Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karwiela i Xeva. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Karwiela i Xeva. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2022

Od Xevy, CD. Karwieli

 - To co mi chciałaś pokazać?
Xeva podążała za małą, czarną kulką futra odzianą w ładny, aczkolwiek brudny kubrak. Jego właścicielka - Uria, jak przedstawiła się na początku samiczka - najwidoczniej bardziej ceniła sobie inne aspekty życia niż dbanie o garderobę. Xeva potrafiła się z tym utożsamić Młoda wilczyca podeszła do Teneriski, gdy ta czekała na Karwielę, ogłosiła, że odkrywczyni musi z nią pójść coś zobaczyć i bez żadnego wyjaśnienia obróciła się na pięcie i zniknęła za rogiem.
- Pani zobaczy - odparła młoda, nie przerywając swojego marszu. Mimo młodego wieku i piskliwego głosiku brzmiała bardzo poważnie. - Ale to ważne.
,,No tak, to samo powiedziałaś, jak stwierdziłam, że powinniśmy poczekać na Karw”, pomyślała piegowata. Wyszły z wioski i zaczęły kierować się w stronę lasu.
- Mi się wydaje, że my tam nie powinniśmy iść - rzekła odkrywczyni, pamiętając, co dowiedziały się od sołtysa; ,,granica kręgu ze znaków versy wyznaczała bezpieczną strefę”.
- No co pani, nie będziemy przecieć wchodzić do lasu - odparła waderka. Wskazała na kilka długich linii wydeptanych w śniegu, po czym usiadła przy jednej z nich, tej najdalszej i najgrubszej. - Sprawdzałam, jak daleko mogę się zbliżyć, żeby nie zaczęło podchodzić.
- Co ,,nie zaczęło pochodzić”?
Szczenię zerknęło na nią, po czym wlepiło swój wzrok w linię drzew. Tenersika przez chwilę stała bez ruchu, ale w końcu przysunęła się i przysiadła na śniegu obok małej i, tak jak ona, wbiła swój wzrok w roślinność. Nie miała pojęcia, czego szuka, ale chciała wyglądać na zaangażowaną. To szczenię… Było dziwne, ale wydawało się, że wiedziało coś więcej na temat tajemnicy tej małej wioski.
Minuty mijały powoli, a cierpliwość Xevy powoli się wyczerpywała. Coraz trudniej było jej obserwować wejście do lasu. Wzrok przykuwał błyszczący śnieg, sarny wykopujące korzonki na pobliskiej łące, kruki latające im nad głowami… Długoucha westchnęła. Zaczynała skłaniać się ku myśleniu, że młoda po prostu robiła sobie z niej żarty albo bawiło ją marnowanie czyjegoś czasu. Najważniejsze było to, że nic się nie działo, a do Teneriski dotarło, że Karwiela prawdopodobnie już dawno skończyła rozmawiać z sołtysem, a teraz jej szuka. W końcu nie powiedziała jej, gdzie idzie.
- Urio - przerwała w końcu milczenie różowooka. - Wydaje mi się, że nic z tego nie będzie. Przepraszam, ale mam ważne…
- Niech pani siedzi! - nakazała szeptem waderka i pociągnęła zębami za kubrak odkrywczyni, próbując usadzić ją ponownie na miejscu. - I nie mówi tak głośno.
Xeva wzięła głęboki wdech, ale opuściła ogon na śnieg. No dobrze, może jej poświęcić jeszcze kilka minut… Na wypadek, gdyby jednak się coś zadziało. Miała tylko nadzieję, że Karwiela nie będzie bardzo zła przez to, że tak nagle zniknęła.
Otworzyła pysk i ziewnęła szeroko, narzekając w myślach, że łapy zaczynają jej zamarzać, gdy nagle dojrzała coś kątem oka.
Cień pojawił się znikąd, wypływając z mgły otaczającej drzewa. Ślizgał się między pniami, czasami wydawał się rozdzielać lub być w dwóch miejscach na raz. Przestrzenie między roślinnością wypełniła nienaturalna ciemność, w której co kilka sekund ruszało się coś o nienazwanym kształcie. W końcu jednak cień zlał się w jedną formę - coś przypominającego ni to wilka, ni jelenia, trudno było stwierdzić z takiej odległości. Mimo tego jeden szczegół był świetnie widoczny - para czerwonych oczu. Zapadła dziwna cisza, a piegowata spostrzegła, że nigdzie w zasięgu wzroku nie ma ani saren, ani kruków. Nawet śnieg przestał błyszczeć. Miała wrażenie, że czas zwolnił. Liczyła się tylko jedna rzecz - te szkarłatne, jaskrawe ślepia. Odkrywczynię przeszedł dreszcz.
- Xeva?
Oba wilki obróciły się gwałtownie. Kilka metrów za nimi stała Karwiela, a kolec jadowy podrygiwał nad jej głową, zdradzając jej poirytowanie.
- Co ty robisz? Jesteśmy na misji! A ja marnuję czas, latam i cię szukam!
- Przepraszam, ja… Urię spotkałam, powiedziała mi, że ma coś ważnego do pokazania - wyjaśniła pospiesznie Teneriska, starając się uspokoić temperamentną koleżanką. - Powinnam ci powiedzieć. Przepraszam raz jeszcze.
- Urię? - powtórzyła Lerdis i w końcu spojrzała na małą waderkę. Ta ukłoniła się niechlujnie.
- Uria z rodu Mupiani - odparła. - Miło poznać… Czy coś - mruknęła, nagle tracąc pewność siebie i powagę z głosu. Zerkała na długi, czarny odwłok Karwieli zaniepokojonym spojrzeniem.
Xeva zerknęła w stronę drzew, ale mroczna postać zniknęła.
- To ty znalazłaś ciało? - dopytywała dalej myśliwa swoim twardym, nieznoszącym sprzeciwu tonem.. Młoda przytaknęła głową. Karwiela skrzywiła się. - Nie wydajesz się tym specjalnie przejęta.
Odkrywczyni kopnęła ją lekko i pokręciła głową.
– To znaczy… - Lerdis spojrzała na swoją towarzyszkę, której spojrzenie mówiło ,,pamiętaj, że to szczeniak”. - To musiało być trudne przeżycie. Bardzo mi, um, przykro.
- A dlaczego by miało? - mruknęła waderka. - Ten basior to był gbur. Nie pozwalał mi gonić królików na swoim ogrodzie. Twierdził, że hoduje je na mięso, a jak będę je tak straszyć, to nie będą się rozmnażać czy coś takiego.
Xeva zmarszczyła oczy.
- Cóż… - Złotooka wydawała się zbita z tropu. - Sołtys twierdził, że byłaś tym bardzo straumatyzowana. Nawet próbował nam zabronić z tobą rozmawiać.
Wydawało się, że Karwiela podpaliła tymi słowami lont. Czarne futro podniosło się gwałtownie, a pomarańczowe oczy samiczki zapłonęły złością. Przypomniała rozpalony węgielek. Brakowało jeszcze, aby powietrze nad nią zaczęło falować - chociaż, sądząc po tym, jak bardzo jej duma wydawała się zostać zraniona, waderka równie dobrze mogła za chwilę wybuchnąć.
- Jak ktoś był tym straumatyzowany, to on! Jak tylko zobaczył to ciało, to się porzygał i zaczął płakać!  - zaczęła piszczeć, stawiając ogon na sztorc. - A potem słyszałam, jak błagał Caishe o litość i mówił ,,o mamusiu, o mamusiu, za mało mi płacą, to musi być przekleństwo, tylko Lome-Imri była wstanie przyprowadzić na ten boski świat takie paskudztwo”. A to nie było takie straszne! Większość jelit i tak zjadły dziki, nic nie było widać! Ja się nie boję takich rzeczy.
Zamilkła i przysiadła, dalej napuszona i wściekła.
Karwiela i Xeva wymieniły ze sobą długie, zaniepokojone spojrzenie.

<Karwielo?>

Słowa: 923= 52 KŁ


czwartek, 30 czerwca 2022

Od Karwieli, CD. Xevy

Po wyjściu Xevy zapadła niezręczna cisza, a sołtys wyglądał tak, jakby właśnie przełknął coś naprawdę niedobrego i przez to go zemdliło Nie zdążył jednak dać upustu emocjom, ponieważ przyzwyczajona do zachowania teneriski Karwiela postanowiła zainterweniować, nie mając najmniejszej ochoty na bycie ofiarą wybuchu, który niewątpliwie by nastąpił.
-Niech pan wybaczy mojej towarzyszce, nie może doczekać się pomocy mieszkańcom.- wyjaśniła, doskonale zdając sobie sprawę z nieco innych powodów zachowania Xevy, które pominęła, by nie sięgnąć dna w oczach sołtysa. Trzeba przecież będzie z nim współpracować, a lepiej żeby nie rzucał kłód pod nogi, bo jeszcze je odeślą i z łuseczek lipa. Nie czuła jednak żadnych wyrzutów sumienia, bo w końcu ekscytacja i chęć zmierzenia się z przyczyną terroru wśród tutejszych wilków jest formą pomocy, prawda? 
Basior nie wyglądał na przekonanego, dlatego wadera kontynuowała- Mogę pana zapewnić, ma dobre intencje i zna się na rzeczy. Ale, nie chcę jej zbyt długo zostawić samą, bo wie pan, dusza odkrywcy to ogień, a ogień rzuca światło na dotąd nieodkryte, dlatego chciałabym przy tym być. - widząc w dalszym ciągu zdenerwowaną minę rozmówcy postanowiła przyjąć nieco inną strategię. Nie było czasu na wahanie, jeszcze chwila i wywiązałaby się kłótnia, podczas której tylko straciłaby swój czas. Dlatego, dochodząc do wniosku, że w sumie i tak ich nie odeślą, bo nie mają nikogo na zastępstwo, z bardzo poważną miną kontynuowała- Poza tym ogień, jak pan doskonale wie, ma tendencję do gwałtowności, która może być powodem różnych konsekwencji. Mojej przyjaciółce bardzo zależy na dojściu do celu, co zresztą dobrze widać...- w oczach sołtysa pojawił się niepokój, potwierdzający jego opinię o młodszej waderze- Dlatego proszę, by pan szybko odpowiedział na jeszcze kilka pytań, bo czas nas nagli.- Xynth parę sekund zastanawiał się, ale w końcu skinął głową. Karwiela obdarzyła go szerokim uśmiechem. 
-Gdzie mieszka rodzina Tevaro?- sołtys zmarszczył brwi.
-W zachodniej części wioski, na samych obrzeżach, przy jednej z dróg. Ich dom łatwo rozpoznać, bo stoi przy nim wspomniany warsztat, w którego odbudowie pomagał Asserio, oby w Caishe odnalazł szczęście.- wadera zanotowała informację w pamięci.
-Gdzie możemy znaleźć tych, którzy odnaleźli ciało?- pytanie wzbudziło podejrzenia Xyntha, które bardzo widocznie odbiło się w jego rysach.
-Dlaczego pani pyta? Policja już zajęła się tą sprawą, morderca został złapany i ukarany. Po co kazać szczenięciu przypominać sobie po raz kolejny to traumatyczne przeżycie i wystawiać je na niepotrzebny stres?- Karwiela uważnie wpatrywała się w niego przez chwilę, zastanawiając się czy jego reakcja była skutkiem faktycznej troski, czy dyktowanego strachem przed zagłębieniem się obcych w sprawę niepokoju.
-Jej słowa mogą okazać się bardzo ważną wskazówką w znalezieniu zła, które gnębi tę wioskę. W końcu była tam pierwsza, może zauważyła coś szczególnego, coś istotnego.
-Wszystko, co zobaczyła, już opisała naszym służbom.- basior nie dawał za wygraną i, choć wyglądał beznamiętnie, w jego głosie pobrzmiewała irytacja. 
-Wasze służby nie spędziły większości lat swojego życia na obcowaniu z bestiami, sołtysie- odwarknęła Karwiela, która bardzo nie lubiła, jak ktoś jej się przeciwstawiał, zwłaszcza w powierzonej jej specjalnie sprawie. Zaraz jednak ochłonęła, ponieważ w dalszym ciągu nie wiedziała czy rozmówcy po prostu nie zależy na dobrobycie mieszkanki wioski. 
-Musimy mieć dostęp do wszystkich poszlak, by skutecznie działać. Obiecuję panu, że będziemy delikatne i nie będziemy się nad małą pastwić. Jednak jeśli pan chce, by pańska wioska jak najszybciej odzyskała spokój, proszę mi zaufać.- Xynth westchnął i skapitulował.
-Mieszkają blisko rynku. Proszę spytać kogoś o Gawgira i Urię z rodu Mupiani, z pewnością wskażą paniom drogę. 
-Dziękuję. Jak daleko stąd znajduje się kopalnia, w której przebywa sprawca?
-Około 7 kilometrów od wioski.
-Czy pan Asserio zachowywał się inaczej niż zwykle na krótko przed zaginięciem?
-Nie wydaje mi się.- wadera zamilkła, rozważając czy nie wypytywać dalej, ale uznała, że równie dobrze może to zrobić później albo z kimś innym, niekoniecznie sołtysem. W dodatku Xeva musiała się niecierpliwić.
-Na razie to wszystko. Dziękuję za poczęstunek i odpowiedzi.-skinęła sołtysowi głową, wstając z pufy.
-To ja dziękuję. Odprowadzę panią.- zaczął prowadzić ją przez korytarz. Wadera nie zwracała uwagi na obrazy i materiały dekorujące wnętrze, w jej głowie bowiem krystalizowała się świadomość sytuacji i początkowy plan działania. Dziwna siła mogła być powiązana z ofiarą, ze sprawcą, z obojgiem lub z żadnym z nich. W dodatku nie wiadomo, czy wioska miała do czynienia z bestią, demonem lub czymś jeszcze innym. Krótko mówiąc, były jak szczeniaki we mgle, ale hej! Od czegoś trzeba zacząć i chyba najlepiej będzie od ofiary, bo tutaj coś już miały. Przynajmniej póki nie było z nimi maga.
Wkrótce łowczyni przekroczyła próg, pożegnała sołtysa i na odchodnym poprosiła go o zorganizowanie spotkania z myśliwymi wioski. Basior zgodził się, po czym zamknął drzwi. Wilczyca rozejrzała po ulicy, na której spodziewała się zobaczyć zniecierpliwiony wulkan energii, jakim była Xeva. Ulica jednak była pusta. 
-Xeva?- zawołała, przystając-Xeva!
Gdzie ona znowu zginęła?


<Xevooooo? Gdzie jesteś?>


Ilość słów: 787= 45 KŁ

poniedziałek, 16 maja 2022

Od Xevy, CD. Karwieli

Wioska Darminasa graniczyła z jednym z wielu lasów Królestwa. Jej głównym punktem był niewielki, okrągły rynek naśladujący ten znajdujący się w Centrum. Na środku placu, naprzeciwko głównej studni, znajdował się pomnik patrona osady - Darminasa z rodu Equri, filantropa, uczonego, ale przede wszystkim wielkiego podróżnika, któremu Królewska Biblioteka zawdzięczała dużą część swoich woluminów.
Takie właśnie informacje zawierała na sobie nieco zardzewiała ze starości plakietka przybita do podstawy posągu, z którą zapoznawała się Xeva, gdy Karwiela tymczasem rozglądała się za sołtysem, który miał im opowiedzieć o dziwnych zdarzeniach z ostatnich tygodni.
- Ty wiesz, że on wielkim podróżnikiem był? - spytała Xeva.
- Kto? Darminas? - Teneriska kiwnęła głową. - Tak, brał udział w wielu wyprawach, przejechał chyba cały kontynent. Zajmował się głównie odzyskiwaniem antyków i starych ksiąg. Jest też sierociniec nazwany jego imieniem, chyba nawet on go założył.
- Och... - rozmarzyła się Xeva. - Wielkim podróżnikiem tak miło byłoby być... I cały kontynent zobaczyć. Ja niewiele widziałam, a tak dużo bym chciała...
Jej przemyślenia przerwało jednak przybycie szczupłego, wysokiego basiora. Był on razy Xynth, jego pysk przyprószyła siwizna, a sierść na szyi się przerzedziła. Ubrany był w krótki kubrak z barwionej na niebiesko skóry sarny wiązany z przodu zawadiacką wstążką. Karwiela zauważyła, że w jeden ze splotów wetknął gałązkę cisu - symbol, który miał odstraszać kłamców, ale również uszczknąć noszącemu wiedzy i mądrości Zeriona. ,,Pewnie przydałoby się to w tej sytuacji", pomyślała, swój wzrok kierując na wisiorek z kości udowej królika z wyrytymi symbolami. Od góry były to padann (chroniący przed duchami), versa (odstraszająca złe duchy) oraz sithil (symbol Lecaishi).
- Panie Xeva i Karwiela Skārpiyō?
Obie wadery kiwnęły głowami, a piegowata wilczyca zaczęła energicznie machać ogonem. Widać było, że nie może się doczekać, aby zanurzyć się w przygodę. Sołtys jednak zmarszczył brwi. Najwyraźniej będzie musiała jeszcze poczekać.
- A pan Deharo Nagvit? 
- Jutro będzie. Na razie my tylko jesteśmy, żeby... Um... Jak to się nazywało... 
- Żeby zrobić rozeznanie - wtrąciła Karwiela, a Xeva przymrużyła oczy w uśmiechu.
- Tak! Rozeznanie! My tutaj rozeznanie zrobić przyszłyśmy! 
Samiec zamrugał parę razy i rzucił Tenerisce długie spojrzenie, jednak w końcu kiwnął głową. 
- Zapraszam do mojego domu. Porozmawiajmy w cieple i... nie na zewnątrz.
Ruszył przez niewielki rynek, a przez dno śladów przez niego pozostawianych prześwitywała kostka brukowa.  
Nagle Xeva ujrzała coś kątem oka. Jakiś jasny kształt prześliznął się po ciemnych ścianach budynków. Piegowata uniosła głowę, jednak nie dostrzegła nic niepokojącego. Ot, zwyczajne domy jakich wiele w Centrum. Przewidzenie? Może po prostu za bardzo nastawiła się na to, że będą walczyć z potworami i demonami. Skrzywiła się. Mogłoby to w końcu nadejść. Ile już minęło? Kilka... godzin. Westchnęła. ,,Ta, jeszcze za wcześnie na walkę z potworami i demonami".
Weszli w jedną w głównych uliczek, jednak ich spacer nie trwał wiele dłużej - sołtys stanął przed drzwiami sporej chaty. Otworzył je i odchylił płacht skóry, który stanowił dodatkową izlolację.
Oczom wader ukazał się dom urządzony w tradycyjnym stylu Królestwa Północy. Wybudowano go na planie prostokątu, gdzie główne pomieszczenie pełniło rolę zarówno salonu, jadalni i gabinetu. Od niego odchodziły dwa pokoje: kuchnia oraz sypialnia, do której prowadziło przejście w kształcie łagodnego łuku. Zasłony zrobione z grubych skór zostały spięte na bokach i powiewały lekko przez przeciąg, a za nimi widać było niewielką szafkę z ususzonymi ziołami w wazonikach.
Centrum salonu zajmował ciężki, niski stół na krótkich nogach otoczony różnokolorowymi pufami. Leżały one na tkanym dywanie, który stanowił o statusie rodziny - zazwyczaj na podłogi kładło się futra, jako że były one powszechnie dostępne i o wiele tańsze niż pleciony materiał. Na przeciwległej do drzwi ścianie piętrzył się potężny kominek z czerwonej cegły z huczącym oginiem, a nad nimi na ścianie wisiał znak padaan - dwa złączone romby w okręgu.  
Xeva zadarła głowę. Sufit był wysoki i odkrywał belki tworzące podporę dla dachu. Były one ułożone na skos wraz z ozdobnymi podporami. Taki styl spotykała w wielu domach Królestwa. 
Basior wszedł do środka. Teneriska już chciała ruszyć za nim i klapnąć na pufę, jednak Karwiela postawiła przed nią łapę, kręcąc powoli głową. Xeva odwróciła głowę, a jej długie uszy skierowały się w tył.
- Zapraszam panie do stołu. Podać herbaty? Może chcą panie coś przekąsić? Mam królicze łapki, jelenie uszy...
Karwiela uśmiechnęła się i kiwając głową na bok, odsunęła się od Teneriski, która z podekscytowaniem podbiegła do poduszki na podłodze i usiadła na nią z wyraźną radością. 
- Ja jelenie uszy poproszę! - krzyknęła nieco za głośno piegowata. Po chwili z przejścia kuchennego wyłonił się basior, trzymający w powietrzu tacę z napojami i przekąskami, jednak na jego twarzy gościł kwaśny wyraz. Posłał długouchej waderze długie spojrzenie, położył naczynia na stole i zasiadł naprzeciwko swoich gości. Poczekał, aż obie wadery wezmą swoje miski, po czym wziął głęboki oddech i zaczął:
- Może zacznę od samego początku: kilka miesięcy temu jeden z naszych wilków, Asserio, zaginął. Był on stolarzem, pomagał rodzinie Teravo z naprawą warsztatu po ostatniej śnieżycy. Uczciwy wilk, miał dobre serce i był znakomitym fachowcem, niech Caishe prowadzi jego duszę. Zaczęliśmy poszukiwania, ale... Chyba już wiecie, jak się one skończyły. Ciało znalazła młoda waderka, która szła z ojcem na polowanie. To było dwa dni później po zaginięciu Asserio, niechaj dusza jego ucztuje z Caishe.  Okropna, okropna tragedia... - wziął parę łyków z płytkiej miseczki na herbatę. - Nie będę ukrywał, wstrząsnęła nami wszystkimi. Wilki były trochę... przerażone. Szczenięta prawie nie wychodziły na zewnątrz, a jeśli już, to zawsze ktoś z nimi był, nawet mimo tego, że zabójca został złapany.
Przejdźmy jednak do tych... dziwniejszych wydarzeń, bo myślę, że o zabójstwie już panie wiecie. Wilki zaczęły mówić o dziwnych wydarzeniach; o wyciu i skomleniu w środku nocy, o kawałkach porwanych materiałów zawiązanych na studni, o odgłosach po zmroku, które brzmiały tak, jakby jakieś zwierzę szukało czegoś wokół domów. 
Zapadła chwila ciszy. Końcowka ogona Xevy kiwała się z boku na bok przez cały monolog basiora. Jego właścicielka uniosła spojrzenie i zerknęła na swoją partnerkę. Karwiela miała zmarszczone w skupieniu brwi i wyglądała bardzo poważnie. Teneriska również zmarszczyła swoje brwi, chcąc wyglądać równie profesjonalnie, co swoja towarzyszka i wbiła wzrok różowych oczu w sołtysa, czekając na ciąg dalszy.  
- Wilki zaczęły się bać wychodzenia w ogóle. Zabrakło jedzenia, bo nikt nie polował. Spróbowaliśmy znaleźć źródło tych dziwnych dźwięków; były one łatwe do wytłumaczenia, ale wioskę chyba opanowała paranoja. Tak przynajmniej myślałem: to tylko paranoja. Dla świętego spokoju zaczęliśmy rysować versy na ścianach budynków i umieściliśmy je przy drogach... Wiecie panie, aby dać jakieś poczucie bezpieczeństwa i boskiej ochrony, ale to okazało się być jeszcze gorsze. W sensie, wszystkie dziwne wydarzenia w wiosce ustały i po raz pierwszy od kilku tygodni miałem dzień, w którym nikt nie przyszedł, narzekając na jakieś dziwne dźwięki albo rozwleczone śmieci, ale... Dziwne rzeczy zaczęły dziać się na zewnątrz kręgu, jaki utworzyliśmy ze znaków versa...
Zapadła długa chwila ciszy. Kairwela zagryzła mocno szczęki, a jej rysy stwardniały, zupełnie tak jakby jej pysk został wyciosany z kamienia, natomisat sołtys wyglądał na kogoś, kto ma zaraz paść jak długi naa ziemię. Zapanowała grobowa atmosfera.
Xeva jednak nie mogła nie trząść się z podekscytowania. Duch! Demon! Coś innego niż duch i demon! Nie wiadomo jeszcze, co to było, ale to właśnie ona miała się tego dwieodzieć. Ach, na Rakazuth! Jak ekscytująco!
Zsakomlała cicho podekscytowana tą myślą. Zbombardowało ją oburzone spojrzenie basiora.
- Mogę w czymś pani pomóc?
Gdyby wzrok mógł zabijać, Xeva padłaby trupem na miejscu. Na jej szczęście jednak żaden wilk nie miał takiej mocy.
- Tak! Niech pan wreszcie wstaje i tę sprawę ruszajmy zbadać!
Samca zamaurowało. Tak jawny brak manier i braku poszanowania dla powagi sytuacji był dla niego nie do pomyślenia. I to jeszcze w jego własnym domu!
Zanim jednak zdążył wyrazić swoją dezaprobatę, Xeva już dawo wybiegła z domu i przeskakiwała z łapy na łapę przed drzwiami.
XxX
Zakręciło się pod drzewem. Odepchnięcie. Niechcenie. Tak, nie chcieli tam CZEGOŚ. Chciało ponownie wejść do wioski, ale nie odważyło postawić nogi dalej niż osłona lasu.
Ból. Bolało. Już tak dawno nie czuło bólu. Ale to był inny ból, ból obcy, ale znany. Ach, rozkosznie podobny do fizyczności ból tego, czym teraz była dusza CZEGOŚ.
Podniosło zniszczony łeb. Coś się zmieniło. Czuło zmianè w strefie astralnej. Zafalowała, napięła się i zssztywniała niczym dzikie zwierzę. Ucieczka. Uciekać.
Niebo pociemniało.
Nie było samo w tym lesie.
Uciekać.
Zamarło bez ruchu. 
Trwało tak godzinami.

<Karwieloooo?>

Słowa: 1352= 88 KŁ

piątek, 1 kwietnia 2022

Od Karwieli, CD. Xevy

-Co ta smarkula sobie wyobraża?- mamrotała pod nosem Karwiela, rzucając spojrzenia spode łba idącej parę kroków przed nią Xevie, która albo nie zdając sobie sprawy z ucieleśnienia irytacji robiącego jej wyrzuty, albo zwyczajnie się nią nie przejmując, pruła do przodu.- Cios poniżej pasa, zdrada!- kontynuowała swój monolog, wyraźnie rozeźlona, z satysfakcją patrząc na uciekające przed jej wzrokiem oczy przechodzących wilków, zwłaszcza skaczących jej pod łapy dzieciaków. Zły humor nie był jednak wymierzony w młodszą waderę... No dobrze, w nią trochę też, ale za większą jego część była odpowiedzialna świadomość manipulacji, jakiej teneriska ją poddała i na jaką przystanęła, czując presję ugodzonej dumy. I łatwość z jaką była w stanie wygrać dyskusję. Była więc zła na siebie, a jej lubiąca narzekanie natura znalazła odpowiedni moment za danie upust emocjom w bardzo wygodny dla siebie sposób. Lerdis pozwoliła więc sobie na chwilę rodem z epizodu pod tytułem "zabranie dziecku cukierka", a znająca jej humorki Xeva pozostawiła ją samą sobie, uśmiechając się z rozbawieniem. 
Wkrótce potem Karwiela się z nią zrównała i z naburmuszoną miną, ale spokojem w głowie ruszyły w kierunku głównego szlaku, prowadzącego na zachód. Po drodze wstąpiły jednak do domu starszej wadery pod wpływem jej usilnego nakłaniania, że skoro "i tak już idziemy tą drogą, to możemy wstąpić, a ja dzięki temu nie umrę przez ciebie z zimna". Zabrała swoje flakoniki z napojami na utrzymywanie ciepła, trochę bandaży i magiczne podpałki, po czym wrzuciła do niewielkiej torby, którą zarzuciła na pierś. Kiedy wyszła Xeva posłała jej widok wyszczerzonych w niby niewinnym, a tak naprawdę nieco kpiącym uśmiechu, na co Karwiela bezceremonialne warknęła, ale bez gwałtowniejszych emocji. Niedługo potem znalazły się z powrotem na szlaku, umilając sobie czas rozmową. 
-Spotkałaś kiedyś tego  Deharo?- spytała towarzyszkę, czując jak podniecenie rośnie z każdym kolejnym krokiem skierowanym w stronę tajemnicy. Tak dawno nie miała możliwości polować na cokolwiek groźniejszego niż dzik!
-Nigdy spotkać go okazji nie miałam. Słyszeć też nie słyszałam. Ciekawe jaki on jest!- teneriska przechyliła głowę w zamyśleniu. 
-Żeby z nami wytrzymać, musiałby być święty!- roześmiała się lerdis, przypominając sobie wszystkie wilki, z którymi jak dotąd pracowały. Nie skłamałaby, gdyby powiedziała, że większość chociaż raz miała ochotę coś im zrobić, a prawie wszyscy pragnęli jak najszybszego zakończenia misji, by odzyskać upragniony spokój i już więcej nie pracować z dwoma wariatkami, które pakują się w najgorsze kłopoty. 
Xeva na te słowa posmutniała i skuliła uszy, wbijając wzrok w ziemię. Karwiela od razu zauważyła nagłą zmianę nastroju towarzyszki i westchnęła, czując lekkie poczucie winy. 
-Nie smuć się skarbie. To tylko świadczy o tym jak bardzo niesamowite jesteśmy! Tylko najlepsi potrafią to docenić. Możemy się uznawać za... no za... wskaźniki największej cnoty? I mamy przewagę, bo się dobrze dogadujemy!- wadera usilnie próbowała podnieść teneriskę na duchu, modląc się, by zadziałało. Werbalna troska o uczucia innych nie była jej najlepszą stroną. Na szczęście chyba tym razem jej się udało.
-Naprawdę sądzisz tak?- spytała Xeva, przystając i zatapiając w oczach starszej swój łagodny wzrok.
-No ba. Wy-ją-tko-we. A teraz w drogę, bo czeka na nas morderstwo, cień bestii i nawiedzona wioska. Nie wiem jak ty, ale ja się nie mogę doczekać!

<Xevoooooo?>

Słowa: 517 = 31 KŁ

piątek, 31 grudnia 2021

Od Xevy, CD. Karwieli


 - Oczywiście, że tak! - poprawiła ją Xeva, zamiatając podłogę ogonem. Pyłki kurzu unosiły się w powietrzu, błyszcząc w świetle słońca wpadającym przez okno. 
- Cieszę się, że panie sie zgadzają. To trudne zadanie, ryzyko jest wysokie, ale wasze doświadczenie na pewno się wam przyda. Głównie pani wiedza, pani Karwielo.
Lerdis wyprostowała się z dumą, a na jej jasnym pysku pojawił się butny uśmiech.
- To co, ruszamy? - rzuciła nagle Xeva i, nie czekając na odpowiedź, podniosła się z poduszki i niemalże otrzepując się w biegu, wybiegła z pokoju.
- Xeva, czekaj! - krzyknęła za nią żółtooka wadera. Zerwała się z poduszki i zacisnęła zęby na jedynej części ciała Teneriski, jaka została w pokoju - czyli na końcówce długiej kity. 
Rozległo się szuranie i rozpaczliwe drapanie pazurów po drewnie, kiedy odkrywczyni próbowała odzyskać równowagę. W końcu jednak odzyskała równowagę i stanęła na czterech łapach. Odwróciła się i spojrzała na Karwielę wzrokiem zdziwionego szczeniaka, który nie rozumie, czemu matka go upomina. 
- Xeva, ale co ty robisz?
 Ciemna samica przekrzywiła głowę, stawiając długie uszy na sztorc.
- Ale jak to ,,co"? Ja na wyprawę idę. Zadania ty nie słyszałaś? - odparła, jakby właśnie zapytano ją o najoczywistszą z oczywistości.
- Ale tak nagle? Nie poczekasz, aż spotkanie się skończy? A co, jak musimy wiedzieć coś jeszcze? Poza tym wyruszamy dopiero jutro.
- Ale po co jutro. Bez sensu jak można teraz.
Karwiela zmarszczyła brwi i przymrużyła oczy. Tym razem to ona wyglądała, jakby miała zapytać ,,ale jak to?".
- Jak to ,,bez sensu"?
- Przecież nie zdąży się pani przygotować, pani Xevo - wtrąciła się rejestratorka. - Co z prowiantem, co z kryształami obronnymi, co z wyspaniem się i zabraniem odzienia? A zioła, bandaże? Apteczka?
Piegowata zamrugała i skrzywiła się, zupełnie, jakby właśnie ktoś zapytał ją, dlaczego jest wilkiem, a nie reniferem. 
- Po co mam do jutra czekać z tym? Odzienie już mam, króliki po drodze kupimy lub głodne będziemy, a apteczka i kryształy niepotrzebne są, bo bez nich jest zabawniej. Poza tym tylko z wilkami rozmawiać będziemy, niepotrzebne jest nam to na razie. 
Karwiela i rejestratorka wymieniły się spojrzeniami.
- A pan Deharo?
- Jak coś ciekawego znajdziemy, to mu przekażemy - strzepnęła ogonem różowooka. - A jak nie, to i tak następnego dnia spotkamy się.
- No nie wiem Xeva, czy to taki dobry pomysł. Może lepiej się wyspać i zjeść przed podróżą... - Zmarszczyła brwi Karwiela. 
- A co, bez tego wyruszyć boisz się?
Lerdis podniosła powoli łeb i zlustrowała Xevę spojrzeniem zimniejszym niż najgorsza z zamieci Królestwa. Ta jednak się nie łamała i uśmiechała się niewinnie, dysząc pociesznie. W jej różowych oczach czaiła się jednak żywa, błyszcząca złośliwość. 
xXx
Cień jednego z budynku wioski znajdującej się na środku zimowego pustkowia zgęstniał. Czarna ściana zafalowała, gdy COŚ wstępowało w jej środek. Uniosło powykrzywiany, zgniły łeb, jakby węszyło i otworzyło pysk, w któym znajdowało się kilka rzędów ostrych zębów. Z jego gardła nie wydobył się jednak żaden dźwięk. W końcu COŚ nie oddychało.
Patrzyło jednak. Patrzyło na nią i na tę dziwną waderę koło niej. Zastanawiało się, jak działa jej dziwny ogon. 
Usłyszało szmer kilka metrów od siebie.
Garbarz wyszedł z warsztatu. Otrzepał się i spojrzał na magazyn, pod którego ścianą leżały poprzewracane kosze, a susząca się skóra wisiała na poskręcana na pozrywanych sznurach.
,,Dziwne", pomyślał. ,,Dzisiaj przecież nie ma wiatru".
Strzepnął jednak ogonem, posprzątał i wrócił do pracy, zapominając o tym zupełnie.

<Kaaaaarwieloooo?>
 
Słowa: 540 = 32 KŁ

sobota, 30 października 2021

Od Karwieli, CD. Xevy

 -Zamieniamy się w słuch.- odpowiedziała Karwiela, rzucając okiem na wyraźnie podekscytowaną Xevę, która na słowa wadery energicznie zaczęła kiwać głową. Już któryś raz z kolei będzie im dane pracować wspólnie, więc obie znały na tyle dobrze swoje wzajemne możliwości, by wiedzieć czego spodziewać się po drugiej w określonych sytuacjach. A to budowało zaufanie, a co za tym idzie- lepszą współpracę oraz korzystanie z szerszego punktu widzenia i zakresu umiejętności. Łowczyni była zatem całkiem zadowolona z wyboru jej przełożonych. Poza lubiła Xevę, nawet jeśli często prychała, rzucała spojrzenia spode łba czy kręciła głową na jej pełne wigoru zachowanie. Z zaskoczeniem odkryła na ich poprzedniej, pełnej niebezpiecznych niespodzianek misji, że nawet czuje coś, co można by nazwać troską i potrzebą zapewnienia ochrony jej towarzyszce. Była po prostu tak niewinna, serdeczna i urocza, że zaprawiona w bojach, twarda jak skała, nieustępliwa  i najbardziej odważna z odważnych Karwiela nie mogła nie czuć do wilczycy sympatii. Co nie oznaczało, że jej nie irytowała, zwłaszcza gdy nałogowo szukała kłopotów u niebezpiecznych istot w trakcie łowów. 
-Parę miesięcy temu napłynął do nas report z zachodu.- zaczęła rejestratorka, prowadząc je do gabinetu.- Dotyczył sprawy martwego wilka, którego znaleziono w Lesie Darminasa około dwa dni po zniknięciu z rodzinnego domu i w bardzo krótkim czasie po jego śmierci. Przyczyną zgonu było rozprucie brzucha.- gdy przestąpiły próg, wadera zaprowadziła je do potężnego biurka, na którym leżała rozłożona mapa Królestwa z zaznaczonym na niej czerwonym punktem. Położyła na nim łapę. 
-To właśnie w tym miejscu. Jak widzicie, miejsce śmierci znajduje się około pięciu kilometrów od miasteczka, w której wilk mieszkał. Sprawa została zbadana, a służby zajmujące się tym incydentem doszły do wniosku, że było to morderstwo. Niestety nie mamy dostępu do szczegółowych informacji w tym zakresie.- dodała z marsową miną.- Wiemy jednak, że śledztwo ujawniło przestępcę, który został złapany i postawiony przed sądem, a teraz haruje w kopalni, nie pozostając bez nadzoru nawet przez sekundę. Zaklęcia nałożone na to miejsce powodują, że nikt nie jest w stanie uciec, nawet bardzo uzdolnieni magowie.- wilczyca przerwała, zdejmując kończynę z blatu i podchodząc do szafy. Telekinezą przekręciła klucz w zamku oraz otworzyła prawą połowę drzwi, po czym wyciągnęła z niej stos kartek i opuściła je ostrożnie na biurko. 
-Sprawa została zamknięta. A przynajmniej tak się wszystkim zdawało, dopóki nie zaczęliśmy otrzymywać niepokojących informacji. Oto obserwacje, raporty i skargi mieszkańców mieściny, w której mieszkała ofiara. Wszystkie wspominające o dziwnych zdarzeniach, mających tam miejsce od czasu odnalezienia ofiary, wszystkie z okresu ostatnich dwóch miesięcy. Jedni piszą o dziwnych dźwiękach słyszanych po zapadnięciu zmroku, inni o "cieniu bestii, czającej się wśród drzew" oraz o "zwierzęcym kształcie o ogromnych rogach, stojącą na skraju lasu w otoczeniu mgły". W więcej niż jednym jest mowa o rozrytym pięciometrowym odcinku każdej kolejnej drogi prowadzącej do miasteczka, w każdym przypadku dokładnie pięćdziesiąt metrów przed zabudowaniami. Każda naznaczona jednej nocy, tylko jedna na tydzień. Wszystkich tych dróg jest w sumie dziewięć, o każdej następnej ktoś napomykał, łącząc ten element z innymi zaobserwowanymi nadnaturalnymi sytuacjami. Listy napływały do dnia, w którym według spekulacji miało nastąpić naznaczenie ostatniej z dróg. Od tamtego czasu cisza.- samica zamilkła, zapatrzywszy się w kartki pokrywające biurko.
-Zastanawiacie się jak listy docierały bez uczestnictwa posłańca? Zajmował się tym wilk z żywiołem magii, każdy był bowiem zbyt wystraszony by wyjść z domu. Wydawało by się, że nie powinni się aż tak bać przez rzeczy opisane w listach, prawda? W końcu to mogły być tylko zwykłe zwierzęta, choćby jelenie i dziki. Oczywiście to naznaczanie każdej kolejnej drogi brzmi złowieszczo, zwłaszcza że korespondencja się urwała, jednak czemu nie postanowili wysłać tu kogoś osobiście? Przecież nie ma pewności czy sprawa z martwym wilkiem ma z tym cokolwiek wspólnego. I czemu nie uciekli? To mnie w tym wszystkim najbardziej nurtuje. Cała ta sprawa śmierdzi, a waszym zadaniem jest odkrycie co jest przyczyną zapachu i pozbycie się jej. Niewykluczone, że jest to bestia o której dotąd nie słyszeliśmy, dlatego wybór padł na was dwie. Jednak nie możemy być tego stuprocentowo pewni, więc do waszej drużyny dołączy pan Deharo z rodu Nagvit, mag czarnej magii, który niestety nie mógł dotrzeć na dzisiejsze spotkanie, lecz został już poinformowany i otrzymał wszystkie potrzebne informacje. Zgodził się wziąć udział w misji. Jeżeli panie również się zgodzą, wszystkie zebrane materiały będą dla was do wglądu, a szczegóły podróży ustalimy jutro, razem z panem Deharo. Zapłata za to zadanie, ze względu na wysoki poziom niebezpieczeństwa będzie wynosić 1000 Łusek. Czy się podejmujecie? - Karwiela dobrze wiedziała, że aby utrzymać pozycję w branży musi przyjmować wszystkie zlecenia, nieważne jak bardzo mogące zagrozić życiu. Poza tym trzeba łapać za okazje, gdy nie ma się pewności kiedy będzie następna. 1000 Łusek piechotą nie chodzi... No i najważniejsze! Nie stchórzy, mowy nawet nie ma. Urażona duma gryzłaby ją do końca życia.
-Tak.

<Xevo?>

Słowa:785= 44 KŁ

sobota, 9 października 2021

Od Xevy

Rejestratorka siedziała przy oknie. Patrzyła na poczekalnię nieco z góry, jako że spoczęła na górze poduszek zebranych z przeciwnej połowy pokoju. Zajmując się głównie swoimi myślami, co jakiś czas zerkała na waderę siedzącą na jedynej pufie, jaka została jej w pobliżu. Długi ogon zachowywał się niczym wahadło, co jakiś czas wzbudzając chmurki kurzu błyszczącego w pomarańczowych promieniach słońca. Wydawało się, że ma on swój własny rozum, a piegowata zdawała się w ogóle nie zdawać sobie sprawy z tego, że za jej plecami coś się rusza. Była naprawdę... Nietypową osobistością. Ciągle obserwowała ją kątem oka. Wyglądała egzotycznie. Z jednej strony miała grube futro na szyi, ale sierść stawała się bardzo krótka na bokach, tułowiu i reszcie ciała. W dodatku to umaszczenie i akcent... Na pewno nie pochodziła z Królestwa. Samica pracująca w sekretariacie odkrywców co jakiś czas spotykała długouchą, gdy ta donosiła raporty. Na początku nieco ją ona przerażała - ciągle w ruchu, ciągle uśmiechnięta, głośna i... dziwna. Po jakimś czasie jednak się przyzwyczaiła. Mimo że nie rozmawiały za często, rejestratorka bardzo ciepło myślała o nieznajomej. Czasem nawet poprawiała błędy ortograficzne w opisach, które piegowata przynosiła. Była jej ciekawa, dlatego przyszła poczekać z nią na drugą wilczycę mającą przyjąć zlecenie.
Xeva nie miała pojęcia, jakie zainteresowanie budzi jej osoba w innych wilkach. Żyła z dnia na dzień, latając myślami wyżej, niż reszta wilków, dostrzegając rzeczy, których inni nie dostrzegali. Zazwyczaj nie przeszkadzało jej to, że się różni - różniła się od innych, zarówno w domu, jak i tutaj, w Królestwie. Chciała jednak mieć przyjaciela, kogoś, z kim można porozmawiać, wyruszyć na przygodę lub spędzić miło wieczór... A teraz nadarzała się okazja, żeby poznać takiego przyjaciela! Rejestratorka powiedziała jej, że muszą poczekać na drugą waderę, a wtedy wyjaśni im, o co dokładnie chodzi w ich zadaniu.
Właśnie badała dokładnie mapę Królestwa wiszącą na ścianie, gdy usłyszała kroki za drzwiami. Nim zdążyła się zastanowić, na progu stanęła nowa osoba.
Masywny odwłok zwisający nad jej głową rzucał długi cień na panele. Spiczaste uszy zadrgały lekko, a złote kolczyki rzuciły odblaski na przeciwległą ścianę. Żółte, chłodne oczy przesunęły się po poczekalni i zatrzymały na Xevie. 
- Karwiela!
Teneriska poderwała się na równe nogi i skoczyła w stronę znajomej, o mało nie wywracając ich obu.
- Xe... Xeva - wydukała Lerdis. Piegowata otarła się karkiem o podbródek towarzyszki, po czym odskoczyła i zaczęła dreptać w miejscu, nie mogąc powstrzymać swojej ekscytacji. Długa kita wybijała rytm, co kilka sekund uderzając o ścianę.
Karwiela otrząsnęła się z szoku i fuknęła z oburzeniem. Zanim jednak zdążyła wyrazić swoją dezaprobatę, rejestratorka odchrząknęła. Oczy pozostałych wader zwróciły się na nieznajomą.
- Skoro pani już przybyła, chciałabym przedstawić zlecenie.
 
<Karwielo? Wybacz, że tak boleśnie krótko, ciężki tydzień za mną ;w ;> 

Słowa: 431= 27 KŁ

Layout by Netka Sidereum Graphics