czwartek, 29 września 2022
Od Sakiego - "Światła obłędu"
środa, 28 września 2022
Od Jastesa CD. Vallieany
środa, 21 września 2022
Od Xevy, CD. Yelthany
poniedziałek, 19 września 2022
Od Ametrine, CD. Xevy
Szłyśmy równym tempem. Xeva była tuż obok, idąc z wesołymi iskierkami w oczach. Znów zanurzyłam się w swoich myślach, kierując się przed siebie. Jej postać była dosyć intrygująca dla mnie. Wygląda jakby mieszkała tu od dłuższego czasu, jednak nie znała do końca panujących tu zasad ani prawa… Miała jednak pogodne usposobienie, wręcz czasami lekkoduszne, ale widać troskę oraz… odpowiedzialność. Gdy powiedziałam jej o roślinach, nie chciała ich tracić, ale była gotowa na… ostateczność…
Przynajmniej mam takie wrażenie…
Na pewno było coś, co przyciągało mnie do postaci Xevy. Być może jest to jej pochodzenie – egzotyczny wygląd, który przykuwa oko, obce tradycje i zwyczaje, jej odmienna osobowość… albo to wszystko na raz. Nie wiem dlaczego, ale przy niej czułam się nudna, nieciekawa i… nieatrakcyjna. Tak, dokładnie. Nie wiem dlaczego. Wzięłam głębszy wdech, chcąc powrócić do chwili obecnej. Zimne powietrze wypełniło nozdrza a potem płuca. Znów byłam obecną umysłem, nie tylko ciałem.
Oddaliłyśmy się od Centrum, lecz dalej byłyśmy na terenie Królestwa. Śnieg opadał powoli z stalowo–szarych chmur. Szalik zaczął zsuwać się z szyi, więc chwyciłam go telekinezą i poprawiłam. Miałam na sobie jeszcze swój płaszcz, wykonany z owczej wełny, który chronił wystarczająco przed zimnem ale nie będzie ono dodatkowym ciężarem kiedy przejdziemy na cieplejsze tereny. Jest wystarczająco ciepły, aby stanowić ochronę przed zimnem, ale też nie jest zbyt ciężki by schować go do jednej z mojej toreb. Na bokach miałam zawieszone dwie duże torby wykonane z ciemnej skóry oraz jeszcze plecak na grzbiecie, także miałam gdzie schować swoje odzienie. Xeva natomiast miała coś w rodzaju narzuty z jelenich skór, która najgrubszą warstwę miała w miejscach, gdzie jej czekoladowe futro było najrzadsze. Miała ze sobą jedną torbę, na lewym boku. Z jej pyszczka nawet na chwilę nie schodził uśmiech. Dookoła panowała martwa cisza, zagłuszana skrzypieniem śniegu podczas stawiania kolejnych kroków. Postanowiłam przerwać tą nieznośny bezgłos.
– Xeva? – zapytałam, a głowa wilczycy od razu wystrzeliła w moją stronę, nastawiając uszu.
– Pani? – wesoły ton zwrócił się do mnie. Oczy wyczekująco wpatrywały się we mnie.
Już otworzyłam pysk żeby zadać jej pytanie o jej profesje, rośliny oraz ogólnie o jej podróż tutaj, kiedy coś usłyszałam…
Z początku wsłuchałam się, lecz zlekceważyłam w fakt usłyszenia dźwięki, kiedy pojawił się jeszcze raz.
Grzmot.
Obróciłam się. Goniły nas niemal czarne chmury, niosąc ze sobą ogromne masy śniegu oraz kurtynę śnieżną. Śnieżyca.
Świetnie.
Moja towarzyszka również dostrzegła nadchodzące zagrożenie. Spojrzała na mnie a następnie znowu na chmurę.
– Schronienie chyba znaleźć musimy… – powiedziała. Kiwnęłam głową i ruszyłam naprzód, zwiększając tempo.
– Może tym razem ta jaskinia będzie odpowiednia… – mruknęłam. Poprzednie trzy albo były za ciasne albo już zajęte przez stałych, dzikich lokatorów. Albo jedno i drugie.
Tym razem jednak nam się udało. Jaskinia była wystarczająco duża, żeby zmieścić grupę otyłych wilków. Stalowoszara lodowa ściana to cały wystrój wnętrza. Otrzepałam się z warstwy puchu na grzbiecie, co uczyniła też Xeva. Weszłyśmy do środka w ostatniej możliwej chwili, ponieważ uderzyło w nas czoło chmury, niosąc zaledwie ułamek śniegu w sobie. Teraz na zewnątrz szalała dzika śnieżyca, którą należy przeczekać…
Położyłam swój bagaż na ziemi. Towarzysząca mi wilczyca siedziała przy wyjściu i obserwowała szalejący na zewnątrz żywioł, po czym podeszła bliżej wnętrza i również zdjęła ciężar z grzbietu. Zaczęła się kłaść, ale ja wpadłam na pewien pomysł.
– Poczekaj… – poprosiłam. Musimy bardzo uważać bo z odmrożeniami nie ma żartów. Stworzyłam kryształową platformę, która będzie izolować nasze ciała od lodowatego podłoża, dzięki czemu nie będziemy tracić tam dużo cennego ciepła. Weszłam na platformę, po czym zaczęłam się układać do leżenia. Mimo, że uwielbiam spać w miękkim łóżku nie przeszkadza mi spanie na twardej posadzce. Xevie chyba również.
W końcu miałyśmy chwilę, gdzie zapytałam o przyczynę opuszczenia rodzinnych stron. Oczywiście zaznaczyłam, że jak nie chce, to nie musi o tym rozmawiać.
– Pani się nie martwi! Jasne, że opowiedzieć mogę! Córką kapłanki jestem, mieć ważną rolę miałam, ale bogini inaczej zdecydowała. W urodziny drugie zwiedzać świat postanowiłam. Łapy do Królestwa mnie zaniosły i tak już zostałam…
Byłam lekko zaskoczona. Myślałam, że Xeva przeżyła większą przygodę prowadzącą do Królestwa… Nie jestem rozczarowana, lecz sądziłam, że jej historia nie będzie aż taka… prosta. W zamian opowiedziałam jej o swojej rodzinie. Głównie o bracie, nie chciałam poruszać tematu swoich rodziców… Potem rozmawiałyśmy na różne tematy aż nas obie zmógł sen…
Mniejszy szum. Nawet nie zarejestrowałam.
Większy hałas. Przebił się przez warstwę snu, lecz go zignorowałam. Huk. Gwałtownie wstałam.
Zaspanymi oczami dostrzegłam… No właśnie, niemal nic bo było ciemno! Po kilku chwilach wzrok przyzwyczaił się do mroku dostrzegłam warstwę śniegu zagradzającą wyjdzie z jamy. Xeva wstała chwilę po mnie i również potrzebowała chwili na zrozumienie co tu się dzieje…
– Nie, nie nie..! – Podbiegłam do ściany i zaczęłam szybko kopać w sypkim śniegu.
Nic tym nie wskórałam…
Xeva stała niedaleko z położonymi uszami uszami. Sytuacja była kiepska. Bardzo kiepska.
– Musi być inne wyjście…! – powiedziałam, kręcąc się w kółko. Od zasypania naszego wyjścia minęło już trochę czasu. Nie chciałam niczego mówić, ale niedługo może skończyć się nam powietrze…
– Tylko jak znaleźć je? – spytała moja towarzyszka.
– Nie wiem… – zatrzymałam się. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. – Ale nie możemy się poddać! – Tupnęłam mocno nogą, chcąc pokazać sobie i Odkrywczyni, że się nie złamie.
To był błąd. Duży.
Lód pode mną zaczął skrzypieć dziwnie aż w końcu pojawiło się pęknięcie. W jednej chwili było niewielkie a w drugiej była długa jak moje ciało. Zaczęły się rozgałęziać i biegnąc w kierunku Xevy oraz moim. Obie, jak zaczarowane, patrzyłyśmy na rosnące pęknięcia, aż spękany lód nie wytrzymał ciężaru nas obu…
Nie wiem co się działo potem. Pamiętam tylko zimno, wodę, zagubienie i większe zimno. Ale przede wszystkim zmartwienie co się dzieje z moją towarzyszką. Musimy też odzyskać szybko nasze zapasy, które zostały w głównej grocie.
środa, 14 września 2022
Od Vallieany, CD. Lys i Tin
– Jasne, że możemy – pisnęła. Stanęła na tyle łapki i zaczęła rozglądać się za miejscem odpowiednim na chwilowy przystanek, jednak z punktu widzenia tak małego zwierzątka nie była w stanie dostrzec nic, co znajdowało się poza piętrzącymi się nad jej główką murami ze śniegu. Szybko się więc poddała oddając chwilowo swoją pozycję “lidera” wyprawy– Możecie wybrać miejsce.
Lys i Tin, jakby napędzane nową energią na samą myśl o chwili odpoczynku energiczne przeskoczyły z łapy na łapę i dziarsko skinęły głową, biorąc na siebie odpowiedzialność za powierzone zadanie. Przez chwilę chodziły, przez chwilę tuptały, trochę powęszyły, aż w końcu cupnęły. Wybraną przez nie miejscówką była spora przestrzeń, otoczona przez kilka większych, ciasno rosnących przy sobie drzew, gdzie warstwa śniegu była znacznie niższa, niż na ich dotychczasowej, nieosłoniętej gałęziami trasie.
– Może być? – odezwał się dumny głos Lys, zupełnie jakby wadera pytała Vallieanę o zdanie tylko po to, żeby usłyszeć, że wykonała dobrą robotę.
– Tak, dobra robota – uśmiechnęła się Valli – Ziemia jest wydeptana, zdaje się, że nocują tu dziki – zauważyła, kiedy zadowolona z siebie koza zaczęła rozładowywać z siebie toboły.
– Czuć je z kilometra – skrzywiła się lekko w odpowiedzi – Dobrze, że teraz ich tu nie ma.
– A jak wrócą? – gronostaj rzuciła okiem na towarzyszki.
– To będą musiały znaleźć nową miejscówkę – rzekła zadowolona Lys i chwyciła zająca, którego dzień wcześniej złapała. Wadery już zabierały się do dzielenia mięsa, kiedy spojrzały złotymi ślepiami na towarzyszącego im gronostaja. Vallieana jakby wywołana do odpowiedzi podskoczyła w miejscu i za chwilę znów usiadła..
– Spokojnie możesz zjeść więcej, moje ciało jest teraz bardziej… ekonomiczne? – zaśmiała się niezręcznie, zerkając na sześć razy większe truchło zajęczaka – No, powiedzmy…Wystarczy mi naprawdę mały kawałek.
– Hm, no dobrze…
Wadery otworzyły pysk i zaraz zacisnęły silne szczęki na udzie zwierzęcia, łamiąc kości jak wykałaczki i rwąc mięśnie wraz ze skórą jak kawałek pergaminu. Z tej perspektywy, Vallieana odczuła realną grozę i aż musiała się kawałek wycofać, gdy jej ciałem targnęło nagłe, niezrozumiałe przerażenie. Na szczęście wilczyce tego nie zauważyły i zaraz delikatnie położyły udziec przed nosem gronostaja.
– Wystarczy? – zapytały.
– T..tak – czarny łebek potrząsnął się na boki, chcąc pozbyć się dyskomfortu – Dziękuję i smacznego.
Po usłyszeniu odpowiedzi, towarzyszki wyprawy wzięły się do jedzenia. Bardzo szybko okazało się, że mała Vallieana nie jest w stanie zjeść nawet jednej trzeciej swojej porcji, więc więcej trafiło do Lys i Tin, które również nie zjadły swojego przydziału do końca. Ostatecznie resztki zająca trafiły zapakowane do zielarskiej torby, a samice postanowiły odpocząć jeszcze przez chwilę.
– Nie jest wam zbyt ciężko z tymi rzeczami? – spytała z troską gronostajka, zwijając się w rogalika przed wyciągniętymi łapami pozostałych wader. Te jednak pokręciły powoli głową.
– Nie jest ciężko, po prostu daleko.
Niebieskooka wyłapała delikatniejszy głos Tin
– Tak, to prawda, też miałam nadzieję, że dostaniemy się tam szybciej… ale z tym, ciałem nie da się szybciej – westchnęła przygnębiająco. Wadery podniosły uszy i machnęły łapą.
– A… ale nie przejmuj się, to nie jest twoja wina..!
– Ah, wiem, że to nie moja wina, naprawdę! Po prostu mam swoje obowiązki i przez takie… nieoczekiwane… sytuacje muszę na nowo organizować czas… Poza tym nie wiemy jak mnie odmienić z powrotem i to też jest całkiem stresujące – uśmiechnęła się niewesoło. Tin skinęła głową ze zrozumieniem. Vallieana westchnęła i znów się rozluźniła.
– Ale dość o moim obecnym stanie. Powiedzcie, jesteście myśliwymi, tak? Jakiś czas temu zastanawiałam się jak wygląda… – niespodziewanie drobne zwierzę urwało, gdy przez las rozległ się nieprzyjemny dla ucha chichot. W jednej sekundzie samice nastawiły uszy, a w następnej Valli wydała z siebie niepodobny do niczego pisk, gdy nadlatująca z powietrza szyszka uderzyła w ziemię z takim impetem, że wystarczyłoby kilka centymetrów w bok i drobniutkie łapki gronostaja zostałyby bezpowrotnie zmiażdżone.
– Valli! – krzyknęły wadery, zrywając się na nogi – Nic ci nie je… Auć!
Grafitowe rogi przyjęły na siebie uderzenie kolejnej szyszki, a potem ciemny zad oberwał jeszcze następną. W tym czasie zielarka zwiała czym prędzej w krzaki z walącym sercem. Kolejną niespodziewaną dla niej rzeczą było to, że Lys i Tin postanowią wepchnąć się za nią pod ten sam krzak, więc gdy nagle przed jej malutkim pyszczkiem pojawiła się wielka para złotych oczu, wdrapała się niezdarnie na czarny nos i pozwoliła waderom na rozgoszczenie się.
– Valli, czy… czy wszystko… – Tin próbowała złapać oddech, jednak nagle potrząsnęła łbem i zachwiała się na bok, zrzucając gronostaja na ziemię – Mógł cię zabić! Niech ja go tylko dostanę w swoje łapy!
Wadery znów się poderwały, a Valli mogła tylko chwycić się jednej z ich łap, obawiając się bycia stratowaną. Rollercoaster emocji w jej ciele zaliczał wzniesienia i upadki, a ona wyklinała w myślach wrażliwość emocjonalną tego ciała. Miała wrażenie, że to jej serce zaraz się zatrzyma!
Lys jednak nie wybiegła zza krzaka, a jedynie zaszarżowała w przód, kręcąc głową, gdy rogi stale ocierały się o gałęzie rośliny. Już wyglądała jakby miała zaczął krzyczeć, ale przypomniała sobie o obecności towarzyszki, o którą zadeklarowała się walczyć.
– Jak się trzymasz? Wszystko dobrze- zapytały z niepokojem.
– Ja… Tak, ja… Dajcie mi chwilę – sapnęła niebieskooka, trzymając się kurczowo przedniej łapy wader. Lys nastroszyła całe ich ciało.
– Co za…!
Jednak ponownie rozwój sytuacji przerwał czyjeś zdanie w połowie. Chichot nagle się urwał i zmienił się we… wrzask. Dziwaczny, kłujący w uszy krzyk, zupełnie jakby napastnik nagle się przestraszył. To co wydarzyło się jako następne jednak jeszcze bardziej zaskoczyło samice – to coś spadło z drzewa! Wylądowało na grzbiecie parę metrów od Lys, Tin i Vallieany, jednak zaraz bez problemu wstało i zaczęło uciekać w drugą stronę.
A ten co, ducha zobaczył?
Od Vallieany, CD. Jastesa
<Jastes?>
Słowa: 521 = 31 KŁ
poniedziałek, 12 września 2022
Od Hauro, CD. Xevy
Wszedłem z Waderą do pierwszej lepszej karczmy. Usiadłem obok niej, na krześle przy barze. Zamówiłem jej grzane wino. Gdy się trochę uspokoiła, opowiedziała mi co i jak. Słuchałem jej w milczeniu. Większość wilków, patrzyła się na mnie dziwnie. Ignorowałem je. ,,Pewnie, gdyby nie wpadłbym na nią, nikt by jej nie pomógł.” - Pomyślałem. Większość, pewnie ominęła by nawet umierającego wilka. Westchnąłem w myślach. ,,Taki jest teraz świat”. Gdy wilczyca skończyła mówić, w pocieszającym geście, położyłem łapę na jej barku. Dzwonki cicho zadzwoniły. ,,Prawdopodobnie będą teraz uznawać mnie za jakiegoś dziwaka, ale mam to gdzieś. Ważniejsze jest, aby pomóc tej wilczycy. Właśnie, nawet nie wiem jak się nazywa. Może nie jest to jakoś super istotne, ale może poczuje się pewniej, gdy będę mówił jej po imieniu? Ja czułbym się pewniej, ale ona to nie ja.”
- Jak ma Pani na imię?
Zapytałem po chwili ciszy. Nie Chciałem, aby nieznajoma pomyślała, że o niej zapomniałem.
- X - Xeva
Wydukała Wadera.
- Wspaniałe imię!
- Na prawdę?
Pokiwałem energicznie łbem. Wszystkie wisiorki i łańcuszki, które były zaplątane bądź zawieszone na moich rogach zaczęły się chaotycznie poruszać.
- Oczywiście!
Dodałem po chwili. Kątem oka, zauważyłem, jak jakiś wilk o mało co nie parsknął śmiechem. ,,Uważają to za żałosne, a pewnie gdyby sami byliby w takiej sytuacji, zdziwiliby się, dlaczego inni się śmieją.” Warknąłem w myślach, czasami miałem już po prostu dość takich wilków, zapatrzonych w siebie, aroganckich. O mało co nie wywróciłem oczami, jednak powstrzymałem się i skupiłem całą swoją uwagę na waderze.
- Nie wiem, czy Cię to w ogóle obchodzi, ale jestem Hauro
Powiedziałem tak samo wesoło co wcześniej. ,,Chyba się nie obrazi, że zwróciłem się do niej na Ty, w każdym razie, mam taką nadzieję. Ja tam bym się nie obraził, jednak ja to ja, a Xeva to Xeva.”
niedziela, 4 września 2022
Od Xevy, CD. Lys i Tin
Od Aarveda, CD. Jastesa
A potem doszedł do niego ból.
Słowa: 1991 = 145 KŁ
piątek, 2 września 2022
Od Yelthany do Xevy
- Mógł chociaż zaczekać, aż sobie żarcie kupie – wymruczałam pod nosem.
Teraz miałam trzy opcje. Pierwsza, to odnalezienie złodzieja. Wiedziałam jednak, że mogę nie zdążyć go odnaleźć, nim nie wyda lub schowa moich pieniędzy. Druga opcja to polowanie w lesie. Problem jednak polegał na tym, że nie do końca potrafiłam polować. Jako szczenię łatwiej było kogoś okraść lub wziąć kogoś na litość, robiąc ładne szczenięce oczka, niż zapolować na jakiekolwiek zwierzę, nawet te najmniejsze. Została więc mi trzecia opcja; znalezienie ofiary, którą można łatwo zrabować.
Nim jednak zabrałam się za poszukiwania ofiary, poszłam nad pobliskie jezioro, w którym najczęściej znajduje starych znajomych. Miałam nadzieję, że któryś poratuje mnie paroma monetami (lub pomoże odnaleźć winowajcę). Gdy dotarłam na miejsce, zauważyłam, że przy zbiorniku wodnym nikogo nie było, oprócz jednego wilka. Nie rozpoznałam w nim nikogo, kogo znałam. Prawdopodobnie moi znajomi postanowili tego dnia pospacerować gdzieś indziej – akurat jak ich potrzebowałam. Westchnęłam zrezygnowana i nie chcąc ich już szukać, rozejrzałam się ponownie po miejscu. Mój wzrok napotkał torbę, leżącą nie daleko wody, w której do połowy był zanurzony nieznajomy mi wilk. Od razu wszystko przekalkulowałam: wilk zostawił torbę, on jest w wodzie, a w torbie musi coś być.
Nie myśląc za długo i wiedząc, że lepszej okazji nie napotkam, zakradłam się do torby. Wilk szukał czegoś w wodzie, więc na spokojnie podeszłam do zdobyczy. Chwyciłam ją powoli w zęby, a wtedy nieznajomy poruszył uszami i odwrócił głowę. Była to samica, która szybko pokazała kły.
- Zostaw to – powiedziała spokojnie i wyraźne. Ja tylko uśmiechnęłam się do niej krzywo, unosząc jeden kącik ust do góry, po czym poderwałam się do ucieczki.
Za sobą usłyszałam głośny chlupot wody. Samica szybko wyskoczyła z wody i popędziła za mną. Słysząc, jak szybko pokonała odległość między sobą a torbą, będąc w wodzie, wiedziałam, że była szybsza. Inny wilk zrobiłby to dwa razy wolniej, a może by nawet później niż ona zdał sobie sprawę, co się stało. Skręciłam ostro w lewo i wbiegłam do lasu, wskakując na pierwszą gałąź, jaka była wystarczająco nisko, by móc się z łatwością na nią wspiąć. Wskoczyłam jeszcze gałąź wyżej, wdrapałam się na górę po korze, po czym zatrzymałam się 6 metrów nad ziemią. Nieznajomy wilk przebiegł obok drzewa. Obserwowałam go, jak biegnie dalej, zatrzymuje się, skręca, biegnie, zatrzymuje się i wącha. Zaczęła krążyć i wtedy zobaczyła moje ślady, mniejsze od jej, odbite w śniegu i kończące się przy drzewie. Zadarła głowę do góry.
- Oddawaj to złodzieju! – zażądała. – I tak nie masz gdzie uciec – dodała. Ignorując ją, wsadziłam pysk do torby, poszukując pieniędzy.
Wyciągnęłam łeb i telekinezą wywróciłam torbę do góry nogami, a cała jej zawartość poleciała na śnieg.
- Serio? Ukradłam torbę z muszelkami? - zapytałam samą siebie. – Z cholernymi muszelkami? Ja tu głodna chodzę i nawet żadnego kawałka jedzenia nie masz? – powiedziałam trochę głośniej, po czym puściłam torbę, która poleciała pod nogi samicy. – To jest upadek na samo dno – westchnęłam, zeskakując dwie gałęzie niżej. Nie miałam zamiaru skakać na ziemię, nie byłam pewna, czy nieznajoma mnie nie rozszarpie. Chociaż za co? Oddałam jej głupie muszelki.
Yelthana
Ród: Yelthana z matki Kory
Wiek: 6 lat
Płeć: Wadera♀
Rasa: Folix z matki. Różnice w jej wyglądzie muszą być przyczyną innej rasy ojca, którego nie zna.
Stan: Polutia
Stanowisko: Oddani
Upomnienia: 0
Wszędzie jej pełno, lubi wciskać swoje pięć groszy, uwielbia mieć rację i często wytyka innym błędy. Jest pełna marzeń i ma bogatą wyobraźnię, która ją motywuje do poszukiwań nieznanego. Łatwo nawiązuje znajomości, które częściej są jednodniowe niż na stałe. Bardziej wredna i uszczypliwa, niż przyjazna i uśmiechnięta. Wygląda, jakby wiecznie jej coś nie pasowało. Potrafi się wykłócać godzinami, jeśli wie że ma słuszność i ma dobre argumenty, chociaż bardzo często nie potrafi ubrać swoich myśli w słowa, przez co z jej ust wychodzi dziwna paplanina, którą nie każdy zrozumie. Nienawidzi być w centrum uwagi, nie ma pojęcia jak się wtedy zachować. Często ma głupie pomysły i lubi kogoś zaciągać do swoich planów, chociaż ona sama nie przepada za pomaganiem innym. Jest trochę egoistyczna, nie jest bezinteresowna. Nie przywiązuje się do innych, bo nie ma czasu na głębsze relację, mimo tego ma wielu znajomych. Chociaż wydaje się, że jest obojętna na uczucia innych, nienawidzi gdy ktoś gnębi drugiego. Sama nie czuje żadnej radości czy satysfakcji z poniżania słabszych, dlatego często staje w ich obronie, chociaż niechętnie. Z jednej strony nie może na to patrzeć, z drugiej nie lubi pomagać - jak to pogodzić? Oczekuj, że kiedy nadejdzie odpowiednia chwila, wróci abyś spłacił dług. Bardzo pamiętliwa i chętna zemsty za swoje krzywdy, co czasem doprowadza ją do szaleństwa, gdy nie może nic zrobić. Nienawidzi siedzieć bezczynnie. Lubi podsłuchiwać i podglądać innych z czystej ciekawości. Kiedy ktoś szuka w niej wsparcia, postara się go dać, ale nie da się ukryć, że jest beznadziejną pocieszycielką; sama świetnie sobie radzi z problemami i łatwo odnajduje rozwiązanie, ale jeśli chodzi o innych, to trudniejsze. Sama samica nikomu się nie żali i nie opowiada, co jej leży na sercu, nie ważne, jakby ją to zżerało. Nie cierpi mówić o sobie, nie wie jak zareagować, gdy ktoś ją komplementuje bądź dzieli się swoimi uczuciami. Można by rzecz, że jest zielona w czułych relacjach między wilkami.
Żywioł: Woda, Krew, Lód
Moce:
- Telekineza
- Zamrażanie. Oddechem może zamrażać różne ciecze: wodę, herbatę, krew. Ciecz jednak musi być dostępna, tj. być w zbiorniku, pojemniku. Ciecz jest zamrożona, dopóki samica nie odejdzie na 200 metrów od cieczy. Jej moc ogranicza się tylko do kilku metrów sześciennych,
- Hibernacja. Może zamrozić krew innego wilka i wprowadzić go w stan hibernacji. Niestety w tym przypadku wadera musi oddać większą część swojej niskiej temperatury ciała, przez co robi jej się cieplej. Stan hibernacji może trwać nawet pół dnia, ale kończy się to chorobą Yel.
- Oddychanie pod wodą. Samica wytwarza bańkę wody, która w środku jest wypełniona powietrzem. Może wytworzyć do trzech baniek jednocześnie, powietrza starcza na pół godziny,
- Panowanie nad kroplami. Podczas opadu deszczu lub śniegu, samica panuje nad kroplami lub płatkami. Może je zatrzymywać w powietrzu, zmieniać ich położenie lub łączyć ze sobą i dowolnie formować,
- Tworzenie lodowych golemów. Są to małe, lodowe, grube istotki. Do prawdziwego golema im daleko, ponieważ te wytworzone przez Yel sięgają tylko do jej torsu. Plus jest taki, że może ich wytworzyć całą masę. Nie wyglądają jakby miały stworzyć jakieś zagrożenie, są małe i urocze, ale dzięki swojej liczebności mogą cię całego obleźć.
Rodzina: Ma tylko matkę. Kora (imię matki) kiedyś była zwykłym mieszkańcem zajmującym się kupiectwem, ale los chciał, że została zgwałcona przez kapłana, którego ominęła sprawiedliwość. Kora więc wzięła sprawy w swoje ręce i zamordowała zboczeńca, mając tylko ponad 5 lat. Po odsiedzeniu swojej kary, zniżyła się do najniższej warstwy społecznej. Będąc sierotą i nie mając nikogo bliskiego, zaczęła się trudnić w prostytucji.
Partnerstwo z: -
Potomstwo: -
Miejsce Zamieszkania: Slumsy w centrum. Mieszka z matką w jaskini, chociaż częściej nocuje w innych miejscach; u znajomych, na zewnątrz, pod mostem, u nieznajomych.
Umiejętności:
Historia: Urodzona jako córka prostytutki nie miała łatwo – w sumie jak każde szczenię z polutii mieszkające w slumsach. Chowała się sama, matka dała jej jasno do zrozumienia, że była wypadkiem przy pracy, więc jeśli chce żyć, ma sobie radzić sama. W taki sposób mała wilczyca wałęsała się po całym Centrum. Gdyby nie dobroć innych wilków i rzadkich przejawów miłości od strony matki, padła by z głodu. Szybko zaczęła sprzątać w świątyni jako oddana, była to propozycja jednej samicy, której znajoma tam pracowała. Dzięki temu szczeniak miał stały dochód i nie musiał się martwić o następne dni. Wolny czas spędzała ze znajomymi, takimi samymi jak ona: niechcianymi szczeniakami z polutii. Dzięki wychowaniu na ulicy, nauczyła się kraść i kłamać oraz nauczyła się, że przetrwa tylko najsilniejszy lub najsprytniejszy.
Inne:
- Ma zadatki na alkoholika. Pije rzadko, tylko wtedy, gdy jest okazja, ale wtedy nie zna umiaru. Ponad to ma mocną głowę,
- Bardzo źle przeżywa temperatury powyżej 0 stopni. Od razu zaczyna gorączkować, wymiotować i mdleć,
- Gdy była mała i próbowała ukraść biżuterie, sprzedawca ją przyłapał, a następnie dogonił i mocno ugryzł w ogon. To była dla niej niezła nauczka, ponieważ ogon przestał jej rosnąć,
- Jej matka gdy była młoda należała do rodu Skarabeusza. Niestety po incydencie, jakie miał miejsce w jej przeszłości, rodzina się jej wyrzekła. Yel wierzy, że kiedyś uda się naprawić czyny matki,
- Potrafi wspinać się na drzewa jak mało kto, ma również cudowny głos, ale śpiewa tylko gdy się napije,
Autor: Pande.#5497
