Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakupy. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2020

Od Spero - zakup drzewka z wróżkami

Nie byłam nigdy wielką fanką świecidełek. Chyba, że mogły mi się w jakiś sposób przydać... Wtedy to już zupełnie inna sprawa. Funkcjonalność była dla mnie w znacznej większości przypadków najważniejsza.
Tak więc, gdy dowiedziałam się, że znajoma Willy'ego, właściciela karczmy, w której lubiłam przesiadywać w wolnej chwili wraz z przyjaciółmi, ma do sprzedania pewien magiczny, a do tego niezwykle urokliwy, przedmiot, może nie bez wahania, ale wyraziłam chęć zakupu. Oczywiście uprzednio chciałam się upewnić, że faktycznie jest mi w stanie coś dać. Coś, co mi się przyda i co będę mogła wykorzystać. Jak już wspominałam, samo "jest ładny" nie wystarczyło. Nie dla mnie. Nie, jeśli chodziło o wydawanie pieniędzy.
Dlatego zaraz po skończonej pracy, znajomy basior zaprowadził mnie do wadery, która chciała sprzedać ten intrygujący przedmiot. Mieszkała w bezpośrednim sąsiedztwie Rynku... Choć po wyglądzie jej mieszkania wnioskowałam, że już niedługo.
- Wyprowadzasz się? - zapytałam, gdy już zostałyśmy sobie przedstawione. Może nie było to najgrzeczniejsze z pytań, jakie można zadać nowo poznanej osobie, ale sytuacja tak się potoczyła, że nie było to niekulturalne. Nie bardzo.
- Utrzymanie mieszkania w tak dobrej lokalizacji staje się coraz trudniejsze - uśmiechnęła się smutno. - Ceny rosną, a moja płaca się nie zwiększa.
To było smutne. Że musiała wyprowadzić się, porzucić miejsce, w którym mieszkała pewnie od lat, tylko dlatego, że ktoś nagle postanowił podnieść czynsz... Dlaczego? Dlaczego musiało to tak wyglądać?
Życie było niesprawiedliwe.
Z tego samego powodu, dla którego opuszczała mieszkanie, chciała sprzedać ten nietypowy przedmiot. Mówiła, że to w sumie pamiątka rodzinna, jej babcia była zielarką i wykorzystywała go do tworzenia niektórych wyjątkowych specyfików. Natomiast jej, malarce, przedmiot nie był już potrzebny. A potrzebowała pieniędzy.
To ostatecznie przekonało mnie do tego, by kupić go od niej. Za nieco wyższą cenę, niż sobie początkowo zażyczyła... Chociaż tak mogłam jej pomóc.
A co to był właściwie za przedmiot? Wadera nazwała go po prostu "drzewkiem z wróżkami", choć żadnych wróżek z pewnością zamkniętych w nietypowej kuli nie było. Z przedmiotu można było pozyskać pył. Ten sam, który babcia sprzedającej wykorzystywała do produkowania leków. Uznałam, że i mnie może się on przydać wobec tego. Będę się tylko musiała nauczyć, jak najlepiej go używać.
Wróciłam z nowym nabytkiem do domu, postawiłam go na kominku... Światełka wirujące w kuli uspokajały. Faktycznie... Wyglądało to naprawdę ładnie.
Położyłam się przy ogniu, zapatrzyłam na magiczny przedmiot... I nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.

Zakup przedmiotu: Drzewko z wróżkami

niedziela, 21 czerwca 2020

Od Spero - zakup eliksiru Magte

- Co to jest? - spytałam, spoglądając na podejrzanie wyglądającą fiolkę, wypełnioną emanującym własnym światłem, pomarańczowym płynem. Zakorkowaną, z przypiętą podejrzanie wyglądającą etykietką. Niby ładnie... a w pewien sposób niepokojąco.
Val nie odpowiedział od razu, skupiony na segregowaniu zalegających blat roboczy przedmiotów. Ostatnio coraz częściej nie zwracałam uwagi na bałagan czy chociaż próby utrzymywania porządku w moim miejscu pracy. Nawet nie do końca wiem, dlaczego. To chyba przez roztargnienie czy coś... Przynajmniej tak sądziłam. Za to Val coraz częściej chodził za mną i robił to za mnie. Jakby uważał, że sama sobie nie poradzę. Że musi mi pomóc, zająć się mną w tych ciężkich dla mnie chwilach... Byłam mu za to wdzięczna.
Nie zmieniło tego nawet to, co potem, częściowo przez niego, się wydarzyło. Co zdecydowanie pogorszyło sytuację, w jakiej się znajdowałam.
- Val - wymówiłam jego imię z lekką naganą, gdy po chwili nie otrzymałam odpowiedzi i nic nie wskazywało na to, by miało się to zmienić. Upomnienie. Rozumiałam, że miał mi pomagać. Ale to nie zmieniało faktu, że zanim nie zaczął ze mną pracować, radziłam sobie sama. Nie potrzebowałam niani na pełny etat tylko partnera w badaniach... Basior jednak czasami zdawał się o tym zapominać. Dość bardzo mnie tym irytując.
- Kupiłem - odpowiedział w końcu, od niechcenia, nadal przeglądając zawartość mojego blatu roboczego.
- Gdzie? - drążyłam, przyglądając się dziwnej substancji, zamkniętej w niepozornej, szklanej fiolce. Nie ukrywam, trochę kusił.
- Od jakiegoś handlarza - widziałam po nim, że coś kręci. Nie chciał mi o czymś powiedzieć. - Nie pytałem, skąd go ma.
- A chociaż pytałeś, jaką spełnia funkcję?
Cisza. Zaniepokoiło mnie to trochę i już miałam go opierniczyć za wydawanie pieniędzy tak... beztrosko. Wtedy jednak odpowiedział:
- Wiem. Oczywiście, że wiem.
- No więc? - mruknęłam, patrząc na niego spode łba, podejrzliwie. Unikał patrzenia na mnie.
- Poprosiłem o coś, co ci pomoże. Z tymi... Koszmarami - wybąkał w końcu.
Najpierw mnie zamurowało. Potem westchnęłam ciężko, lekko zirytowana. A na końcu wypaliłam:
- Mogłeś mnie zapytać, czy tego potrzebuję. Bo tak się składa, że nie, nie potrzebuję. A już na pewno nie potrzebuję podejrzanych substancji z Czarnego Rynku...
- Sęk w tym, że potrzebujesz - basior po raz pierwszy od początku naszej rozmowy przerwał wykonywaną czynność i spojrzał na mnie. Jego wzrok był poważny, nieugięty. - Nie chcesz tego przyznać, ale nie radzisz sobie z tym wszystkim. Ja nie mam pojęcia, jak ci pomóc, a jedynego wilka, przy którym mogłaś normalnie spać, nie ma akurat w Królestwie... - wyrzucił z siebie słowa z prędkością rzucanych przez wytrenowanego maga bojowego zaklęć w bitewnym szale. Wziął głęboki oddech. - Nie radzisz sobie, Spero - ostatnie słowa wyszeptał. W jego głosie słyszałam autentyczny ból.
Mimo to nie zgodziłam się na skorzystanie z zakupionego przez Vala eliksiru. Nie wiedziałam, skąd go wytrzasnął. Nie chciał podać mi mienia wilka, podejrzewałam, że pewnie sam nie wiedział. Nie pomyślał, żeby zapytać. Nie mogłam mieć pewności, że nie został oszukany. Basior nie prosił o nic konkretnego, chciał po prostu coś, co pozwoli mi zapanować nad moją nowo zdobytą mocą... Mimo to bałam się, że coś może pójść nie tak, eliksir nie zadziała tak, jak powinien. Przeczucie mi to podpowiadało.
Niestety, nad tym, co wydarzyło się potem, nie dało się zapanować. Albo może dało się, jednak los postanowił zaśmiać mi się w twarz. Bo, tak jak sądziłam, Val został oszukany, a eliksir wcale mi nie pomógł... Wręcz przeciwnie.
Uwierzycie, jak powiem, że wypiłam go przypadkiem? Tak myślałam, że nie. Zwykle nie połyka się przypadkiem substancji, która tak bardzo krzyczy swoim wyglądem "jestem inna!". Zmęczenie potrafi jednak zrobić swoje.
Pomyliłam się po prostu. Zamiast mikstury rozgrzewającej, zgarnęłam z półki właśnie ten eliksir. Nie przyjrzałam się dokładnie butelce, którą złapałam. Po prostu wypiłam jej zawartość.
Chwilę potem straciłam przytomność. Odpłynęłam zupełnie, na kilka godzin, pogrążając się w głębokim śnie. Bez koszmarów, prawda. Za to niezupełnie pozbawionym marzeń sennych. Śniły mi się jakieś dziwne rzeczy, jednak nie pamiętam, co dokładnie. Nie pozostało w mojej pamięci ani jedno konkretne wydarzenie z tych snów. Jedynie wrażenia. Dość... dezorientujące momentami.
Natomiast najdziwniejsza rzecz stała się, gdy się w końcu obudziłam. Bo okazało się, że ponownie zabrałam coś ze snu. Tym razem jednak... Nie był to koszmar, a pojedynczy, dziwny kwiat, którego nie byłam w stanie znaleźć potem w żadnym zielniku czy jakimkolwiek spisie roślin. Nie tylko Królestwa północy. Całego kontynentu.
Natomiast gdy podobne sytuacje zaczęły się powtarzać, po przebudzeniu znajdowałam przy sobie coraz więcej przedmiotów z moich snów... Zrozumiałam coś.
To... wyciąganie elementów snów do rzeczywistości... To była moja kolejna moc. Inne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy. Zatem ten eliksir... sprawił, że się u mnie pojawiła. Że odkryłam kolejną moc związaną z jednym z żywiołów, którymi władałam.
Co, jak już wcześniej wspominałam, tylko pogorszyło moje kiepskie położenie w kwestii normalnego spania. Cóż jednak począć?
Czasu nie dało się cofnąć, a ja jedyne, co mogłam zrobić, to nauczyć się żyć z kolejną, potencjalnie niebezpieczną zdolnością.


Zakup przedmiotu: eliksir Magte

czwartek, 28 maja 2020

Od Spero - zakup Kamienia Shagti

Zawsze wierzyłam, że kamienie potrafią mieć różne, często nietypowe właściwości. Choć, prawdę mówiąc, nie spodziewałam się aż tak przydatnych. Szczególnie dla mnie.
Jak się okazało, nawet dla tak wymagającego wilka, jak ja, niektóre "bazarowe barachło" okazywało się przydatne. Mogłam się o tym przekonać chociażby po zakupie tego magicznego płaszcza, który teraz nosiłam coraz częściej. Czułam się z nim pewniej, powoli zaczynałam traktować jako normalną część ubioru, gdy wyruszałam w dłuższą podróż, albo gdy musiałam załatwić jakieś sprawy zawodowe.
Podobnie, w dość szybkim czasie, stało się z tym kamykiem. Który znalazłam na targu totalnym przypadkiem, a jego właściciel chyba zdawał sobie sprawy z tego, co sprzedaje. Choć i tak kazał sobie słono za niego zapłacić, podejrzewałam jednak, że ze względu na jego wygląd. Bo miał w sobie pewien urok, nie dało się zaprzeczyć.
A że przy okazji wspomagał wszelkie działania magiczne wilka, który go nosił, sprawiając, że jego wytrzymałość magiczna znacznie wzrastała... To już zupełnie inna sprawa.
Później dopiero dowiedziałam się, że ten kamień czy też stworzony z niego wisiorek jest dość znany w świecie magii. Czemu wcześniej o nim nie wiedziałam? Cóż, chyba tylko dlatego, że nigdy się tym za bardzo nie interesowałam. Całe dotychczasowe życie skupiałam się na hamowaniu moich zdolności, blokowaniu ich, żeby nie zrobiły mi krzywdy. Nigdy nie rozważałam tego, jak je wzmocnić, sprawić, by magiczne siły wolniej się wyczerpywały... Aż do teraz.
Coraz bardziej panowałam nad sobą. Coraz rzadziej rysowałam na sobie runy, który miały blokować moje zdolności. Nie przeskakiwałam niekontrolowanie, chyba że pod wpływem silnych emocji albo w ramach odruchu ratowania życia. Nad pozostałymi zdolnościami też panowałam coraz bardziej... A wiadomo - gdzie kończy się strach, tam zaczyna się chęć rozwoju, poszerzania zdolności.
Niekiedy przez myśl przechodziło mi, czy takie dążenie do rozwoju nie doprowadzi w którymś momencie do regresu. Że moje moce staną się zbyt potężne, bym była w stanie nad nimi zapanować i znowu pojawi się strach... Ale teraz się na tym nie skupiałam. Nie chciałam myśleć pesymistycznie. Szłam cały czas do przodu, potrafiłam coraz więcej, coraz więcej chciałam robić i z każdym nowo poznanym zaklęciem czułam się coraz pewniejsza w tym, co robiłam.
A kamień? Dowiedziałam się, że nazywany jest Kamieniem Shagti. Na wilka, który go nosi, ma taki wpływ, jak wcześniej wspominałam. Już dawno nikt żadnego nie widział... Więc obecnie byłam chyba jedyną jego posiadaczką, choć wiadomo, wszystko mogło się zmienić, niemal w każdej chwili. A tymczasem... Nikt nie był mi w stanie dokładnie opisać jego działania, znali tylko teorię, którą można przeczytać w książkach. Musiałam eksperymentować.
O dziwo, chyba po raz pierwszy, nie miałam z tym problemu.


Zakup przedmiotu: Kamień Shagti

wtorek, 26 maja 2020

Od Spero - zakup Płaszcza Lasu

Powłóczenie się wieczorem, po pracy, po Rynku w Centrum, było dla mnie dobrą odskocznią od magicznej rzeczywistości. Mogłam w końcu zrobić coś normalnego, pospacerować pod usłanym gwiazdami niebem, a gdy do Centrum akurat w tym samym czasie zawitali obwoźni handlarze, można było poprzechadzać się między straganami, pooglądać towary, zwiezione z najdalszych zakątków Królestwa czy nawet sąsiednich krain. Pośmiać w duchu ze sztukmistrzów, którzy pokazywali swoje magiczne towary, z nadzieją na upchnięcie jakiemuś naiwnemu wilkowi kamień przynoszący szczęście czy różę, która sprawi, że wilk, który ją powącha, zakocha się w pierwszej zobaczonej istocie. Nie mówię, że magia nie jest w stanie dokonać takich rzeczy. Bo jest. Ograniczała ją zwykle tylko wyobraźnia i potęga panującego nad nią wilka. Ale te jarmarczne sztuczki, które sprzedawali tego typu handlarze, nie miały za wiele wspólnego z magią. Albo nie działały w ogóle, albo nie do końca tak, jak opisywał to sprzedający.
Mimo to, od czasu do czasu, trafiały się tu dla magów prawdziwe rarytasy.
Tak było tym razem, gdy, podczas mojego trochę przymusowego, z powodu pracy, pobytu w Centrum, postanowiłam spędzić trochę czasu na zewnątrz, spacerując pod gwiazdami, mieszającymi się tu z magicznymi światłami. Podczas tego spaceru zawędrowałam właśnie do alejki, w której tego dnia rozstawili się handlarze. I gdy tak, poruszając się powolnym, leniwym wręcz krokiem, poczułam nagle gdzieś w okolicy silne źródło magii, z zaskoczenia aż przystanęłam. Szybko jednak się pozbierałam, przyspieszyłam kroku, kierując się do tego dziwnego miejsca mocy...
I znalazłam stoisko, którego zwykle próżno było tu szukać. Prowadzone przez szamankę, jak wywnioskowałam po sposobie prowadzenia się i licznych ozdobach z piór i kości, które zdobiły futro wadery. Stoisko pełne... magii.
Uznałam, że w zasadzie dlaczego by nie zagadać, dowiedzieć się, co tam słychać w szerokim świecie, a przy okazji przejrzeć to morze towarów. A nóż znajdę coś wartego uwagi, co może mi się przydać - w pracy, w życiu...
Gdy tylko mnie zauważyła, wadera sama zagadała do mnie. Dość szybko pogawędka między nami się rozwinęła, ona opowiadała o swoich przygodach, ja o moich. Wymieniłyśmy się naszymi doświadczeniami z magią. Jak się okazało, ona również miała władzę nad snami, również nauczyła się w nich wędrować. Co nieco mi podpowiedziała, jak powinnam tę moją zdolność trenować, by nauczyć się nad nią dobrze panować. Wykorzystywać.
A potem zaproponowała mi kupno pewnego płaszcza... Wytłumaczyła, jak działa. Zielony, błyszczący, fantazyjny płaszcz miał wzmacniać magię noszącego ją wilka. Nazwała go płaszczem Lasu.
Namówiła mnie na kupno go w tak ekspresowym tempie, że aż sama się zdziwiłam. Ale faktycznie czułam bijącą od niego magię, więc wątpiłam, by to była ściema. To chyba było taką "kropką nad i" w procesie kupowania go przeze mnie. Ufałam, że wadera mnie nie oszukuje i faktycznie wie, co sprzedaje.
I tak oto stałam się posiadaczką tego nietypowego przedmiotu. Gdy wróciłam z pakunkiem do swojego mieszkania, postanowiłam go wypróbować. Bo czemu nie? Chciałam mieć pewność tego, co kupiłam.
Ledwo zarzuciłam płaszcz na grzbiet, poczułam zalewającą mnie falę magii... Przymknęłam oczy, delektując się tym niesamowitym uczuciem. Westchnęłam lekko.
To było wspaniałe.

Zakup przedmiotu: Płaszcz Lasu

poniedziałek, 25 maja 2020

Od Spero - zakup Księgi Rora

Któregoś dnia, gdy włóczyłam się po Dystrykcie I bez konkretnego celu, natrafiłam na jakąś chatkę. Zbudowaną z drewna, z omszałym dachem. A wokół niej, dokładnie w promieniu pięciu metrów, czyli na obszarze ograniczonym zbutwiałym, drewnianym płotem... Nie dostrzegłam ani grama śniegu.
Zaintrygowało mnie to. Ogród wokół domku wyglądał, jak te w moim rodzinnym kraju w samym środku sezonu kwitnienia. Zielona trawa, kwitnące, pięknie pachnące i kolorowe kwiaty... Przypomniało mi się dzieciństwo.
Dlatego już chwilę później pokonywałam ogrodzenie, by znaleźć się wewnątrz tego dziwnego kręgu. Teraz mogłam poczuć na sierści również panujące tu ciepło, delikatny, ciepły wiatr... Magiczne miejsce.
Co potwierdził mi zaraz obcy, schrypnięty głos:
- Zimno źle wpływa na moje stare kości.
Przeniosłam wzrok w kierunku wejścia do chaty, w której stanęła biała wadera. W jej oczach widać było doświadczenie i... wiedzę. Wiedzę, której zwykły wilk nie posiadał. Tak patrzyły wilki widzące przyszłość... A ta wadera zachowywała się, jakby spodziewała się, że tu przyjdę.
- Dzień dobry - przywitałam się uprzejmie, uśmiechając się lekko. - Zobaczyłam podczas spaceru ten ogród i pomyślałam, że przyjrzę mu się bliżej...
- Wejdź dziecko - przerwała mi stara wadera. Odwróciła się i zaczęła powoli wracać do środka.
Nie raczyła przedstawić mi żadnego innego wytłumaczenia, po prostu zniknęła wewnątrz domku. Patrzyłam za nią, zaskoczona, choć już po chwili spełniłam jej prośbę, by, gdy już znalazłam się w środku, czekać na jakiś ciąg dalszy jej... nie wiem. Historii? Nie miałam pojęcia, czego powinnam się spodziewać po starej wieszczce. Wszystkie one były generalnie nieprzewidywalne.
- Możesz się rozejrzeć - rzuciła wadera po pewnym czasie, z cieniem uśmiechu na pysku. - Jestem zielarką, trochę kolekcjonerką... Przyszłaś tu obejrzeć moje towary, prawda?
Nie, nie taki był cel mojej wizyty tutaj, ale w sumie... I tak rozejrzałam się po pomieszczeniu, przesuwając wzrok po pękach ziół pod sufitem, półkach pełnych dziwnych przedmiotów i książek... Książek.
Jedna z nich szczególnie przykuła moją uwagę. I to właśnie do niej natychmiast się skierowałam, chcąc przyjrzeć się jej bliżej. Jej dziwnej, nietypowej okładce, przyciągającej moją uwagę...
- Słyszałaś kiedyś historię Wilczej Czarownicy?
Pytanie starej wadery wyrwało mnie z zamyślenia. Odwróciłam się gwałtownie, by spojrzeć na nią... W jej oczach błyszczały jakieś dziwne iskierki. Niepokojące. Jakby wiedziała więcej, niż chciała zdradzić.
Nie podobało mi się to.
- Niewielu wie o tym, że kiedyś ktoś taki żył - ruchem głowy wskazała księgę, której jeszcze przed chwilą się przyglądałam. - Też mnie kiedyś odwiedziła. Bardzo przypominała mi ciebie... - miałam wrażenie, że jej wzrok przeszywa mnie na wskroś. Czułam się coraz bardziej nieswojo, a instynkt zaczynał cicho, acz nagląco, krzyczeć Wiej! Naprawdę chciałam go posłuchać, ale... coś innego zatrzymywało mnie tutaj. - Oddała mi tę książkę. Zabroniła otwierać. Ale prosiła, żebym zachowała ją do momentu, aż ktoś zwróci na nią uwagę... Temu kazała mi ją sprzedać.
- Dlaczego? - zapytałam głucho, wstrzymując oddech. Z jednej strony bałam się odpowiedzi, z drugiej... chciałam znać prawdę.
- Nie pytałam - stara wadera w końcu odwróciła ode mnie wzrok, a ja w końcu mogłam odetchnąć. - Nie wiem, co zawiera - kłamała. Cholerna widząca. Czemu wilki z takimi zdolnościami choć czasami mogłyby powiedzieć czegoś wprost, nie przepuszczając tego przez swoje sito informacyjne...? - Jednak czarownica wiedziała. Znała ją całą na pamięć... Nie widziałam jej już potem. Nie wiem, co się z nią stało, ani czy miało to jakiś związek z tą książką.
Odważyłam się rzucić kolejne spojrzenie w stronę księgi. Przyciągała mnie. Nie wiem, co miała w sobie, nie czułam, żeby była magiczna, nie w formie, do jakiej przywykłam. Ale wołała mnie, krzyczała, żebym ją wzięła, przeczytała...
- Możesz ją wziąć. Leży tu już kilkanaście lat i nikomu się nie przydaje - uśmiechnęła się lekko. - A skoro tak cię do niej ciągnie... Jest twoja.
Zawahałam się. Przez moment biłam się z myślami, co z tym zrobić... Ta książka mogła być niebezpieczna. Jeśli rzeczywiście, w jakikolwiek sposób miała wpływ na to, co się stało z wilczą czarownicą... Nie znałam całej historii. Tylko zlepki faktów i przypuszczeń, które przez ostatnie miesiące zdołałam zebrać. Mogłam przypuszczać, że to jej serce jest połączone z drzewem na Szepczącym Wzgórzu, jednak nadal - tylko przypuszczać. Niewiele więcej. Jej postać była chyba najbardziej zagadkowa wśród wszystkich, z jakimi się kiedykolwiek spotkałam. Do czego mogła mnie doprowadzić? Co zawiera ta księga, na którą nikt, poza mną, nie zwracał wcześniej uwagi, choć leżała dokładnie na środku rzędu półek w domu szamanki, która mieszka tu od lat i już dawno przeżyła prawdopodobnie każdego, kto mieszka w Królestwie?
- Ile za nią chcesz? - zapytałam w końcu, ponownie łapiąc z nią kontakt wzrokowy. Wadera się uśmiechnęła, podając cenę. Nie była zatrważająca. Moim zdaniem mogłaby być warta więcej, jednak nie kłóciłam się. Wątpiłam, by wilczyca nie zdawała sobie sprawy z tego, że sprzedaje mi artefakt za bezcen. Musiała mieć w tym jakiś cel... Bałam się tylko, jaki. I jak to się ostatecznie dla mnie skończy.

~*~

Żeby ją przeczytać, zarwałam kilka nocy. Nie mogłam się od niej oderwać, jednak w dzień nie miałam czasu na zajmowanie się nią, bo miałam inne rzeczy do roboty. Bądź co bądź - praca to jednak praca, której trzeba poświęcać czas. Noce jednak miałam wolne.
Przeczytałam wolumin od deski do deski w ciągu około tygodnia. Kilku rzeczy się dowiedziałam, a przy okazji poznałam... bardzo ciekawie i bardzo... wątpliwej legalności zaklęcie. Nie było opisane jakoś szczególnie dokładnie. Nie były wymienione skutki uboczne używania go. Zamieszczone na jego temat były same suche fakty. Brzmiało ciekawie... ale mogło być niebezpieczne.
Przyzywanie potworów mogło mieć w końcu nieprzewidywalne efekty na otoczenie. A także na mnie samą. Z drugiej jednak strony... taka moc, przywoływania dowolnych potworów, które pojawiają się w naszych najczarniejszych koszmarach, mogła się okazać przydatna. Kiedyś. W jakiejś sytuacji. Nigdy nie wiadomo, co los postawi na naszej drodze. A mnie lubił podstawiać nogę.
Zaklęcie zapamiętałam, na wszelki wypadek, księgę natomiast schowałam. W jednej z odnóg mojej jaskini, w skrytce przykrytej grubą warstwą lodu. Żeby zminimalizować ryzyko, że ktoś ją znajdzie. Dlaczego wprowadziłam takie środki ostrożności? Cóż.
Nie każdy wilk powinien wiedzieć, co się w niej znajdowało. Ta wiedza, w łapach niektórych, mogła być po prostu niebezpieczna... Wolałam nie ryzykować.


Zakupiono przedmiot: Księga Rora
Layout by Netka Sidereum Graphics