Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mordimer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mordimer. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 czerwca 2024

Od Mordimera, CD. Ametrine

Spojrzałem na szarą wilczycę w czarne plamy. Kim ona była i co tu robiła… potrzebowałem krótkiej chwili, by sobie przypomnieć, że miała po prostu pecha. To tyle. Jak na złość musiała obrabować jednego z naszych, niefortunnie trafiając na tego z mniejszą cierpliwością. Na usprawiedliwienie mogę rzec, że rana nie była zadana z naszej strony (przynajmniej jak mi wiadomo). Wiedziałem też, że nie będą jej trzymać tu wiecznie. Siedzi tu tylko po to, aby dostać nauczkę; przynajmniej staram się to im wmówić.
-  Zobaczę co znajdę – odparłem obojętnie, po czym się odwróciłem i skierowałem w drugi od lewej strony korytarz. Te wszystkie tunele nawet mnie potrafiły przyprawić o zawroty głowy, dlatego każdy z nas poznawał je pomału i po kolei, a potem korzystał z tych, które znał. Na szczęście przy istnieniu ryzyka zgubienia się, istniał fakt, że trafisz na swojego, który ci pomoże; za darmo lub też nie.
Wszedłem do pomieszczenia, w którym trzymaliśmy szpitalne i medyczne przedmioty. Znalazłem różnego typu strzykawki, nożyczki, pigułki, tabletki, bandaże, sole i tak dalej. Gdybym znał nazwy wszystkich tych przedmiotów, mógłbym je wymieniać cały dzień. Znalazłem to, o co prosiła mnie nowa zakładniczka, wcisnąłem wszystko do szmacianej torby, po czym wróciłem do więźniów.
Wróciłem do wilczycy, po czym położyłem przedmioty na ziemi. Rozejrzałem się. W pomieszczeniu nikogo nie było, jeśli nie licząc dwóch wilków rozmawiających ze sobą w korytarzu. Nie chodziło o to, że robiłem coś niedozwolonego, równie dobrze mogłem to zrobić przy grupie Krwistych, jednak im mniej inni widzieli, tym wszyscy lepiej spaliśmy. 
Ponownie podniosłem przedmioty, rozkazałem skrzydlatej samicy odsunąć się od krat, po czym wcisnąłem torbę do jej celi. Chwyciłem garstkę kluczy zawieszoną na metalowej obręczy, wiszącej na ścianie, wybrałem odpowiedni klucz i otworzyłem klatkę rannej samicy. Wolałem ją wypuścić i wiedzieć, że z ranną nogą nie ucieknie, niż ryzykować wypuszczenie skrzydlatej, w pełni zdrowej istoty. Wpuściłem więc szarą samicę do celi medyka, po czym oznajmiłem, że ma tylko kilka minut. Odszedłem od jej celi, aby położyć się przy ścianie.
Obserwowałem kątem oka jak samica odkaża, oczyszcza i bandażuje ranną nogę wilczycy. Mimo, że nie obserwowałem ich całkowicie, czułem, że rozmawiają i być może obmyślają plan ucieczki. Cóż, niech myślą – tylko niech nie zepsują mojego.
A więc tak: jedną z nich, tą ranną, byłem przekonany, że wypuszczą. Pojawiła się tutaj tylko i wyłącznie pod silnym wpływem emocji jednego z naszych i tak samo jak samiec ulegał swoim emocjom, tak samo łatwo można było wpłynąć na jego myślenie. Chciał jej dać nauczkę – dał. Ranna istota myśli, że tu zginie, spędzi tutaj swoje ostatnie dni i zginie jako młoda złodziejka. Na pewno chciałaby wyjść na wolność i być może jest w stanie samej sobie obiecać, że nigdy już niczego nie okradnie. Jeśli ma wyjść stąd żywa jest w stanie się zmienić. Wystarczy jeszcze tylko zagnieździć w jej sercu strach, że jeśli kogokolwiek poinformuje o tym, co się tutaj zdarzyło, jeszcze szybciej ci na górze się dowiedzą, że jest złodziejką i być może zabrała komuś bardzo wysoko postawionemu coś bardzo, ale to bardzo ważnego. 
Druga, ta skrzydlata, miała mniej szczęścia. Ciekawość, a może chęć bycia bohaterką popycha ją ku śmierci. Jak namówić szefa do tego, aby ją wypuścić jest proste, tak ciężej zapewnić go, że nie przekaże żadnych informacji, a takowe miała całkiem interesujące – kto okradł statek, w jakim miejscu się spotkali – informacje, za które na pewno mogłaby dostać również ochronę. Oraz, co ważniejsze, wie kim jestem. Akurat to można by podpiąć pod pomyłkę: wystraszona samica, przetrzymywana wbrew swojej woli, być może również zgwałcona, straciła część swojej świadomości i kontaktu z rzeczywistością, chcąc doprowadzić do sprawiedliwości, oskarża kogoś, kto wygląda podobnie do jej oprawców. A imię? Zasłyszane w rozmowach. Chociaż byłem pewny, że te kłamstwa, poparte przez emerytowanego komendanta wystarczą, nie gwarantowały one utrzymania mojej „pozycji” w tym świecie oraz, co ważniejsze, miałbym poważne kłopoty.
- Skończyłam – z zamyślenia wyrwał mnie głos skrzydlatej. Leniwie podniosłem się z ziemi, po czym przeniosłem szara wilczycę z owinięta raną do jej celi. Rozciągnąłem się, po czym odłożyłem klucze na miejsce. Podszedłem jeszcze do medyczki. Rozejrzałem się wokół, aktualnie miejsce było puste.
- Jeśli planujesz jej ucieczkę, wstrzymaj się do dwóch dni. A jeśli nie wiesz kiedy mija dzień, wstrzymaj się do mojego drugiego przyjścia – po tych słowach opuściłem to miejsce, wracając na powierzchnie. 

<Ami?>
Słowa:701

piątek, 3 lutego 2023

Od Mordimera, CD. Ametrine

 Szarpała się przez moment. Była to krótka chwila, podczas której zdałem sobie sprawę, jak bardzo niektóre wilki są dociekliwe. Nie bez powodu istnieje powiedzenie „Ciekawość prowadzi do piekła”. Ciekawość właśnie ją tam zaprowadziła. Powiedziałbym, że trafiła nawet gorzej, ale jeszcze nie stwarzała tak dużego problemu. Kłopoty mogły się pojawić wtedy, kiedy przekaże informacje straży. To, że ktoś obrabował statki było oczywiste – i tylko taka informacja miała krążyć wśród stróżów prawa. Kto i gdzie – nie.
W pewnej chwili rozważałem trzy wyjścia. Pierwsze – wypuścić ją. Wiedziałem jednak, że od razu poleci do strażników, przekaże jak wyglądaliśmy i opowie o tym miejscu. W najgorszej sytuacji będę ja się znajdować, ponieważ samica mogła mnie opisać ze wszelkimi szczegółami, gdyby się postarała, opisałaby nawet mój głos. Druga opcja, to pozbycie się jej. Szybkie i sprawne pozbycie się kłopotów. Jednak nie po to starałem się ją wygonić z portu, aby teraz zabijać, nie ważne jak bardzo byłbym na nią wściekły. Trzecia opcja, to przetrzymywanie jej – ale po co? Do niczego nam nie jest potrzebna, zero informacji, zero współpracy, zero pożytku. „Zaprosić” do gangu nie można, bo nikt nie zagwarantuje jej zaufania, a podejrzewam, że grałaby wtedy na dwa fronty (ja bym tak zrobił). Więc po co ją przetrzymywać? Najlepiej byłoby zabić. Ojciec chociaż by się nie dowiedział jaka ze mnie fajtłapa, że zwykłego przechodnia nie zdołałem odpędzić.
- Co tam masz? – usłyszałem za sobą głos. Nie odwracałem głowy.
- Szpiega – odpowiedziałem. Obok mnie pojawił się bordowy wilk o zielonych oczach. Był większy i masywniejszy niż ja (ale głupszy).
- Oooo ale ładna – rozmarzył się. – Mogę się nią pobawić, zanim ją zabijemy? Prooooszę – błagał, a ja tylko westchnąłem. – Pójdzie mi szybko i sprawnie – samiec zaczął się do niej zbliżać.
- Jesteś obrzydliwy – fuknąłem. – Nie wiadomo nawet gdzie się szlajała. Jeśli już masz jakąś gwałcić, to chociaż znajdź czystą i porządną samicę, od której się niczym nie zarazisz – wyjaśniłem mu na czym polegał problem. – Po za tym, nie możemy jej zabić – dodałem jeszcze.
- Ale jesteś nudny – mruknął pod nosem, pochylając się nad samicą i wciągając do nozdrzy jej zapach. – Pachnie przyjemnie.
- Nie mamy na to czasu, zaraz musimy stąd iść, więc powściągnij swoje chore zapędy i przyprowadź mi kogoś ze starszych.
Samiec przekręcił oczami, ale posłusznie zniknął mi z oczu i wrócił do środka. Samica przez moment patrzyła się na mnie jakby rozzłoszczonym spojrzeniem, ale nie pozwoliłem jej mówił, przyciskając jej pysk do ziemi. Siedząc tak przed nią, obserwowałem jej jasne futro, aż w końcu westchnąłem.
- Jacy wy jesteście upierdliwi – mruknąłem pod nosem. – Dlaczego jak macie szanse, to omijacie ją szerokim łukiem – podniosłem łeb do góry by spojrzeć na księżyc. ,,A gdyby tak wszystkich wymordować?” przeszło mi przez myśl.
Po jakiejś chwili obok mnie pojawił się nie kto inny, jak Hayli. Spojrzała na samicę, po czym wybuchnęła krótkim, ale głośnym śmiechem.
- To rzeczywiście się jej pozbyłeś – zakpiła ze mnie. Spojrzałem zirytowany na  bordowego wilka i dostrzegłem uśmiech na jego pysku. Przyprowadził ją specjalnie, wiedząc, co się niedawno wydarzyło. Jak ja go nienawidziłem. – Co chcesz z nią zrobić? – zapytała, a ja milczałem. Dalej nie miałem pojęcia.
- Mówi, że nie możemy jej zabić – wtrącił się samiec, a ja go tylko spiorunowałem wzrokiem.
- Mógłbyś zobaczyć czy z tyłu nie ma jakichś słabych zwierzątek do zmiażdżenia? – zaproponowałem mu, chcąc mu dać do zrozumienia, że nie jest tu mile widziany. – Możemy narobić sobie kłopotów, przy zabijaniu cywili – wyjaśniłem samicy.
- Nie wiecie, że przy ofierze nie mówi się o swoich planach? – usłyszałem z tyłu niski głos, należący do wuja. Położyłem po sobie uszy; miał racje, a ja tak łatwo o tym zapomniałem i sprowadziłem się do poziomu amatora. Jakby ojciec to zobaczył… - Jeśli nie wiesz co z nią zrobić, to ją na razie przetrzymaj – mówił do mnie. – Tylko pamiętaj, że raz w tygodniu jest Czyszczenie – skinąłem głową. Wuj spojrzał na dwa pozostałe wilki i kazał im wrócić. Gdy się oddaliły, podszedł do mnie i wyszeptał na ucho:
- I pomyśl sobie, kogo byś nie chciał za wroga.
Gdy basior się oddalił, pozostawiając mnie samego z samicą, która się wszystkiemu przyglądała, wiedziałem już, że czeka mnie długa noc. Musiałem ją przetransportować do podziemi, do jednej z części, w której mamy możliwość przetrzymywać wilki. Grota jest specjalnie do tego przystosowana, aby nikt nie uciekł. Przetransportować ją musiałem przy pomocy swojej mocy zmiany bodźców. Nie chciałem jej uderzać, aby straciła przytomność, dlatego podczas naszej podróży sprawiłem, że niczego nie widziała, niczego nie słyszała oraz niczego nie czuła. Jakby była w pustce – a wszystko po to, aby nigdy miejsca nie odnalazła, jeśli jakimś cuda uda jej się to przeżyć.

<Ami? >

Słowa: 746 = 43 KŁ

piątek, 27 stycznia 2023

Od Moridmera, CD. Vallieany

Od informatora dostałem kilka wskazówek na temat mojego obiektu obserwacji. Dziesięcioletnia wilczyca, rasy Zerdin, zielarka zamieszkała w dystrykcie II, charakterystyczna czarno-biała samica z bardzo silną magią. Informacji o niej było nie wiele, z tego względu, że były zbierane na szybko. Samica nigdy nie wystąpiła w żadnym temacie Krwistych, była niczym kropelką wody w oceanie ropy: nawet, gdyby się pojawiła, nikt jej by nie zauważył.
Samica od trzech dni leżała w szpitalu. Tylko raz do mniej przyszedłem. Zobaczyłem jej pysk przez szklane wejście, po czym wszedłem do jej sali. W pomieszczeniu były jeszcze trzy wilki, tylko jeden miał otwarte oczy i mi się przyglądał.
- Trafiła w ciężkim stanie – skomentował przyglądający mi się wilk. Zerknąłem na niego kątem oka, a potem przyjrzałem się samicy.
- To nie ona – powiedziałem na głos, po czym odwróciłem się do niej plecami.
- Hm? – nieznajomy chciał wiedzieć, o czym mówiłem.
- Szukam kogoś innego, myślałem, że to ona – skłamałem, po czym wyszedłem z sali i skierowałem się do wyjścia. Okłamałem nieznajomego po to, aby przypadkiem, gdy samica się wybudzi, nie zechciałby się z nią podzielić informacją, że ktoś ją odwiedził.
Na moje szczęście nieznajomy wilk wyszedł dwa dni później, przed jej otwarciem oczu.

Potem już nie przyszedłem. Kontrolowałem wyłącznie moment, w którym opuści lecznice. Podczas gdy ja mogłem spokojnie siedzieć i czekać, ponieważ wilczycy nie groziło żadne niebezpieczeństwo na razie, inni nie mieli tak lekko. Do odnalezienia mordercy wyznaczono kilka wilków, które pracowały dzień i noc. Zbieranie informacji było najlżejszą częścią ich zadania. Najciężej było stanowić ochronę dla naszych lekarzy tak, aby o niczym się nie dowiedzieli.
Cieszyłem się, że moje zadanie było łatwe – przynajmniej na początku.

Czarno-biała istota w końcu wyszła ze szpitala. Mimo, że mogła długo spać, wyglądała na zmęczoną. Przyglądałem się jej z daleka. Nie sądziłem, aby mogło jej się teraz cokolwiek stać: tak w biały dzień, na otwartej przestrzeni, wypełnionej innymi wilkami, będących idealnymi świadkami morderstwa. Samica najpierw zaszła do swojego domu: przynajmniej tak mogłem twierdzić, skoro zawitała do II dystryktu i jakby nigdy nic wkroczyła w progi mieszkania. W tym czasie ja postanowiłem coś zjeść. Niedaleko jej domu znajdowała się mała restauracyjka, w której serwowali owoce morza: mimo, że nie byłem ich miłośnikiem, łosoś przechodził mi przez gardło bez problemu. Po za tym trzeba jeść ryby, jak to mama mówiła.
W lokalu usiadłem tak, aby mieć oko na jej drzwi. Po zjedzonym posiłku, czekałem na nią jeszcze kilka minut, aż postanowiła wyjść na świeże powietrze. Ruszyłem za nią, zastanawiając się, czy takie śledzenie miało jakiś większy sens. Bezpieczniejsza będzie, jeśli będę miał ją na oku, ale takie śledzenie prędzej czy później wykryje, w końcu każdy z nas (albo przynajmniej większość) czuje, gdy jest ktoś nas obserwuje. Samica w końcu nabierze podejrzeń, będzie kojarzyła moją aparycję, aż w końcu weźmie mnie za jej oprawcę. Nie było mi to na łapę, więc postanowiłem spróbować czegoś innego: poznać ją.
Wilczyca weszła do karczmy, a ja za nią po kilku chwilach. Stała przy ladzie i zaczepiła karczmarza. Bez ogródek usiadłem trzy miejsca od niej, również po to, aby wiedzieć, o czym rozmawiają.
- …torby? – usłyszałem końcówkę jej wypowiedzieli. Szary wilk stojący przy butelkach popatrzył na samicę, przez chwilę się zastanowił, po czym pokręcił głową.
- Jeśli zostawiłaś tutaj cokolwiek, prawdopodobnie ktoś już to sobie wziął – skomentował, po czym wrócił do obsługiwania klientów. Wilczyca zmarnowała westchnęła.
- Zgubiłaś torbę? – odezwałem się do niej.

<Vallieana?>
 
Słowa: 553 = 33 KŁ

czwartek, 27 października 2022

Od Mordimera - event Halloween, quest I „Rozbitkowie własnych ciał”, cz. II

 Tego roku postanowiliśmy razem z Ruth wybrać sobie nawzajem kostiumy. W głębi duszy wiedziałem, że nie będzie to najlepszy pomysł, jednak doszliśmy do tego porozumienia, ponieważ żadne z nas nie mogło nic wymyślić i okazało się, że wymyślenie kostiumy dla drugiego wilka jest o wiele prostsze. Więc jak to się skończyło? Ją przebrałem za wróżkę zębuszkę, ponieważ jak twierdziła, już od dawna nie była szczeniakiem, więc takie dziecinne rzeczy ją najbardziej denerwowały. Słysząc, jak mówiłem o jej różowym kostiumie, nie chciała się zgodzić, dopóki ja nie przyjąłem jej propozycji: kostium zombie tancera. Miał to być błyszczący srebrny kostium zombie, którego historię kiedyś usłyszeliśmy od dziadków. Była to opowieść wilka, który został zabity nożem podczas tańca i od tamtego czasu szuka zemsty. Dlaczego Ruth zaoferowała mi taką propozycje? Ponieważ uznałem tę historię za jedną z największych bredni, jaką kiedykolwiek usłyszałem i szczerze powiedziawszy, będzie mi wstyd wyjść na zewnątrz w tym kostiumie. Mimo tego zgodziłem się z jednego względu – by móc zobaczyć reakcje Ruth, gdy już wyjdzie w różowym kostiumie na miasto i zobaczą ją znajomi. Między nami istniała pewna bardzo widoczna różnica – ją bardzo obchodziło to, co inni o niej myślą.
Jak co roku moja młodsza siostra ruszyła ze znajomymi – bo dłuższej rozmowie o tym, że jeśli będą się z niej nabijać, ona ich nabije na palik – po cukierki, a ja skierowałem się do swoich znajomych wilków, którzy dowiedzieli się o jakiejś promocji w barze i zamierzali to wykorzystać. Niestety wpierw jednak straciliśmy dużo czasu na namówienie młodszego brata mojej znajomej na wyjście z pokoju. Okazało się, że wczoraj Feliks nasłuchał się strasznych historii od swoich rówieśników i nie chciał wyjść z pokoju, co również zatrzymywało Nalę, ponieważ miała oddać go pod opiekę sąsiadce, w której domu odbywała się właśnie impreza urodzinowa najmłodszej osóbki w tamtej rodzinie. Nie mam pojęcia jak długo zapewnialiśmy go, że jeśli wyjdzie na zewnątrz, żaden dyniowaty potwór nie pożre jego mózgu, ale po wielu nieudanych próbach i kilku momentów szarpaniny między siostrą a bratem, udało nam się go wyciągnąć. Gdy Nala była wolna, pognaliśmy do karczmy z nadzieją, że karczmarz nie postanowił zrezygnować z promocji, przez dużą ilość chętnych.
Kto by pomyślał, że strachliwy Feliks w pewnym sensie uratuje nasze wilcze ciała.
Gdy dotarliśmy na miejsce, z karczmy wybiegły trzy wilki. Zaniepokoił nas ich strach w oczach oraz krzyk jednego z nich – nie wyglądało to jak zwykłe halloweenowe przedstawienie. Tym bardziej, że ze środka budynku wydobywały się krzyki przerażenia, a potem zaczęły wybiegać kolejne wilki i… pająki.
- Co się dzieje?! – usłyszałem z boku i spojrzałem na przyjaciela, który zatrzymał jednego z uciekającym wilków, chcąc się rozeznać w sytuacji. Niestety kiedy obok nich przebiegł ogromny pająk oboje zaczęli uciekać. Nigdy w życiu nie widziałem tak ogromnych pająków, może raz we śnie, ale wtedy wiedziałem, że to tylko koszmar.
- W nogi! – ruszyliśmy w jednym kierunku, aż nie dotarliśmy do głównego rynku. Musieliśmy odetchnąć oraz dowiedzieć się, co się stało.
W ciągu godziny jedyne, co udało nam się ustalić to to, że w karczmie wilki zamieniły się w pająki. Na początku sądziłem, że to halloweenowy dowcip, jakiś psikus, ale kiedy w całym królestwie zaczęły biegać zmutowane pająki, wiedziałem, że nie była to robota małych dowcipnisiów.
- Musze znaleźć Ruth! – gdy tylko przypomniałem sobie o tej małej wredocie, opuściłem moich towarzyszy, by pognać tam, gdzie zawsze zbierała cukierki, czyli do jednej z najbogatszych dzielnic w królestwie. Znalazłem ją niemal od razu, ponieważ jej różowy strój wybijał się pośród ciemnych postaci.
- Morty! – siostra ruszyła biegiem w moją stronę. Zauważyłem, że nie miała przy sobie koszyka na cukierki.
- Nic ci nie jest? – samica pokręciła głową i opowiedziała o pająkach, które pojawiły się jakiś kwadrans temu. – Jakaś pani powiedziała, że to przez alkohol w karczmach. Coś było w środku i pozamieniało wilki w pająki – słysząc tę historię, byłem prawie skłonny uznać ją za równie kiepską historię jak tę o tancerzu zombie, ale w tej chwili miałem przed sobą niezbite dowody, w postaci ośmionożnego stwora chodzącego po ścianie. – Chodźmy do domu – powiedziałem do Ruth, która się zgodziła, twierdząc, że nienawidzi tego kostiumu. Przyznałem jej racje.
W drodze powrotnej, którą pokonaliśmy biegiem, tak jak pozostałe wilki, które nie przeszły mutacji, zostałem zatrzymany przez Nalę.
- Tu jesteś – powiedziała łapiąc oddech. Z nas wszystkich ona miała najgorszą kondycję. – Idź do basiorów, potrzebują twojej pomocy.
- Nie zostawię Ruth – Nala stwierdziła, że nie musze się niczego obawiać, ponieważ sama zmierzała do brata, więc mogła się zająć małą pyskatą Ruth. Zgodziłem się, po czym samica pokazała mi kierunek, w którym miałem się udać. Samców spotkałem po przebiegnięciu kilkuset metrów. – Słyszałem, że potrzebujecie pomocy.
Okazało się, że sprawa szybko doszła do uszu władz, które postanowiły natychmiast zająć się tą dziwną sytuacją i poprosiły o pomoc w zebraniu wszystkich pająków, które potencjalnie są wilkami (miałem nadzieje, że wszyscy nimi byli). Mieliśmy je złapać, bądź przyprowadzić jeśli się okaże, że nie są agresywne, na główny dziedziniec, gdzie mieli zostać odczarowani. Jak? Prawdopodobnie sami jeszcze tego nie wiedzieli.
- Jak coś, mamy siatki – stwierdził Cloud, po czym zarządził podział w trzy osobę grupki. Ja wylądowałem z Cloudem i Vegithem w jednej, po czym ruszyliśmy na halloweenowe tropienie potworów, jak to nazwał jeden z moich towarzyszy.
Nie wiedziałem od czego to zależało, ale jeden pająk był agresywny, a drugi nie. Ten pierwszy chciał nas zaplątać w swoją sieć i utopić, a ten drugi nam pomachał i grzecznie ruszył za nami. Jeśli coś mówiły, nie rozumieliśmy ich, a jeśli wilki zamienione w pająki były tego świadome, to ten pierwszy albo był bardzo przerażony, albo nie był jednym z nas. Okazało się, że całkiem sporo wilków zostało przemienionych w pajęcze stworzenia, a kiedy my przyprowadziliśmy naszą drugą ofiarę, w królestwie odnaleziono lekarstwo. Prawdopodobnie dopiero jutro się dowiem, co tak naprawdę było w alkoholu oraz w tym lekarstwie, ale tego, kto to zrobił, będą szukać przynajmniej jeszcze kilka dni.
Znaleźliśmy jeszcze dwa pająki. Jeden był o wiele mniejszy, wyglądał jak dziecko tego drugiego. Co ciekawsze, oboje się nie ruszali, a kiedy podszedłem do nich bliżej, wiedziałem czemu. Śmierdzieli alkoholem.
- To na pewno są wilki – stwierdził Cloud, który wyciągnął siatkę. – Chyba pierwszy raz użyje jej nie do obezwładnienia, a do przeniesienia kogoś – stwierdził z lekkim smutkiem w głosie. Posadowiliśmy upite ciała na sieci, po czym zaczęliśmy je ciągnąć na dziedziniec.
Stwory były ciężkie – przynajmniej ten większy. Porządnie się namęczyliśmy, nim dotarliśmy na miejsce. Okazało się również, że niemal wszyscy zostali już odczarowani, dlatego nasze dwie upite ofiary dostały swoje lekarstwo jak na zawołanie. Najpierw zniknęły kończyny i przez moment na siatce leżały dwie czarne kule. Potem ciała się wydłużyły, tworząc na swoich końcach szyje i ogon. Następne były łapy, wilczy pysk, a na sam koniec ich naturalna sierść. Zmieniło się również to, że ten większy ogromnie chrapał.
- Widać nie próżnowali – stwierdził Cloud. – Znam go, to Barry. Chodź Vegith, zaniesiemy go do domu.
- A ta niebieska? – zapytałem, wskazując na mniejszego wilka, śpiącego tak samo twardym snem jak Barry.
- Ja jej nie znam – Cloud wzruszył ramionami.
- Pracuje chyba w świątyni – dodał Vegith. Westchnąłem, po czym do niej podszedłem i zarzuciłem ją sobie na plecy.
- Więc będzie miała piękny poranek. Od razu będzie mogła popracować.

Nagroda: 150 KŁ + 10 punktów intelektu

poniedziałek, 3 października 2022

Od Mordimera do Vallieany

*wątek jest kontynuacją wątku Vallieana i Artem*

Ważną rzeczą, pojawiającą się nie tylko w mafii, ale i w polityce, a nawet w zwyczajnym życiu szarych wilków, są kontakty i łapówki. Mówi się, że bez nich świat byłby piękniejszy – wilki pracowały by na swoją karierę, zamiast chodzić na skróty, politycy odpowiadaliby na swoje grzechy tak, jak zwyczajni obywatele, a mafiosi nie wymigiwali się od kary pieniędzmi. Jednak wszystko ma swoje drugie oblicze, a większość tych obliczy wiążę się z powstrzymaniem zbędnej paniki, którą utworzyłyby wilki, gdyby dowiedziały się o czymś „okropnym”, a raczej o czymś, co zostało zniszczone i może zostać naprawione w kilka dni. Dla nas łapówki były na porządku dziennym, a kto z nich najwięcej dostawał? Lekarze, pielęgniarki i cały personel medyczny. Do oglądania większości ran potrzebni są specjaliści, a jeden lekarz nie obskoczy wszystkich Krwistych, dlatego na terenie królestwa większość medyków, gdyby byli bardziej zainteresowani, mogliby wskazać członków mafii. To był ważny powód, dla którego dbaliśmy nie tylko o nasze interesy, ale również o te istoty, które były nam potrzebne.
Jednak coś zaczęło się psuć tydzień temu. Mój ojciec został wezwany na jedną z ich narad, na które jeszcze nie miałem wstępu. W tym czasie siedziałem z Gardem, młodym wilkiem starszym ode mnie jedynie o dwa miesiące, który Krwistych traktował jak swoją rodzinę – nie było się czemu zdziwić, skoro jeden z głównych wilków znalazł go w koszu na śmieci i przygarnął. Rozmawialiśmy wpierw z samcem o rzeczach przyziemnych, jak o okropnym żarciu w nowym pubie czy złotym oświetleniu na bogatej jaskini. Potem jednak przeszliśmy do tematu, który był poruszany na naradzie. Od Garda się dowiedziałem, że w ciągu tygodnia zmarło dwóch medyków, którzy się nami zajmowali. O szczegółach ich śmierci dowiedziałem się potem, kiedy ojciec wyszedł ze spotkania i stwierdził, że mam ważną misję.
Pierwszy medyk ponoć zmarł na atak serca. Miało to sens, ponieważ był to starszy wilk, jednak znalezione w jego jedzeniu resztki arszeniku skutecznie zniszczyły tę tezę. Drugi wilk ponoć się powiesił, żona znalazła go w domu, gdy było już po wszystkim, jednak późniejsze dowody na to, że ktoś mu groził, a na łapach miał ślady sznura, również zbiły tę tezę na ziemię. Nasza hipoteza była jednogłośna: ktoś niszczył naszych medyków. Przynajmniej tak sądziliśmy, że „naszych”, do czasu, gdy się okazało, że następna osoba, która wylądowała w lecznicy, nie dostawała od nas łapówek.
- Valieana, zielarka, zamieszkała w Dystrykcie II – powiedział ojciec, kiedy wracaliśmy do domu.
- Skąd wiecie, że teraz jej kolej?
- Stu procentowej pewności nie ma, ale nasz donosiciel mówi, że są na to duże szanse. W każdym razie, zajmiesz się tą sprawą.
- Ja? – zapytałem zdziwiony.
- Tak. Zielarka nie jest nam do niczego potrzebna, nie mamy niezbitych dowodów na to, że jest kolejna na liście, więc taki nieogarnięty młodziak może się tym zająć.
- No tak, jeśli mi się nie uda, nie będzie nikt płakał.
- Dokładnie – jego ton się nie zmieniał, a ja wyczuwałem w niej chłód. Z jednej strony cieszyłem się z tego zadania, nie musiałem nikogo porywać czy ogłuszać, a wręcz przeciwnie, miałem sprawdzić, czy komuś nie groziło niebezpieczeństwo. Minusem jednak było to, jakim słabym i nędznym członkiem Krwistych byłem w oczach ojca. 
No cóż zielarko, widzimy się już wkrótce.
<Valieana?>
Słowa: 519 = 31 KŁ

czwartek, 29 września 2022

Od Mordimera – ,,Zjawy ze snów", część I

*Wszystkie historie w serii “Zjawy ze snów“ dzieją się w snach Mordimera*

Siedziałem na stromym klifie, owiewany przez chłodny, poranny wiatr. Słońce za mną wstało kilka chwil temu i mimo tego, że pozwalało mu rzucać długi cień przede mną, urwisko nie pozwalało mi go oglądać. Znikał gdzieś w przestrzeni, a mój umysł nie skupiał się na nim. Obserwowałem horyzont. Wiatr wzburzał wodę, fale uderzały o ostre i wysokie skały, a tafla wody mieniła się od pierwszych promieni słońca. Gdzieś w oddali majaczył jeszcze okrągły księżyc, który za moment miał całkowicie zniknąć. Las po mojej lewej szumiał groźnie, pozwalając wiatrowi zabierać liście z usychających drzew. Granatowe morze nie wyglądało tak groźne jak ciemny las, a mimo tego długo go obserwowałem. Doszły nas wieści i stworze tam grasującym. Sprawił, że cała zwierzyna zniknęła. Początkowo sądziliśmy, że uciekła, ale gdy odnaleziono zwłoki zdechłego dzika, a potem jenota, wiedzieliśmy, że las umiera. Najpierw zwierzyna, a potem drzewa. Zaczynało się od ich korzeni, które usychały i obumierały, nie pozwalając drzewu pobierać niczego z ziemi. Mimo, że był kategoryczny zakaz wkraczania do lasu, wiedziałem, że muszę się dowiedzieć, co tam się działo. Chciałem zobaczyć tego potwora. Nie była to szczenięca ciekawość, nie była to głupia odwaga, nie była to niewiara w słowa dowódców. Był to mój obowiązek, jako syn leśnika. Mój ojciec badał tę sprawę od samego początku, jako jedyny wchodził do lasu i wracał z jakimiś informacjami. Mówił o bestii, demonie bez ciała, o czarnej mgle pożerającej wszystko co żyje. Twierdził, że zna potwora ze starych legend, ale nie chciał się nią podzielić, póki nie będzie pewny. W tym celu wypłynął wiele dni temu na zachód. Miał wrócić nie tylko z wyjaśnieniem, co to jest, ale również z czymś, co jak twierdził, mogło nam pomóc. Niestety niebezpieczne wody na zachodzie nie wróżyły powodzenia tej misji. Wierząc jednak w swojego rodziciela oraz w swoje siły, wiedziałem, że nam się uda. To niemożliwe, aby Klan Skarabeusza wyginął, tylko dlatego, że coś się zalęgło w naszym lesie.
 
<CDN>
Słowa: 317 = 21 KŁ

piątek, 19 sierpnia 2022

Od Mordimera, do Ametrine

 Spojrzałem na granatowe morze i na niebo o tym samym odcieniu niebieskiego, które sprawiało, że niebo i morze się łączyło. Gdyby nie statki płynące na horyzoncie, nie można by było stwierdzić, gdzie się kończy jedno, a rozpoczyna drugie. Zapowiadało się na deszcz, to była tylko kwestia czasu, nim pierwsze krople wody dotkną ziemi. To była jedna sprawa. Druga, o wiele ważniejsza, płynęła właśnie przed nami. Duży statek wypełniony różnymi drogocennościami, od zwykłych obrazów po złote wisiory. Zadanie specjalne dla najlepszych – czyli nie dla mnie. Ja się tylko załapałem, aby „podziwiać” mojego ojca w akcji. Statek był dobrze strzeżony; na wodzie, a potem na lądzie. Ryzyko jest warte swojej ceny, ale żeby je zmniejszy, w szeregi zabrano tylko najstarszych i najbardziej doświadczonych członków Krwistych. Z jednej strony powinienem być dumny, że mój ojciec jest za takiego uważany, z drugiej kiedy myślę o ich celu, duma momentalnie miesza się z żalem, a nawet w nim zanika.
Siedziałem przy dużej, starej, zardzewiałej kotwicy, obserwując wodę. Nadpływali. Plan był już opracowany. Każdy wiedział, gdzie ma się skryć, co zrobić, ile ma na to czasu. Okazywało się, że w takich momentach każda sekunda była ważna, każda sekunda mogła odegrać ważną rolę w twoim życiu lub najprościej rzecz ujmując: zdecydować czy przeżyjesz, czy umrzesz. Moim zadaniem była obserwacja i nauka. Miałem oglądać całe zajście, zastanawiać się nad ich każdym posunięciem, uczyć się ich sztuki walki, skradania się, kłamania i porywania. W tym celu ukrywałem się między skrzyniami – w cieniu. Nim jednak doszło do rozpoczęcia akcji, Hayli, najmniejsza samica w gronie ale o najostrzejszych zębach i pazurach, dostrzegła nieprzewidzianego gościa.
Skrzydlata wilczyca pojawiła się na moście. Rozglądała się na boki, jakby czegoś szukając.
- Zajmę się nią – dodała Hayli. Wszyscy przytaknęli, prócz mnie. Wiedziałem, jak to się mogło skończyć dla nieznajomej. Chociaż Hayli nie była pełna mordu i nie chciała pozabijać każdego na swej drodze (gdy nie pracowała), to jednak samica nie wiedziała co to jest charyzma, ani ile siły może włożyć w swoje czyny. Wszyscy jednak wiedzieli, że nie miała cierpliwości.
- Lepiej ja pójdę – odezwałem się.
- Zabrałem cię tu, abyś się uczył – powiedział ostro mój rodzic. Posłałem mu spokojne spojrzenie.
- Uczę się każdego dnia, a jeśli ta wilczyca będzie bardziej uparta, niż się wydaje, to Hayli ją rozerwie na strzępy i będą niepotrzebne kłopoty – wyjaśniłem.
- Niech młody idzie – odezwał się Cole, do którego częściej mówiłem „wujku” niż po imieniu. Wilk był starszy od mojego ojca i nadzwyczaj chętny do zabawy ze szczeniakami. – Wszyscy mamy co robić, nikt nie ma czasu na niezaproszonych gości – dodał, patrząc na mojego ojca, który tylko skinął głową i popchnął mnie w kierunku wadery. Hayli posłała mi niezadowolone spojrzenie, po czym wróciła do grupy. Gdy oni się rozproszyli i zajęli swoje miejsca, podszedłem do nieznajomej.
- Cześć. Szukasz czegoś? – zapytałem, zwracając na siebie jej uwagę. Wadera była niższa ode mnie, jednak przez skrzydła dawała odwrotne wrażenie. Miała futro w różnych odcieniach beżu, brązu i bieli. Fioletowe oczy zaczęły mi się przyglądać.
- Tak, szukam znajomego, często tu przesiaduje – wyjaśniła. – A ty…
- Jestem Morty – przedstawiłem się. – Jestem pewien, że nie ma tu twojego znajomego – samica pomachała ogonem.
- Skąd taka pewność?
- Właśnie płynie statek z innego regionu. W porcie jest masa straży. Jeden z nich kazał mi opuścić port. Podejrzewam, że albo płynie coś wartościowego albo ktoś ważny. W każdym razie tobie też każą stąd znikać – wyjaśniłem.

<Ametrine?>
Słowa: 550 = 33 KŁ

Mordimer


Autor arta: Adulara
,,Ten, kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni."
Imię: Mordimer. W skrócie - Morty
Ród: Skarabeusza
Wiek: 7 lat i 8 miesięcy
Płeć: Basior♂
Rasa: Mieszanka Fenris, Folix i Rasmith
Stan: Mieszkaniec
Stanowisko: Grabarz
Upomnienia: 0
Charakter: Morty to bardzo miły i towarzyski basior. Każdy czuje się przy nim, jakby znali się od małego. Charyzmatyczny wilk, często trzymający w dłoni pałeczkę i prowadzący swoje owieczki do celu. Troszczy się o innych i wierzy w lepszy świat. Wyobraża sobie świat, w którym wszyscy są równi i nikt nie czuje się zagrożony. Marzyciel, jednak stara się stąpać twardo po ziemi. Nie wierzy w taki idealny świat, dlatego pozostaje przy obronie swoich przyjaciół. Wierny jak pies, ale nie głupi. Nie łatwo jest zdobyć jego zaufanie. Można powiedzieć, że jest zbyt szczery oraz zbyt miły. Nie sprawia mu kłopot komplementowanie innych, kiedy jednak słyszy dobre słowa w swoim kierunku, nie wie, jak się zachować. Ma problem z opisaniem swoich uczuć i często po prostu zmienia temat.
Skoro jest taki sympatyczny i wierzy w lepszy świat bez bólu i cierpienia, jak może być członkiem gangu? Otóż wszystko ma drugie dno. Tak samo jak jest bardzo optymistyczną osobą, która zarzuci żartem i która wesprze w gorszych chwilach, potrafi być bezlitosny i okrutny. Pracuje w mafii i nie raz robił okropne rzeczy: sprzedał narkotyki małoletniemu i oglądał, jak się zatacza, sprzedał na czarnym rynku porwane niemowlę i oglądał żałobę prawdziwych rodziców, wywiózł z miasta zbrodniarza i oglądał jak szuka go sprawiedliwość. Ma to jednak swoja tajemnicę. Chce pozostać członkiem gangu, aby móc ratować wilki. Wielu wilkom grozi śmierć, dlatego w nocy potajemnie przekazuje im wiadomości o zbliżając się zagrożeniu. Aby pozostać członkiem gangu i ratować niektóre wilki, musi wykonywać rozkazy. Nie zawsze mu się to podoba. Są rzeczy, których żałuje, są rzeczy, które chciałby cofnąć, ale zamiast tego brnie dalej. Jak sobie z tym radzi? Wyzbył się wszystkich uczuć. Nie odczuwa już szczęścia ani smutku, żalu i bólu. Jedyne, czego nie może się pozbyć ze swojego umysłu, to złości. Ma w sobie ogromne pokłady nienawiści i każdego dnia ma ochotę kogoś zabić, a wszystkie pozytywne emocje, jakie ukazuje, są wyuczone.
Nie brzydzi się krwi ani bólu, niektórzy nazwali by go szaleńcem, ponieważ strach i ból popędza go do działania. Im większy, tym bardziej uparty. Nie potrafi odpuścić, ma ogromnego ducha walki i nienawidzi się ani poddawać, ani przegrywać. To drugie znosi z ciężkim bólem.
Jeśli go lepiej poznasz, a on otworzy się przed tobą jako prawdziwy Morty, a nie jako członek gangu bądź fałszywie optymistyczny grabarz, okażę się, że jest bardzo kruchy i delikatny. Boi się odrzucenia, jest słaby psychicznie i niestabilny emocjonalnie. Stara się to ukrywać, aby być wzorcem dla innych, jako silny i niezależny wilk. Wierzy, że kiedyś będzie lepiej.
Wygląd: Duży wilk o krótkiej, czarnej sierści. Jego całe ciało jest ciemne, nie odziedziczył po matce żadnych jaśniejszych plam. Wygląda jak jego dziadek, z ta różnicą, że oczy odziedziczył po obu rodzicach: jedno oko jest granatowe, a drugie jasnoniebieskie. Ma długi, wąski ogon, którego długość można porównać do połowy długości basiora. Samiec jest silny, ma atletyczną budowę ciała, ale jest smukły. Jego budowa ciała pozwala mu na zwinne i szybkie poruszanie się. Tylne łapy są szersze od przednich, co pozwala mu na wysokie i długie skoki. Długość sierści nie chroni go przed zimnem, na szczęście naturalnie jest przyzwyczajony do niższych temperatur. Plusem są małe uszy i krótki pysk.
Żywioł: Cień, Percepcja, Energia
Moce:
- Telekineza,
- Zamiana w cień. Wilk może ukryć się w cieniu. Na pierwszy rzut oka jest niewidoczny, ale wystarczy trochę uwagi i można go zauważyć, jeśli cień, w którym zniknie, jest mały. W nocy może poruszać się w ciemności, będąc niewidoczny. Ponad to samiec może przeniknąć przez ściany, jeśli są skąpane w ciemności. Gdy Morty przebywa w cieniu dłużej niż trzy minuty oraz przeskakuje przez ściany więcej niż dwa razy na noc, zaczyna tracić siebie; jego ciało ulega rozkładowi a umysł zatraca się w ciemnościach. Używając mocy jest podatny na obrażenia,
- Zaginanie rzeczywistości. Działa podobnie jak iluzja, jednak zamiast tworzenia iluzji, którą wszyscy widzą, moc działa na umyśle jednego osobnika. Ofiara widzi świat inaczej, może widzieć coś innego niż pozostali, a nawet robić: może jej się wydawać, że biegnie lub walczy, a w rzeczywistości stać w miejscu. Moc trochę ryzykowna, ponieważ zdarza się, że wilk nie może opanować całkowicie umysłu ofiary, która zamiast widzieć to, co on chce, widzi to, co ona chce; więc jeśli jego ofiara jest w głębi duszy wojownikiem i będzie chciała walczyć ze zbirem, jej umysł wykreuje taką rzeczywistość. Co jest w tym ryzykownego? Ofiara nie otrzymuje żadnych ran z wymyślonego świata, w przeciwieństwie do posiadacza mocy, który przyjmuje na siebie wszystkie ataki,
- Wpływanie na zmysły. Moc bezpieczniejsza od wcześniejszej. Wilk może panować nad zmysłami drugiego wilka lub panować nad bodźcami, które do niego dochodzą. Może sprawić, że wilk poczuje inny zapach, usłyszy krzyk, którego nikt nie wydał albo poczuje ciepło,
- Panowanie nad cieniami. Wilk może zmieniać swój cień oraz poruszać nim, bez zmieniania swojej pozy. To samo dotyczy się innych wilków: może poruszać ich cieniami. Z tą różnicą, że jeśli poruszy czyimś cieniem, poruszy również czyimś ciałem. Nie może nikogo zranić, moc bardziej się nadaje, gdy chce kogoś zatrzymać w miejscu. Umiejętność działa tylko wtedy, gdy cienie są wynikiem światła naturalnego, czyli słońca. Co ciekawsze, im częściej przejmuje kontrolę nad czyimś cieniem, tym mniej potrafi kontrolować swój własny cień,
- Wszystkie moce związane z cieniem zabierają mu dużo sił. Aby się „doładować” może pobierać energię z innego cienia np. budynku. Wilk wtedy śpi w cieniu, a w czasie snu pobiera energię, potrzebną mu do dalszego wykorzystywania mocy. Morty wykorzystuje cienie przedmiotów stałych i niematerialnych. Energia z nich jest słabsza i wilk musi więcej czasu poświęcić na regeneracje. Nie pobiera energii z istot żywych, w których energia płynie trzy razy szybciej, chociaż może; jednak wtedy jego dawca cienia powoli traci energię, a jeśli energia jest pobierana zbyt wiele razy, osobnik umiera.
Rodzina:
- Matka Eurella (Folix). Kochana żona i opiekuńcza matka. W każdym widzi dobro i nie ma pojęcia o działaniu syna i męża w gangu,
- Ojciec Helvin (Fenris). Dbający o żonę mąż i ceniący życie dzieci ponad wszystko. Dołączył do Krwistych gdy miał 5 lat. Aktualnie emerytowany komendant,
- Siostra Ruth. Diabeł w domu, ale aniołek w szkole. Wredna i uparta jak osioł. Ma 2 lata i jest okropnie wścibska,
- Brat Roggie. Cichy bibliotekarz, żonaty z krawcową. Ma 10 lat i domyśla się, gdzie działają jego ojciec i młodszy brat.
Partnerstwo z: -
Potomstwo: Prawdopodobnie bezpłodny
Miejsce Zamieszkania: Centrum. Wilk nie ma mieszkania, ani jaskini. Przez swoje moce stara się co wieczór pobierać energię z cieni budynków, a ponieważ pobieranie energii z rzeczy niematerialnych trwa dłużej, wilk przesypia całe noce na zewnątrz. Wyjątki stanowią deszczowe lub śnieżne noce, podczas których wraca do rodziców, mających mieszkanie blisko rynku.
Patron: Brak
Umiejętności:
 
Intelekt: 10 | Siła: 20 | Zwinność: 11 | Szybkość: 10 | Latanie: 0 | Pływanie: 5 | Magia: 15 | Wzrok: 12 | Węch: 7 | Słuch: 10 |

Historia:
Matka zawsze poświęcała mu dużo uwagi, jak pozostałym swoim dzieciom. Wyjątkiem był wiecznie zapracowany ojciec. Samiec od zawsze był pełen energii i wszędzie go było pełno. Często miał styczność z krwią czy śmiercią, ponieważ jego ojciec był komendantem. Łatwo to znosił, o wiele lepiej niż jego starszy brat. To sprawiło, że jego ojciec postanowił mu pokazać znaczenie słowa 'gang' oraz jego sekretne życie, mając nadzieję, że Morty przyjmie ofertę wstąpienia do Krwistych, tak samo jak to zrobił jego ojciec, przyjmując ofertę od swojego ojca. Mimo, że Morty'emu nie podobała się ukryta praca ojca, chcąc zyskać jego aprobatę i uwagę, zgodził się. W wieku 5 lat dołączył do gangu. Widząc ile krzywdy jeden wilk może wyrządzić drugiemu, jego charakter zmienił się na bardziej opanowany i zdystansowany. Po 8 miesiącach działalności w Krwistych samiec stwierdził, że uwaga ojca nie była tego warta i dlatego chcąc zadośćuczynić swoje czyny, zaczął sabotażować gang wysyłając informacje wilkom, którym grozi niebezpieczeństwo. Jednak aby nie zostać zdemaskowanym, w dalszym ciągu wykonuje zadania gangu.
Inne:
- Wilk ostatnimi czasy dostrzega, że jego cień samoistnie się zmienia i porusza. Tłumaczy sobie, że to wynik jego żywiołu i mocy i nie musi się tym przejmować,
- Często śnią mu się czarne postacie o różnych kształtach. Bywa, że ma sny na jawie, wtedy czarne postacie również są obok niego,
- Ma uczulenie na ryby; drętwieją mu kończyny,
Autor: Pande.#5497
Layout by Netka Sidereum Graphics