Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saita i Elijas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saita i Elijas. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 września 2020

Od Elijasa CD. Saity

Obserwował w milczeniu jak biała wadera beztrosko wpycha się w życie nieszczęsnego pijaczyny, który po prostu w nieodpowiednim miejscu i czasie postanowił się walnąć w towarzystwie innych wilków, aby sobie poegzystować bez wyższego celu. Nawet jeśli współczucie było zbyt dużym pojęciem, a empatia nie była jego mocnym punktem, Elijas widział w zdesperowanym spojrzeniu bezdomnego dosadne błaganie o pomoc z tą szurniętą samicą. W istocie, Aeskeron był w stanie zrozumieć dlaczego spośród tych wszystkich wilków to właśnie on mógł zostać odebranym jako potencjalny wybawiciel. Po pierwsze, odwalił przed chwilą dosyć niedyskretną awanturę, która jak najbardziej mogłaby zostać nazwaną poszukiwaniem sprawiedliwości dla bezdomnych. Po drugie, również chwilę wcześniej rozmawiał z tą konkretną waderą, co najwyraźniej wystarczyło, aby zostali zaszufladkowani jako potencjalni znajomi. Zaś po trzecie, Elijas wraz z tym członkiem polutii królestwa znali się- co prawda jedynie z widzenia, starszy basior zapewne kojarzył artystę dużo bardziej, niż w drugą stronę. Malarz mógłby o nim powiedzieć najwyżej tyle, że dosyć często spotykał tego osobnika w okolicy i właściwie to mógłby się zdziwić, że to nie on jako pierwszy skończył z rozprutym brzuchem.
Beznamiętny wyraz zastygł na pysku bezwłosego wilka, gdy jednym uchem słuchając rozmowy, w jego głowie próbowały wykiełkować jakiekolwiek przypuszczenia odnośnie tego, w jaki sposób morderca dobierał ofiarę. Szybko przypomniał sobie słowa Ethaina, który wciąż leżał przy zwłokach przyjaciela. “Kazał mi wypierdalać bo to nie moja pora”. Mimowolnie spojrzał na dwa stare wilki i aż go zemdliło z tego wszystkiego. Chciał wrócić do swojego mieszkania i się upić, nim chuda dupa mu całkowicie zdrętwieje. Nie pamiętać o głodzie, martwych znajomych i innych przyziemnych problemach świata. Był zmęczony.
- Więc tak- wilczyca pojawiła się po chwili, niszcząc rozmarzania styranego czerwonookiego o wiecznym spokoju. Na szybko streściła całą rozmowę o chmurach, polityce i gradzie. Elijasowi niemal drgała powieka od słuchania tego samego po raz drugi, ale mimo wszystko czekał na wielki finał, w którym towarzyszka powie mu coś pożytecznego. Doczekawszy się, zwrócił na nią wzrok- Właściciel Zajazdu "Pod Maciągowym Okiem" może coś wiedzieć na temat tej sprawy. Możemy się do niego przejść. A nóż się czegoś ciekawego dowiemy.
Artysta skinął łbem, powstrzymując narastającą w gardle chęć westchnienia.
- W porządku, i tak byłem w drodze aby coś zjeść- oznajmił, gdy jego uwagę odwróciło skrzypienie przemieszczającego się w ich kierunku wojska
- A tu taka miła niespodziewanka- na pysk wadery wstąpił wesoły wyszczerz, który Aeskeron skomentował tylko krótkim spojrzeniem w jej błękitne oczy. W tej samej chwili do obojga zbliżył się ten sam strażnik, który przez cały czas zachowywał milczenie, zaś nowo przybyłe cztery wilki już zbierały sztywniejące ciało.
- Zabierzemy go od razu do grabarza- oznajmił krótko wojak.
- Dobrze- odparł chudzielec- Jutro do wieczora załatwię formalności, do tego czasu niech leży w jakimś zimnym miejscu.
- Podejmiemy też środki w kwestii odnalezienia sprawcy.
Piaskowy basior nie miał nawet ochoty udawać, że wierzy w te słowa, więc odwrócił zimne spojrzenie na poczynania władz, zamykając temat. Strażnik zaś, nie otrzymawszy odpowiedzi, skinął łbem do obojga, a odchodząc z martwym bezdomnym kiwnął nawet do Ethaina, który za bardzo był skupiony na osobistej rozpaczy aby to zauważyć. Gdy zniknęli w innej uliczce, dopiero wtedy artysta zdał sobie sprawę, jak ogromny tłum zebrał się dookoła nich. Niby nikt się nie interesował, nikt nie szukał kontaktu wzrokowego, nikt też nie zostawał na dłużej niż kilka sekund, a jednak wszyscy byli w tym samym miejscu. Jego ucho drgnęło z niepokojem, gdy spojrzenie padło na pozostałą kałużę krwi.
W końcu wstał i podszedł do znajomego członka polutii, zbierając się w sobie, bo co mógłby powiedzieć w takiej sytuacji? Żeby nie chodził sam? Przecież Nerevalt nie był sam, a zginął. Że jego przyjaciel już jest w lepszym miejscu? Ot, pierdolenie. Żeby się uśmiechnął? Prędzej by się zrzygał kwasem, niż przeszłoby mu to przez gardło. Że dopilnuje, aby już nikt nie zginął? Sam w to nie wierzył.
- Panie Ethainie, proszę na siebie uważać- wymruczał najspokojniej jak potrafił pierwsze, co nie wydawało się znowu aż tak debilne- I niech pan próbuje nie rzucać się w oczy. 
Ślepy wilk się podniósł i przy tym całym odorze krwi i śmierci, nawet nie było czuć jego własnego aromatu wątpliwej jakości. Spojrzał na artystę zaćmionymi oczami, a Elijas wolałby się tego dnia wcale nie obudzić. 
- A weź przestań. W dupie z takim życiem- wywarczał niechętnie, gapiąc się gdzieś w przestrzeń, po czym pociągnął nosem- Rozszarpują wilka jak robactwo, bo co, bo gorszy?
Aeskeron nie mógł zaprzeczyć, kątem oka rejestrując jak biała wadera przechadza się po okolicy, pozostając jednak cały czas w zasięgu wzroku, zapewne już znudzona czekaniem.
- Zarejestrował pan może jakieś cechy napastnika? Płeć, wielkość lub kolor futra? Może kojarzy pan głos?
Bezdomny odkaszlnął, po czym znowu przysiadł i podrapał się tylną nogą za uchem.
- Chyba był biały i dosyć wysoki, ale mógł mieć coś narzuconego na siebie. Nie wiem, nie miałem czasu się przyglądać- wymamrotał, kręcąc głową- Na pewno chłop, chyba że jakaś zmutowana suka.
- Rozumiem- wężowaty na chwilę umilkł, podążając spojrzeniem za wilczycą- Zatem idę, zaś pan niech się gdzieś ukrywa przez następne dni i…
- Eljas, dziecko, co mi da ukrywanie się? Jak bogowie chcą mnie sprzątnąć, to i tak to zrobią!- roześmiał się niewesoło, powodując u młodszego zaciśnięcie zębów. 
- Bogowie nie mają z tym nic wspólnego, sam pan musi się pilnować.
- Idź ty też się pilnuj- stary prychnął, pochylając się do przodu. Nawet jeśli wtedy wyglądał na całkiem obojętnego, malarz nie potrafił spojrzeć na niego inaczej, niż jak na zastraszone zwierzę, dla którego ratunku już nie było. Niesamowicie go to irytowało.
Elijas podniósł się, pozdrowił pijaka głębokim ukłonem, by ten na pewno to dostrzegł i natychmiast wmieszał się w tłum, nie czekając na nowo poznaną waderę. Zaczął się zastanawiać nad tym co usłyszał, co zobaczył i co mógłby z tym zrobić, by jakoś ograniczyć całą tę rzeź.
- Panie filantropie, strasznie szybko pan się porusza, mógłby pan poczekać chwilę!
Aeskeron uniósł wyżej łeb prostując się, jednak nieco zwolnił gdy biała wilczyca zajęła miejsce po jego prawej.
- Mój błąd, proszę o wybaczenie- wymruczał.
- No raczej, że nie mój- zaśmiała się- Rozmawialiście o czymś przydatnym?
- Podejrzany może być Sivariusem, gdyż pan Ethain powiedział że widział białego, wysokiego basiora. Jednak pan Ethain jest również praktycznie ślepy i był pod wpływem silnych emocji, więc kto wie, co on naprawdę widział- odparł, ignorując fakt jak prywatne pytanie to było.
Wadera odpowiedziała krótkim “Mhm”, lekko marszcząc czoło, jakby nad czymś myślała, gdy Elijasa coś tknęło.
- I zamiast “pan filantrop”, preferowałbym “pan Elijas”, ewentualnie samo imię.
- Elijasss?- wadera wysyczała, naśladując charakterystyczny akcent z jakimś dziwnym rozbawieniem.
- Elijas Ragnarook Marath z roku Seresshmir.
- Pańscy rodzice musieli mieć niesamowity problem z wybraniem jednego imienia, co?
Aeskeron spojrzał na rozweseloną wilczycę spacerującą tuż obok, niczym szczenię rozglądając się po okolicy. 
- Niekoniecznie, pierwsze nadał mi ojciec, następne są ze względu na tradycję- wyjaśnił pokrótce, nie chcąc zagłębiać się w tak nieistotne szczegóły- Jak nazywać panią?
- Mnie? Saita, może być Sai.
- Miło poznać- wymamrotał ciężko, jednak zaraz po chwili zganił się za to w myślach. Może i pesymizm wypływał mu tego dnia uszami bardziej niż zazwyczaj, jednak mógł trochę przyhamować przy obcej waderze… nawet jeśli ona sama nie sprawiała wrażenia przejętej czymkolwiek. 
A skoro już o przejęciu mowa, po niedługiej chwili do głowy wilka zaczęły napływać myśli z serii “na co mi to wszystko?” i  “czy ja na poważnie zacząłem zabawę w detektywa?”. W rzeczy samej, wilk nie miał żadnego doświadczenia w zakresie jakichkolwiek prac wojskowych, czy detektywistycznych, a w Saicie nie pokładał zbyt wielu nadziei. Był pewien, że zaraz jej się znudzi i sobie pójdzie jak tylko ich “śledztwo” zatrzyma się w martwym punkcie lub zrobi coś na tyle irytująco-marnującego czas, że Elijas pierwszy pójdzie w długą.. już nawet  pomijając fakt, że gdyby nie ona, to sam pewnie nie podjąłby się niczego takiego- raczej próbowałby kogoś do tego wynająć. Musiał przed sobą przyznać, że podjął decyzję o ruszeniu z tym wszystkim idąc za ciosem wymierzonym przez samicę, co jeszcze bardziej tknęło w jego ego.
Jeszcze bardziej sfrustrowany niż wcześniej przepuścił waderę w wejściu do budynku i pozwolił się jej prowadzić, gdy szła zająć wolny stolik na boku pomieszczenia. Chłodny bezsens wciąż tkwił na jego pysku podczas zdejmowania z siebie niesamowicie czerwonego, ozdobnego futra.
- To jest prawdziwe?
Elijas zwrócił oczy w kolorze płaszczu na te niebieskie, należące do wadery.
- Owszem, zrobione jest z futer czarcich mar mieszkających na wschodzie- odparł grzecznie, usadawiając się wygodnie na miękkim siedzeniu i rozejrzał się z dyskrecją po karczmie, urządzonej w dosyć przytulnym stylu. Zwrócił uwagę na umeblowanie, rozmieszczenie stolików, bar, a także na pracowników i gości. Przy tych ostatnich w pewnym momencie aż serduszko mu szybciej zabiło, gdy nieoczekiwanie dostrzegł znajomą sylwetkę, wbijającą w niego wybitnie natarczywe, brązowe spojrzenie. Basior uniósł lekko brew, kiedy postać przywoławczo kiwnęła na niego łbem.
- Rzuca się w oczy- przyznała Saita, zaś Elijas uśmiechnął się krzywo, jednak lekko rozbawiony, gdy zdał sobie sprawę, że stwierdzenie mogło się odnosić zarówno do drugiej wadery, jak i jego futra.
- W rzeczy samej. 
Pani Saita odwzajemniła uśmiech z zainteresowaniem, zaś Elijas odchrząknął.
- Myślę, że to może być coś poważnego. Porozmawiam z nią.
- Ah tak? A co ze mną, mam tu czekać?- na pysku wadery pojawiło się nagłe niezadowolenie, jednak Aeskeron już zadecydował, więc sam przywdział nieco zaczepny uśmiech, który tak kontrastował z jego dotychczasowym zachowaniem.
- Może pani porozmawiać z barmanem na temat właściciela. Z moich obserwacji wynika, iż posiada pani do tego talent, ja zaś za chwilę dołączę.
Samica drgnęła i wydęła dolną wargę, eksponując swoje naburmuszenie.
- Ah tak? Może jeszcze nektar do tego?
Basior wstał, pozostawiając swoje futro przy stoliku, a ładny uśmiech nie schodził z jego pyska, gdy odparł dżentelmeńsko:
- Nie pijam nektaru, jednak byłbym wdzięczny za dziczyznę. Zapłacę, kiedy załatwię jedną sprawę.
Już widział jak wadera się podnosi, więc zaraz obrócił się na pięcie (nie dosłownie, ale wiadomo o co chodzi) i ruszył w kierunku stolika po przeciwległej stronie karczmy, a jego pysk wrócił do normalnego… no, standardowego wyrazu.
Gdy był o krok aby przywitać się ze starą znajomą, ta natychmiast się wyprostowała.
- Skąd ją wytrzasnąłeś?- warknęła gniewnie, jednak syn Ragnarooka nie dał po sobie poznać zaskoczenia, które w niego uderzyło. Nie mniej jednak nie spuścił już czujnego spojrzenia z towarzyszki ani na chwilę podczas siadania.
- Co masz na myśli, Suviano?
Złota wadera trzepnęła długim, ozdobionym przez kolorowe kamyczki i łańcuszki ogonem, zaś ładny pyszczek wykrzywiony był w mało atrakcyjnym grymasie. Była od Elijasa młodsza o trzy lata, uwielbiała nosić masę ozdób, kolorowe stroje i inne dekoracje, ponadto lubiła mieć nad wszystkim kontrolę, co dostarczało jej masy nowych klientów, zafiksowanych na całej jej osobie.
- Tę wywłokę- Suiviana niedbale wskazała na Saitę. Elijas podążając za jej spojrzeniem, dostrzegł że wspomniana biała wadera, o dziwo, rzeczywiście poszła do barmana- Co ty niby o niej wiesz?
I ponownie spojrzał na prostytutkę z konsternacją, tym razem nie ukrywając znużenia.
- Nie powinno być to dla ciebie istotne, naprawdę- odparł, starając się nadać głosowi delikatny wydźwięk, aby nie zrazić wilczycy napadem złości za wpychanie się w jego życie. Jednak ona dalej trzymała się swojego, dając piaskowemu wilkowi coraz bardziej do zrozumienia, dlaczego wadery nie są dla niego.
- Ja przynajmniej na tym zarabiam, i..!
- Już, wystarczy- warknął szybko, przerywając- To nie ona jest tu istotna, tylko martwe wilki. Neveralt nie żyje, a ja chcę się dowiedzieć czegoś na ten temat- jego głos był cichy, jednak samo spojrzenie połączone z dramatyczną wiadomością wystarczyły, by myśli wadery zrobiły gwałtowny w tył zwrot.
- Słyszałam, że kogoś zatłukli, ale nie spodziewałabym się, że to akurat staruszek- wyszeptała, a z jej głosu całkowicie uleciał gniew, jakby problem białej wadery nigdy jej nie dotyczył (a przecież nie dotyczył)- Jeszcze dzisiaj rano kazał mi na siebie uważać...- szeptała nadal, coraz bardziej pochylając się nad stolikiem. Brązowe oczy wyrażały czysty szok.
- Przed chwilą zdaliśmy jego zwłoki władzom- wymamrotał artysta, po czym zmarszczył lekko brwi- Od kogo usłyszałaś wieści i kiedy?
- Czekałam na mojego narzeczonego, bo mieliśmy razem zjeść posiłek, a tymczasem wszedł do środka jakiś basior, dziwny… Dosłownie wszedł, zaczął się śmiać w pysk barmanowi, że kolejny pijak leży zdechły na ulicy i poszedł z pięć minut temu. Jak na moje to zwykły prostak, który czuje się jak jakiś boski potomek bo ma dobrą posadkę i posłuszną dupę obok, która zrobi mu obiadek z podkulonym ogonkiem. Nie pierwszy taki i nie ostatni- opowiedziała, wtulając swoje drobne ciało w futerko z białego niedźwiedzia- Nie przyglądałam mu się, ale jego futro było brązowe z białymi wzorami, poza tym miał strasznie długie uszy i irytujący głos…
Aeskeron nieco konspiracyjnie pochylił się w przód i zaczął mamrotać.
- Jak zareagował barman?
- Nie wiem, bo ten brązowy tak mnie zmroził wzrokiem, że nie odważyłam się więcej podnieść głowy, aż nie wyszedł- wybąkała, odwracając wzrok.
- Rozumiem- wilk skinął łbem i mimowolnie zerknął na roześmianą Saitę i rozluźnionego barmana, co pobudziło do działania całą masę wątpliwych neuronów. Właściwie to dlaczego zamierzał jej zaufać? A w ogóle zamierzał jej zaufać? Znali się krócej, niż dwie godziny, nie miał pojęcia o jej motywach i zdołał zauważyć tyle, że zachowywała się w mocno zbyt przekoloryzowany sposób, jednak jeśli chciała, to pokazywała skupienie. Na wszystkie diabły, za dużo myślał!
Tym razem wyjątkowo pozwolił sobie na westchnięcie przed podniesieniem łba i spotkaniem się z brązowymi oczami. 
- Nie znasz powszechnej opinii o tej babce, nie?- Suviana płynnie zmieniła temat, jednak już nie podnosząc głosu.
- Gdyby interesowała mnie czyjakolwiek opinia…- zaczął pełnym zmęczenia głosem, jednak wilczyca przerwała mu z uśmiechem.
- To nie miałbyś tylu znajomych na poziomie Neveralta, ja wiem- parsknęła- Nie mniej jednak nie uważam, żeby do ciebie pasowała, chociaż wiem, że i tak postawisz na swoje.
- Standardowo.
Bezwłosy wyprostował się i zerknął na Saitę, która wracała do stolika, odprowadzana przez kelnera. Basior trzymał na tacy jakiś posiłek i dwa naczynia ze znajomym napojem, więc i piaskowy wilk zaczął się zbierać.
- Elijas…- zwrócił łeb ku towarzyszce, reagując na delikatny głos- Ethain wie?
Skinął, potwierdzając.
- Był w samym środku akcji. Więc proszę na siebie uważać.
Młoda prostytutka przełknęła ciężko ślinę, okazując żal i odwzajemniła skinienie.
- Ty też uważaj.
Czerwonooki pożegnał się szybko i za chwilę już wrócił do Saity, która siedziała przy ich poprzednim stoliku. Na blacie stał wazonik ze sztucznymi kwiatami, największa z możliwych porcji pieczonego mięsa z jelenia i dwa wielkie kufle nektaru- jeden przed niezwykle zadowoloną waderą, drugi przed Elijasem.
- Czy aby nie wspomniałem, że nie pijam nektaru?- basior zajął swoje miejsce i podsunął bliżej swój posiłek, zerkając na niebieskooką, która nagle okazała niezwykłe zaskoczenie.
- Oh, naprawdę? Musiałam zapomnieć, co za pech!- oznajmiła, sięgając szybko łapami po drugie z naczyń- Ale przecież nie może się zmarnować!
Oba kufle wylądowały pod jej nosem, a zimne spojrzenie czerwonych oczu nieznacznie złagodniało, jakby wcale nie przejmował się wydawanymi pieniędzmi, bo wadera w zamian dostarcza mu swoistej rozrywki. Nie mniej jednak oczy lodowate jak sopel, pozostały lodowate.
- W takim razie, na zdrowie.

<Saito? Dłuższe czekanie to lepsze śniadanie… czy coś xd>

Słowa: 2428 = 166 KŁ

wtorek, 14 lipca 2020

Od Saity CD. Elijasa

Kiedy łysy wspomniał coś o tym, że to nie pierwszy taki przypadek, kilka pojedynczych informacji połączyło się w mojej głowie w jedno. Zatrybiło i dało szerszy obraz na całą sprawę. Pozwoliło dostrzec nieco więcej, niż wydedukowałam samą moją obecnością przy miejscu dzisiejszej zbrodni i  podczas podsłuchiwania przechodniów. Trup na drugim końcu Centrum od miejsca, w którym teraz się znajdowaliśmy. Kolejny pod knajpą, z której wytoczyłam się kilka dni temu nad ranem po całonocnej popijawie. Prawie się wtedy o niego potknęłam, leżał na środku drogi niemal pod samymi drzwiami dobytku. A mimo to nikt go nie zauważył, nie pofatygował się, by chociaż usunąć stamtąd ciało. Cuchnące wódą i szczynami, doprawione ostrą wonią świeżej krwi truchło nie zwróciło niczyjej uwagi przez całą noc, mimo że dziesiątki wilków wchodziły w tym czasie i wychodziły z baru. Obserwowałam ich wszystkich bardziej lub mniej trzeźwym spojrzeniem. Nie dostrzegłam niczego, ani u wchodzących, ani wychodzących, co ostrzegłoby mnie w jakikolwiek sposób przed tym, co znajdzie się na mojej drodze, gdy postanowię wrócić do domu. To tylko kolejny trup nic nieznaczącego pijaka, czym tu się przejmować?
Cóż, widać jednak było czym. Skoro to nie pierwszy taki przypadek, skąd pewność, że morderca nie przestawi się na wilki innego stanu? Jeśli nie mieliśmy do czynienia z jakimś nawiedzonym idealistą z poczuciem misji oczyszczenia świata z wilczych śmieci, to niczego nie można było być pewnym. Tymczasem wszyscy do tematu podchodzili z zaskakującą beztroską.
No tak, tyle że, jak widać, nie wszyscy.
Nie wiedziałam, co Łysego łączyło z tymi pijaczynami. Mówił, że opłaci pogrzeb niedawnego nieboszczka. Szlachetne z jego strony, nikt inny na coś podobnego by się nie zebrał. Siedzenie na swoim bogactwie jak smok na kosztownościach było raczej częściej spotykaną postawą, niż dzielenie się swoim ciężko zarobionym groszem. To też takie spaczenie, zakorzenione głęboko w społeczeństwie. W tych czasach wszyscy myśleli o sobie, swoim własnym dobru. Co kogo obchodził jakiś cwel z ulicy. Niech gnije w rynsztoku.
Przez myśl przeszło mi, że może wszystkie te wilki, które musiały być na miejscu, podczas gdy nasz denat był rozszarpywany na strzępy, doskonale wiedziały, kto to zrobił. Może nawet popierały takie czyszczenie Centrum z robactwa. Nie było mowy o tym, żeby ktokolwiek zadał podobne obrażenia po cichu, do tego na środku ruchliwej ulicy. Nie mógł odejść przez nikogo niezauważony. Ktoś musiał wiedzieć. I to prawdopodobnie całkiem dużo ktosiów.
Trzeba się było tylko dokopać do tożsamości owych ktosiów. Co mogło okazać się pewnym wyzwaniem, podejrzewałam jednak, że Łysy basior niemal na pewno będzie gotowy to wyzwanie podjąć. W jego oczach widziałam naprawdę głęboką desperację. Chęć zaprowadzenia sprawiedliwości. Nie mogłam się zdecydować, czy bardziej mnie te nadzieje, tak doskonale rysujące się na pysku basiora, bawią, czy raczej wzbudzają szacunek. Ale, jak wszystko dobrze pójdzie, jeszcze będę miała sporo czasu, by się nad tą kwestią zastanowić. A tymczasem...
- Mówiła pani o pomocy. Zapraszam więc do podzielenia się spostrzeżeniami - odezwał się nagle basior i swoje słowa ewidentnie kierował do mnie, bo gdy zamrugałam szybko, by wrócić do rzeczywistości z moich rozmyślań, patrzył centralnie na mnie. Uśmiechnęłam się tym moim głupim uśmiechem, który denerwował mnie samą, gdy patrzyłam na siebie z taką miną w lustrze, nie wyobrażałam więc sobie nawet, jak bardzo irytujący musi być dla innych. Dla mnie jednak najważniejsze, że spełniał swoją funkcję. Pozwalał mi sprawiać wrażenie nieszkodliwego przeciwnika, kogoś, kim nie trzeba się przejmować, bo jest zwyczajnie zbyt głupi czy myślący trywialnie, by wziąć coś na poważnie i w jakiś konkretny sposób zareagować.
- Spostrzeżeniami na temat? - zapytałam, przekręcając lekko głowę i machając głupio ogonem. Chyba go tym pytaniem wkurwiłam, bo na czole wystąpiła mu pulsująca żyłka. Powstrzymałam wypływający na mój pysk triumfalny uśmiech. Ach, wkurwianie innych było jednak satysfakcjonujące...
- Tego, co się tu wydarzyło - wycedził przez zaciśnięte zęby, co jeszcze bardziej dopieściło moją euforię po osiągnięciu sukcesu. Jednak to by było na tyle, jeśli chodzi o tak perfidne denerwowanie go w najbliższym czasie. Niestety. Nie chciałam, żeby uznał, że współpraca ze mną mu się nie opłaci. Musiałam dać mu coś, co go zainteresuje na tyle, by zechciał zatrzymać mnie przy sobie. Potem będę mogła dalej się bawić. By the way, uroczo wyglądał, jak się wkurwiał. Z radością zrobię wszystko, by jak najczęściej oglądać go w tym wydaniu podczas tego naszego wspólnego polowania na mordercę.
Bo tak, teraz już nie miałam najmniejszych wątpliwości, że nie odpuści. A skoro jeszcze nie odwrócił się na pięcie i nie dał sobie ze mną spokoju, to znaczy, że miał nadzieję, że będę mogła mu jakoś realnie pomóc.
Oczywiście nie chciałam zawieść jego oczekiwań wobec mnie.
- Cóż, takim jednym głównym, którym mogę się podzielić, jest to, że ktoś na pewno całe zdarzenie widział - wzruszyłam ramionami, obiegając wzrokiem otoczenie. Plamy czerwonej krwi nadal odznaczały się wyraźnie na tle białego kamienia wyściełającego ścieżkę. Nie dało się ich nie zauważyć, a jednak większość wilków, których mrowie nadal się tędy przelewało, zdawało się dokładnie to robić. Wszystko, byle ich wzrok nie padł na niechciany ewenement szpecący otoczenie.
- Ale nic z tym jakoś nie zrobił - burknął, a ja wyszczerzyłam się w odpowiedzi w uśmiechu.
- Ależ pan bystry! - zawołałam. - A jaki spostrzegawczy.
- Czy pani kpi? - spytał, mierząc mnie morderczym spojrzeniem spode łba. Dotknęłam łapą klatki piersiowej w miejscu, gdzie biło serce i spojrzałam na niego z udawanym oburzeniem.
- Gdzież bym śmiała!
Wyglądał na mocno zirytowanego, nie przeszkodziło mi to jednak w ciągnięciu tej farsy. Wystarczyło rzucić mu kilka informacji, na tyle jednak mało, by nie pozostało mu nic innego, jak tylko zabrać mnie ze sobą na poszukiwania. Bym mu w odpowiedniej chwili podrzuciła odpowiedni trop. Może nie miałam w tym żadnego interesu, nie w samym złapaniu tego, kto był za śmierć basiora odpowiedzialny. Ale mogłam się podczas takiego mini śledztwa podszkolić, potrenować i utrwalić wiedzę i taktyki, których się w ostatnim czasie nauczyłam. Choć nie tylko te.
- Próbował pan może popytać przechodniów? Czy coś widzieli - powiodłam łapą naokoło, wracając do mojego w miarę normalnego tonu. Mięśnie pyska zaczynały mi sztywnieć od idiotycznego uśmiechu, w którym wykrzywiałam usta, więc go również porzuciłam. A co tam. Może a nóż widelec łatwiej mi pójdzie przekonanie basiora, że opłaci mu się zabranie mnie ze sobą do prowadzenia śledztwa.
- A czy oni wyglądają, jakby chcieli ze mną rozmawiać i jakby cokolwiek widzieli? - burknął, nadal patrząc na mnie spode łba, jednak starałam się to ignorować. Teraz może nie był zbyt przychylnie do mnie nastawiony, ale nic nie stało na przeszkodzie, by w przyszłości się to zmieniło.
- Ach, oni nie. Poza tym nie można ich o takie rzeczy pytać wprost. Trzeba się trochę pogimnastykować - uśmiechnęłam się przebiegle. - Nie ma opcji, żeby nikt nic nie wiedział.
- I nie ma opcji, żeby ci coś powiedzieli, nawet jeśli widzieli - sceptycyzm basiora z każdą chwilą zadziwiał mnie coraz bardziej. Jak można być tak negatywnym?
- Z własnej woli nie - prychnęłam i, bez ostrzeżenia, ruszyłam w stronę najbliższego, siedzącego pod jedną ze ścian, menelka. Zauważyłam go już jakiś czas temu, sterczał w jednym miejscu, zwinięty w kłębek, nie ruszał się za bardzo, jednak gdy jakiś nieuważny przechodzeń nadepnął mu na ogon, wywinął się i warknął na niego ostrzegawczo. Nie byłam pewna, czy w czasie ataku tu był, a jeśli był, to czy coś widział, czy akurat wtedy spał. Liczyłam jednak na to, że potworne wrzaski katowanego go obudziły. - Dzień dobry, proszę pana! - rzuciłam już z pewnej odległości, trochę głośniej, niż było trzeba, na wypadek, gdyby był przygłuchy. A było to całkiem prawdopodobne, skoro mógł tu spać. Albo po prostu przyzwyczaił się do panującego w Centrum zgiełku. - Piękną mamy pogodę, prawda?
Łypnął na mnie jednym okiem, ale nie poruszył się w żaden inny sposób. Tylko powieka raz po raz przesuwała się po gałce ocznej, gdy mrugał.
Wyrzuciłam z siebie jeszcze serię innych bzdurnych pytań retorycznych lub takich, na które zaraz sama sobie odpowiadałam. Trajkotałam jak najęta, starając się osiągnąć wcale nie trudną rzecz - wywołać u bezdomnego irytację. Zirytowany wilk chętniej zrobi wszystko, by jak najszybciej pozbyć się natręta. Żeby znowu mieć święty spokój.
- Dobra, pani - "obudził się" nagle. Podniósł łeb i spojrzał na mnie krzywo, z niezadowolonym grymasem na pysku. - Czego pani ode mnie chce?
- Oj, no tak - zaśmiałam się głupkowato. - Widzi pan, zastanawiałam się... Jak dobrze zna pan okolicę?
- Dość dobrze - burknął. Jego wzrok powędrował na basiora za mną. W jego oczach dostrzegłam błysk rozpoznania.
Serio, znali się? A może staremu pijaczkowi już tylko się coś we łbie pomieszało? Jedna i druga opcja wydawała się równie prawdopodobna.
- Och, a był pan tu może, gdy działy się te okropne rzeczy? To znaczy, podejrzewam, że okropne. Wrzaski, jakie niosły się po rynku, były przerażające - skuliłam lekko uszy, podkuliłam ogon. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na plamę na drodze. Całą sobą demonstrowałam niepokój.
Widział. Co prawda twierdził inaczej, ale mowa ciała go zdradziła. Kilka innych, zdawałoby się, że nie nawiązujących do sprawy pytań później dowiedziałam się, że w sumie to niewiele widział. Tłum wilków był zbyt gęsty, by się przypatrzeć.
Co, jak dla mnie, tym bardziej było dziwne. Że nikt nie zwrócił uwagi na krwawą jatkę, która się tu rozegrała.
No ale, żeby nie było, że wychodzę z niczym - zdobyłam rysopis kogoś, kto przystanął i patrzył dokładnie w miejsce kaźni. O dziwo podejrzewałam, że znam tego kogoś. Nie raz upijałam się w jego barze.
Wróciłam więc do Łysego z podniesionym dumnie ogonem i uśmiechem na ustach. Przekazałam mu, czego się dowiedziałam. Widziałam, jak mrużył oczy, patrząc to na mnie, to na bezdomnego, który tymczasem wrócił do swojej drzemki tudzież innej formy egzystencji, którą gwałtownie przerwałam swoim wtargnięciem. Podejrzewałam, że słyszał naszą rozmowę. A że nie zadałam żadnego bezpośredniego pytania o całą tą sprawę, nie powinno być opcji, żebym się czegoś dowiedziała na jej temat. A jednak.
- Właściciel Zajazdu "Pod Maciągowym Okiem" może coś wiedzieć na temat tej sprawy - poinformowałam w ramach podsumowania. - Możemy się do niego przejść. A nóż się czegoś ciekawego dowiemy.

<Elijas?>

Słowa: 1608 = 125 KŁ

poniedziałek, 13 lipca 2020

Od Elijasa CD. Saity

Ten dzień miał być spokojny. Elijas miał wygrzebać się ze swojego legowiska, trochę powyklinać na czym świat stoi, zjeść coś smacznego w karczmie i może by trochę pomalował, a może odwiedził muzeum, ewentualnie wrócił do spania, bo tak naprawdę było mu wszystko jedno- pewnie więc zdecydowałby w trakcie. Pierwsze dwa punkty szybko miał odhaczone. Z rana (artysta miał własne poczucie czasu- jego rano zaczynało się za każdym razem o innej godzinie, a tego dnia wypadło długo po południu, bo ostatniej nocy poczuł mocną potrzebę wypicia większej ilości pysznego wina, które dostał od znajomego. Wino było z jakiegoś egzotycznego owocu i nie mógł się powstrzymać, żeby sprawdzić po jakim czasie odczuje jego skutki. Odczuł je dopiero po kilku godzinach, ale padł jak szczeniak po jednym kieliszku) wstał, poprzeklinał, aż narzucił na siebie długi, czerwony płaszcz, przyozdobiony czarnymi kamieniami. Wyszedł z domu i zaczął spacer w kierunku znanej karczmy. Tak, zapowiadał się naprawdę spokojny dzień… a przynajmniej dopóki nie wkroczył w niego stary, cuchnący alkoholem wilk.
Znaczy, śmierdział nim jeszcze bardziej niż Elijas, od którego na co dzień czuć było charakterystyczną mieszaniną win i farby, co niekoniecznie było nieprzyjemne, a już na pewno w porównaniu do zaniedbanego bezdomnego.
Wysiwiały basior niemal gwałtownie wpadł na malarza, jednak ten dyskretnie odepchnął go telekinezą, rozpoznając już z oddali znajome brudne futro. Przez te kilka sekund zdążył zrozumieć tyle, że dzieje się coś bardzo złego. Przekrwione, pokryte następującą zaćmą oczy bezdomnego chaotycznie przemieszczały się po całej sylwetce wilka, aby zaraz przesunąć się gdzieś poza niego, jakby ledwo kontaktował. Przeraźliwie przy tym sapał i coś stękał. Szukał ratunku, jakiejkolwiek pomocy niczym dzikie zwierzę- od dzikusa odróżniało go to, że w pozlepianą sierść na policzkach wtapiały się najżywsze łzy. Elijas zadrżał, jednak jego wzrok pozostał niewzruszony, jakby próbował przekonać samego siebie, że nie warto panikować bez znajomości szczegółów. Pewnie to coś prostego do rozwiązania. Na pewno, Elijasie. Ten dzień jeszcze będzie spokojny.
Bezwłosy więc odchrząknął.
- Panie Ethain- zasyczał w kierunku basiora dosyć ostro, by go dobudzić. 
Ten zdębiał. Po chwili ponowił atak na artystę, podnosząc przednie łapy. Oczywiście ponownie odepchnięty. Syn Ragnarooka zmarszczył brwi jeszcze bardziej, robiąc krok w tył, kiedy bezdomny zachwiał się, ostatecznie upadając zadem na drogę. Zaraz jednak powstał na roztrzęsione nogi.
- E… Elijas?! Ja pierdolę, Elijas, to ty! Sa… sama Farani mi tu cię ze...słała!- wilk wrzeszczał, jego oddech świszczał, a wszędzie dookoła latała cuchnąca ślina, na łapach chyba miał krew. Wypalony alkoholem głos ranił uszy, zwracając na siebie uwagę przechodniów, a piaskowy wilk miał wrażenie, że bardziej nad jego głową siedzi Lore-Imri, niż bogini szczęścia- Mu... musimy się pośpieszyć!- chrypiał dalej i zrobił wielki krok w przód. Dalej chaotycznie się jąkał, kręcąc przy tym jak obłąkany. Elijas zacisnął zęby na języku. 
Złapał telekinezą bezdomnego za boki, unieruchamiając trzęsące się ciało, ale nie zbliżył o krok, kontynuując bycie zatorem na drodze dla innych mieszkańców. Znowu dotarły do niego jakieś dzikie krzyki i aż krew odpłynęła mu z głowy. Ethain zaczął krzyczeć jeszcze bardziej przeraźliwie, a gorące łzy dodawały mu efektu bycia słabym i żałosnym pomiotem świata. 
- Niech pan do mnie mówi, nie czytam w myślach- artysta wywarczał, próbując złapać jakikolwiek kontakt ze świadomością basiora, który stale jęczał i wył z rozpaczy- Co się dzieje? 
- On... biją Ner..revalta! Kazał mi wypierdalać bo to nie moja pora. Wziął go za łeb, zaczął wymiotować, tylko słyszałem! Nie mogłem walczyć, Eli, nie mogłem! Musimy… Szybko!- wilk nadawał jednym ciągiem, który zakończył przerażająco głośnym szlochem. 
Pod artystą prawie ugięły się łapy, bo do cholery jasnej, dlaczego to on musiał się w tym znaleźć?! Dlaczego tak nagle?! Mordestwo?! Skąd brali się tacy sadyści, którzy mordowali wilki gorszej kategorii jak niepotrzebne robactwo?! Kurwa, w dodatku to nie był taki pierwszy raz.
Gdzieś słychać było kolejny wrzask. Może to już podświadomość.
A Elijas tracił czas, ogarniając się z szoku.
- Idź po wojskowych. Teraz!- krzyknął na siwego. Wilk chciał złapać młodszego basiora za łapę, ale ten nie pozwolił się dotknąć, nie rozumiejąc dlaczego stary jeszcze się nie rusza.
- Ale oni…
- Do cholery, niech tylko spróbują odmówić!
I Ethain skinął łbem, po czym pobiegł. Kulejąc i się zataczając, jednak jakby poczuł nową siłę, mając w końcu kogoś po swojej stronie. 
Elijas w tym czasie poddał się intuicji, która miała zaprowadzić go do Nerevalta, bo co innego mógł zrobić? Biegł przy budynkach, unikając kontaktu z innymi wilkami, zaś czerwone futro ciągnęło się za nim jak groźny sygnał, zabraniający zbliżania się. Alarm, nakazujący bezwzględnie zrobić miejsce postaci, która była w pośpiechu, bo niesie ze sobą ważną misję. Przez cały czas rozglądał się na innych przechodniów, jakby mogli poprowadzić go prosto do krzywdzonego basiora. Bo oni wiedzieli. Oni wszyscy musieli wiedzieć, bo po niedługim czasie artysta bezbłędnie trafił w boczną uliczkę Centrum, gdzie już czekały na niego świeże zwłoki i obrzydliwie duszący odór śmierci. Przełknął ślinę.
Rzeczywiście, martwy już basior leżał na boku. Jego szeroko otworzone oczy powoli zachodziły mgłą, a z rozszarpanej klatki piersiowej i boku uchodziła energicznie, czerwona jak pajęcza lilia, krew, w której już zresztą cały był ubrudzony. Przednie łapy miał wyciągnięte do przodu, tylne karykaturalnie połamane. Nie leżał tak długo, jednak kałuża posoki pod nim była na tyle okazałych rozmiarów, że Elijasowi zrobiło się słabo na myśl o tym, jak stary musiał długo cierpieć przed śmiercią. Nie zdążył.
Pierwszą reakcją było obrzydzenie, bo to nie było coś, co chciałby widzieć ktokolwiek normalny. Czuł wstręt do martwego ciała, ale jeszcze większy do wilków, które szły tuż za jego plecami. Oni wszyscy wiedzieli. Chciał zwymiotować. Ale nie potrafił, bo gdyby to zrobił, czułby wstręt i do siebie. Chciał też upaść. Chciał zapłakać. Chciał zacząć wrzeszczeć, bo śmierć tego wilka była bezsensowna. Śmierć tych wszystkich wilków gorszego sortu była tak przykra i bez sensu że nie potrafił tego pojąć. Chciał wyć i przeklinać, żeby dusza martwego wiedziała, że ktoś pozostanie za nim w żałobie i będzie o nim myślał od czasu do czasu. Że dla kogoś się liczył.
Ale Elijas nie należał do płaczących. 
Stał tak, a na jego pysku widniał chłód i nawet jeśli co bardziej spostrzegawczy wilk zauważyłby jak silnie zaciska szczęki, nikt nie był w stanie zauważyć, jak szybko biło jego przerażone serducho. Nic więc dziwnego, że nie spodziewał się usłyszeć za sobą wesołego głosiku, tak nieadekwatnego do sytuacji. Podskoczył, ledwo powstrzymując ciało od postrzelenia obcej wadery prądem.
- Może pomóc?- zapytała, a jej wybitnie głupi uśmiech spowodował, że Elijas miał wrażenie jakby mu szkliwo na zębach zaczęło pękać od tego zaciskania. Próbował nie drżeć i walczył ze sobą, żeby nie zacząć wrzeszczeć na beznadziejną wilczycę, która jak gdyby nigdy nic wbiła sobie ot, tak, ignorując leżącego obok trupa, okazując mu całkowity brak szacunku.
Nim jednak Aeskeron zdążył odpowiedzieć, w jego polu widzenia pojawił się Ethain, a za nim dwóch strażników. Wyrazy ich pysków były równie beznadziejnie głupie co tej wadery, jednak ci najwyraźniej działali do niej odwrotnie i postanowili udawać skończonych idiotów.
- Co tu się dzieje?- zapytał młodszy, acz wyższy basior, kiedy zrozpaczony bezdomny rzucił się przed zwłoki przyjaciela, wyjąc jakby to jemu właśnie brutalnie odebrano życie. Wojownicy się nieznacznie skrzywili, wadera pozostała uśmiechnięta, a Elijas wziął głęboki wdech.
- Jak do tego doszło, że na ulicy Królestwa katują wilka, a wojsko nic z tym nie robi?- zapytał oschle, ignorując pytanie które wcześniej padło. Przymknął oczy, aby nie wyskoczyła mu na czole żyłka, kiedy ryk bezdomnego stał się jeszcze donośniejszy.
- Nikt nie zgłosił żadnego pobicia. Strażnicy zajmują się wieloma rzeczami na raz i nie jesteśmy w stanie reagować na wszystko- zaczął starszy z pełnym spokojem, tylko zerkając na martwe ciało. Doskonale wiedział, że z tego nie było już co zbierać, nie żeby miał na to ochotę. Aeskerona zaś tylko kultura trzymała od tego, żeby nie przerwać mu w połowie pierwszego zdania orzeźwiającym pierdolnięciem w głupi ryj.
- Czyli jak rozumiem, jeśli ja będę się wykrwawiał na środku drogi, zrywając przy tym gardło do krwi tak, że szczenięta sikają pod siebie ze strachu, to muszę sobie poczekać aż strażnicy znajdą czas, bo akurat muszą sobie postać pod sklepem i przetkać uszy na wrzaski rozrywanego wilka?- wysyczał, a gdyby miał futro, całe by się najeżyło. 
Starszy strażnik ściągnął brwi z oburzeniem, chociaż daleko mu było do agresji.
- Panie Elijasie, proszę nie tym tonem. Wojsko naprawdę stara się chronić wszystkich mieszkańców...
Artysta wbił natarczywe spojrzenie w jadeitowe oczy drugiego basiora. Został rozpoznany. W innych okolicznościach pewnie poczułby się dumny, teraz co najwyżej mógł odczuć jako-taką satysfakcję, że skoro ktoś zna jego nazwisko, to jest kimś ważnym, a przynajmniej ważniejszym, niż jakiś wojownik. Nie oznaczało to jednak, że miał zamiar się uspokoić. W końcu miał sensowną okazję, żeby się wyładować.
- Przepraszam bardzo, nie zauważyłem- wywarczał ironicznie w odpowiedzi- To już czwarty bezdomny, który stracił życie na przestrzeni miesiąca. Nikt się tym nie interesuje i…
Młodszy ze strażników nagle zajął głos i przerwał w połowie wypowiedź Aeskerona, najwyraźniej nie mogąc wytrzymać ośmieszania. Nie spodziewał się jednak, że zostanie zbesztany za to przez obcego wilka, jakim był Elijas, który wrzasnął że nie życzy sobie aby ktoś mu wchodził w słowo, ale także przez starszego kolegę po fachu, który zabronił mu się odzywać, bo kojarzył tego specyficznego malarza. Siedząca obok biała wadera miała niezły ubaw obserwując to wszystko, ale tymczasowo czerwonooki nie miał czasu się nią zająć. Nie, żeby wyglądała jakby jej to przeszkadzało.
- Proszę zabrać stąd to ciało. Natychmiast. Nie mam zamiaru oglądać martwych wilków na ulicy, zapewne reszta mieszkańców również- i tutaj zwrócił spojrzenie na wyższego wojskowego, który zdawał się nadal przeżywać burę od starszego strażnika- W każdym razie tak czy inaczej wyślę odpowiednie pismo do Królowej z zapytaniem, czy ona nie ma niczego przeciwko masowemu ubojowi mieszkańców Królestwa Północy. 
Wilk przeszyty wężowatym spojrzeniem przygryzł policzek od środka i posłał swojemu towarzyszowi pytający wzrok, najwyraźniej tracąc ochotę na jakiekolwiek dyskusje. W odpowiedzi dostał krótkie “idź po wsparcie”, bo wiedział, że ten chudzielec byłby w stanie się nawet wybrać osobiście do Królowej, a gdyby jakimś cudem i ona olała sprawę- malarz sprowadziłby samych bogów. Zatem Elijas uznając tę bitwę za wygraną, z równie nieprzyjemnym spojrzeniem zwrócił się do Ethaina, jednak nieco złagodniał na tonie. Siwy, kulawy bezdomny już się nieco wyciszył, jednak dalej leżał wiernie przed ciałem przyjaciela, wpatrując się zaćmionymi oczami w pysk trupa.
- Opłacę pogrzeb- oznajmił krótko, załatwiając drugą sprawę.
Pijaczyna tylko lekko skinął drżącym łbem, dając do zrozumienia, że przysłuchiwał się całej rozmowie. Przez pysk strażnika przeszło coś między wstrętem, a współczuciem, Elijas nie mógł tego rozgryźć, więc zwrócił wzrok na obcą wilczycę, która w odróżnieniu do grobowych min basiorów, wyglądała jakby oglądała dobry spektakl. Cóż, Aeskeron w rzeczy samej chciałby, żeby to wszystko było tylko sztuką- pewnie gdyby tak było, a on był zwykłym obserwatorem, to sam bawiłby się przednio, ponieważ temat był ciekawy, jak dobry kryminał, a rozweselona postać wilczycy, która teraz go tylko irytowała swoją ignorancją wprowadzałaby humor. Przez głowę nawet mu przeszło, że mógłby napisać scenariusz i sprzedać go jakiemuś teatrowi. Przynajmniej dorobiłby trochę grosza na więcej pogrzebów bezdomnych, bo nie zapowiadało się na zmiany. Skrzywił się na tę myśl, patrząc na sztywniejącego basiora, po czym podniósł swój własny sztywniejący od zimna zad i zbliżył się do białej wilczycy pod czujnym okiem strażnika o zielonych oczach. Był na tyle uspokojony, że przyciszył głos, dając do zrozumienia reszcie obecnych, że ta rozmowa nie powinna ich interesować.
Miał nadzieję, że dowie się czegoś konkretnego za niedużą cenę i wadera ma więcej do zaoferowania niż durne uśmieszki i popisy.
- Mówiła pani o pomocy. Zapraszam więc do podzielenia się spostrzeżeniami.
Skoro już bawili się w odgrywanie sztuki, to poszedł za ciosem. Show musiało trwać.

<Pani Sai~?>

Słowa: 1901 = 140 KŁ

środa, 10 czerwca 2020

Od Saity do Elijasa

Każde społeczeństwo, choćby to określane mianem najbardziej cywilizowanego czy światłego, było zawsze wspaniale nietolerancyjne. A także zapatrzone w siebie, dążące do perfekcji kosztem podrzędnych elementów, które nic nie wnoszą do rozwoju ogółu. Zwyczajnie zadufane w sobie, unoszące się pychą i dzielące wilki, nie tylko na klasyczne "dobre i złe", jakby nie istniały odcienie szarości... Ba, jakby wierzyli, że w ogóle istnieje lub kiedykolwiek istniał ktoś całkowicie dobry czy całkowicie zły. Również pojawiali się "ci przykładni obywatele i zakały, niegodne możliwości życia w Królestwie". Taki margines społeczny, gówno robiący i w zasadzie to tylko szpecący krajobraz.
Zwykle nikt nie próbował nawet wychodzić poza schematy w takich kwestiach. Ktoś widział bezdomnego wilka, przy okazji nierzadko uzależnionego od alkoholu, który wszystko, co jakimś cudem udało mu się zarobić, przepijał... Nie próbował patrzeć dalej, głębiej, zastanowić się, dlaczego, co takiego się wydarzyło, że tak skończył, co teraz czuje, czy mu faktycznie obojętnie, co się z nim dzieje, czy może po prostu stracił już pomysł na dalsze życie, zbyt wiele razy próbował je naprawić, poskładać do kupy, a teraz już nie widzi sensu dalszego próbowania? Jest zwyczajnie zmęczony ciągłymi porażkami i w sumie to już przywykł do tego, że jego życie w żadnej części nie przypomina sielanki.
Nic nie jest czarne albo białe, a każdy wilk ma swoją historię... Podejrzewam, że tamten basior, zakatowany w jednej z bocznej uliczek Centrum również ją miał. Jak brzmiała? Prawdopodobnie umarła razem z nim. Wśród Polutii bardzo rzadko można spotkać się z sytuacją, gdzie ziomkowie znali całe historie wszystkich członków swojej grupki. Mogli słyszeć ich fragmenty, bardziej lub mniej udolnie złączyć je w całość. Do tego nie wszystko było prawdą, kolorowanie faktów było wśród tej części społeczeństwa całkiem powszechną techniką. A przynajmniej z takimi sytuacjami ja się spotykałam. Martwy członek Polutii znikał. Dosłownie i w przenośni. Często niewidzialny, zignorowany, zapomniany przez społeczeństwo... Smutne to wszystko było.
Czy byłam przy tym, gdy zaatakowany wydawał ostatni dech? Owszem. Czy widziałam napastnika? Nie na własne oczy. Jednak wilki gadały... Wystarczyło potrafić słuchać, by dowiedzieć się od nich naprawdę ciekawych rzeczy. Wydobyć informacje, które niekiedy można by określić nawet mianem "wagi państwowej". Słuchając odpowiednich wilków, w odpowiednim czasie, zadając odpowiednie pytania. Nieświadomi tego, że to robią, będą śpiewać jak na katorgach, przy przypalaniu rozżarzonym węglem. Może nawet myśląc, że są sprytni i w zmyślny sposób tak mącą, że udaje im się bez problemu zataić prawdę czy istotne dla siebie, swoich zleceniodawców bądź przełożonych, fakty. Cóż, nie ze mną te numery.
Więc tak, słyszałam krzyki atakowanego. Przechodziłam akurat niedaleko, a basior darł się tak przeraźliwie, że pewnie słychać go było po drugiej stronie rynku. Nie dostrzegłam jednak, by ktoś jakoś żywiej na to zareagował - krótkie spojrzenia rzucane znajomym, podsumowane wzruszeniem ramion, delikatne kręcenie głową - to wszystko można było dostrzec, jeśli dobrze się obserwowało. Choć na pierwszy rzut oka oblegające tłumnie Rynek wilki w ogóle nie zwracały uwagi na mrożące krew w żyłach wrzaski. Tylko jeden z nich, z całego tłumu, zdawał się zaniepokojony... Nie poświęciłam mu jednak jeszcze wtedy zbyt wiele uwagi. Chciałam najpierw dowiedzieć się, co się stało.
Przesmykując się zgrabnie przez tłum, nie potrącając nikogo, nie zmuszając do zmiany kierunku marszu i nie zwracając na siebie dzięki temu uwagi, lawirowałam między wilkami w tłumie, chcąc dotrzeć niepostrzeżenie do miejsca, z którego, jak mi się zdawało, docierały wrzaski. Widziałam gdzieś pod drodze kątem oka jakiegoś wątpliwej reputacji wilka, cuchnącego wódą i zataczającego się lekko, gdy biegł, potykając się i co chwilę wpadając na mijane wilki. Zanotowałam w pamięci jego wygląd, charakterystyczny chód, tę nerwowość, którą emanował... choć to mogło być związane tylko ze sceną, która być może odegrała się właśnie na jego oczach. Musiałam mieć to na uwadze, gdyby okazało się później przydatne.
Kontynuowałam mój trucht do celu, który sobie obrałam.
Dotarłam na miejsce, gdy basior, który musiał wydawać z siebie te niewilcze wrzaski, jeszcze oddychał. Było z nim jednak na tyle źle, że wiedziałam, iż taki stan rzeczy nie potrwa długo. Krwawił obficie, jego oddech był ciężki, składał się z gwałtownych, bardzo płytkich wdechów i szybkich wydechów. Patrzył nieprzytomnymi oczami gdzieś w przestrzeń, w tłum, jakby szukając tego, kto mu to zrobił. Widziałam, jak mimo jego krytycznego stanu, w jego oczach, przebijając się przez mgiełkę zamroczenia alkoholem lub innymi środkami, przebija wściekłość. Chęć zemsty. Być może pewien żal. Orał pazurami ziemię, gdy się zbliżałam, ciągle kryta przez przepływające tędy mrowie wilków. Nikt nawet nie zwolnił przy konającym, sporadycznie ktoś rzucił mu spojrzenie bez wyrazu, nieprzejawiające żadnych emocji... A basior cierpiał.
Gdy zatrzymałam się przy ścianie, która z jednej strony wytyczała granicę tej wąskiej, bocznej uliczki, było już wiadome, że basior długo nie pociągnie. Może gdyby ktoś zainterweniował w czasie ataku, albo zaraz po tym, jak napastnik zwiał, zatamował krwotok z rozszarpanego boku, wilk miałby szansę na przeżycie. Ja przybyłam za późno, żeby mu pomóc, stracił już zbyt wiele krwi, by dało się go uratować bez profesjonalnego sprzętu medycznego. Ja go nie posiadałam. Oczywiście, tak, można by pomyśleć - wymówki. Może w pewien sposób. Jednak ja jakkolwiek zareagowałam, w przeciwieństwie do reszty. Wilk z marginesu społecznego nie zasługuje przecież na uwagę wilków wyższego stanu. W sumie - z czym ja w ogóle miałam problem.
Ano, z tą znieczulicą. Tak tak, nie byłam wzorem cnót wszelakich, z resztą już to mówiłam. Mogłam rzucić się natychmiast do pomocy. Mogłam, mogłam, mogłam... Nie zachowałam się może zgodnie z kodeksem moralnym typowego wilka - trzeba nieść pomoc potrzebującym. Nie uratowałam go od śmierci. Nie wszyscy są bohaterami. Ale zareagowałam. A reakcja, jakakolwiek, na dane wydarzenie, jest lepsza od znieczulicy, która zdaje się dominować w społeczeństwie, jeśli cierpiący wilk nie jest w stanie mu niczego zapewnić. Bezinteresowność tutaj ginęła.
To było przykre.
Gdy tak stałam pod ścianą i rozmyślałam, spojrzenia moje i konającego się spotkały. Dostrzegłam w jego mętniejących tęczówkach niewyobrażalny ból, strach... i żal. Nie wiedziałam, z czego się wywodził. Czego wilk nie zrobił, za co teraz, tak bliski śmierci, pluł sobie w brodę? Czy chodziło o to, jakie życie wiódł? Prawdopodobnie bezdomnego pijaka, szlajającego się od meliny do meliny, byleby upić się i mieć spokój... Dlaczego tak żył? Czy to był jego wybór, tak wyszło, a może innego życia po prostu nie znał? Jaką historię skrywał, czy faktycznie był tylko zakałą społeczeństwa...? Jak wspominałam, tego się już nie wiemy. Nie da się poskładać czyjejś historii ze zlepków zlepek zasłyszanych przez kogoś opowieści. Chociaż bardzo bym chciała, by było to możliwe, zwyczajnie zbyt wiele jest momentów, w których można jakiś fakt przekłamać...
Basior umierał. Ja tkwiłam pod ścianą, utrzymując z nim kontakt wzrokowy, starając się przekazać mu moją postawą, że jestem przy nim, zostanę z nim do końca, nawet jeśli nie mogę potrzymać go za łapę i wesprzeć fizycznym dotykiem (mimo wszystko otaczała go cała masa krwi, a ja go nie znałam). Wszystkie emocje, niewypowiedziane słowa otuchy, chciałam jednak przekazać mu spojrzeniem, ciepłym, spokojnym, pokrzepiającym. Tyle mogłam dla niego zrobić.
Oddał swój ostatni dech, wciąż patrząc mi w oczy, jakby miał nadzieję, że pozwolą mu one zostać wśród żywych, staną się dla niego kotwicą, która utrzyma go w życiu doczesnym jeszcze choć chwilę dłużej... Niestety
Wycofałam się. Ruszyłam ponownie wraz z tłumem, odruchowo, całkiem naturalnie klucząc między wilkami, jednocześnie nie oddalając się za daleko od trupa. Kluczyłam i słuchałam.
Choćby nie wiem jak przechodnie chcieli udawać, że nic się nie stało, a trup menela spod monopolowego nie robi na nich wrażenia i w zasadzie gówno ich on obchodzi... Natura wilcza była górą. Nikt nie mógł się powstrzymać od szepnięcia znajomemu słówka na temat tego, co znalazło się przed ich oczami. A ja słuchałam. I wyciągałam wnioski.
Usłyszałam kilka różnych wersji tego, co się stało, każda relacjonowana przez naocznego świadka, ale można się było tego spodziewać, bo to raczej naturalne zachowanie. Większość podświadomie chce być w centrum uwagi, szczególnie, gdy na co dzień niczym szczególnym się nie wyróżniają. Taka już wilcza próżność. Doszły mnie również słuchy o tym, kim nieboszczyk był, choć również wyciągnęłam z opowieści kilka różnych wersji. Wszystkie te informacje były tak bardzo grubymi nićmi szyte i tak bez większej logiki pomieszane... Że pozostało mi uznać je po prostu za bezładną masę, bełkot setek gardeł, które chciały się pochwalić jakąś wiedzą (raczej oczerniającą) na temat nieboszczka. Szkoda, że nie wzbudzał takiego zainteresowania, gdy konał. Być może jeszcze by wtedy żył i mógł nam sam ustosunkować się do wszystkich tych z czapy wziętych historii, które usłyszałam wtedy na placu.
To również było cholernie smutne. Robić z czyjejś śmierci, do tego ewidentnie z udziałem osób trzecich, jarmarczną atrakcję... Jeśli to nie było podłe to nie wiem, co w takim razie można tym mianem określić.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego zajęłam się zbieraniem informacji o jego śmierci. Podejrzewacie, że wzruszył mnie jego los i postanowiłam go pomścić, znaleźć mordercę... No, nie bardzo. Nie do końca. Zbieranie informacji to był odruch, robiłam to z taką naturalnością, z jaką przychodziło mi oddychanie. Gdy coś się działo, musiałam wiedzieć jak najwięcej. Nigdy nie wiadomo, do czego może mi się to w przyszłości przydać. Owszem, czułam rozregulowanie, może lekką irytację, że nikt, dosłownie nikt nie przejął się losem tego basiora. Że po prostu tak sobie umarł, sam, nie wiadomo dlaczego, czym zawinił, by tak skończyć. Kurwa, nikomu nawet nie przyszło do głowy, żeby pomyśleć, że przecież ktoś go zabił, rozszarpał wręcz mu cały bok. Co przeszkadzało więc napastnikowi zaatakować któregoś z nich tych lepszych przedstawicieli społeczeństwa.
Wszyscy oni byli albo głupi, albo łatwowierni, albo... Kurwa, sama nie wiedziałam, co. Tyle tylko, że z każdą chwilą robił się z tego coraz mniej zabawny żart.
Także zrobiłam wtedy to, w czym byłam dobra. Zebrałam informacje. Dowiedziałam się o tej sytuacji wszystkiego, co zdołałam. Jednak była ona tak nietypowa, a informacje tak chaotyczne, że po raz pierwszy od bardzo dawna miałam problem z poukładaniem ich w logiczną całość. Potrzebowałam jakiegoś ukierunkowania... Z drugiej strony, nie miałam zbytnio powodu, by to robić. Nie byłam altruistką, a już na pewno nie zamierzałam mścić się za kogoś, kogo nawet nie znałam. Mogłam trochę pomyśleć nad jego parszywym losem, nawet mu współczuć... Ale nic więcej. Wbrew pozorom aż tak nie różniłam się od innych wilków z tłumu. Być może jedyna różnica między nami polegała na tym, że wiedziałam, że postępuję niekoniecznie dobrze, a jedynie miałam to gdzieś. Oni prawdopodobnie nie wiedzieli nawet tego, że zachowują się jak fiuty. Ale cóż począć? Nikt nie jest idealny.
Dowiedziałam się wszystkiego, co mogłam, tłum zaczął się przerzedzać, a ja nabrałam ochoty na powrót do domu. Albo wbicie do jakiejś knajpy, choć jeśli zabójca tego biedaka nadal kręcił się w okolicy, nie mogłam mieć gwarancji, że gdy zabaluję w karczmie, nie skończę podobnie... Wybrawszy więc tym razem, o dziwo, bezpieczniejszą dla mnie wersję spokojnego powrotu do domu i przespania się porządnie po raz pierwszy od kilku dni, miałam już ruszać w odpowiednim kierunku, by jak najszybciej dotrzeć do celu.
Wtedy jednak moim oczom ukazał się basior, podejrzewałam, że rasy Aeskeron, zważywszy na brak sierści na jego ciele. Zwrócił on moją uwagę, bo... podszedł do trupa. Który nadal spoczywał na środku ulicy, chyba już zapomniany przez innych. Nikt nawet nie pofatygował się, by go odsunąć z drogi. Po prostu go omijali lub przechodzili nad nim... A ten basior podszedł do niego. Zatrzymał się. Patrzył. Wyglądał na przejętego.
A ja go skądś kojarzyłam. Chwilę zajęło mi zdanie sobie sprawy z tego, skąd... Ale całkiem szybko mnie olśniło.
To on wcześniej, gdy jeszcze nie dotarłam do miejsca zbrodni, a jedynie słyszałam dochodzące stąd wrzaski, także wydawał się zaniepokojony. Jedyny z całego tłumu zareagował jakoś na cierpiętnicze wrzaski... A teraz był tutaj.
Uśmiechnęłam się krzywo, rezygnując jednak z wcześniej przyjętego pomysłu. W sumie... A co mi tam. Skoro chyba znalazł się mściciel, gotowy za wszelką cenę znaleźć mordercę... Ach, no tak. Skąd to wiedziałam? Nie wiedziałam. Podejrzewałam. Jego zacięta mina i zimne spojrzenie sporo mówiły. Gdybym miała obstawiać, założyłabym, że właśnie obmyśla w głowie plan jakiejś zemsty czy odwetu za śmierć tego bezdomnego.
Że obstawiałam dobrze, przyszło mi się przekonać później... Ale nie wyprzedzajmy faktów.
Zaintrygowana tym, że ten Aeskeron zwrócił uwagę na trupa, mimo że przecież nie był to nikt istotny, zatrzymałam się w pół kroku, rezygnując jednak z powrotu do domu. Dostrzegłam za to dla siebie całkiem niczego sobie okazję do zażycia odrobiny rozrywki... Którą natychmiast postanowiłam wykorzystać.
- Może pomóc? - zapytałam, wcześniej cicho, bezszelestnie, zachodząc żywego basiora od tyłu, by w ostatniej chwili wyłonić mu się zza pleców. Zareagował tak, jak się spodziewałam: zaskoczony wzdrygnął się lekko, ale spojrzał na mnie.
Przywołałam na pysk swój najbardziej głupiutki i rozbrajający uśmiech, czekając na reakcję.

<Elijas?>

Słowa: 2063 = 148 KŁ
Layout by Netka Sidereum Graphics