Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ilya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ilya. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2020

czwartek, 4 lipca 2019

Od Ilyi

Kolejny dzień z bezchmurnym niebem. Kolejny dzień, gdzie słońce ze śniegiem dają mocno popalić biednym ślepiom Ilyi. Przyzwyczajony do wszechobecnego piasku zaczął tęsknić wśród wszechobecnego, białego puchu. Nigdy nie sądził, że zatęskni za miejscem, w którym spotkała go jedna z największych krzywd.

Siedział na zewnątrz, podziwiając martwotę, która ogarnęła cały krajobraz w Królestwie Północy. Co jak co, ale klimat mieli tutaj... przewspaniały! I na cóż lata praktyki przewidywania pogody, skoro tutaj ciągle jest to samo? Świeci ładnie słońce lub śnieżyca przeszkadza w swobodnym przemieszczaniu się. Deszcz? Tylko ze śniegiem bądź z gradem. To dezorientujące i co najmniej irytujące.
Ilya, kiedy dostał propozycję eskorty, prawie wyskoczył z własnej skóry. Już miał dość siedzenia w jednym miejscu. Skrycie liczył, że ktoś lub coś dostarczy mu mocnych wrażeń w ciągu następnych dni. Po raz pierwszy w życiu przyszło mu się modlić do tych bogów, do których modlił się jego opiekun i błagał o przebaczenie, ale w porównaniu do starego... Jego wysłuchali. W ciągu kilku minut spokojnego truchtu, dodreptał do legowiska zielarki, która postanowiła poszukać ciekawszych ziółek poza swoimi szklarniami.
Stanął przed chudziutką waderą i dokładnie się jej przyjrzał, by po chwili do niej podejść i zacząć węszyć w pobliżu jej szyi i pyska. Odrobinę się zawstydziła jego zachowaniem, ale jak stała od początku, tak stała przez całą tę dziwną sytuację. Kiedy basior się odsunął, jej oblicze wydało się Ilyi jakieś takie bardziej odważne. Chwilę się wahała, ale niebawem otworzyła swój pysk i wydusiła z siebie pierwsze słowa:
– Witaj, nazywam się Primrose i jestem zielarką. Dziękuję, że zgodziłeś się mi towarzyszyć w mojej podróży. Mam nadzieję, że spędzimy razem miło czas.
– Ohm... – Lekko się zakłopotał, nie wiedząc, co jej odpowiedzieć. Zdradziła mu tyle informacji i od razu przeszła do kolejnych, nie dając mu czasu na ich przyswojenie. Pokręcił niezadowolony łbem. – Ilya.
Przyglądali się sobie nawzajem, aż w końcu pośrednik, który załatwił zlecenie Ilyi, a Primrose eskortę oznajmił im, że mogą już ruszać. Zanim jednak pozwolił im odejść, ostrzegł ich przed możliwymi niebezpieczeństwami, zapewnił odrobinę prowiantu na drogę. Dopiero na koniec, gdy przyszło się im żegnać przy granicy Królestwa, życzył im bezpiecznej podróży. Naprawdę bardzo przyjemny nieznajomy. Może też mu zależy na znalezieniu ziół innych niż te, które pielęgnowane są u nich.
Basior skąpany w szarości szedł obok mniejszej od siebie wadery i rozglądał się wokół, wyczekując momentu, w którym monotonna biel zazieleni się różnorodnymi roślinkami w otoczeniu trawy. Zastrzygł uszami, kiedy za nimi czmychnął zając, wiatr mocniej zawiał, a wadera zadała mu proste pytanie:
– Jak się czujesz?
Proste pytanie? Zupełnie zbiło go z tropu. Co to ma znaczyć? Co dokładniej chce wiedzieć? Czuł się jak zwykle, czyli normalnie, ale czy to jest właściwa odpowiedź na to pytanie? Nie wiedział, ale przestał się nad tym zastanawiać. To nie było w jego naturze, by zastanawiać się bóg wie ile nad pytaniem, które dotyczyło właśnie jego.
– W porządku... A ty?


<Primrose?>

Słowa: 473

wtorek, 18 czerwca 2019

Od Ilyi CD. Elaine

Chociaż w tonie jej głosu nie dostrzegł niczego podejrzanego, postanowił trzymać się na baczności. Zwykle pytania dotyczące jego osoby, na które odpowiadał szczerze i bez ogródek jak jakiś niemądry szczeniak, kończyły się dla niego w sposób dość mało przyjemny. Zaraz moment ścigała go wilczarska policja, innym razem samozwańcza inkwizycja, czasem miał opłacony nocleg w wysokiej klasy lochach. Nie potrafił zrozumieć, jakim cudem z tak podstawowych informacji potrafili go wrobić w zabójstwo, innym razem w rabunek... Cóż, powtarzali mu, żeby uważał na obcych, ale skąd miał wiedzieć, że wszyscy z nich są parszywcami.
Początkowo wpatrywał się w nią z morderczym spojrzeniem, licząc, że spróbuje mu wyjaśnić, dlaczego postanowiła zainteresować się jego osobą. Później dotarło do niego, że sam zaczął ten temat i nieładnym byłoby z jego strony ot tak zignorować lub agresywnie odpowiedzieć na jej pytanie. Szybkie wtrącenie o mimowolnym podaniu informacji i wymianie wiadomości przekonało Ilyę dostatecznie, no tak mniej więcej.
Już ze swoim zwyczajnym, lekko otępiałym spojrzeniu podszedł do niej bliżej, nawet bardziej niż bliżej, niż ktoś normalny mógłby sobie na to pozwolić. Zgiął się na łapach i pochylił, chcąc ostrożnie ją obwąchać. Będąc tak blisko niej, czuł jej oddech, słyszał bicie serca i widział każdy, nawet ten najmniejszy, ruch, dzięki czemu miał pewność, że w razie konieczności będzie umieć ładnie umknąć z tejże sytuacji. Nie wyczuwał niczego dziwnego, ot tak przyjemny zapach wilczycy, który wydał mu się dziwnie znajomy, a mimo wszystko tak obcy. Szturchnął nosem jej pysk od spodu, delikatnie unosząc jej łeb, a następnie się cofnął i dokładnie przyjrzał.
– Wydajesz się szczera, nie skrywasz żadnej broni... Myślę, że mogę ci o sobie coś powiedzieć.
Gdyby Ilya potrafił na czas nazywać wszystkie reakcje podczas towarzyskich pogawędek swoich rozmówców, dostrzegłby, że wadera na moment wstrzymała oddech i wypuściła go, dopiero gdy ten raczył się do niej odezwać. Nie można było jej zarzucić strachu przed Ilyą. Gdyby faktycznie się go bała, nawet nie zgodziłaby się, aby dotrzymywał jej towarzystwa. Prędzej bała się, że coś powiedziała nie tak i mogła zrazić do siebie basiora.
– Nie zatrzymujmy się, chodźmy dalej.
Zerdinowi nie tak świeżej młodości nigdzie się nie spieszyło, miejsce pobytu również mu nie przeszkadzało, ale będąc w ruchu, lepiej mu się myślało, a raczej wygrzebywało wspomnienia, na których musiał budować swój obraz. Z jednej strony docenił ogólne pytanie, które nie wymaga od niego zbyt wiele i nie ogranicza w znaczący sposób, z drugiej – nie miał zielonego pojęcia, co mógłby jej powiedzieć. Co ją dokładniej interesuje? Co ją zaciekawi? Co chce usłyszeć?
Dotarcie do archiwum swojego mózgu zajęło mu trochę czasu, ale chyba jego znajoma nie będzie mu miała za złe kolejnych chwil spaceru w zupełnej ciszy, już to przerabiali i chyba nikt z nich się na to nie skarżył. Próby wydukania czegokolwiek powodowały, że kręcił głową na różne strony, poruszał uszami w nerwowy sposób, a nawet otwierał i zamykał pysk, wydając z siebie jedynie ciche westchnięcia. Kątem oka dostrzegł, że wilczyca delikatnie się uśmiecha, ale zamiast spoglądać na drogę przed sobą, patrzyła na niego. I wtem, niczym najprawdziwszy cud, wpadł, co mógłby jej o sobie powiedzieć. Był z siebie tak dumny, że uśmiechnął się, a nawet zaśmiał pod nosem.
– Jestem po prostu Ilya, nic dodać, nic ująć.
Na moment się zatrzymali. Elaine wpatrywała się w niego z niemałym zdziwieniem malującym się na jej pysku, po czym odwróciła łeb i zaczęła się śmiać, co wprowadziło basiora w zakłopotanie. Powiedział coś nie tak? Kiedy długo trwała w stanie rozbawienia, podszedł do niej i szturchnął ją nosem w bok, przez co lekko się przechyliła i zmuszona była postawić kolejny krok.
– Byłam gotowa na każdą odpowiedź. Pogodziłam się nawet z odmową, ale naprawdę nie spodziewałam się, że odpowiesz tak... bardzo wymijająco. Przepraszam... – Powoli powstrzymywała się od śmiechu.
– Nie – zareagował machinalnie na słowo „przepraszam”, – nie musisz mnie przepraszać.
Zmrużył oczy, czując efekty zbyt długiego przebywania na białym puchu, który jak czarna wróżka na złość odbija każdy promień słońca i celuje prosto w ślepia bezbronnych wilczków. Zaproponował jej udanie się w miejsce, gdzie króluje cień i gdzie ich oczka będą mogły, choć na chwilę odpocząć. Zgodziła się, mówiąc, że jej to w sumie obojętne, gdzie się udadzą.
Usiedli pod wielkim drzewem, które rzucało równie wielki, a może nawet i większy cień. Pomimo ogólnie panującego chłodu, temperatura w cieniu nie różniła się tak bardzo od temperatury na czystym słońcu, dlatego też nie stękali zębami i nie narzekali na zimno.
Zmieszany poprzednią sytuacją, uczuł, że z lekka zawiódł, toteż postanowił się poprawić i znów wrócił do punktu wyjścia – o czym jej powiedzieć? Nie mogąc znieść cierpienia, jakie aktualnie przeżywa Ilya, postanowiła mu z lekka pomóc, nakierowując go na tematy związane z pochodzeniem, rodziną, przemiłymi wspomnieniami, czy też zdobytymi umiejętnościami.
– Nie mam rodziny – rzucił nagle. – Był pewien wilk, który uważał się za dobrego przyjaciela moich rodziców, ale później mu się odmieniło i stwierdził, że jest moim ojcem... Ale ja mu nie uwierzyłem. Nie jestem nie wiadomo jak stary, ale widziałem wiele rodzin. Ojcowie się tak nie zachowują, jak on się zachowywał... Co do domu... Pamiętam, że otaczało nas sporo wilków, ale później to się zmieniło. I z wielkich piasków przenieśliśmy się do większych piasków. – Pokręcił chwilę głową. – Nie lubię, gdy się mnie myli z waderą z powodu mojego imienia...
Zamerdał ogonkiem jak przeszczęśliwy piesek. Był z siebie zadowolony, bo nie dość, że powiedział coś o sobie, to jeszcze jego wypowiedź miała całkiem zgrabny kształt, a teraz... Teraz nawet może prosić o parę wiadomości z jej życia, nie musząc się tłumaczyć, że nie wykorzysta ich w niecnych celach. Przysunął się do niej bliżej i patrząc w oczy, rzucił:
– A ty?

<Elcia?>

Słowa: 920

sobota, 4 maja 2019

Od Ilyi

Nie pamiętał, kiedy ostatnio komuś towarzyszył w zwykłym spacerze. Nie pamiętał, aby kiedykolwiek udał się z kimś na bezcelową przechadzkę. Zawsze wiązało się to z czymś więcej, aniżeli dreptaniem obok i wsłuchiwaniem się w szelest liści, których tutaj akurat nie było, więc jedynie skupić się na biciu własnego serca i swoim oddechu.
Spoglądał przed siebie, nawet kątem oka nie zerkał na towarzysza bądź towarzyszkę. Nigdy nie czuł potrzeby prowadzenia rozmowy, więc skoro drugi wilk nie podjął próby dyskusji na dowolny temat – on również nie będzie. W końcu, o czym miałby mówić? Nie wypowiadał się w sposób zgrabny, więc pewnie zanudziłby i zniechęciłby do siebie nieznajomego, a nie warto zaprzepaszczać takiej szansy. I co z tego, że nie miał bladego pojęcia, jakim cudem znalazł się w tej sytuacji. Ważne, że sobie z kimś teraz spacerował, podziwiając bezchmurne niebo. Jak tak dalej pójdzie, przestanie rejestrować kolory w ich prawdziwym wariancie. Wszystko stanie się dla niego białe, szare, ewentualnie niebieskie i czarne. Jeszcze te promienie, które odbijają się od śniegu... Raj dla oczu.
Przy kolejnych krokach zaczął się kiwać i chwiać, tak bez powodu, po prostu poczuł taką potrzebę, tak też zrobił. Drugi wilk spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem, ale jeszcze się nie odezwał. Jeszcze nie teraz. Prawdopodobnie zastanawiał się nad słowami, które mógłby skierować w stronę Ilyi, który jak zwykle nie wykazywał uwagi otoczeniem i wyglądał, jakby gdzieś myślami odpłynął.
– O czym... myślisz? – odezwał się przyjemny dla ucha głos, który miał w sobie nutkę niepewności.
– Nie liż lodu, nie zasypiaj na dworze i nie jedz żółtego śniegu – odparł machinalnie. – Tobie też radzę pamiętać o tym.
Basior uniósł swój wzrok znad drogi i zerknął na swojego towarzysza. Okazało się, że spacerował z waderą o nietuzinkowej urodzie, która postanowiła zareagować cichym śmiechem na jego jakże poważne rozmyślania. Przekrzywił nieco głowę, próbując zrozumieć powód jej rozbawienia. Nie udało mu się, więc po prostu wpatrywał się w nią z tępym wyrazem pyska. Miał wrażenie, jakby ją skądś znał, ponieważ czuł się w jej towarzystwie wyjątkowo dobrze. Lepiej niż w tłumie innych wilków, przez co zrobiło mu się cieplutko na serduszku.
Po dłuższej chwili tułaczki, znanej jako spacer „tak o”, postanowił sobie zrobić przerwę. Zdążył zbadać naprawdę ciekawą sprawę dotyczącą białego puchu, jakim jest śnieg. Mianowicie w każdym miejscu jest on inny. Raz niemiłosiernie lepi się do sierści. Innym razem nawet nie czuje się tego, że się po nim chodzi. Czasem jest mięciutki jak małe kaczuszki, a czasem ubity jak skała. Od momentu swojego przybycia do Królestwa Północy nie miał okazji zapuścić się w te okolice, toteż miał szansę przekonać się o właściwościach tutejszego śniegu.
– Tarzaj się ze mną – rzucił krótko, po czym runął całym ciężarem swojego ciała.
Rozległ się nieprzyjemny odgłos upadku, na którego odgłos w większości główkach zareagowałby pospolitym „ała”. Zaczął przebierać łapkami i tworzyć aniołki na śniegu ogonem i głową. Po chwili przewrócił się na plecy i zaczął wykonywać zabawne ruchy, aby po chwili znieruchomieć i stać się rzeźbą.
– Sądzę, że twardy, a ty? – Spojrzał na nią, nie podnosząc się ze śniegu. – Właściwie, kim ty jesteś?

<Elcia?>

Słowa: 503

Ilya


raevei

Nie wiń mnie za coś, cze­go nie ro­zumiem, dopóki te­go nie zrozumiem.

Imię: Ilya
Ród: Bezrodowy
Wiek: 6 lat 6 miesięcy
Płeć: Basior
Rasa: Zerdin
po matce nieznanej rasy i ojcu Zerdin
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Wojownik lądowy
Charakter: Tajemnicza iskierka w na pozór bystrym spojrzeniu zdradza istnienie nowo uknutej intrygi zapowiadającej nadejście końca wilczych rówieśników. Analizuje i obserwuje, wszystko zdaje się dla niego otwartą księgą, z której wyczyta każdą informację, a najważniejsze z nich zapamięta i wykorzysta w złych celach. – Taki obraz Ilyi byłby ziszczeniem najskrytszych marzeń jego ojca względem ułomnego syna.
Rzeczywistość jest zupełnie inna. Fakt, ten dziwny błysk w jego oku nie zwiastuje niczego dobrego i lepiej brać nogi za pas. Prawdopodobnie wpadł na coś szalonego i zanim przemyśli, czy faktycznie powinien to zrobić... Będzie po wszystkim. Ilya jest basiorem o niskim poziomie inteligencji, chociaż bardziej pasuje do niego stwierdzenie, że zamiast kierować się rozumem i zdrowym rozsądkiem, rządzą nim instynkty i dostarczone w danej chwili bodźce.
Działa pod wpływem impulsów, a podejmowane przez niego decyzje często wymagają większych ofiar i poświęcenia, niż potrzeba. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie postępuje według ustalonych wzorców, czy schematów, wyjątki stanowią ściśle określone rozkazy od przełożonych, których, szczerze mówiąc, nie cierpi. Posłuszeństwo nie jest jego mocną stroną, jednakże z latami praktyk i ćwiczeń podporządkowywania się wychodzi mu to coraz częściej. Rzadziej zdarza mu się buntować przeciw prawu czy władzy.
Igranie z nim to jak zabawa granatem. Rozmowa z nim to symboliczne ściągnięcie zawleczki, dalsze integracje to jak rzut pociskiem lub jego przejęcie. Nie wiesz, kiedy wybuchnie, ale spodziewasz się, że jeśli już to zrobi, będzie stanowić zagrożenie dla wszystkiego, co znajduje się w jego otoczeniu. To jednak nie oznacza, że Ilya jest wilkiem niebezpiecznym dla społeczeństwa. Jeśli potrafisz się z nim obchodzić, nikomu nie wyrządzi krzywdy.
Zawsze na posterunku, nigdy nie traci czujności. Ataki z zaskoczenia nie robią na nim większego wrażenia, ponieważ zawsze jest na nie gotowy. Sam jednak króluje w niespodziewanych akcjach. Zdarza mu się zadziwiać samego siebie, bo właśnie w takich chwilach najczęściej odkrywa, do czego jest zdolny, a jak każdy dzielny zuch dąży do poznania swoich granic, a następnie ich przekroczenia.
Wobec wszystkich bywa neutralny, do momentu pierwszej wymiany zdania lub zaprezentowania swoich intencji względem niego. Pomimo wybuchowej natury, sam z siebie nigdy nie zaczyna od agresji. Wbrew pozorom szanuje innych i jest naprawdę uprzejmy. Co dziwne, basior nie potrzebuje innych do swojego życia, jednak gdy przyjdzie mu pomyśleć, że kiedyś może zostać zupełnie sam, przepełnia go uczucie obawy i strachu przed wieczną, przymusową samotnością. Ilya jednak mimo wszystko jest wilkiem mało towarzyskim. Wygląda, jakby trzymał się z boku i nie szukał atencji w towarzystwie. Głosu w tłumie nie zabiera, bo nigdy nie ma niczego „mądrego” do powiedzenia.
Ma jednak uroczą i dość niewinną część swojej osobowości. Cieszy się z byle czego, ukazując przy tym swój przemiły uśmiech, może tylko w małym stopniu podobny do tego od obłąkańca. Nie mówi też za wiele, a jego wypowiedzi to zazwyczaj zaledwie kilka prostych zdań, co odrobinę przybliża go do szczeniaka, który nie umie jeszcze mówić. Jest również aż zabawnie szczery, niezależnie od sytuacji, mówi to, co sądzi i nie zataja prawdy. No, to wcale nie tak, że basior nie umie kłamać, o nie, nie, nie... Hah.
Wygląd: Wśród zwierzęcych pobratymców wyróżnia się nietuzinkowym i jakże wielobarwnym umaszczeniem. Cała jego szata utrzymuje się w trzech odcieniach szarości, a najciemniejszy z nich wręcz wpada w czerń. Większość ciała pokrywa krótka, ale miła i przyjemna sierść pozbawiona blasku. Dłuższa i bardziej puszysta znajduje się jedynie na ogonie, zadzie, karku i szyi.
Ilya budową ciała nie odbiega aż tak bardzo od przeciętnych wilków. Jest wysokim basiorem o szczupłych, smukłych łapach i szczupłej, ale wyrobionej aktywnością sylwetce. Zwykle porusza się z uniesionym łbem i sprężystym krokiem, który o dziwo jest wyjątkowo cichy.
Długie i szpiczaste uszy, zwykle odchylone do tyłu, załatwiły mu łatkę wilczego elfa, przez co niektórzy nawet nie są w stanie dostrzec, iż są one przekłute czarnymi tunelami.
Wyjątkową cechą aparycji tego basiora są oczy. Otoczona czarnym białkiem turkusowa tęczówka lśni wśród najgorszych ciemności, a podczas aktywacji mocy przez swojego właściciela zdaje się świecić własnym światłem.
Żywioł: Krew, cień, zwierzęta.
Moce:
– Samoleczenie. Gdyby Ilya nie posiadał tej magicznej zdolności, byłby zbyt częstym gościem u medyków i musiałby zacząć im płacić w milionach, aby wyrazić swoją wdzięczność i wynagrodzić im ich poświęcony dla niego czas. Moc niby na poziomie bogów, no właśnie, niby. Aby w pełni wykorzystała swój potencjał, użytkownik po otrzymaniu obrażeń powinien odpoczywać, pozostając w bezruchu, a nasz mały elfik... Cóż, rusza się zbyt często i zbyt dużo, niezależnie od tego, jak poważny jest jego stan zdrowia.
– Zdarza się, że Ilya czasami traci swą materialną postać i staje się zwykłym cieniem, tak o.
– Ma dobrą łapę do każdego zwierzęcia, a czasami potrafi przejąć niektóre z ich charakterystycznych cech, ograniczając się do możliwości swojego ciała, które może wtedy modyfikować w drobnym stopniu. Na przykładzie z sokołem, może pożyczyć sobie jego doskonały wzrok, ostre szpony, ale skrzydeł już niestety nie.
Rodzina: Elaine i Kian – dalecy krewni, najpewniej od strony matki.
Partner: –
Potomstwo:
Miejsce Zamieszkania: Nie ma własnego kąta, do którego mógłby wracać. Nie przywiązuje się do miejsc, więc śpi tam, gdzie mróz go nie dopadnie i nikt go nie wygoni. Spotkać go można wszędzie.
Patron: Eruzan
Umiejętności:

Intelekt: 2 | Siła: 23 | Zwinność: 12 | Szybkość: 12 | Latanie: 0 | Pływanie: 10 | Magia: 5 | Wzrok: 12 | Węch: 12 | Słuch: 12 |

Historia: Wyjątkowość ofiarowana przez bogów stała się powodem, dla którego opuściła go matka, a ojciec wypierał się go przez całe swoje życie, aż do jego samego końca. Niedane mu było poznać rodzicielkę, a ojciec wychowywał go w świadomości, że jest dla niego zupełnie obcy, a tłumaczył się tym, iż posiada dobre serce i miał niezwykły kontakt z rodzicami Ilyi, który postanowili go opuścić. Nie miał powodów, by mu w to nie wierzyć. Nie miał też nikogo, do kogo mógł się zwrócić po pomoc, a jako szczenię potrzebował dorosłego, aby nauczył go jak przeżyć.
Opuścili rodzinną sforę i rozpoczęli nowe życie, które w lekkim stopniu przypominało życie pustelników. Jak dotąd mało religijny basior zaczął się modlić do bogów niemalże codziennie, aby wybaczyli mu popełnione grzechy i uwolnili z tego koszmaru, ażeby nadeszło cudowne uzdrowienie i wróciło typową dla Zerdinów inteligencję jego synowi, który z niewiadomych przyczyn został głupiutkim urwiskiem. Ilya był za młody (i za tępy), aby zrozumieć swoją sytuację, toteż nie miał pojęcia, o czym mówił jego opiekun w rozmowach do ścian jaskini. Nie przeszkadzało mu, że codziennie widział i słuchał tylko jego, rozmawiał tylko z nim, a jego życie toczyło się tylko wokół tylko ich dwójki.
W dniu, w którym jego ojciec postanowił wyjawić mu prawdę i zakończyć swój marny żywot, Ilya po raz pierwszy poznał strach i zdał sobie sprawę, jak nieprzyjemne mogą być lęki. Oczywiście z tłumaczeń swojego opiekuna, niczego nie zrozumiał, toteż nimi się nie przejął, bardziej przeraził go fakt, że pozostał zupełnie sam. Był wtedy małą kulką, mniej rozumną niż teraz (tak, to możliwe), ale dobrze sobie zapamiętał to uczucie. Uczucie żalu i smutku, ponieważ ktoś go porzucił. Zostawił go ktoś i już nigdy nie będzie miał możliwości tej osoby zobaczyć.
Był tak naprawdę wilkiem znikąd i niewiele o sobie wiedział. Potrafił się przedstawić jedynie z imienia, dorzucając informacje o swoim wieku i rasie, które gdzieś zakorzeniły się w jego umyśle i nie odstępowały na krok. Czasem się zdarzyło, że budził strach i niepokój, ponieważ trafił do miejsca, gdzie naprawdę niemiło wspomina się Zerdinów, ale szybko zmieniali co do niego zdanie. I nie to wcale nie dlatego, że brali go za... mało inteligentnego. Nie.
Dalsze jego losy to nic szczególnego. Podróżował trochę tu, trochę tam. Nauczył się paru sztuczek, poznał parę wilków, aż w końcu dotarł do Królestwa Północy.
Inne:
– Posiada kremowy szalik, który w przeszłości należał do, zdaniem Ilyi, prześlicznej wadery... Nirena, takie imię nosi ten przedmiot.
– Nie odczuwa strachu (nie licząc tej jednej sytuacji związanej z samotnością), ale to nie wynika z odwagi, a raczej braku świadomości o zagrożeniu.
– W niektórych sytuacjach mentalnością przypomina szczeniaka.
– Czasami zabłyśnie inteligencją w tym dobrym świetle, ale to naprawdę czasami.
– Największy dyskomfort odczuwa w trakcie rozmowy z kimś, kto używa trudnych słów i buduje długie, skomplikowane zdania. Łatwiej się wtedy irytuje i wybucha złością.
– Teoretycznie dba tylko i wyłącznie o własną skórę, ale jeśli ktoś powierzy mu jakiekolwiek zadanie lub wyrazi mu swoją sympatię, zaczyna się troszczyć również o niego.
– Nie odczuwa bólu, stąd też jego trudności korzystania z samoleczenia (mocy).




Autor: Przecinek#1312 [Discord] || Kaory [konie/psy] || kaoryychan@gmail.com

Layout by Netka Sidereum Graphics