy. Białe wilki idealnie wtapiały się w otoczenie zasłane zaspami. To z pewnością strażnicy. 
- Kim jesteście? - usłyszałem głos. Już chciałem śmiało się uśmiechnąć, jednak postanowiłem zachować powagę.
- Imię me Arian Andor Veliciusz z łona Silvarii, dziecię Eleonory, jestem pierworodnym Andora Astora Veliciusza oraz Wielką Wyrocznią Królestwa Północy.
Przez moment zastanawiała mnie reakcja, jaką mogła mieć Arvena, słysząc to, co mówię. Opowiadając niegdyś legendę o Silvarii nie wspomniałem o mojej roli wyroczni czy pochodzeniu. Cóż... wytłumaczę jej moją przeszłość gdy tylko zyskamy chwilę. Tym razem bez ukrywania takich faktów.

~*~

Rozglądałem się po ścianach, na których wisiały stare obrazy. Wewnątrz zamku wszystko było zrobione z lodu, jednak temperatura wewnątrz była przyjemna. Vena mogła w końcu zdjąć kaptur i maskę. Jej oczy wędrowały ku wszelakim zdobieniom ścian. Gdy nas wywołano i weszliśmy do ogromnej sali na jej pysku ujrzałem miłe zaskoczenie. Z pewnością podobały jej się witraże i rzeźby w sali tronowej.
- Nigdy nie spodziewałam się, że ujrzę cię z powrotem - ciepły głos rozniósł się po pomieszczeniu. Poczułem szybsze bicie serca. Z tronu, po schodach zeszła w moim kierunku wadera.
- Witaj Nairo. Ja też nie sądziłem, że wrócę - rzuciłem pośpiesznie. Zauważyłem, że moja towarzyszka pokłoniła się. Ja nie zamierzałem. Jest moją królową, owszem, ale przede wszystkim... - Siostro, miło mi cię znów widzieć - objąłem ją na powitanie. 
- Twoi znajomi powiadomili mnie, że się zjawisz. Oczekiwaliśmy cię.
- Czyżby już dotarli?
- Hercules z ojca Herona i matki Misturcji, James z Rodu Lancasterów i Lysander de Luynes. Tak są tutaj. I oni również nie wiedzą dlaczego ich wezwałeś w te... jak to nazwali zmarzliny. A ty z kim przybyłeś? - spojrzała na moją przyjaciółkę.
- Jestem Arvena - odparła.
- Miło mi cię poznać.
- Gdzie on jest? - usłyszałem huk ogromnych drzwi i zimny, niski głos.
- Tutaj... ojcze. - odwróciłem się w stronę wilka, kroczącego dumnie w moim kierunku.
- Próbowaliśmy go trochę spowolnić... - zaczął Lysander.
- ...ale to były król - dokończył rudy basior.
- Po tylu latach wracasz tu jak gdyby nigdy nic? Nie masz już za grosz godności? - zacisnąłem zęby, aby przypadkiem mu nie odszczekać.
- Arian, wyjaśnij mi, czego potrzebujesz - moja siostra jak zwykle zachowywała się jak anioł. Byłem jej za to wdzięczny. Naira od zawsze jest dumną waderą, zadbaną i pięknie się prezentującą. Królowa z prawdziwego zdarzenia.
- Jeśli jeszcze ojciec pamięta, kiedy stałem się dorosły moc wyroczni spłynęła na mnie.
- A potem opuściłeś Królestwo Północy - rzucił. Nasze stosunki nie są zbyt... przyjacielskie.
- Ale wróciłem! Mam do tego powody.
- Jakież to? - spytała Naira.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć usłyszałem ciepły głos. To Elrisa.
- Wróciłeś do domu! - powitała mnie najmocniejszym uściskiem jaki był możliwy.
- Tak, mamo, wróciłem - patrząc przej jej ramię, ujrzałem niska, złocistą waderę - Czyżby Lien? - matka kiwnęła głową. - Nieźle wyrosłaś - zwróciłem się do najmłodszej siostry. Po kim ona jest tak uroczo niska?
- No popatrz, ja prawie cię nie pamiętam - prychnęła, żeby zaraz potem się uśmiechnąć. Zbliżyła się do mnie, żeby dokładnie mi się przyjrzeć. Chwyciła nawet za skrzydła - Tato są większe od twoich - roześmiała się radośnie. Widziałem, że rozpiera ją energia.
- Widzę, że zebranie trwa w pełni - gdy wilk wypowiadający te słowa do nas dołączył poczułem nagły ból głowy. Zlustrowałem go wzrokiem, kładąc po sobie uszy
- Co tu robi Zerdin? - warknąłem.
- Opanuj się Arian - Naira natychmiastowo mnie zganiła - zwracasz się do Króla.
- Słucham?! Nie ma mnie kilka lat, a wy już oszaleliście, żeby pozwolić takiej bestii stać u twojego boku?! O Bogowie! Przecież to oznacza, że wy jesteście razem! - nie dowierzałem w to, czego się dowiedziałem. Czarny basior stanął obok mej siostry.
- Kraina ta zmieniła się od czasu twojego odejścia - powiedział Andor.
- Nairo, musimy poważnie porozmawiać, chcę dokończyć po co tu przyszedłem - powiedziałem do niej, zasłaniając plugawego wilka ze wschodu skrzydłem. - Na osobności.
- Niech ci będzie - westchnęła. - Przejdźmy się po zamku.
- Jesteś pewna, że chcesz z nim zostać sama? - odezwała się ta czarna wywłoka. - Wydaje się być szaleńcem.
- Tergis, nie zapominasz się przypadkiem? - wtrąciła Lien. Była bardzo pewna siebie. To dobra cecha.
- Idę z nim. Veno, miło było mi cię poznać. Z pewnością jeszcze dane nam będzie porozmawiać.
- Mi ciebie również.
- James, wyjaśnię wam wszystko później - zwróciłem się do przyjaciół. - Mamo, Lien, porozmawiamy później, proszę, zajmijcie się moją przyjaciółką.
- Może liczyć na rozgrzewający eliksir i naszą gościnę - uśmiechnęła się karmelowa wilczyca.
Razem z Nairą wyszliśmy z sali tronowej, przemierzając korytarze.
- Więc co cię tu sprowadza, bracie?
- Najpierw wolałbym się dowiedzieć co ci strzeliło do łba, żeby wiązać się z Zerdinem - mruknąłem.
- Musisz przestać być taki uprzedzony.
- Wszyscy Zerdini są tacy sami, ich natury nie zmienisz.
- Zawarliśmy sojusz ze Wschodem. Ponadto kocham Tergisa.
- Szkoda, że Zerdini nie znają takiego uczucia.
- Arian. Rok temu urodziłam córkę.
- Czekaj... masz na myśli? Naprawdę? Jestem wujkiem! Ale... on jest ojcem mojej siostrzenicy...
- Musisz zaakceptować nową rzeczywistość. Zerdini i Sivarius żyją w zgodzie, razem. Tutaj w Królestwie, rozumiesz? Pokój, nic nam nie grozi. Pamiętam jak jeszcze byliśmy szczeniakami. Biegałeś po tych korytarzach, ślizgałeś się, tłukąc cenne rzeczy. A ja zawsze siedziałam w bibliotece, ucząc się. Myślałam, że zostanę uczoną, zawsze zazdrościłam ci twojego przeznaczenia.
- Nie ma tu czego zazdrościć, uwierz mi.
- A co się okazało? Zostałam Królową. I do tego tą, która zawiązała sojusz ze Wschodem. To coś cudownego!
- Najwyraźniej nie, skoro głos wyroczni do mnie przemówił.
- On... naprawdę? - mocno się zdziwiła.
- Tak mi się wydaje. Nękają mnie koszmary dotyczące Północy. Udałem się nawet do szamana, tam usłyszałem przerażającą wiązankę. Przeczucie mówi mi, że coś zagraża Królestwu.
- Co to może być? - spoważniała.
- Tego jeszcze nie wiem.
- Czyli klątwa to prawda... Bez Wyroczni Królestwo popadnie w ruinę.
- Przybyłem rozwiązać ten problem. Możecie mnie potrzebować. Daj mi szansę dowiedzieć się co się dzieje.
- Czyli po to ściągnąłeś tu swoich ludzi. Jak długo planujesz tu zostać? Znowu odejdziesz jak przed laty?
- Zostanę ile będzie potrzebne. A kiedy tylko znów postawiłem łapę na śniegu wiedziałem, że jestem w domu. Kocham Królestwo całym sercem.
- W takim razie każę przygotować dla was pokoje. Tamta trójka jest tutaj od tygodnia. Ty i Vena musicie odpocząć. Bądźcie na wieczerzy o zmroku. Do tematu Zerdinów nie wrócimy. I nie zabij się z Tergisem ani ojcem.
Patrzyłem jak odchodzi. Dlaczego tak dziwnie się teraz czuję? Jestem na moment w domu. No właśnie... na moment.


<Vena?>

Słowa: 1162
Layout by Netka Sidereum Graphics